Historyjka nie dotyczyła tylko tego. Fabuła była bardziej rozbudowana, choć oczywiście nikogo pozostała jej część nie obchodziła. Wcześniej twórcy w podobny sposób wyjawili również, że Smuga jest lesbijką. Żaden z tych dwóch faktów nie wpływa na rozgrywkę ani mechanikę gry. Gracze niezainteresowani fabułą nie muszą nawet o tym pamiętać. Ta informacja nie jest do niczego potrzebna – to tylko smaczek dla fanów.A jednak pojawił się problem. Na stronie Overwatch.pl pojawił się news na ten temat, który wylądował również na Facebooku. W obu miejscach pojawiła się, rzecz jasna, masa komentarzy. Również negatywnych.Gracze narzekali, że nie jest to potrzebne, że to wciskanie na siłę i niedługo cała gra stanie się „pedalska” (na ten moment postaci jest dwadzieścia dziewięć, w tym dwie homoseksualne, więc faktycznie tragedia).Niecały miesiąc później twórcy znów dorzucili coś do lore, tym razem informując na Twitterze, jakiej muzyki lubią słuchać inne dwie postaci. News znów wylądował zarówno na stronie, jak i na Facebooku, ale zebrał dziesięciokrotnie mniejszy odzew niż ten o Żołnierzu.Negatywnych komentarzy pojawiło się niewiele. Gracze narzekali raczej, że to rzecz, której można było się wcześniej spokojnie domyślić. Nikt nie narzekał, że ich gust muzyczny nie ma żadnego sensu i powinni słuchać czegoś całkowicie innego, by być koherentnymi.Nie bez przyczyny przez większość tekstu odnosiłam się jednak do gejów, a nie lesbijek. Ja wiem, że to tylko żarty i stereotypy, ale jednak wszyscy zdajemy sobie sprawę, że wiele osób przeciwnych homoseksualizmowi (szczególnie panów) dużo szybciej zaakceptuje całujące się kobiety niż mężczyzn, co pokazują w badaniach psychologowie i PornHub w swoich corocznych raportach. Większość scenarzystów w grach to mężczyźni, którym prawdopodobnie łatwiej jest napisać wątek całkiem oderwany od ich seksualności, niż jakoś na nią wchodzący i – nie daj Boże! – kwestionujący.Zgadzam się z opinią, że takie miłości często są miałkie i stereotypowe, nie są tak wiarygodnie opisane jak te heteroseksualne i w sumie mogłyby się nie pojawiać. Wiem również, że istnieją też romanse i ekspozycje naprawdę udane. Zarówno te zrobione na wesoło, jak w Dream Daddy: A Dad Dating Simulator, jak i te bardziej na poważnie, jak w Night in the Woods czy Life is Strange. I niby czemu ich częściami składowanymi muszą być kobieta i mężczyzna? Mniejszości też mają prawo do pięknej miłości i im również się ona zdarza. To nie jest tak, że wyjdę z tęczową flagą na ulicę i zacznę wykrzykiwać żądania zagrażające heteroseksualistom. Nie uważam, by była to sprawa życia i śmierci.Nie uważam tak jednak w żadnej kwestii dotyczącej gier. Elektroniczna rozrywka służy… głównie rozrywce. Popkultura nas oczywiście rozwija i poszerza horyzonty, ale do tego musi być wartościowa, a nie stworzona na kolanie. Nie zabijajmy się o inności w grach. Nie obrażajmy się na twórców, gdy nie dodadzą wszystkich możliwych kolorów do swojego dzieła, ale też nie opluwajmy ich, gdy to zrobią, tylko za to, że w ogóle to zrobili.Oceniajmy jakość danego przedsięwzięcia, a nie sam fakt jego zaistnienia. Nie pozbędziemy się odmienności ze świata, nie zamkniemy się w szklanej kapsule, aby nie mieć do czynienia z tymi, którzy się od nas różnią. Nikt też nikogo nie zmusi do pokochania całego świata. Ale czasem naprawdę wystarczy nie nienawidzić i nie robić krzywdy tym, którzy nie robią jej nam.Weronika Makuch