Captain Blood to tytuł, o którym pierwszy raz mogliśmy usłyszeć jeszcze w roku 2004. Początkowo tworzony był na pierwszego Xboksa, ale czas produkcji wydłużył się na tyle, że panowie z 1C Company zmienili platformę na konsolę nowej generacji. W założeniu gra jest rosyjską odpowiedzią na serię God of War. Zobaczmy więc, czy tytuł oparty na pirackich powieściach Rafaela Sabatiniego ma rzeczywiście szansę pobić Boga Wojny.
Piratem być
Fabuła opowiada historię kapitana Blooda, któremu na imię Peter. Oparta jest dość mocno na książce pod tym samym tytułem i poprowadzi nas przez wątki, których standardowo spodziewalibyśmy się po historii o korsarzach. Wystąpi więc zły admirał, bohaterscy żeglarze, piraci, którzy zeszli na złą drogę, piękna kobieta (oczywiście córka admirała) i nieodłączna butelka rumu. Brzmi to trochę sztampowo, ale po paru godzinach grania muszę stwierdzić, że tego właśnie oczekiwałem od gry o piratach.
Sama rozgrywka jest dość liniowa i zasadza się na krótkich misjach, które można podzielić na morskie i lądowe. Na statku odpieramy zazwyczaj próby abordażu zainteresowanych naszym dobytkiem lub na odwrót, sami próbujemy zaanektować czyjąś własność. Na lądzie idziemy wytyczoną ścieżką, zabijając po drodze hordy wrogów, czasami mając do pomocy jednego z naszych wiernych marynarzy. Wszystko to dość często przeplatane jest minigierkami lub tak zwanymi Quick Time Events, które są zróżnicowane, więc nie powinno nam się nudzić. Razić może dość ograniczona ścieżka, którą porusza się nasz bohater, i praktyczny brak elementów platformowych, które raczej są już standardem w tego typu grach.
Do abordażu
Naszego kapitana obserwujemy w podobny sposób, jak we wspomnianym już God of War. Kamera sytuuje się tak, aby jak najlepiej pokazać miejsce akcji. Niestety jej praca, w wersji, w którą dane mi było pograć, szwankuje – od czasu do czasu nie wiadomo, skąd biegną przeciwnicy, a niekiedy główny bohater ginie z pola widzenia. Peter Blood posiada spory arsenał różnych kombosów, który możemy poszerzać za złupione od przeciwników złoto. Dodatkowo zawsze mamy na podorędziu pistolet i granaty, które pomagają nam siać popłoch.
A jest na kim tenże popłoch siać. Wrogowie to zazwyczaj hiszpańscy żołnierze albo piraci, z którymi mamy na pieńku. Są oni dość solidnie zróżnicowani: od mocnych i powolnych, przez rażących z muszkietów, aż po małych i zwinnych. Prócz tego pojawiają się jeszcze różne inne kombinacje, a na dodatek każdy rodzaj przeciwnika występuje w wersji silnej i słabej. Zmusza to gracza do myślenia nad strategią, choć po wyuczeniu się kombinacji klawiszy i odkryciu magicznego guzika „wykończ go” bitwy na lądzie stają się monotonne.