Batman: Arkham City to gorący temat przynajmniej z kilku powodów. Pierwszy, najbardziej prozaiczny, odnosi się do tego, że to po prostu świetna gra. Niesamowicie klimatyczna (zapytajcie fana komiksów z Bruce`em), rozbudowana, wciągająca, piękna w sferze audio-wideo. Superlatywy można mnożyć, o czym świadczą kolejne recenzje – zarówno te medialne, jak i opinie zwykłych graczy, zagłębiających się w świat zaadaptowany przez brytyjskie studio Rocksteady.
Nie zamierzam ich powielać, ale skupię się na pewnym niezmiernie ważnym elemencie najnowszej Bat-gry. Takim, który ma ostre pazurki i zawsze spada na cztery łapy. Catwoman na długo przed premierą Arkham City stała się symbolem tej produkcji. Jedną z zapowiadanych innowacji, jakimi powinna charakteryzować się udana kontynuacja. Arkham Asylum zasłużenie zebrało wysokie noty, ale nie było grą na najwyższą ocenę. Momentami backtracking (wracanie do odwiedzonych już lokacji) dawał się zbytnio we znaki i raziła schematyczność: „idź tam, weź wyrzutnię linki z hakiem i wróć do drzwi, których wcześniej nie mogłeś otworzyć”. Niemniej (abstrahując, że był to debiut Rocksteady na konsolach HD, a ich druga gra w całym portfolio) Arkham Asylum można z czystym sumieniem uznać za bardzo dobrą produkcję.
Wracamy do Catwoman, znanej również jako Selina Kyle. Jeżeli jeszcze nie graliście w Batman: Arkham City, nie martwcie się – nie zdradzę szczegółów fabularnych związanych z jej obecnością u boku Mrocznego Rycerza. Warto jednak nadmienić, że jej obecność została świetnie wpleciona w historię Batmana i idealnie kontrastuje postać największego detektywa uniwersum DC. Podobnie jak zamaskowany Wayne Kotka może pochwalić się niesamowitym wachlarzem ruchów. Mało tego, zabójcze kombinacje ciosów w jej wykonaniu wyglądają o wiele zwinniej i naprawdę ma się wrażenie, że Catwoman bawi się z uzbrojonymi zbirami niczym z bezbronnymi gryzoniami. Poza tym widać (i słychać, bo nieraz o tym wspomina), że uwielbia mroczne zakamarki i czyhające w nich niebezpieczeństwa. Ale czy w tym przypadku można mówić o jakimkolwiek zagrożeniu?
Kobieta-Kot, podobnie jak Batman, to mimo wszystko „zwykły” człowiek – nie strzela laserami z oczu, nie lata, nie oddycha pod wodą. Niemniej jej niesamowita zwinność sprawia, że skutecznie radzi sobie w każdej sytuacji. Dodatkowo posiada cały arsenał przydatnych akcesoriów, niezbędnych w przypadku superzłodziejki. Rękawice z pazurami ułatwiają jej wspinaczkę i są niezwykle skuteczne w walce. Podobnie jak bat, który jest odpowiednikiem batmanowej linki z hakiem. W Arkham City, aby skorzystać z tej zabawki, szukamy wyświetlającej się ikonki R1/RB – po wciśnięciu przycisku Kotka błyskawicznie pojawia się pod wskazanym celem (np. dwa piętra niżej, jeżeli zmierzamy na dach budynku) i wystarczy ponownie nacisnąć guzik (tudzież X/A), żeby w 2-3 zwinnych skokach znalazła się na górze. Bardzo fajne rozwiązanie, bo nie mamy wrażenia, że gramy Batmanem w innym skinie. Catwoman ma swoje, odmienne ruchy i gadżety. Zresztą, jak na prawdziwą kotkę, która zawsze chadza własnymi ścieżkami, przystało.
Gdybym potrafił, napisałbym pieśń pochwalną na cześć Rocksteady za zaproszenie Seliny do Batman: Arkham City. Postać jest świetnie pomyślana, zaprojektowana i wprowadzona do świata gry. Jest jego absolutnie spójną częścią, o czym zresztą niejednokrotnie przekonywali nas twórcy przed premierą. Niemniej nie sposób nie wspomnieć o pewnej aferze, która wybuchła tuż przed otrzymaniem przez nas recenzenckiej wersji tytułu. Internet obiegła wieść, jakoby Catwoman ze swoim krótkim, acz treściwym występem miała być dostępna na zasadzie jednorazowego kodu dodawanego do każdego egzemplarza nowego [](http://gry.wp.pl/gry/batman-arkham-city,14768,info,0.html>BatmanaLost Planet 2, Modern Warfare). Tymczasem po włożeniu płyty do czytnika i wybraniu nowej kampanii wyświetla się zapytanie, czy chcemy zrealizować kod na Catwoman, kupić go, czy też decydujemy się na zabawę bez jej udziału. Jestem skłonny zrozumieć zachęcanie do nabywania nowych gier, ale przykład Kobiety-Kota wpisuje się w niechlubną tradycję wycinania zawartości z pełnego produktu i sprzedawania jej ponownie.
Warner Bros. (wydawca) chlubił się Catwoman na każdym kroku, a w gruncie rzeczy jest ona dodatkiem oferowanym oddzielnie od dnia premiery. Nie stanowi nierozerwalnej części Batman: Arkham City, bo jej epizody ściągamy z PSStore/XBLA. Akcja równie perfidna (a może nawet bardziej) jak te stosowane przez Capcom – choć w przypadku takiego Street Fightera IV czy Resident Evil 5 nadprogramowe kostiumy i tryby gry znajdowały się na płycie i dopiero ich odblokowanie następowało za dodatkowa opłatą. Warner Bros. natomiast jawnie wycięło Catwoman i zrobiło z niej DLC, o czym świadczą chociażby osobne trofea/osiągnięcia Kotki, niewymagane do zrobienia platyny/calaka.
Jakkolwiek by nie patrzeć na tę rysę na diamencie, jakim niewątpliwie jest Batman: Arkham City, możliwość pogrania Kobietą-Kotem to świetna sprawa. Warto przełknąć gorzką pigułkę DLC, by wcielić się w postać kociej złodziejki. Mało tego. Liczę, że Rocksteady w przyszłym roku wypuści samodzielne przygody Seliny. Potencjał jest ogromny, a baza fanów będzie ciągle rosła.