Być może w Polsce nadal jest to rzadko spotykany rodzaj zabawy, jednak exergaming (zbitka słów exercise i gaming) w wielu krajach cieszy się coraz większą popularnością. Świetna sprzedaż Wii Fit (około 23 milionów egzemplarzy na całym świecie) i kontynuacji Wii Fit Plus (ponad 20 milionów) udowadnia, że tego typu gry mogą przynieść wydawcom naprawdę spore zyski. Wystarczy powiedzieć, że w 2009 siły obronne Finlandii zakupiły 384 konsolki Wii, by zachęcić stacjonujących w bazach żołnierzy do ćwiczeń także w wolnym czasie, w tym konkretnym przypadku przy Wii Sports. Tylko czy rzeczywiście taka gimnastyka może wpłynąć na poprawę sprawności i kondycji? I czy bzdurą jest twierdzenie, że tego typu zabawa w niedalekim czasie zastąpi siłownie?
Początki e-fitnessu
Trudno powiedzieć, kiedy zaczęła się moda na „komputerowe” ćwiczenia w domu. Na pewno nie był to rok 1986, kiedy Nintendo wypuściło na rynek matę Power Pad. Z pewnością nie był to również rok 1987, w którym zadebiutowała mata do tańczenia Foot Craz. Kolejnym ważny krok miał miejsce w roku 1998 wraz z premierą Dance Dance Revolution. Jednak prawdziwy przełom nastąpił dopiero po roku 2000: EyeToy pozwoliło na dokładne odwzorowanie ruchów gracza, a Wii (z wszelkimi rodzajami kontrolerów) połączyło spalanie kalorii z niesamowitą zabawą przed telewizorem. Wreszcie premiera Move'a i Kinecta na dobre umożliwiła tworzenie tego typu produkcji na skalę masową. Teraz praktycznie w każdym sklepie możemy kupić Wii Fit, Kinect Sports, EA Sports Active czy inną Zumbę.
Trening w wydaniu NintendoDo wyboru, do koloru
Oczywiście wymagający gracze mogą skorzystać z o wiele bardziej wymyślnych i skomplikowanych akcesoriów zewnętrznych, takich jak na przykład Gamercize Family Fit, GZ Pro-Sport, PCGamerBike czy NeoRacer. Dużo łatwiej jednak zaopatrzyć się w konsolę obecnej generacji, stosowne kontrolery do obsługi większości gier (w przypadku PS3 i X360 będą to odpowiednio Move i Kinect) oraz interesujący program. Większość z nich nie tylko pomaga spalić kalorie dzięki podstawowym ćwiczeniom ruchowym, ale dodatkowo oferuje gadżety ułatwiające i usprawniające trening. Na przykład wraz z Wii Fit otrzymujemy specjalną matę do ćwiczeń (Balance Board), a na zestaw EA Sports Active 2.0 składają się m.in. czujniki ruchu, czytnik pomiaru bicia serca oraz gumka do rozciągania. Najłatwiej oczywiście mają posiadacze Kinecta – przy nim nie potrzeba żadnych dodatkowych urządzeń, bo ruch odczytywany jest bezpośrednio przez kamery.
Uważam, że na rynku tego typu gier znalazło się tyle zacnych (lub trochę mniej zacnych) produkcji, iż każdy powinien wybrać coś dla siebie. Najprościej zaklasyfikować je do trzech grup. Pierwszą są tytuły przeznaczone do domowego fitnessu i e-coachingu, oferujące zróżnicowany zestaw treningowy oraz dodatkowe akcesoria (Wii Fit, EA Sports Active 2.0 czy My Body Coach 2: Fitness & Dance). Druga grupa koncentruje się na spalaniu kalorii przy pomocy tańca (seria Just Dance czy Dance Dance Revolution). Trzecia w zależności od intensywności grania może przyczynić się do poprawy niektórych partii mięśni (The Fight: Lights Out czy Kinect Sports). Biorąc pod uwagę to, nad czym chcemy popracować, takiej dokładnie gry powinniśmy poszukiwać. I nie ma co przesadzać z ilością: gwarantuję Wam, że jedna czy dwie pozycje w zupełności wystarczą do zadowalającej zabawy.
Trenerka hollywoodzkich gwiazd w wydaniu dla graczyWszystko zależy od chęci
Skąd w ogóle wzięła się moda na tego typu produkcje? Z pewnością przyczyniła się do tego popularność rozrywki, jaką są gry komputerowe. Dodatkowo wraz ze zmianą trybu życia na bardziej kanapowy ludzie zaczęli szukać nowych zachęt do ruszania się. A czy jest fajniejszy sposób na zrzucenie zbędnych kilogramów niż zabawa przed telewizorem? Do tego dochodzi tak prozaiczne wyjaśnienie jak brak chęci (czasu, pieniędzy – niepotrzebne skreślić), by zainwestować w siłownię lub basen. Kusi też prywatny trener, możliwość dostosowania ćwiczeń do naszych upodobań oraz wygoda w dopasowywaniu harmonogramu. Ale czy taka zabawa może odnieść sukces i zastąpić siłownię lub salę fitness?
Cóż, zależy to oczywiście od tego, czego od danej produkcji oczekujemy i ile jesteśmy w stanie dać z siebie. Większość z tych tytułów, jak nie wszystkie, oparta jest bowiem na mechanizmie wychwytywania ruchów przez odpowiednie sensory lub kamerki, które tak naprawdę bardzo łatwo oszukać. Dla przykładu w popularnej Dance Dance Revolution ekwilibrystyczne ruchy na macie mogliśmy obejść, wykonując odpowiednie kombinacje na... kontrolerze do gier. Podobnie jest z inną grą taneczną, SingStar: Dance, w której wystarczy przesuwać Move'a w odpowiednim kierunku i czasie, by zdobyć maksymalne noty za taniec, wcale nie tańcząc. Niestety, nawet gdy zdecydujemy się nie oszukiwać, nasze wygibasy przed telewizorem nadal mogą być dalekie od ideału. Nieodpowiednie rozciągnięcie ciała, pomimo instruktażowych filmików, może skończyć się niepotrzebną kontuzją, podobnie zresztą jak nieprawidłowe wykonywanie ćwiczeń. Ponadto, nawet gdy jesteśmy pewni, że wszystko robimy dobrze, cały secik może nam bardziej zaszkodzić niż pomóc.
Stepmania - darmowy klon Dance Dance RevolutionA jakie są efekty?
Ale i tak wyniki są dużo lepsze niż ćwiczenie samemu: według niektórych źródeł efektywność treningu przy specjalnych maszynach potrafi być nawet pięciokrotnie wyższa niż podczas samodzielnych ćwiczeń. Dodatkowo takie bonusy jak możliwość zdobycia trofeów zachęcają do jeszcze intensywniejszej współpracy z programem. Do tego większość tytułów oferuje specjalne kursy nakierowane na konkretny rezultat (poprawa wydajności serca, elastyczności ciała czy ogólnej kondycji). W tym wszystkim kryją się jednak zagrożenia. Trudno na przykład wykonywać ćwiczenia, których nigdy w życiu nie widzieliśmy na żywo, co może skończyć się źle dla naszego ciała. Nadto nie mamy dostępu do większości przyrządów, które przydałyby się do poprawy ogólnej wydajności organizmu. I nie myślę nawet o ławeczkach, bieżniach, hantlach czy wioślarzach – nie każdy może pozwolić sobie na swobodne korzystanie w domu z hula hop, skakanki czy kilku rodzajów hantli bez niepotrzebnego przekładania ciężarków. Pod tym względem ćwiczenia domowe, jakiekolwiek by nie były, nigdy nie dadzą takich efektów jak te w specjalnie przygotowanych do tego salach.
Koniec końców, wszystko i tak zależy od naszej samodyscypliny i tego, czego oczekujemy od tego typu programów. Pierwsza rzecz jest oczywista: jeżeli brak nam chęci albo mamy tzw. słomiany zapał, to nawet bezpłatne wejściówki na najlepszą siłownię w mieście czy najlepsze programy instruktażowe zdadzą się psu na budę. Nie możemy też traktować tych programów jako recepty na lepsze samopoczucie, zero tłuszczu i inne spełnione marzenia w 30 dni. Są one de facto idealnym uzupełnieniem lub rozwinięciem codziennych ćwiczeń. Jeżeli dorzucimy do tego kilka wizyt na siłowni, bieganie po osiedlu czy uprawianie jakiegoś sportu w tygodniu, to wtedy wyniki mogą być naprawdę satysfakcjonujące.