Zmien skórke
Logo Polygamii

Blog - Nie Wszystek Ogram

09.04.2019

Moja  kilkunastodniowa nieobecność na blogu spowodowana była oczywiście premierą Sekiro: Shadow Die Twice, więc materiały wspominkowe o Diablo poszły na pewien czas w odstawkę. Souslowi wymiatacze zdążyli skończyć grę przez weekend. LobosJR od dnia premiery nabił już 200 h i zaliczył 5 challange runów, teraz natomiast robi speedruny w 50 min.. ja niestety jako człowiek pracujący nie ma tyle czasu, żeby grać na pełen etat (speedruny i slow gaming to też temat, na który mam nieco do powiedzenia). Obecnie, jestem na ostatnim bossie i myślę, że mogę spędzić na nim tydzień..lub dłużej. Z racji mojego achievement whoring (o tym kiedy indziej) planuję skończyć Sekiro legitnie na 100%, przechodząc grę co najmniej 4 razy i pokonując każdego z bossów ( Demonie Nienawiści – patrze w Twoją stronę) i wbić przysłowiową „platynę” jak we wszystkich odsłonach soulsów na PC (pc master race – ironicznie – o tym też kiedy indziej) oraz Nioh, który jest soulslikiem z elementami lootshootera (tyle, że bez strzelania).

Abstrahując od modelu rozgrywki, opartym na parowaniu, który jednym pasuje, a drugim nieco mniej, czyniąc Sekiro pozycją potencjalnie trudniejszym od Soulsów, chciałbym dziś zwrócić uwagę na fabułę gry i konstrukcję świata. Na temat machania mieczem napisano chyba już wszystko i nie wniosę do tematu nic nowego. Moje umiejętności i nastawienie do gry plasuję gdzieś po środku. Nie jestem wymiataczem, poczytałem wcześniej o bossach takich jak Mniszka, Genichiro czy Małpa i wyobrażałem sobie że zmiotą mnie w 2 ruchach i będę się męczył tydzień z każdym z nich, a w/w menażeria padła od 1-3 podejściach. Za to wiele problemów miałem z sub-bossami typu ninja cienia czy 7 włóczni..no i czeka mnie jeszcze finalna walka. Ogólnie to gra nie jest wielka, a bossów jest zaledwie kilku, jednak każdy się wyróżnia..no dobra, jest pewien recykling, ale wierzę, że autor decydując się na ten zabieg miał jakieś sensowne wytłumaczenie..lore in progress.

Wracając jednak do Fabuły. Od początku czuć, że to gra Hidetaki Miyazakiego. Przejawia się to w znanych nam już z cyklu souslbornów opowieściach środowiskowych oraz w opisach przedmiotów. Znowu mamy nostalgiczną krainę po przejściach, w której działo się o wiele więcej niż jesteśmy świadkiem w czasie naszej podróży. Postacie z którymi przyjdzie nam rozmawiać są jednak nieco bardziej rozmowne i nieco mniej szalone (co do zasady) niż w Soulsach, także pewną nowością dla obytego z soulsami odbiorcy będą rozbudowane dialogi i większa dawka przerywników -cut-scenek – z braku lepszego wyrazu w języku polskim. Przynajmniej na początku. Czy to dobrze? Mnie to nie przeszkadza, jednak gdybym miał wybierać wolałbym szczątkową z pozoru fabułę Dark Souls, gdzie wszystko odkrywa się samemu, a fani na forach i youtubach spekulując o lore, historii świata i postaci (Vaati, nie mogę się doczekać na lore sznurkowego giganta – czy jak nazwać to coś), a samą grę można przejść nie dowiedziawszy się niczego. Tutaj również są te elementy, ale w znacznie mniejszym stopniu, wszakże każda kolejna gra Miyazakiego jest bardziej komercyjna i bardziej otwarta dla szerszego grona odbiorców, przy równoczesnym zachowaniu możliwości skomplikowania sobie rozgrywki dla hardkorowców. Artysta zasługuje na taki rozgłos i popularność. Jestem z tych co mogliby by dostawać soulsy co 2 lata w niezmienionej formule i dalej bym się cieszył. W końcu królestwa i krainy powstają i upadają, a czas jest zakrzywiony. Praise the old blood and beware the sun, umbasa, bear, bear, seek, lest. Czy jakoś tak. Ale znowu schodzę z tematu.

Miało być o fabule, a wyszły ogólne przemyślenia, tak więc słów kilka o konstrukcji świata. Świat jest piękny i misternie po mistrzowsku zaprojektowany. Koniec i kropka. Takie uczucie miewam przy okazji każdej nowej gry serii, może poza Dark Souls 2.  Podoba mi się, że za wyjątkiem 2 lokacji, wszystkie miesjce które przyjdzie nam odwiedzić są zlokalizowane wokół zamku Ashina i w zasadzie możemy przebiec świat od początku do końca, bez potrzeby teleportacji czy używania innych środków transportu, to świadczy o geniuszu projektantów poziomów. Taki mikrosystem. Świat nie jest tak różnorodny jak w Dark Souls 1 czy nawet Bloodborne i nie posiada nawet 1/10 części skrótów, do których byliśmy przyzwyczajeni, jednak nowy sposób poruszania się powoduje, że wcale nie są ona nam potrzebne. Ponadto nie powoduje uczucia, że coś w kreacji tutaj nie pasuje do całości.  Wielce doceniam. Nie jest to Dark Souls 2 (które wbrew popularnej niechęci bardzo lubie i spędziłem tam najwięcej czasu) gdzie w ramach kreacji świata muszą być zawarte generyczne poziomy – z lawą, ze śniegiem, z bagnem, z lasem i z zamkiem. W swej genialności Sekiro niestety wprowadza nową jakość w produkcjach od From Software i z wertykalnie skonstruowanymi poziomami, zaprojektowaniami pod kątem latania na lince i większej mobilności, deweloper wszedł na wyższy level design, równocześnie zwiększając przy tym oczekiwania konsumentów.. no i powiedzcie sami, jak tu zrobić Dark Souls 4, gdzie znowu postać będzie przywiązana do ziemi i nie będzie potrafiła pływać? Sam jestem ciekaw. Na pewno mnie czymś zaskoczą.

Co się jednak tyczy fabuły –  pewna adegdotka porównawcza – pamiętam jak przyjaciel (pozdro Krzysiek) pokazał mi soulsy pierwszy raz w 2011 r. gra wciągnęła mnie od razu, jako że brak było wówczas podobnych pozycji na PC. Po paru godzinach zapytałem go – o co chodzi w tej grze? Jaki jest cel? Powiedział, że nie wie. Idzie się przez levele, gra nie ma znaczniku celu, bije się bossów i nie wie gdzie to ta gra zaprowadzi, prawdziwy odschool. W Sekiro od początku wiemy, że jesteśmy Shinobi, który musi chronić swojego Pana za wszelką cenę. Przegrał, musi odzyskać honor, pomścić kogo trzeba, zabić kogo trzeba i zakończyć happy endem i takie tam klisze. Tyle, że międzyczasie dzieje się dużo innych rzeczy. Gra jest mniej tajemnicza, mniej „puzzlowa”, ale dalej niesamowicie wciągająca, przynajmniej za pierwszym razem. Ah ten Miyazaki, zrobić coś hardkorowego a przystępnego zarazem. Mistrz.

 

 

Na początku gry siedzimy sobie załamani i bez poczucia celu w więzieniu, ktoś dalej nam powód żeby się uwolnić.  Jest Waifu, która w prawdzie nas nie leweluje, bo robią to ogniska, kapliczki, ale zwiększa nasze zdolności lecznice. Nikt nie kopie kleryków i nie wciąga ich w pułapki, ale jest dosyć znajomo, nieprawdaż? Tylko main hub i miejsce odpoczynku takie ubogie. W zasadzie nie ma po co tam przychodzić, a wizyty tam trwają max 2 min. Pusto tam i odludno. Nie jest to Firelink Shrine, Nexus czy Majula gdzie można było postać, posłuchać muzyki, pogadać i odpocząć. Tutaj się wpada i leci dalej, dobrze jednak że jest. Motyw muzyczny nie wpada w ucho. Taki Firelink Shrine jest ponadczasowy. To mój budzik w telefonie. Codziennie rano budzę się jak nieumarły i wstaje by iść do pracy i przeżyć ten sam kolejny dzień w moim cyklu nieśmiertelnej powtarzalności. Muzyka w grach to również temat na osobny wpis (w tle słychać nostalgiczne pianino podczas walki z Gwynem)

 

Do czego jednak dąże z tym wpisem to podkreślenie faktu, że Miyazaki porusza się wśród znanych i sprawdzonych we wcześniejszych swoich tytułach motywach. Tak więc nie siląc się na głębsze spoilery, mamy wątek krwi i wątek pasożytów (Bloodborne), mamy wątek nieśmiertelności, bycia nieumarłym i odradzania się, a także przerwania tego cyklu (Dark Souls), mamy wątek zdrady (Demon Souls, Dark Souls), wątek poświęcenia oraz wątek zatracenia się w pożądaniu większej mocy itp (wszystkie w/w tytuły basically), a każdy z tych wątków opatrzony jest stosownym zakończeniem. Po raz kolejny, wcale mi to nie przeszkadza. Ludzie lubią to co znają. Wspominane wątki rzuciły mi się w oczy już od samego początku ich rozwijania, jednak podane są w dosyć świeży i przystępny sposób. Nie nazwałbym tego odgrzewanym kotletem. To…rebranding kotleta 😊 Bardzo z resztą smaczny.

Tak więc … Praise the old blood and beware the sun, umbasa, bear, bear, seek, lest Sekiro.

(nie znalazłem jeszcze powtarzalnego powiedzonka w tej cześć gry, poza tym nie wyobrażam sobie by grać w grę o samurajach inaczej niż z japońskimi głosami).

Komentuj
(10)
Facebook Twitter Google Wykop
Udostępnij

10
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
4 Komentarze
6 Odpowiedzi
5 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
gsg
Użytkownik

Chyba tylko w Dark Souls 2 nie mam zapełnionych wszystkich slotów na bohaterów, w reszcie nie jestem w stanie policzyć, ile razy skończyłem. Za to platyny nie mam w żadnej z nich! Co kraj to obyczaj. Z Bloodborne mocno skojarzyła mi się też woda – Fountainhead Palace pochłaniane przez jezioro, mieszkańcy też trochę jakby wyciągnięci z Lovecrafta. Miałem podobne wrażenie – że Miyazaki miejscami gra w badziej otwarte karty, ale tymi samymi motywami. Tu mała rzecz: całkiem dobrze mi się w Sekiro pływało. Często jest w gierkach tak, że pływanie to jakaś mordęga. A tu nie! Za to co do… Czytaj więcej »

wasylij
Użytkownik

“Mada mada koi inu yo.” To jest mój kandydat do powtarzalnego hasełka. Słyszałem to tyle razy, że prędko nie zapomnę…

frogger
Użytkownik

A nic nie mów ,ze 30 podejść miałem tam spokojnie ale w końcu się udało:)

krrr
Użytkownik

Oj to prawda. Prawie mi się to śniło. Ale jak na ng+ załatwiłem wczoraj francę za pierwszym podejściem, w pełnym i świadomym zwarciu to satysfakcja była… taka, że aż muszę się pochwalić 😉

frogger
Użytkownik

Fajny tekst, też uwielbiam soulsborn series;) Niestety platynę zrobiłem tylko w DS3, zabrałem się za Dark Souls ale idzie to strasznie powoli (brak czasu i chęć odgrywania innych tytułów skutecznie mnie blokuje:() Chodzą też plotki o remasterze Demon souls a może nawet remake’u jak SotC więc jest na co czekać. Pozdrawiam serdecznie.