Jak podaje serwis gamesindustry.biz podczas procesu w zeszłym roku Atari zdołało przekonywując udowodnić, że Rapidshare powinien znajdywać, blokować i usuwać nielegalne pliki w oparciu o słowa kluczowe.
Jednak sąd wyższej instancji w Dusserdolf uznał, że słowo kluczowe nie jest wystarczająco przekonywującym dowodem, a ręczne przeglądanie byłoby zbyt pracochłonne, w związku z czym decyzja z poprzedniego procesu została uchylona.
"Są pewne wyjątki od odpowiedzialności jaką ponoszą strony i serwisy pozwalające użytkownikom na przekazywanie danych. Wyjątki te zostały umieszczone w prawie, aby zwolnić od odpowiedzialności dostawców Internetu, którzy argumentowali, że nie są w stanie monitorować wszystkiego, co przechodzi przez ich sieci", powiedział Alex Chapman, prawnik z firmy Sheridan's Solicitors.
Sprawa ta nie pokazuje nic nowego, a jedynie naświetla problem z jakim spotykają się twórcy gier próbujący walczyć o swoje prawa przeciwko serwisom znanym z tego, że w jakiś sposób pośredniczą w nielegalnej dystrybucji. Serwisy te korzystają z zapisów prawnych broniących ich w przypadku, gdy są w stanie argumentować, że nie istniała możliwość sprawdzenia zamieszczanych materiałów.