W wywiadzie dla VentureBeat Bleszinski nie zaprzecza, że wróci kiedyś do tworzenia dużych tytułów. Ma na ten temat pewne zastrzeżenia:
Chciałbym kiedyś wrócić do tytułów wysokobudżetowych. Ale ostatnia rzecz, jakiej chcę – z całym szacunkiem dla Curta Schillinga i Johna Romero – to zrobić to, co zrobili oni. Wrzućmy tu 300 ciał! Jasne! Damy radę!.
Jak widzi więc swoja przyszłość Bleszinski? Prócz tego rzecz jasna, że będzie w niej mniej astronautów. Chce zająć się tworzeniem gier w małym studiu, z niewielką ekipą – stworzyć więc coś na podobieństwo firm niezależnych. Wraz z nią stworzyłby silnik oraz opracował ogólny pomysł gry. Jeśli wszystko trzymałoby się kupy, mógłby rozpocząć tworzenie na tej podstawie tytułu wysokobudżetowego. Trzeba przyznać, że wymyślił to bardzo sprytnie.
Nawet gdyby jakiś wydawca powiedział „Hej Cliff, masz tu 50 milionów dolarów – idź zrobić grę swoich marzeń”, wciąż zatrudniłbym tylko garstkę ludzi.