Seria Assassin’s Creed to przede wszystkim klimat. Specyficzny, enigmatyczny, niemal magiczny. Czuliśmy to już wtedy, kiedy jako Altair wspinaliśmy się po zimnych murach średniowiecznej Jerozolimy i czujemy teraz, kiedy jako Ezio skaczemy po barwnych dachach renesansowej Wenecji. Gdzie tym razem rzuci nas Ubisoft Montreal? Tam, dokąd prowadzą wszystkie drogi, do wspaniałego, monumentalnego Rzymu.
Choć gra nie ma w tytule „trójeczki”, to jest kompletną, pełnoprawną kontynuacją Assassin’s Creed 2. Głównym bohaterem będzie ponownie Ezio Auditore da Firenze. Dobrze to czy źle? Nie brak przecież głosów, że Ezio bardziej przypomina jakiegoś playboya okresu odrodzenia niż zimnokrwistego, arcyskutecznego zabójcę. Tak czy inaczej, historia ma dziać się niedługo po wydarzeniach z AC II. Spędzający beztrosko czas w swojej willi Ezio zostanie nagle i niespodziewanie zaatakowany przez armię Cesarego Borgii, dowódcy sił zbrojnych papieża Aleksandra VI. Kule armatnie nadkruszą mury obronne, zniszczą domy, a ostatecznie wyłamią bramę. W wyniku tej napaści zginie Mario, dobrze znany z drugiej części, sympatyczny wujaszek Ezio. Cudem uratowany bohater uda się do Rzymu, by tam w pocie czoła szykować zemstę.
Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu
Historia szybko nabierze globalnego charakteru. Rzym w roku 1503 to miasto skorumpowane, niebezpieczne i oczekujące jakiegoś heroicznego obrońcy w rodzaju Robina z Sherwood. Zaraz po przybyciu na miejsce Ezio rozpocznie tworzenie rzymskiej komórki Zakonu Asasynów. I tu ujawnia się największa zmiana.
Przemierzając wąskie, zatęchłe ulice Rzymu Auditore będzie rekrutował wiernych pomocników. Razem z nimi porwie się na zadania główne i questy, za które początkujący zabójcy otrzymają punkty doświadczenia. Z misji na misję będą stawać się coraz lepsi. Zyskają nowe umiejętności, będą sprawniejsi, skuteczniejsi, a zarazem trudniejsi do pokonania. A to ostatnie okaże się szczególnie ważne, bo wysyłając naszych ludzi na samodzielne misje (np. do Hiszpanii czy Anglii), będziemy musieli liczyć się z ewentualną stratą asasyna.
Koniem po ulicach
Rzym w Brotherhood ma być trzy razy większy od Florencji w AC II. Dla ułatwienia przemieszczania się po tym ogromnym obszarze Ezio będzie mógł jeździć konno po ulicach, bezpardonowo taranując przechodniów, rozwalając stragany itd. Na zwiastunach widać, jak to wygląda w praniu. Przy galopie (jeżeli można galopować w takich warunkach) kamera skupia się na bohaterze, wyostrza jego postać, a na plan dalszy schodzi całe otoczenie. Prezentuje się to naprawdę bardzo ciekawie.
Oczywiście Ubisoft Montreal nie zdradza wszystkich pomysłów, jakie zamierza wprowadzić do rozgrywki. Ale trochę już wiadomo. Po pierwsze walka z przeciwnikami będzie szybsza. Dość czekania w nieskończoność na atak krążącego wokół nas nieprzyjaciela. Wróg ma być agresywniejszy, inteligentniejszy, a przy tym łatwiejszy do pokonania. Jak to możliwe? Otóż teraz, jeśli bohater pierwszy wyprowadzi atak, ma większe szanse, że zabije przeciwnika jednym, celnym uderzeniem. Ezio będzie mógł też ciskać we wrogów bronią. Rzut ciężkim, katowskim toporem centralnie w klatkę piersiową oponenta? A jakże.