Paradox Interactive i Colossal Order, tworząc Cities in Motion, porwały się na rzecz dość trudną. Dostajemy nowoczesną wersję klasycznego Transport Tycoona, jednak skupioną na transporcie pasażerów i to tylko w obrębie miasta. Tak mały zakres obowiązków mógłby oznaczać, że gra nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Na szczęście już jej wczesna edycja sprawia, że wszystkim domorosłym ekonomistom i planistom zaczyna cieknąć ślinka.
Budujemy lepszą przyszłość
Zadanie wydaje się proste: mając do dyspozycji przeróżne środki masowego transportu (autobusy, tramwaje, metro, autobusy wodne i helikoptery), musimy sprawić, by miasta, w których pracujemy, zostały oplecione siecią komunikacyjną. Jej budowanie jest zaskakująco intuicyjne i rzeczywiście przypomina stareńki Transport Tycoon – stawiamy przystanki, klikając na nie w odpowiedniej kolejności, dodajemy trasę, do trasy przydzielamy pojazd, a na końcu uruchamiamy linię. Oczywiście wymaga się też od nas stworzenia infrastruktury, takiej jak chociażby tory, ale wszystko to jest stosunkowo proste.
Głównym miernikiem naszego sukcesu jest zadowolenie ludzi z usług, które oferujemy. Wskaźnik umieszczony na ekranie pokazuje dość wyraźnie, jakie jest zdanie mieszkańców o naszej firmie. Na ich samopoczucie wpływ ma wiele czynników, ale główne to oczywiście ceny i jakość połączeń. Na szczęście, gdy początkowo nie bardzo wiemy, co zrobiliśmy źle, gra daje jasne sygnały za pomocą prezydenta miasta lub którejś z dotkniętych naszym błędem osób. Zadowolenie nie jest jedynym elementem, na który trzeba zwracać uwagę, bo dochodzi również np. ekonomia – w czasach kryzysu nikt nie wsiądzie do naszych pięknych nowych wagonów metra, a obniżenie cen pociągnie za sobą niższą jakość obsługi. Gra wciąż stawia przed nami podobne wyzwania, co dobrze wróży, jeśli chodzi o przytrzymanie nas przed ekranem.