Arkham Asylum było lepsze…
Uwaga, artykuł zdradza ważne szczegóły fabularne!
5 rzeczy, które Arkham Asylum robi lepiej
1. Opowiada lepszą historię…
Hejtowałem na ten temat już w odcinku Nieczystych Zagrywek – Batman: Arkham City ma strasznie zepsuty początek, pierwsze kilkadziesiąt minut. Pamiętacie powolny spacer przez Arkham Asylum? Poznawanie otoczenia, utarczki z Jokerem, rozmowę z Quincy Sharpem, pełne napięcia spotkanie z Killer Crokiem? Tak się buduje klimat w grach z otwartym światem, opowieść musi wciągnąć, zachęcić do zwiedzania uniwersum, a nie po prostu w nie wrzucić. Rockstar zrobił to w GTA4, zabierając nas na przejażdżkę po mieście i każąc najpierw okładać ludzi bejsbolami. To samo Ubisoft zrobił w Assassin's Creed 2, w którym przez pierwsze kilkadziesiąt minut Ezio po prostu beztrosko biega po dachach i podrywa panienki.
Arkham City tego nie robi – rozpoczynamy w skórze Catowman, później jako Bruce Wayne nawalamy Pingwina, a gdy w końcu wcielamy się w Batmana, nie wiemy, czy walczymy z Hugo Strangem, Two-Facem, Jokerem czy Mr. Freezem. I choć sytuacja uspokaja się po jakimś czasie, niesmak pozostaje.
2. … w lepszych dekoracjach…
Są dwa kanoniczne spojrzenia na Batmana – realistyczne i fantasy. Pierwsze zakłada, że opowieść o psychopacie przebierającym się w strój nietoperza jest pewną metaforą, za pomocą której można poruszać prawdziwe problemy naszego świata. Drugie mówi, że to tylko komiks (nawet jeśli mroczny), więc dlaczego nie mielibyśmy się bawić. To jak pojedynek Mrocznego Rycerza Christophera Nolana z Batmanem Tima Burtona albo Roku pierwszego Franka Millera z Co się stało z Zamaskowanym Krzyżowcem Neila Gaimana. I nie da się ukryć, że od 30 lat (czyli od czasu Powrotu Mrocznego Rycerza) wygrywa podejście realistyczne. I dobrze, uniwersum DC ma wystarczająco dużo fantasy w Supermanach, Green Lanternach i innych Swamp Thingach. Niech chociaż Batman udaje realizm.
Batman: Arkham AsylumAkham City podąża wbrew temu trendowi i zarzuca odbiorcę elementami fantasy – jest więc Ra's Al Ghul ze swoim czary-mary, jest nieśmiertelny Solomon Grundy, zmiennokształtny Clayface i Szalony Kapelusznik przemieniający nas w królika wprost z Donnie Darko. Cholera, jest nawet Azrael z Zakonu świętego Dumasa, bredzący o przepowiedniach i pozostawiający po sobie mistyczne znaki. I miejsce akcji tak fantastyczne, że żadna realistyczna opowieść by tego nie zniosła (faszystowskie więzienie postawione w samym centrum dużego amerykańskiego miasta, w którym najgroźniejsi przestępcy na świecie żyją po swojemu, a strażnicy strzelają do kogo się da – za zgodą rady miejskiej).
Oczywiście w Arkham Asylum też nie brak elementów fantastycznych (Croc, Poison Ivy, Scarecrow), ale podano je w realistycznym sosie, dzięki czemu gra nie zmieniła się w czyste fantasy i zachowała równowagę kojarzoną do tej pory przede wszystkim z The Animated Series.
3. … i z lepszymi bossami
Batman: Arkham Asylum ma absolutnie rewelacyjne walki z bossami. Świetne, bardzo klasyczne pojedynki z Bane'em, Harley Quinn, zbirami na Tytatnie i Jokerem. Irytująca, ale wciągająca potyczka z Poison Ivy, w której obok naparzania zwykłych ludków trzeba uważać na roślinkę. Przemykanie przez leże Croca uzmysławia, że są na tym świecie istoty potężniejsze nawet niż Batman, a sekwencje ze Scarecrowem stawiane kiedyś będą na panelach „Jak skonstruować walkę z bossem” obok pierwszych projektów Króla Koopy.
Arkham City robi to gorzej. Owszem, pojedynek z Mr. Freezem jest wymagający i pomysłowy, ale trwa zdecydowanie zbyt krótko. Naparzanka z Jokerem i jego przydupasami jest świetna, a własnoręczne skopanie tyłka Jokerowi (nienapędzanemu przez Tytan) sprawia dużą frajdę. Ale na tym koniec. Pozostałe walki polegają na ciągłym wykorzystywaniu jednego z gadżetów i unikaniu przepotężnych ciosów. Ra's Al Ghula trzeba razić prądem, Pingwinowi wyłączyć karabin, Clayface'a obrzucić mrozowymi granatami, a Solomona Grundy'ego wysadzić żelem.
To nudne i łatwe. A co gorsza wtórne. Najboleśniej przekonuje o tym sekwencja z Szalonym Kapelusznikiem najzwyczajniej w świecie zżynająca z potyczki ze Scarecrowem.