O nowym Combat Wings można było już usłyszeć i przeczytać mniej więcej rok temu, kiedy katowicki oddział City Interactive prezentował tę produkcję na Wii. I pewnie wszystko skończyłoby się startem tejże fruwajki na konsolę Nintendo, gdyby nie wprowadzenie na rynek Move'a. Takim oto sposobem Combat Wings za kilka miesięcy wyląduje nie tylko na białym pudełku, ale i trzech „dużych” platformach, czyli Xboksie 360, Playstation 3 i naturalnie blaszaku.
Czy sama gra zmieniła w diametralny sposób swoje oblicze? Nieszczególnie. Nadal mamy do czynienia z typowo arcade'ową strzelanką w realiach II wojny światowej. Jeśli nie do końca potraficie to zwizualizować, wyobraźcie sobie, że IL-2 Sturmovik zrobił dziecko Heroes Over Europe. To będzie właśnie nowe Combat Wings. W trakcie prezentacji obejrzałem trzy misje, dziejące się np. podczas bitwy o Anglię czy epizodu z Pacyfikiem w roli głównej. Jak twierdzą autorzy, zgodność historyczna może mieć trzy stopnie ciężkości. Pierwszy to oczywiście realne odwzorowanie danych walk powietrznych, drugi oscyluje wokół miksu faktów historycznych, które podkręcono, by było ciekawiej, zaś trzeci to już wolna jazda bez trzymanki, w której pewne wydarzenia stanowiły tylko bazę do podniebnego rzezi. To samo dotyczy samolotów – naturalnie spotkamy takie tuzy powietrznego żelastwa jak Messerschmitt BF109E czy Wildcaty, ale i miłą niespodziankę z kategorii „patriotyzm lokalny”, czyli PZL.37 „Łoś”. Co prawda nasi Łosiami za bardzo się nie nalatali, ale docenić ten smaczek warto. Samych maszyn ma być około 50, zatem poza tymi bardziej znanymi natrafimy także i na mniej rozpoznawalne samoloty.
Oczywistą sprawą jest, że nie będziemy latać sami. Arcade arcade'em, ale jakiś umiar trzeba zachować. Wedle słów przedstawicieli City na pewno dostaniemy dwuosobowy tryb kooperacji. Na Wii być może zostanie dawny podzielony na cztery split, natomiast jeśli chodzi o „duże” platformy, z racji aktywnego połączenia internetowego grać będziemy raczej w sieci. Na temat multi jako takiego, nie udało mi się, niestety, wyciągnąć z autorów nic więcej. Większa liczba graczy w deathmatchach to pewnik, natomiast konkretnej cyferki jeszcze nie znamy. Przy okazji multiplayera nie można było nie zapytać o AI komputerowych pomagierów. Wiadomo, nie zawsze znajdzie się kolega, z którym będziemy perforować kadłuby japońskich Kamikaze. Ponoć AI ma być dobre. Co to oznacza? Nie doświadczymy syndromu Terminatora, kiedy to koledzy załatwiają sprawę, ale też nasi fruwający podopieczni nie powinni stanowić zbytniej przeszkody.