Przypomnijmy, że najnowsza produkcja Techlandu przeniesie nas z Dzikiego Zachodu pełnego kowbojów i lokomotyw w czasy współczesne, a akcja dziać się będzie na pograniczu USA z Meksykiem. I właśnie takie umiejscowienie akcji, a także podtytuł Kartel, nie spodobało się teksańskim szeryfom.
"Niestety istnieją firmy, które chcą zarobić pieniądze na sytuacji w Meksyku, która ma negatywny wpływ na nasz kraj. Nastolatki mogą wciągnąć się w grę i próbować przelać brutalność widzianą w grze na rzeczywistość", powiedział Carlos Garcia, szef policji w Brownsville, w wywiadzie z lokalnym Brownsville Herald.
W podobnym tonie wypowiedział się Omar Lucio, szeryf hrabstwa Cameron, który skrytykował wykorzystywanie tematyki karteli narkotykowych i przestępczości z tym powiązanej w grach, gdyż mogłoby to mieć zgubny wpływ na młodzież takimi grami zainteresowaną. Obaj panowie przyznali, że nie znają wcześniejszych produkcji spod znaku Call of Juarez.
Temat brutalności czy tez nieodpowiedniej tematyki w grach powraca do nas cyklicznie. Jednak pytanie brzmi czy wypowiedzi krytykujące taki lub inny aspekt gry nie mają przypadkiem skutków odwrotnych do zamierzonych? I czy osoby, które nie do końca znają się na tym o czym opowiadają powinny publicznie zabierać głos?