Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeHeavy Rain – recenzja. Rozczarowanie po latach

Kiedy trzeba się przyznać do błędu.

Facebook Twitter Google Wykop

Recenzję Heavy Rain na PlayStation 3 pisałem w lutym 2010. Prawie 10 lat temu. I dałem wtedy grze Quantic Dream 10/10. Jej niedawna premiera na PC była dla mnie dobrą okazją do skonfrontowania się z tą oceną. Nie było to przyjemne.

Błędy młodości

Przyparty do muru będę wciąż bronił tezy, że w swoich czasach gra Davida Cage’a była pod wieloma względami przełomowa. Wydawała się wtedy “dojrzała”, mówiła o rodzicielstwie, była zwiastunem całej fali “poważnych” (i znacznie lepszych) gier, które przynieśli nam później głównie niezależni twórcy. Ale nie tylko. Wydaje mi się, że miała spory udział w wieloletnim sukcesie gier Telltale, przyczyniła się do powstania rzeczy takich jak choćby Life is Strange, jej wpływ można odczuć nawet dziś choćby w przemianie, jaką przeszedł God of War.

Historycznie na pewno jest ważna. Być może też w swoich czasach zasługiwała na najwyższą notę właśnie dlatego – za świeżość, którą wniosła. Ale grając w nią dziś nie sposób cofnąć się mentalnie 10 lat wstecz, zarówno w rozwoju własnym jak i rozwoju medium. Nie sposób udawać, że wszystko jest w porządku, skoro nie jest.

Bo jakkolwiek oczywiście wciąż prawdą jest, że Heavy Rain stara się mówić coś o rodzicielstwie, to mówi straszne komunały. Posługuje się głównie fabularnymi kliszami i emocjonalną manipulacją. Fabularnie jest marnym cieniem swoich filmowych inspiracji, z których czerpie bez szczególnej wizji czy pomysłu. Wydaje się też być wyrazem kompleksów swojego twórcy, który zamiast gier zdecydowanie wolałby robić filmy. Tylko że filmu nikt mu zrobić nie da – a przynajmniej nie powinien.

Najwyższa forma uznania

W jednej z pierwszych scen gry, która całościowo podzielona jest na krótkie epizody, agent FBI tłumaczy policjantom ideę profilowania psychologicznego i to, w jaki sposób pomóc ma ono w ich śledztwie. Policjanci są stereotypowo sceptyczni, ale ja pozostaję spokojny. Cały czas wybieram najbardziej stonowane odpowiedzi, tłumacząc swoje racje.

Nagle jeden z policjantów wstaje i wydziera się na mnie: “Ty skurwielu!”. Tak praktycznie bez powodu! Bo David Cage widział parę filmów o policjantach i kołacze mu się w głowie scena konfliktu między policją lokalną a federalną. Wprowadza go więc, mimo że nie ma żadnego sensu, żadnego uzasadnienia w charakterach postaci czy fabule.

Podobnych zabiegów jest w grze pełno. Fabuła nie tyle się toczy, co rzuca gracza od jednej scenki rodzajowej do drugiej, często kompletnie różniących się od siebie tonem. Jakby nie miał to być tylko film interaktywny, a wszystkie filmy naraz. Jest więc nagle zupełnie bez powodu jakiś szalony chirurg, krojący ludzi w swojej piwnicy, jakiś handlarz narkotykami, o którego życiu mamy zdecydować albo dziwaczna fantazja na temat chrystusowego męczeństwa, w której bohater czołga się przez rozsypane w tunelu szkło, zamiast po prostu odsunąć je rękawem na bok.

Głupi i głupszy

Jednocześnie cała historia jest po prostu durna. Tak bardzo skoncentrowana na tym, by sprzedać graczowi na koniec zaskakujący zwrot akcji, że kompletnie nietrzymająca się kupy. Istnieją oparte na zaskoczeniu filmy, które oglądamy później drugi raz i dziwimy się, jak oczywisty i klarowny jest ich koncept. I zastanawiamy, jak mogliśmy nie przewidzieć zwrotu akcji. Oglądanie ich drugi raz jest dodatkową przyjemnością i okazją do docenienia scenariuszowego mistrzostwa. Tak działali Podejrzani. Tak działał Szósty zmysł.

Heavy Rain jest ich kompletnym przeciwieństwem. Tutaj znając rozwiązanie zagadki i grając drugi raz nie można przestać myśleć o tym, jak głupie ono jest. Jak gra kłamie odbiorcy w żywe oczy, jak nagina własne zasady i jakiekolwiek prawdopodobieństwo, by tylko sprzedać na koniec “zaskoczenie”. Nigdzie nie widać tego tak bardzo, jak w mechanizmie słuchania myśli głównych bohaterów. W grze służą one czasami do wyjaśniania motywacji, czasami do wypełniania scenariuszowych dziur, najczęściej – jako wskazówki, zwracające uwagę na to, co powinniśmy teraz zrobić. Tak czy inaczej – przedstawione jest to tak, że możemy w każdym momencie “podsłuchać”, co myśli każdy z bohaterów.

Tylko dlatego, że to scenarzyście potrzebne, w myślach od czasu do czasu pojawiają się kłamstwa. Bohaterowie wiedzą pewne rzeczy, albo ich motywacje są zupełnie inne, niż nam się wydaje, ale “myślą do gracza” tak, żeby go oszukać. Trudno przejść do porządku dziennego nad tym, jak to bezdennie głupie.

Eksponat muzealny

Fabularne, scenariuszowe i konstrukcyjne niedoróbki zdecydowanie najbardziej rozczarowały mnie w kontakcie z Heavy Rain po niemal 10 latach. Bo zapamiętałem tę grę jako dość nudną pod względem rozgrywki (głównie naciskanie guziczków, które pojawiają się na ekranie – jedno wielkie QTE), ale rewelacyjną pod względem historii.

Teraz, z perspektywy czasu, okazuje się być zgoła inaczej. Być może w kontraście do mojej irytacji fabułą, rozgrywkę odebrałem dość neutralnie. Jasne, nie jest wybitna, ale spełnia swoją rolę, a niektóre pomysły na ekwilibrystykę z wykorzystaniem kontrolera i tego, jak przekłada się ona akcję, okazują się nawet ciekawe.

Pecetowe Heavy Rain broni się również  zaskakująco dobrze pod względem oprawy graficznej. Dzięki nowoczesnym efektom w rodzaju ambient occlusion potrafi się miejscami wydawać równie “fotorealistyczna” jak na swoją premierę. Na pewno nie sprawia wrażenia gry tak starej. Jej wiek widać zupełnie gdzie indziej. Uzmysławia nam, jak wielki postęp zrobiły od jej premiery gry pod względem scenariuszy, podejmowanych tematów, oryginalnych pomysłów na rozgrywkę. Nie widać tego na screenach czy filmikach, być może więc nie doceniamy tego na co dzień.

A może po prostu David Cage zawsze był marnym scenarzystą, tylko wtedy dałem mu się nabrać?

Tak czy inaczej, trudno dziś polecić Heavy Rain ze względów innych niż historyczne. Być może 10 lat temu gra Quantic Dream zasługiwała na ocenę 10/10. Dziś pozostaje tylko swego rodzaju kuriozum i artefaktem swojej epoki.

Dominik Gąska

ZAGRAĆ?
OSTATECZNIE
2.5

16
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
11 Komentarze
5 Odpowiedzi
15 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
gseed
Użytkownik

Hah. Miałem dokładnie takie odczucia, gdy podszedłem do gry po raz drugi jakieś 5 czy 6 lat temu po pierwszym razie. W sumie to zabawna historia, bo chciałem żonie pokazać, w jaką “dojrzałom” grę kiedyś grałem. No i tak gramy i z minuty na minutę czuję coraz większe zażenowanie. Wytrwaliśmy może godzinę, może dwie. Ale było mi trochę wstyd, że kiedyś mi się to podobało i że chciałem właśnie na przykładzie HR pokazać grę, która nie polega na byciu stereotypową grą. Pamiętam, że odpaliliśmy później coś w podobnej konwencji interaktywnego filmu – Until Dawn i to był strzał w dziesiątkę,… Czytaj więcej »

chyzwar
Użytkownik

A jak się mają do tego jego kolejne gry?

Szlachcic87
Użytkownik

Ok, ale czy to recenzja HR czy recenzja drugiego przejścia HR? Bo to, że fabuła jest durna mogłem powiedzieć przechodząc grę drugi raz miesiąc po jej pierwszym ukonczeniu? Jak bardzo negatywna opinia jest na miejscu bo autor zna już wielki twist? HR to produkt jednorazowy i znając rozwiązanie i grając drugi raz pewnie bym zgodził się z autorem recenzji (znając je nie mam nawet ochoty grać drugi raz). Także jest to recenzja bardziej dla osób, które grę znają. A jakby to wyglądało w przypadku kogoś kto jej nie zna. Imo taka osoba powinna napisać recenzje, bo dopiero taka opinia może… Czytaj więcej »

Eschelius
Użytkownik

No właśnie mam wrażenie, ze polscy recenzenci wykorzystują “recenzję” pecetowego portu do napisania tekstu w stylu “Heavy Rain x lat później” i rozliczenia się z przyznana wtedy oceną. Super, nie mam nic przeciwko, tylko dwa pytania:

1. Dlaczego nie zrobili tego przy remasterze na PS4
2. Dlaczego w ogóle robią to w ramach “recenzji” a nie po prostu napiszą artykuł.

JanMarian
Użytkownik

Durnotę fabuły, klisze i calkowitą niewiarygodność charakterów, motywacji i działań postaci widziałem już bardzo wyraźnie za pierwszym przejściem HR. A było to jeszcze w czasach grubego PS3 (kupiłem nawet kolekcjonerkę HR z origami). Na każdą kolejną grę Cage’a patrzyłem przez palce. Beyond okazało się równie miałkie. Detrioit niby trochę lepsze (jest w plusie, to niedlugo sam sprawdzę) ale ewidentnie w studiu Quantic Dream potrzeba dobrego scenarzysty. Pomysły Cage’a powinny z automatu być wrzucane do kosza, bo gość pisze jak licealista co to nagle postanowił że stworzy świetny film. Problem polega na tym że brak mu podstawowej wiedzy, jakiegokolwiek warsztatu i… Czytaj więcej »

ded
Użytkownik

ototo! Nigdy nie rozumiałem zachwytu nad Heavy Rain i już przy pierwszym przejściu na premierze chowałem głowę w ręce. Ta gra to kłamstwo. Nie jest grą, udaje dojrzałą kolorystyką, a tak naprawdę kwestie emocjonalne bohaterowie rozwiązują jak 10-latki (wątek romansowy. ojej). Fabuła ma mnóstwo dziur i przekłamań żeby stworzyć sztuczne zaskoczenie na końcu. Skoro jesteś twórcą historii, to ją ukształtuj tak, żebyś sam sobie nie musiał przynajmniej zaprzeczać. Eh. Dzięki Dominik za przyznanie się do błędu:)

gseed
Użytkownik

Detroit jest dobre. Pierwsze godziny to było dla mnie 10/10, autentycznie przejmowałem się losami bohaterów i drżącymi dłońmi podejmowałem kolejne decyzje. Później to wrażenie trochę przeszło ale i tak jest to mocny tytuł. Ma kilka cageizmów, ale można je przełknąć. Polecam.

Sasilton
Użytkownik

I to jest problem z całą masą starych gier. Ja w Gothica 2 bawiłem się świetnie, nawet jak odpalę dzisiaj to gra mi się ok, ale nie wyobrażam sobie, by ktoś po wiedźminach, czy nawet Dragon Agach mógł czerpać taka frajdę, jak ja 15 lat temu.

Tak tu. Ktoś odpali, pogra i stwierdzi, ze takie se i nawet grafika nie powala.

snik
Użytkownik

Tak jak wspomnieli przedmówcy – Dominik skupił się na tym, jak wygląda powrót do Heavy Rain po latach. Ale może ktoś przechodził ten tytuł jakoś niedawno po raz pierwszy? Na półce czeka moja kopia na PS4, ale po tym co tu przeczytałem – trochę się boję zawodu, bo jednak mam w pamięci recenzje sprzed tych 10 lat, które niesamowicie podniosły mój hype na ten tytuł.

yogiyogi
Użytkownik

Ja w Heavy Rain grałem chyba 2 lata temu i gra mi się podobała. Fajny klimat. No i jak się gra jako rodzic, to na pewno bardziej człowiek wczuwa się w sytuację Ethana i jego dzieci.
Być może, tak jak pisali inni, grając po raz drugi widzi się głupotki, ale za pierwszym razem bawiłem się bardzo dobrze.
W przeciwieństwie do nowego God of Wara, którego zmęczyłem. I wcale nie zauważyłem tej wychwalanej “dojrzałości” ralacji ojciec-syn, w dodatku gra mnie zwyczajnie nudziła.
Ale ja jestem jakiś dziwny chyba, bo mnie Days Gone wciągnął bardziej, niż The Last Of Us 🙂

sebogothic
Użytkownik

E tam, a mi nadal podoba się jak podobało w dniu premiery. Na PS4 ograłem HR dwukrotnie i pewnie nieraz wrócę, bo lubię ten deszczowy, jesienny klimat. Oczywiście można wytknąć pełno dziur fabularnych, niedokończonych wątków (amnezja Ethana), bo Cage to grafoman, ale akurat HR udało mu się nie zepsuć jak takiego Fahrenheita, który zapowiadał się na świetny thriller a na końcu dostaliśmy walki rodem z Matrixa ze SI. Heavy Rain jest pozbawiony na szczęście takich wtrętów. Na pewno Heavy Rain to najlepsza filmogra Quantic Dream i obok Until Dawn oraz Life is Strange jest na moim prywatnym podium tego gatunku… Czytaj więcej »

Lord Bart
Użytkownik

Kurcze mam tak samo z Wiczerami czy GTA. Chociaż nie, mam inaczej – od początku dałem im 2.5/10 i po latach nadal to 2.5 stoi sztywno.

yaroslav1987
Użytkownik

dzięki za podzielenie się swoimi uwagami bo przez lata jak zajadły pctowie żałowałem, że tego tytułu nie ograłem, a wszyscy (prawie) jednoznacznie chwalili. szkoda że nie wytrzymał próby czasu. oglądne na youtubie 🙂

soulsonist
Użytkownik

bardzo fajny tekst, Nie gralem w Heavy Rain na premiere, bo nie mialem PS ale kiedy juz dane mi bylo zagrac na PC, odbilem sie od tej gry jakos po pierwszym rozdziale.

grzech76
Użytkownik

No właśnie problem z tym, wg mnie oczywiście, jest taki, że “grając” w grę-film tego typu inaczej się odbiera wrażenia niż tylko oglądając jako film.
Może w HR nie było aż takich momentów, ale w takim Walking Dead np scena w której reanimuję gościa i nagle myk… to zupełnie inaczej bym na to patrzył tylko oglądając.