Zmien skórke
Logo Polygamii

Z G2A Direct kokosów nie ma, ale niektórzy mniejsi deweloperzy niespecjalnie mają wybór

Ponad stu deweloperów uczestniczy w programie G2A Direct, umożliwiającym im zarabianie na tym popularnym rynku z kluczami.

G2A Direct jest efektem konfliktu między platformą G2A a studiem i wydawcą tinyBuild. W czerwcu ubiegłego roku deweloper zarzucił popularnemu rynkowi z kluczami, że ten naraził go na stratę 450 tysięcy dolarów tytułem dopuszczenia do sprzedaży kluczy zdobytych z pomocą kradzionych kart kredytowych.

To wywołało ogólnobranżową dyskusję, w której pojawiały się nawet głosy zachęcające do piracenia gier, zamiast kupowania ich na „bazarkach”. G2A robi co może – w przypadku sytuacji z tinyBuildem przygotowało film wyjaśniający wszystko, niedawno mieliście na łamach Polygamii okazję sami zapytać o działalność firmy, a chwilę wcześniej na Reddicie pojawiła się sesja AMA, która poszła dokładnie tak, jak można się było tego spodziewać.

Jest też wspomniany już G2A Direct. Działa on w ten sposób, że deweloper, albo wydawca, kontaktuje się z G2A, zakłada tam konto, dostaje dostęp do panelu zarządzania sprzedażą i po prostu wystawia swoje gry dokładnie tak samo, jak w przypadku Steama. Dodatkowo, niezależnie od tego kto sprzedał, otrzymuje do 10 procent prowizji od każdego kupionego na platformie klucza a jego oferty mają pierwszeństwo przed innymi.

Tyle teorii. W praktyce wygląda to tak, że – jak widzicie po prawej stronie (dzięki, Polygon) – oferta dewelopera jest co prawda na szczycie listy, ale zaraz pod nią znajduje się ta najtańsza, którą dodatkowo oznaczono odpowiednią etykietą. W przypadku uczestniczącego w G2A Direct Superhot Team jest to prawie trzykrotna różnica. Okej, 10 procent z tych ośmiu dolarów trafi do twórców, co w sumie nie jest takie złe (normalnie nic by nie dostali), ale sama oferta nie urywa, bo gdyby nie było G2A, mogliby zarobić dużo więcej. Tylko że G2A jest i raczej nic nie wskazuje na to, by firma zaprzestała działalności.

W związku z tym wszystkim Polygon postanowił zapytać deweloperów, jak idzie oficjalna współpraca z G2A i dlaczego w ogóle się na nią zdecydowali. Raghav Mathur, założyciel Black Shell Media – małego wydawcy jeszcze mniejszych gier, pisze wprost, że tak naprawdę nie miał większego wyboru:

Głównym powodem partnerstwa z G2A jest fakt, że próbowaliśmy – bezskutecznie – usunąć nasze gry z tej platformy. Środki prawne okazały się nieskuteczne, przede wszystkim dlatego, że firma zarejestrowana jest w Hong Kongu, a poza tym jest tak duża, że na pewno znalazła jakieś dziury w systemie powodujące, że całe przedsięwzięcie jest legalne.

Jednakże, sprzedając na tej platformie, dotarliśmy do nowych odbiorców (choć zarobiliśmy mniej) i dostajemy prowizję za każdym razem, gdy ktoś sprzeda tam którąś z naszych gier. Nadal boli, kiedy ktoś próbuje sprzedać otrzymany za darmo klucz, ale przynajmniej teraz coś z tego mamy.

Z kolei Leszek Lisowski z Wastelands Interactive traktuje G2A jak kolejny sklep z jego grami dodając, że nie widzi przeciwwskazań, by tam sprzedawać. Choć potwierdza, że wyniki są marne w porównaniu ze Steamem. Pozytywnie o wszystkim wypowiada się też Tomasz Kaczmarczyk, współzałożyciel Superhot Team. Tym bardziej, że z G2A miał już do czynienia jeszcze przed premierą swojej gry.

Wczesna wersja [Superhota – dop. red.] zapewniła nam nominację do nagrody podczas Taipei Game Show. Budżet i terminy mieliśmy napięte, więc wycieczka na Taiwan nie wchodziła w rachubę. Wtedy ludzie z G2A zaproponowali zajęcie się promocją gry na targach, ponieważ i tak organizowali wyjazd dla niezależnych deweloperów z Polski. Byli pomocni, przyjaźnie nastawieni i nic złego się nie stało, więc kiedy przyszli do nas z G2A Direct, nie mieliśmy powodów, by się nie zgodzić.

Jednak podobnie jak w przypadku Wastelands Interactive, sprzedaż Superhota z G2A Direct jest marginalna. Zresztą nic w tym dziwnego, skoro zaraz pod oficjalną ofertą jest inna, dużo tańsza. Tylko ciągle zostaje kwestia legalności kluczy. Niby G2A daje możliwość sprawdzenia źródła, a w przypadku nadużyć jest chętne do współpracy, ale jakoś nie słychać o tym, żeby w ten sposób wykryto gry nabyte wcześniej za pomocą skradzionych kart kredytowych. Proceder może jest marginalny, patrząc na skalę biznesu G2A, ale sam problem istnieje.

Czy się to komuś podoba, czy nie, rynki z kluczami będą działać. I tak – będą pojawiać się na nich nielegalnie zdobyte gry. Dokładnie tak samo, jak działa piractwo komputerowe albo jak na portalach aukcyjnych operują oszuści i paserzy. Powód jest prosty: jest tam taniej a cena czyni cuda. Nieważne, czy jesteśmy „biednym graczem z Polski” czy „śpiącym na dolarach człowiekiem z Zachodu”.

Duzi sobie z tym poradzą, choćby dzięki olbrzymim budżetom marketingowym, nakręcaniu hype’u i nakłanianiu do składania preorderów. Problem będą mieli ci najmniejsi, dla których niemal każdy sprzedany egzemplarz gry jest na wagę złota. I tutaj pojawia się ciekawa sytuacja, bo jak parę lat temu zostali oni zdominowani przez Steama, bez którego praktycznie nie istnieją, tak za jakiś czas mogą być zmuszeni, niczym Black Shell Media, do współpracy z G2A albo kimkolwiek innym. Bo bez tego nie będą w stanie trafić do odbiorców.

Bartosz Stodolny

Więcej na temat:

  1. Mardax
    23:17 21.03.2017
    Mardax

    Wybaczcie esej….

    Poniekąd denerwuje mnie ta cała akcja z G2A… Ale nie dlatego że ktoś tam sprzedaje klucze… Mam to w D. Ale o to że jaka wielka afera bo można tam sprzedawać klucze! I na pewno wszystkie kradzione!
    Na bazarze we Wrocławiu nadal sprzedają za 15 zł sztuka, spiracone gry i filmy… To nawet nie jest że dostali klucz z grą… Po prostu podpieprzyli z neta i ludzie kupują.

    Jeżeli ktoś kupił sobie powiedzmy HB, z jakąś gra, poczekał X tygodni po zakończeniu HB i wystawił sobie drożej to normalna zasada rynku. Np.: Nie mam jak kupić gry z HB bo się Bundle skończyło, to mogę kupić tam. A mam w kij płacić 20 dolarów za grę, jak mogę zapłacić 8. BA! Skączył się Bundle to mam lecieć na steam i płacić pełną kwotę?

    Kiedyś się odsprzedawało gry, dzisiaj załatwili ludzi kluczami, teraz jak ktoś kombinuje by klucze dorwać taniej to okrada twórców. Jestem małym youtuberem i dostałem już wiele kluczy do gier, ale żadnego nie sprzedałem, dostawałem tylko 1 sztukę klucza – wiadomo dla mnie i tyle. A jak firmy pchają ludziom klucze i mają pretensje że oni nie rozdają tego radośnie swojej rodzinie tylko sprzedają innym to nie rozumiem gdzie tu logika. Koleżanka z większym kanałem poprosiła o 4 klucze jednego tytuły bo gra na co-op i dała innym znajomym do grania. Ale nie musiała się wysilać czy tłumaczyć komu co daje. Dostała 4 klucze i tyle – Nie ukradła.

    Uczciwie powiem tak… I jestem dowodem na to z czego niektórzy się śmieją w walce z Piratami….
    Jak mieszkałem u rodziców, nie pracowałem bo szkoła, nie miałem własnych środków, a były ważniejsze wydatki w życiu niż gry to pobierałem gry z sieci, bo jak inaczej? Ludzie wychodzą z tekstami „nie umiesz przez miesiąc uzbierać 100 zł na grę?! Śmieszne”…. Nie umiałem, bo nie miałem z czego. Odkąd zacząłem sam pracować na siebie i swoje utrzymanie kupuje gry i bardzo chętnie korzystam z wszelakich bundli, G2A, wymian kluczami, odsprzedaży kluczami itp… Nie piracę bo mnie stać te 20 – 40 zł na grę rzucić, a gry można dorwać właśnie taniej – ale niedługo dojdziemy na tym świecie do jakiegoś paradoksu. Że jeśli nie bulisz pełnej kwoty jaką ktoś ma na Originie, Steamie czy UPlayu – to kradniesz bo przecież ci ludzie siedzą i głodują tam w Valve czy w EA, czekając na każdego centa ode mnie, bo przecież oni chcą 60$, a kolega co dostał kartę upominkową na steam i sobie kupił tą grę praktycznie 50% (30$) taniej sprzedaje mi za 60% całej wartości (60$)…. Więc OKRADŁEM ICH BO NIE DOSTALI ODE MNIE KASY, A KOLEGA JESZCZE ZAROBIŁ! SKANDAL.

    Wszystko to jakieś powalone… Kiedyś nie było kluczy… Nie było problemu, był wielki problem z piractwem, zrobili klucze, nadal jest wielki problem z piractwem i teraz jeszcze problem z kluczami bo można jakiś dorwać taniej.

  2. 10:08 22.03.2017
    Buceek

    Ludzie z TinyBuild są śmieszni. Najpierw umieszczają swoje tytuły w co drugim Bundlu z grami a następnie oburzają się ludzie handlują ich kluczami i że na nich nie zarabiają.

Najczęściej czytane

01

Star Wars Battlefront 2 zabolał EA

02

Sześć dni, trzy miliardy złapanych Pokémonów – cicha woda brzegi rwie?

03

Nie trzeba Vadera w różu, by dodatki do Star Wars Battlefront 2 mogły dotyczyć tylko wyglądu

04

Grałem w Warhammer 40000: Inquisitor – Martyr. Minimalna zawartość Inkwizytora w Inkwizytorze

Popularne Gry