Nigdy nie wstydziłem się wyjść do ludzi i z nimi rozmawiać lub udzielać im wywiadów. Mam nadzieję, że jest ktoś, kto widział co udało mi się osiągnąć przez ostatnie 20 lat oraz zobaczy to, co mam zamiar zrobić w przyszłości i powie: „Oto facet, który jest dumny ze swojej pracy i rynku, z którym się związał. Nie siedzi za biurkiem. Wychodzi do ludzi i jest apostołem gier jako jednego z aspektów kultury - mówił Bleszinski.
Możesz ukazać siebie przez zaprojektowanie strzelanki z systemem osłon albo broni palnej z piłą łańcuchową, ale bycie znanym jako osoba, która tworzy wspaniałe gry i dodatkowo nie boi się wyjść do ludzi i opowiadać im o nich oraz być widoczna to mantra, która przyświecała mi przez wszystkie te lata. Zacząłem robić to co robię dla trzech rzeczy: by tworzyć wspaniałe produkty, by być widocznym w czasie procesu twórczego oraz dla pieniędzy, bo lubię mieć szpanerski samochód.
Bleszinski rozumie, że wczesne lata jego kariery, mogły doprowadzić do tego, że wielu współcześnie nie żywi do niego sympatii. Porównuje siebie z tamtych czasów do małego pieska, który dużo szczeka, w odróżnieniu od tak ważnych na rynku gier elektronicznych ludzi, jak chociażby Gabe Newell.
Każda osoba ma coś swojego i to, co sobą reprezentuje. Zawsze chciałem by znalazł się jakiś dzieciak, który spojrzy na mnie i powie „Hej, chce robić kiedyś takie gry”, w odróżnieniu od „Hej, chce być piłkarzem lub astronautą”. Chciałem osiągnąć właśnie to.
Jeśli jego plan się powiedzie, w przyszłości możemy mieć zdecydowanie mniej piłkarzy i astronautów – być może z tego będzie mógł być pamiętany. NASA przyśle mu pewnie kartkę z podziękowaniami. Ale ciężko odmówić mu tego, że rzeczywiście jego twarz przyczyniła się do spopularyzowania dyskusji na temat ludzi związanych z firmami produkującymi gry. Bleszinski wciąż nie zdradził, jakie są jego plany po opuszczeniu Epica.