Działo się wiele. Chłopaki dzielnie latali samolotami, niszczyli czołgi, odbijali flagi, a ja równie mężnie biegałem za nimi z apteczkami i wystawiałem na odstrzał moje wątłe ciało w panicznych próbach użycia defibrylatora.
Po każdej walce trzeba przeprowadzić analizę post mortem, a więc oto i ona: Czego nauczyła mnie wczorajsza rozgrywka?
- Wciąż nienawidzę helikopterów (wniosek: odblokować jak najszybciej Stingery).
- Rozpędzony czołg, którym dojeżdżamy do uskoku, spada pionowo w dół, a nie leci kilka metrów ruchem parabolicznym jak Humvee (wniosek: nie zamykać oczu podczas prowadzenia czołgu).
- W grze nie ma rocket-jumpów (wniosek: silnik graficzny nie obsługuje wybijania dziur w ziemi).
Jeśli jesteście zainteresowani wspólna grą, zgłaszajcie się do naszego plutonu. Jest nas już ośmiu. Każdy jest mile widziany, a na pewno osoby lepsze ode mnie (czyli w zasadzie wszyscy). Na razie mamy tylko grupę pecetową. Jeśli znajdzie się odpowiednio dużo chętnych do grania na konsolach, to z przyjemnością założymy kolejne plutony.