Zmien skórke
Logo Polygamii

Chcieli dobrze, wyszło tak sobie. G2A zbiera baty od Reddita

G2A
Rzeszowska firma chciała bardziej otworzyć się na społeczność graczy, a zebrała srogi łomot. Z drugiej strony, czego się spodziewać po budzącym takie emocje temacie, jakim jest handel kluczami?

Trochę rozumiem kupowanie gier u resellerów. Skoro w oficjalnych sklepach pokroju Steam czy Origin trzeba często wydać ponad 200 zł, a w przypadku konsol jest jeszcze drożej, to nic dziwnego, że szukamy najlepszych ofert.

Tu pojawiają się wspomniani resellerzy, którzy często oferują ceny o kilkadziesiąt procent niższe od tych oficjalnych. W Sieci pełno sklepów pokroju Greenmangaming czy polskiej Fabryki Kluczy, jednak największe ich skupisko znajdziemy na „Allegro dla graczy”, czyli G2A czy Kinguinie.

Porównanie do popularnego portalu aukcyjnego jest o tyle trafne, że takie G2A nie sprzedaje kluczy bezpośrednio, a jedynie udostępnia platformę handlową. Nie zmienia to faktu, że całość budzi sporo kontrowersji, szczególnie po tym, jak studio tinyBuild zarzuciło G2A sprzedaż kluczy kupionych za pomocą kradzionych kart kredytowych, co miało skończyć się stratą 450 tysięcy dolarów dla studia.

G2A sprzedaż gier tinyBuild
Wyliczone przez tinyBuild straty spowodowane sprzedażą gier studia na G2A

Kwota trochę na wyrost, bo jest to analogiczne do liczenia strat spowodowanych piractwem. To, że ktoś nie może ściągnąć twojej gry nie oznacza, że z automatu ją u ciebie kupi, co nie zmienia faktu, że pewne straty poniesiono. Otóż w przypadku stwierdzenia nieautoryzowanej transakcji, (były już) posiadacz skradzionej karty może wnioskować do banku o tak zwany „chargeback” czyli zwrot środków. Te zabierane są sprzedawcy, który dodatkowo obciążany jest karą finansową, a w przypadku powtarzających się problemów, operator płatności może zakończyć współpracę albo podnieść prowizję.

Wywołało to całą dyskusję, w której inni deweloperzy niezbyt przychylnie wypowiadali się o idei platform pokroju G2A. Rzeszowska firma odbijała piłeczkę twierdząc, że tinyBuild nie chciało współpracować w sprawie skradzionych kluczy, a parę dni później ogłosiła, podobnie jak Kinguin, start programu partnerskiego dla deweloperów.

Kinguin Indie Valley

Mimo tego, opinie na temat G2A raczej nie są przychylne. Także wśród graczy, co dobitnie pokazuje sesja AMA na Reddicie. Firma zorganizowała ją by wyjaśnić całe zamieszanie, ale coś po drodze poszło nie tak, bo sesja dość szybko przekształciła się w lincz i serię pretensji.

Gdy klucz trafia na G2A to pochodzi od dewelopera, więc dostał on już za niego pieniądze. Kiedy ktoś kupi go na naszej platformie, twórcy nie otrzymują dodatkowego wynagrodzenia (mogą przez G2A Direct, ale my nie o tym). Jeśli ktoś spiraci grę, deweloper również nie otrzymuje pieniędzy, więc z jego perspektywy nie ma żadnej różnicy.

Taka odpowiedź padła na pytanie odnośnie tego, że niektórzy deweloperzy wolą, aby ich gry były ściągane z torrentów niż kupowane na G2A. Trochę słaba, żeby nie powiedzieć – nieprawdziwa, patrząc na to, co pisałem kilka akapitów wyżej. Dalej nie było lepiej. Przedstawiciele firmy próbowali wyjaśnić, że dbają o weryfikację zarówno sprzedających, jak i kluczy, aż nagle pojawił się jeden ze sprzedawców i pokazał, ile to wszystko jest warte.

Dodał on nieistniejący klucz, który od razu pojawił się na liście produktów dostępnych do kupienia. Przyznał też, że choć po jakimś czasie zmienia on status na „w trakcie sprawdzania”, obejście całego procesu jest dziecinnie proste.

Co zrobiło G2A? Zablokowało mu konto w serwisie, uniemożliwiając sprzedaż, zakupy i wypłatę zgromadzonych w wirtualnym portfelu środków. Poważna firma przyznałaby się do błędu, a w najgorszym wypadku po prostu napisała, że przyjrzy się wszystkiemu. Zamiast tego sprzedawca najpierw dostał pogróżki w stylu „i tak wiemy kim jesteś, teraz dokładniej cię sprawdzimy”, a potem stracił możliwość korzystania z platformy. Słabo. Bardzo słabo.

Tym bardziej, że kontrowersji wokół G2A jest naprawdę dużo, a takim działaniem firma pokazuje, że część zarzutów może być prawdziwa. Zresztą sporo odpowiedzi jest dość wymijających, jak ta na zarzut sprzedaży pirackich kluczy:

Nie sprzedajemy żadnych kluczy, robią to nasi użytkownicy. Poza tym nie da się spiracić klucza do gry, bo zawsze pochodzi on z legalnego źródła. Jeśli jesteś oszustem, możesz próbować różnych sztuczek, ale to spowoduje wycofanie twoich produktów ze sprzedaży.

Pod warunkiem, że ktoś to zgłosi, a nawet wtedy sprawa nie jest tak prosta. Swoją drogą, założyłem konto na G2A i weryfikacja mojej tożsamości zajęła 10 sekund. Wystarczył mail, telefon i profil na Facebooku. Każdą z tych rzeczy można mieć nie podając swojej prawdziwej tożsamości – nawet przy obowiązku rejestracji pre-paidów. Z drugiej strony, wystawiłem na sprzedaż wykorzystany już klucz i choć od razu pojawił się na stronie, po chwili dostałem prośbę o dowód jego zakupu. Inna sprawa, że sprawdzenie dotyczyło tego, czy faktycznie jestem posiadaczem klucza, nikt nie weryfikuje tam, czy został on już wykorzystany. Po prostu nie ma do tego narzędzi.

G2A lewy klucz
Ofertę zdjąłem parę minut po jej wystawieniu, ale przez ten czas ktoś spokojnie mógł dokonać zakupu

Tak się zastanawiam, czy problem serwisów typu G2A czy Kinguin da się jakoś sensownie rozwiązać? Bo to nie jest tak, że są tam sami oszuści. Wielu sprzedawców wystawia tam legalnie kupione klucze, pojawiają się też oferty bezpośrednio od wydawców czy deweloperów. W ten sposób kupimy na przykład Superhota czy Car Mechanic Simulator od Playway. A to pokazuje, że jednak się da.

Ciężko też pominąć wkład, jaki G2A ma w e-sport czy… powstawanie gier. Firma nie tylko tworzy własne projekty na wirtualną rzeczywistość, ale wspiera też innych deweloperów. Przykładem takiej współpracy jest Detached polskiego studia Anshar.

Wracając natomiast do oszustów, trzeba się pogodzić z faktem, że zawsze znajdzie się ktoś chcący zarobić w niezgodny z zasadami sposób i za wiele nie da się z tym zrobić. Spójrzcie choćby na handel kradzionymi kontami na Allegro.

Bartosz Stodolny

Więcej na temat:

  1. 15:30 03.02.2017
    deng

    „Otóż w przypadku stwierdzenia nieautoryzowanej transakcji, (były już) posiadacz skradzionej karty może wnioskować do banku o tak zwany „cashback” czyli zwrot środków.”

    Chargeback.

    Ukryj odpowiedzi()
    • Simplex
      16:48 03.02.2017
      Simplex

      Właśnie miałem pisać dokładnie to samo. I jak tu wierzyć w profesjonalizm i kompetencje autora, jeżeli myli tak elementarne pojęcia i nie ma żadnej redakcji czy korekty merytorycznej, tylko takie błędy muszą wyłapywać czytelnicy?

    • Bartosz Stodolny
      18:33 03.02.2017
      Bartosz Stodolny

      @deng – oczywiście chargeback, mój błąd. Już poprawione.

      @simplex – płać 10,99 zł za miesięczny dostęp do Polygamii i będziesz miał korektora. To raz. Dwa – skoro już musisz pisać te swoje żałosne złośliwostki, miej chociaż odwagę podpisać się imieniem i nazwiskiem pod komentarzem.

      Ukryj odpowiedzi()
      • Simplex
        01:12 04.02.2017
        Simplex

        No przecież robie wam od lat charytatywnie korektę gramatyczno-ortograficzno-merytoryczną, więc skoro nie płacicie, to chociaż pozwólcie mi na okazyjne „żałosne złośliwostki”, jak to kulturalnie nazwałeś.

        I czemu chcesz mi odebrać niezbywalne prawo do anonimowości w internecie?Chcesz mnie zdoxxować?
        Jezeli wszyscy w komentarzach na Poly będą się podpisywac imieniem i nazwiskiem, to co innego.

        Ukryj odpowiedzi()
        • 08:54 04.02.2017
          biomedic

          Płacić za dostęp do Polygamii? ::)

          Ukryj odpowiedzi()
          • Simplex
            21:24 04.02.2017
            Simplex

            Jakby mieli coś w rodzaju patreona to mółbym dawac parę złotych miesięcznie, bo trafia się w ciagu miesiąca kilka fajnych tekstów. To moje „żałosne złośliwostki” nie są oznaką mojej nienawiści do polygamii, tylko wręcz odwrotnie, sentymentu, bo od wielu lat regularnie tu zaglądam, jest to praktycznie jedyny polski serwis który regularnie czytam. Gdybym miał polygamię w pupie to nie marnowałbym swojego cennego czasu na wytykanie błędów, no bo po co miałym to robić? Marnuję czas, bo cały czas łudzę się, że kiedyś w końcu ktoś zacznie się bardziej przykładać, choćby po to żeby nie musiec czytać „żałosnych złośliwostek” tego durnego simplexa.

      • 13:38 04.02.2017
        Sieciech

        Wydaje mi się, Panie Bartoszu, że swoją odpowiedź do użytkownika Simplex mógł sobie Pan darować. Jako autor tego tekstu i redaktor wypadało by zachować nieco pokory, która nikomu jeszcze nie zaszkodziła i przyjąć, nawet nieco złośliwy komentarz Simplexa, na klatę, podziękować za zwrócenie uwagi i na tym skończyć. Albo w ogóle na to nie odpowiadać, co byłoby już lepsze, niż Pana powyższy komentarz, bo aktualnie wyszedł Pan na buca, który ciężko znosi krytykę, a to chyba nie do końca pomocne w tym zawodzie.
        Pozdrawiam i życzę owocnych artykułów oraz nieco więcej cierpliwości.

        Ukryj odpowiedzi()
  2. 15:41 03.02.2017
    rorkdcr

    „Tak się zastanawiam, czy problem serwisów typu G2A czy Kinguin da się jakoś sensownie rozwiązać?”
    Tak, zdelegalizować ten bajzel.
    1. Greenman gaming z tego co wiem ma klucze tylko z legalnych źródeł, i jest resselerem a nie platformą dla szarej strefy.
    2. To że gry są „tańsze” na allegro dla złodz… wróć, dla graczy to wynik tego że klucz jest w jakiś sposób sprytnie pozyskany. Tu mamy wiele opcji, kupienie w innej strefie ekonomicznej, kradzone karty, fałszywki, żeby tylko te najważniejsze wymienić. Efektem tego jest to że część wydawców (jak bethesda) rezygnuje ze specialnych cen dla biedniejszych rynków, bo nie chce się potem wozić z magicznym transferem kluczy z mateczki rosji na pół świata. Efekt? Ceny gier na pc przez ostatnie półtora roku w polsce wzrosły o prawie 200%
    G2A dając znak równości miedzy kupowaniem kluczy z szarej strefy a piractwem robi albo z siebie idiotów, albo z nas. Nie ma 3 opcji. Jeżeli ktoś spiracił grę, jest szansa że kiedyś ją kupi za cenę jaką obie strony, wydawca i kupujący, uznają za uczciwą. Thats fair.
    Natomiast gdy ktoś ma klucz na koncie steam/origin/uplay to kupi duplikat? Nie wydaje mnie się.
    Detached robi Anshar studio a nie g2a, oni tylko dają pieniądze na część developingu, i w mojej opinii jest to akcja PR mająca na celu ich trochę wybielić, niż rzeczywista potrzeba tworzenia czegokolwiek.

    Ukryj odpowiedzi()
    • Simplex
      16:49 03.02.2017
      Simplex

      „Ceny gier na pc przez ostatnie półtora roku w polsce wzrosły o prawie 200%”
      Ceny wzrosły, ale nie o 200%, bo to by oznaczało powojenie. 2-3 lata temu premierowe gry na PC kosztuwały ok 120-130zł, obecnie ot jest jakieś 150-170 – i ciągle rośnie.

      Ukryj odpowiedzi()
      • 17:30 03.02.2017
        rorkdcr

        no ja jakoś zapamiętałem że długo ta granica 100 nie była naruszana, i nagle to ruszyło lawinowo dobijając w niektórych przypadkach do prawie 200, stąd moje „prawie o 100%”

        Ukryj odpowiedzi()
        • Lord Bart
          19:56 03.02.2017
          Lord Bart

          200% to potrojenie, ale nie wchodźmy w Polaków zdolności matematyczne.

          Natomiast zrównywanie kluczy z różnych stref sprzedaży, które akurat nie są poblokowane, z kluczami zdobytymi dzięki kradzionym kartom itd. – pytałeś czy G2A robi z ciebie idiotę? Ja uważam, że nie musi i nie mam zamiaru cię obrazić tym stwierdzeniem.

          To po prostu fakt, zwłaszcza jeśli ktoś pisze, że pirat przejdzie grę i powie „o kurde, fajna jest, przejdę ją jeszcze raz, ale najpierw wydam w empiku 169 złotych”.
          E-e.
          Jeśli już to poczeka na świąteczną promocję, bundla, czy ostatecznie właśnie skorzysta z G2A.

          W ogóle stwierdzenie, że „wydawca i kupujący uznają cenę za uczciwą” jest tak zabawne, że zamyka dyskusję na starcie 😉

          Ukryj odpowiedzi()
          • 15:51 04.02.2017
            Shozou

            Jeżeli ktoś ma kupić grę z G2A/Kinguina, to niech już lepiej pozostanie przy piractwie. Dev wciąż nic nie zyskuje, ale przynajmniej żaden cwaniak jeszcze przez to nie zarabia.

            Ukryj odpowiedzi()
            • Lord Bart
              19:47 04.02.2017
              Lord Bart

              Chcesz powiedzieć, że klucze na tych platformach są wygenerowane niezależnie od wydawcy? Wydawca na nich nie zarabia? Nie on je sprzedał hurtowo, czyli taniej?
              Kurcze, szkoda że tak nie jest z samochodami… nie musiałbym wtedy odkładać tego miliona złotych z kawałkiem na moje Ferrari, poszukałbym na allegro kogoś z bryką za 300 tysięcy.

              Uuu, ale skąd on ma ten nowy model, jak nie z fabryki Fiata? No właśnie.

              😐

              Ukryj odpowiedzi()
              • 08:52 05.02.2017
                moby04

                „Chcesz powiedzieć, że klucze na tych platformach są wygenerowane niezależnie od wydawcy? Wydawca na nich nie zarabia? Nie on je sprzedał hurtowo, czyli taniej?”

                I tu się trochę mylisz. Klucze są generowane wg pewnych algorytmów, więc jest możliwe odkrycie algorytmu i „trzaskanie” sobie tych kluczy na boku. Oczywiście może się wtedy zdarzyć również sytuacja, kiedy kupujesz jakiś klucz a po wpisaniu go w system aktywacyjny okaże się, że ten akurat klucz już został wykorzystany…

                Ukryj odpowiedzi()
                • Lord Bart
                  17:40 05.02.2017
                  Lord Bart

                  Tak, ale chodzi mi o to, że nawet jeśli wydawca korzysta z firm trzecich do generacji i ktoś „robi boki” to bardziej jest to problem tego wydawcy, nie G2A.

                  I jeśli ten trzeci jest również hurtowym sprzedawcą i sprzeda np. 1000 kluczy gram.pl to sprzeda je jeszcze taniej niż na normalnych zasadach. Detal i hurt działają tak samo w branży… dowolnej, jak i elektronicznej.

                  A jeśli 1000 kluczy kupi sobie reseller i też dostanie zniżkę… pieniądze tak czy siak trafiają (powinny trafiać) do wydawcy. Jeśli nie – to jego problem.

                  Ludzie wsiadają na G2A, ale jakoś zapomnieli, że to wydawcy i e-klucze zabiły rynek wtórny (co było bardzo na rękę branży), że stworzyły nowy sposób omijania zakupu przez użyczanie konta z grą za 5 złotych itd.

                  To jest trochę tak jak z bankami i ustawami w stosunku do nich. To bredzenie, że żaden podatek nie dotknie klientów. Nie dotknąłby gdyby bank zgodził się na obniżkę swoich zysków, ale tak nigdy nie będzie.
                  Zysk = 100, ale – podatek = 92, więc te 8 nadrobimy na klientach.

                  Czy nie tak jest w branży z e-dystrybucją? Wszyscy zapomnieli te cudowne obietnice, że gry będą tańsze, bo nie będzie pudełek, tłoczenia płyt, tonących kontenerowców itd? Ceną są takie same albo i droższe, bo zysk musi = 100.
                  Teraz tłumaczy się to kosztami technologii, utrzymywania serwerów itd.

                  I tyle. Tak trochę offtopem do tego stwierdzenia o „uczciwej cenie” 😉

          • 08:47 05.02.2017
            moby04

            „To po prostu fakt, zwłaszcza jeśli ktoś pisze, że pirat przejdzie grę i powie „o kurde, fajna jest, przejdę ją jeszcze raz, ale najpierw wydam w empiku 169 złotych”.”

            Jakieś źródło na potwierdzenie tezy? Tak tylko pytam, bo mi się nie raz zdarzyło kupić grę, którą wcześniej faktycznie spiraciłem. O tym, że z danych statystycznych wynika, że w krajach, które zaostrzyły politykę antypiracką (np. HIszpania) sprzedaż gier, filmów czy muzyki spadła…

            „W ogóle stwierdzenie, że „wydawca i kupujący uznają cenę za uczciwą” jest tak zabawne, że zamyka dyskusję na starcie”

            A co jest zabawnego? Nikt nikogo nie zmusza do kupna tudzież sprzedaży. Jeśli wydawca (albo producent jakiegokolwiek innego produktu) wycenia swoją pracę na kwotę X to ma do tego prawo. Równocześnie nikt nie jest zmuszany do zakupu i wydaje pieniądze raczej racjonalnie. Do transakcji dochodzi więc tylko w przypadku, gdy obydwie strony uznają cenę.

            Ukryj odpowiedzi()
            • Lord Bart
              17:25 05.02.2017
              Lord Bart

              Jasne, ale zwróciłeś uwagę na to co napisałem? Na Empik i na cenę? Jasne, że po spiraceniu kupują, ale nie po cenach „bazowych”. Źródłem jest ze 40 moich znajomych graczy, od dzieciaka wychowanych na grach „ze stadiona”, teraz pracujących i kupujących, ale tam gdzie jest najtaniej. Nawet preodery składają tam, gdzie można zaoszczędzić parę złotych.

              Bawi mnie to stwierdzenie, bo jest… zabawnie sprzeczne. Interesy wydawcy i nabywcy, wbrew pozorom, są na dwóch końcach kija. Uwierz mi, że gdyby można było totalnie zablokować piractwo, różne ceny w różnych rejonach świata, to wszyscy byśmy płacili tyle samo. Tyle samo dużo, za dużo.

              Uczciwość w tym wypadku nawet nie wyjrzała na moment z krzaków 😉

              Ukryj odpowiedzi()
              • 21:16 05.02.2017
                moby04

                „wydawcy i nabywcy, wbrew pozorom, są na dwóch końcach kija. ”

                Masz rację. Paradoks taki. Sprzedawca chce ceny możliwie najwyższej, kupujący najniższej. Jak się dojdzie do kompromisu to zajdzie transakcja. Uczciwa.

                A co do piractwa to już pisałem w komentarzach, że po spiraceniu X-Com kupiłem tę grę 4 razy: PC, PS3, Android i znowu PS3 ale jako prezent dla kogoś. I tu dochodzimy do viral marketingu: jasne, że pirat raczej nie kupi gry. On ją poleci znajomym, którzy kupią.

        • Johnny
          18:43 04.02.2017
          Johnny

          Panowie, a ile dwa lata temu kosztował dolar…? Zapomnieli?

  3. 11:01 05.02.2017
    3mortis

    E tam pier…

    przeciez rownie dobrze audi moze sie pluc „ale jak to pan sprzedaje swoj samochod komus innemu a my nic z tego nie mamy, gdyby nie pan to on kupil by nowe audi za 500k, niech pan nam odda straty”

    albo „bo wlasciciel nabyl klucz jakims sprytnym sposobem – wyprzedaz inna strefa…”

    no tak bo np aut nie sprowadza sie zza granicy, nie kupuje na promocjach, nie sprzedaje innymi lewymi sposobami

    tworac robiac promocje ma swiadomosc tego ze X ludzi kupi X kopii po taniosci
    jak ktos wydaje gre na np humble bundle za 1$ to niech sie nie spodziewa ze cena rynkowa jego gry utrzyma sie na premierowej….

    ot placz ludzi ktorzy mysleli ze jak sprzedaja elektroniczne rzeczy to moga sobie zawsze wszystko kontrolowac wlacznie z wartoscia ich produktu