Zmien skórke
Logo Polygamii

Blog - Hidden Palace Zone v2.0

08.12.2016

Panie, co to się tutaj porobiło – niemalże idealna maszynka do emulacji za niecałe 200 zł? A jednak!

 

O serii tanich, jednopłytkowych komputerków Raspberry Pi raczej nie muszę wspominać, jako że to sprzęcik (mam nadzieję!) znany i lubiany. Na tyle lubiany, iż szanowna Malinka doczekała się sporego wsparcia od strony społeczności, w postaci specjalnie optymalizowanych programów i gier na maliniaka, czy w ogóle odpowiednio skonfigurowanych wersji systemu operacyjnego (Raspbiana – takiej odnogi Debiana dla RasPi, jest także wersja RISC OS, czy nakładka Pixel… dużo by tu bajać), skierowanych do konkretnego działania. A jako że ostatnimi czasy sprawiłem sobie taką płyteczkę, najnowszy wariant 3B – jakby kto był ciekawy, postanowiłem sprawdzić jedną z takich specjalnych dystrybucji systemu – Panie i Panowie, oklaski dla RetroPie!

 

raspi

<dla niekumatych – o tym właśnie sprzęcie mowa>

 

Czymże jest to cudowne RetroCiasto? Cytując ze strony samych twórców – to specjalna wersja systemu Raspbian, korzystająca z EmulationStation, RetroArch’a i kilku innych projektów, aby zaoferować graczowi możliwość bezproblemowego pogiercowania na kilkunastu różnych emulatorach, z minimalną ilością konfiguracji od strony użytkownika. Oczywiście nie jest to rozwiązanie typu ‘podłącz-i-graj’, jednak jest na tyle proste, że nie sprawi żadnych problemów – wszystko jest graficzne (minus same opcje systemowe, którym bliżej okienkom z DOSa, ale i tam steruje się intuicyjnie, nie ma mowy o żadnym manualnym klepaniu komend), niezwykle przyjazne i odpowiednio oskryptowane. Nawet użytkownik, który nigdy nie korzystał z jakiegokolwiek Linuxa i nie pojmaju terminala spokojnie sobie z tym diabolicznym procesem poradzi. Zresztą nawet jakby wyskoczyły jakieś nieoczekiwane problematyczne problemy, to w internecie jest całe mnóstwo poradników i filmików na temat konfiguracji i użytkownia RetroPie. Społeczność także jest dość spora i otwarta na wszelakie nurtujące Cię pytania, więc nawet jakby cokolwiek się pierniczyło – zawsze możesz liczyć na konkretne wsparcie. Bo tak szczerze mówiąc, to tylko jeden krok w konfiguracji emulatorów może sprawić małą trudność tym mniej wprawionym w boju – mianowicie uruchomienie skrótów/specjalnych akcji (np. szybki zapis/odczyt czy tryb turbo, gdyż to wymaga manualnego zedytowania jednego ze skryptów), ale to także można spokojnie ogarnąć z jakimś małym poradnikiem, więc nie lękaj się.

 

raspi2

<miłe widoki EmulationStation…>

 

Ok, ok, przejdźmy do samego sedna tego wpisu, czyli do emulatorków. Zanim rozpoczniemy oldskulowe szaleństwa będziemy musieli ściągnąć RetroPie i nagrać go na kartę SD  (nie ma tutaj żadnej żmudnej instalacji, wyboru parametrów i klepania komend – wystarczy tylko czyta karta SD, minimum 4GB, jeden programik, dwa kliknięcia i chwila czasu do zabicia). Kiedy już to zrobimy i RetroPie będzie śmigał w Malinie przyjdzie czas na skonfigurowanie jakiegoś kontrolera. W tym miejscu można spokojnie skorzystać z klawiatury i zamapować na niej wszelakie kontrolse, nie ma przymusu podłączania jakiegoś pada czy innego joysticka. Warto to jednak zrobić z głową, jako że takie sterowanie, jakie ustawimy na początku, będzie obowiązywać we wszystkich menusach EmulationStation i emulatorach – a przynajmniej do czasu ich zmiany, naturalnie. Kolejnym krokiem będzie opuszczenie miłego dla oka menu EmulationStation i przejście do bardziej chłodnego, ale równie funkcjonalnego menu systemowego, w którym będziemy mogli skonfigurować sieć/WiFi i wybrać które emulatorki RetroPie ma zaciągnąć i zainstalować, tudzież zaktualizować już siedzące na karcie. Tak jest, żadnego babrania się z instalacjami czy tajemniczymi komendami – jak wspomniałem, RetroPie jest mocno zautomatyzowane i oskryptowane, dlatego też sam proces instalacji/aktualizacji przebiega bez większej ingerencji użytkownika. Naturalnie instalacja czy aktualizacja może chwilę potrwać, w zależności od prędkości sieci i ilości pobieranych danych – warto sobie na ten czas znaleźc jakieś zajęcie. No chyba, że kręci Was oglądanie białego tekstu na czarnym tle przez n minut – w takim razie proces instalacji będzie czasem jak najbardziej spożytkowanym pożytecznie. Wrzucanie samych ROMów/obrazów płyt (tudzież kopii zapasowych gier, które całkowicie legalnie posiadasz) także jest procesem pozbawionym większych problemów, jako że można to zrobić na 4 sposoby. Najprościej – po prostu wrzucić gierki do odpowiednich katalogów na pendrivie, wpiąć go do Maliny Pi i poczekać, aż RetroPie sam sobie zaciągnie zawartość folderów. Bardziej ambitni mogą także manualnie skopiować ROMy przez np. połączenie SSH lub udostępnienie zasobów przez Sambę, tudzież w ogóle wyłączyć Emulation Station i ręcznie przerzucić zawartość pendrive’a z terminala. Należy także pamiętać, że niektóre emuski będą wymagały obecności pliku BIOSa danej konsoli w odpowiednim katalogu (np. Sega CD, 8-bitowe Atari, PlayStation). Jako że to już temat niezwykle mało legalny, trzeba sobie z nim poradzić w zupełności samemu.

 

raspi3

<…lub bardziej chłodne menu systemowe. Dla każdego coś miłego!>

 

Wszystko to piękne i cudne, ale przejdźmy do najfajniejszej części tego wpisu, czyli samego gierkowania na Malinie. Tutaj powiem szczerze, że jest tak, powiedzmy, 9 na 10. 🙂 Zauważyliście, że na początku wpisu stwierdziłem, że RetroPie w połączeniu z Raspberry Pi, to maszynka do emulacji “niemalże idealna”? No właśnie – “niemalże”. Od razu walnę prosto z mostu i powiem, że niektóre emulatory niestety nie zadowalają prędkością działania i potrafią nieźle chrupnąć nawet i na najnowszej (3B), podkręconej płytce (emulator Dreamcasta jeszcze jakoś znośnie działa, ale np. Saturn to już kiepścizna). Ale poza tym? Owacje na stojąco! Już sam podziw budzi ilość dostępnych emulatorów w RetroPie (pełną listę można znaleźć tutaj – dla każdego coś miłego, od arcade’ów i 8-bitowego Atari, po PlayStation czy Nintendo 64), a jak do całości dołożę też fakt, że niektóre emulatory zostały specjalnie zoptymalizowane pod architekturę ARM/Raspberry Pi, to autorom należy się poklepanie po plecach i porządne piwko.
Oczywiście płynność działania zależy od posiadanego rodzaju Malinowej płytki – ja, jak już wspomniałem, korzystałem z podkręconego modelu 3B i za bardzo nie mam na co narzekać – prawie wszystkie emulatory, zaczynając od 8-bitowców (NES, Atari itd.), kończąc na PlayStation i Nintendo 64 śmigały aż miło. Posiadacze Raspberry Pi Zero lub 2 mogą zauważyć mniejsze lub większe spadki prędkości na emulatorach bardziej wymagających konsol (wspomniany PSX czy N64), ale na pocieszenie mogę powiedzieć, że lwia większość programów nie przysporzy Ci problemów.

Na specjalną wzmiankę zasługuje tutaj Retropajowa wersja DosBoxa, którą bawiłem się najwięcej. Podszedłem do tego emulatora z pewną rezerwą, jako że emulacja DOSa nie należy do najłatwiejszych tematów, a bardziej opasłe gry mogą grymasić nawet i na solidnych konfiguracjach. Jakież było moje zdziwienie, kiedy odpaliłem wspomnianego DosBoxa i postanowiłem “tylko chwilkę potestował kilka tytułów” – wsiąknąłem na parę dobrych godzin! Specjalnie zoptymalizowany DosBox SVN dla RetroPie bez mrugnięcia okiem łyknął każdą gierkę, którą mu podsunąłem – nawet tak opasłe gry, jak BioForge czy System Shock odpaliły się bez większych problemów i były w pełni grywalne (nie działały na full prędkość, ale spadek ilości klatek był tak niski, że osoba, która nigdy w te gry nie grała nawet by się nie domyśliła, że w tle grasuje jakieś spowolnienie). Pocisnąłem ostro także w inne gierki, jak Commander Keen 4, Ultima VII, Cyril Cyberpunk, Blood, Doom, SimCity 2000 czy Sky Roads – absolutnie żadnych krytycznych problemów nie zauważyłem. Podobnie także na dłuższą chwilę pochłonął mnie ScummVM, który też jest dostępny dla RetroPie (The Curse of Monkey Island rządzi!!!). Granie w klasyczne przygodówki na wielkim ekranie rządzi! A później to już klasyka klasyki – Super Mario Bros, The Legend of Zelda: A Link to the Past, Yoshi’s Island, Kirby Dreamland 3, Super Mario 64, Great Giana Sisters, Pokemon FireRed, Crash Bandicoot, Final Fantasy VII… długo by tu wymieniać kolejne tytuły, a zabawy co nie miara!

 

raspi4

<w niektóre gry warto grać w oryginalnej rozdzielczości – rozciągnięty ekran potrafi nieźle zepsuć wrażenia graficzne>

 

Jeżeli myśleliście, że ten wpis zakończy się na tej optymistycznej nucie, bez wzmianki o problemach, to się mylicie. Jest jeden detal, który umyka większości użyszkodników, a może przyprawić o niemały ból głowy – zasilacz do RasPi. Jako że RetroPie to, nie ukrywając, dość kobylasty projekt, wymaga on sporych nakładów obliczeniowo-energetycznych ze strony komputerka. Jeżeli będziemy korzystać ze słabego zasilacza lub kiepskiej jakości kabla microUSB, RasPi co raz będzie dostawać zadyszki poprzez spadki napięcia na lichym zasilaczu/kablu, gubić klatki czy w ogóle ostro zwalniając – a zwłaszcza te podkręcone modele. Od razu Cię ostrzegam – wyrzuć swoje ‘ładowarki do telefonów na USB’ i cudnej natury kabelki za 5 zł z Tesco do kosza, a załatw sobie porządny sprzęcior i dobrej jakości kabel microUSB, bo bez tego ani rusz – 2.3-3A na zasilaczu, z mniejszą ilością nawet nie podchodź.

 

Czyli podsumowując całość – dla kogo kierowany jest RetroPie? Przede wszystkim dla posiadaczy Raspberry Pi, którzy lubią mieć wszystko poukładane w jednym miejscu i nie tracić czasu na niepotrzebne problemy konfiguracyjne, a co najważniejsze – lubią przyciąć sobie w jakiegoś klasyka, za bardzo nie patrząc na to, czy emulują dany sprzęt, czy grają ‘na oryginale.’ Całość jest godna podziwu, głównie ze względu na ilość czasu, potu i łez, jaką poświęcili autorzy wszystkich projektów składających się na RetroPie, by maksymalnie dopieścić całość, i jak najbardziej także godna polecenia – jeżeli trzymasz gdzieś w mieszkaniu malinową płytkę, nie zastanawiaj się i już wskocz w wir klasyki! Warto ot chociażby dla samego ScummVM czy DosBoxa!

 

I już na zakończenie jedna z fajniejszych rzeczy, jaką można zrobić z Raspberiakiem połączonym z RetroPie – płytka zamknięta w obudowie, przypominająca przenośną konsolę. Teraz moc świetnych emulatorków będziesz mógł nosić i w kieszeni!

Komentuj
(8)
Facebook Twitter Google Wykop
Udostępnij

8
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
7 Komentarze
1 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
szpynda
Użytkownik

Fajowe. Chyba jednak zbuduję ArcadeMachine.

wymiot
Użytkownik

a jak ktos sie nie boi lutownicy, to mozna pojsc jeszcze krok dalej: https://www.raspberrypi.org/blog/game-boy-zero/

misio-puchatek
Użytkownik

Albo zupełnie iść na całość 😉
https://shop.pimoroni.com/products/picade

yagioh
Użytkownik

A da się jeszcze taniej: Orange Pi i Retrorange PI. C ciekawe już ktoś kradnie zespoły i chce wydać jako gotową konsolkę:
https://www.indiegogo.com/projects/retroengine-sigma-mini-console-media-player-cool#/

konbezzebow321
Użytkownik

Warto też wspomnieć że z takiej zabaweczki można wysyłać sygnał analogowy np. przez chinche. Fajny bajer

muminek
Użytkownik

A czym kolega sterował w tych grach? Bo bez reto pada lub jakiegokolwiek pada to można sobie to w buty wsadzić. To samo mam na laptopie/PC.

mustafa
Użytkownik

Swego czasu popełniłem takiego moda http://imgur.com/gallery/wbtaK

rodi123
Użytkownik

Jak przełączyć gierkę na oryginalną rozdzielczość.

O Autorze

Kurasiu
, 49 lat,
Kraków
O mnie:
27/M/PL - teraz już magisterek inżynierek informatyki, siedzący w branży gier (freelancing, CI), okazjonalnie rysujący/próbujący rysować, towarzyski, grający w najróżniejsze gierki - od Angry Birdsów, Katamari i Sonic'a po Call of Duty czy Skyrima. Więcej na http://kurasiu.blogspot.com/  

Wróć do listy postów