Call of Duty: Finest Hour

Wojciech Kąkol

23.06.2004 00:43

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Call of Duty: Finest Hour

Pecetowy Call of Duty zarządził. Przy okazji zdmuchnął Medal of Honor: Allied Assault z powierzchni ziemi, a miejsce po nim wytarł do sucha umaczaną w ciepłej wodzie szmatką. Naturalną konsekwencją tegoż czynu było krzesło elektryczne. Skazany został zegzekutowany... ech, co ja piszę. Brednie! Naturalną konsekwencją tegoż czynu jest konwersja! W Call of Duty: Finest Hour zagrają właściciele konsol Playstation 2 i Xbox , a stworzy ją zupełnie nowa firma o niewiele mówiącej nazwie Spark.

Autorzy programu nie poszli jednak na łatwiznę. Większość kodu programu tworzą od nowa, pracują też nad nowymi poziomami i zupełnie innymi lokacjami (powtórzy się tylko zrujnowany Stalingrad). W rezultacie fan pecetowego Call of Duty zobaczy u swego kumpla, konsolowca, zupełnie inną grę, którą nawet trudno nazwać konwersją.

Pracownicy firmy Spark skupiają się nie na przedstawieniu chaosu wojny z pozycji oddziału czy nawet batalionu, lecz z oczu pojedynczego żołnierza. Tym samym większe znaczenie zyskają jednostki, kilkuosobowe oddziały i ich wzajemne interakcje z napotkanymi ludźmi. A kim będą osobnicy, którymi gracz pokieruje? Znajdzie się wśród nich klasyczny GI Joe, a także komandos z brytyjskiego PPA. W Call of Duty: Finest Hour pojawi się również rosyjska snajperka (czytaj: kobieta-snajper) oraz czarnoskóry członek osławionego batalionu 761 Black Panther. Tacy pacjenci jak dotąd omijali gry komputerowe!

Wielość bohaterów oraz ich wielonarodowość (Brytyjczycy, Amerykanie, Rosjanie) sugerują, że charakterystyczny dla pecetowego Call of Duty trójpodział zostanie zachowany. I rzeczywiście, gracz rozpocznie zabawę nad rzeką Wołgą w 1942 roku, by później przenieść się do Europy Zachodniej i zakończyć zabawę wraz z żołnierzami wysłanymi w bój przez Franklina D. Roosevelta w 1944 roku. Strzelania na pewno nie zabraknie, a nieco zmodyfikowane procedury sztucznej inteligencji zostawią więcej swobody kierowanym przez konsolę żołnierzom. Ponoć dzięki temu goście nie raz zaskoczą gracza! Oby było to zaskoczenie pozytywne, bo jak świadczy przykład polskiego parlamentu i posłów w charakterystycznych krawatach, zaskoczyć można również swą głupotą.

W grze da się też pojeździć czołgami. Autorzy programu zapowiedzieli już co najmniej dwie maszynki - Shermana i T-34. Na pewno model jazdy zostanie znacznie uproszczony i przystosowany do konsolowego sterowania. W grze pojawią się też misje, w których gracz siądzie za działkiem i będzie po prostu naparzał do wszystkiego, co się rusza. Kamera zamontowana na pojeździe (np. jeepie) sama podjedzie wówczas do celu i ustawi się tak, by łatwiej było zgnieść broniących się bądź szturmujących drani.

Nie wiadomo jeszcze nic o trybie multiplayer w Call of Duty: Finest Hour. Autorzy póki co męczą się nad kampanią dla pojedynczego gracza, gdyż to właśnie jej nadali priorytetowy charakter. Sieciówka, owszem, będzie, ale bardziej na zasadzie dodatku dla tych, którzy znają już grę na pamięć. Pozostaje czekać...

Źródło artykułu:WP Gry
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)