Blaszana szopka: Co w grach gra?
Dyskusja na temat miałkości growych scenariuszy toczy się na łamach Polygamii (i nie tylko tu) od długiego czasu. Zygmunt Miłoszewski w swoim sztandarowym manifeście określił konstrukcję 95% współczesnych gier jako pornografię i trudno się z nim nie zgodzić. Problem w tym, że Zygmunt zapomniał o jednej bardzo ważnej rzeczy - gry wideo tym odróżniają się od innych mediów skupiających się na opowiadaniu historii, że są interaktywne. W gry się gra. To jest głównym celem obcowania z padem, klawiaturą i myszką, czy joystickiem. Gracz zasiada do konsoli czy komputera nie po to (a żeby być dokładniejszym - nie tylko po to) by zagłębić się w kryminalnej intrydze na poziomie Conan Doyle'a, nie po to by przeorać sobie psyche dostojnymi rozważaniami o zbrodni i karze, ba, nawet nie po to by zapłakać nad losem biednej Kathy błąkającej się w poszukiwaniu Heathcliffa po Wichrowych wzgórzach. Oczywiście - jeśli gra takie składniki posiada, to tym lepiej dla niej (i dla nas), ale mimo tego jestem głęboko przekonany, że powód dla którego gramy w gry jest zupełnie inny.