Gdybym mógł się dzisiaj zająć Wing Commanderem, byłbym tym bardzo zainteresowany - mówił w wywiadzie Roberts, który liczy się z tym, że prawa do tytułu pozostają w zasięgu EA. Musiałem je sprzedać, kiedy Electronic Arts przejęło Origin Systems - wyznał twórca, wspominając uznane studio, w którym powstawała seria Wing Commander i Ultima.
W przeciwieństwie do EA Robertsa interesuje stworzenie całego świata gry, który będzie mógł konsekwentnie poszerzać. Taka deklaracja ma zostać zrealizowana w postaci zapowiedzianego niedawno Star Citizen. Pecetowej produkcji zakrojonej na dużą skalę, która mimo odległej daty premiery (nie wcześniej niż za dwa lata) zainteresowała spore grono potencjalnych odbiorców. Dla mnie to nie jest po prostu jedna gra. To cały świat, który pragnę rozwijać, dodawać do niego fajne elementy i tworzyć społeczność.
Gdybym mógł zrobić to samo z Wing Commanderem, byłoby wspaniale, lecz EA ma inne priorytety - kwituje Roberts i oznajmia, że byłby szczęśliwy, gdyby w jego produkcję ludzie grali 10 lat po premierze. Cóż, chyba każdy twórca MMO cieszyłby się z takiego osiągnięcia. Na razie jego Star Citizen pozostaje dosyć odległą wizją, ale liczymy, że ojciec kultowej serii nie zawiedzie i zebrane miliony dolarów na realizację przedsięwzięcia zaowocują duchowym następcą Wing Commandera. A może w międzyczasie EA odkurzy dziecko Robertsa i wyda coś bardziej zbliżonego do oryginału niż xboksowy Wing Commander Arena z 2007 r.?