Zmien skórke
Logo Polygamii

Gdzie jest moje 450 baniek? Niezależne studio tinyBuild zwraca uwagę na poważny problem z szarą strefą handlu kluczami

mat. prom.
Wszyscy lubimy płacić mało za nasze ulubione gry. Nie ma w tym nic złego, podobnie jak w handlu tańszymi kluczami. Trochę gorzej, kiedy w wyniku przekrętów z kartami kredytowymi deweloperzy zaczynają tracić duże pieniądze.

Wiem, że 450 tysięcy dolarów to nie 450 „baniek”, ale wszyscy w redakcji stwierdziliśmy, że będzie to świetnie pasowało. O co chodzi? Otóż od kilku lat funkcjonują w sieci strony typu G2A czy Kinguin, które można trochę porównać do eBaya z grami. Masz klucz i chcesz się go pozbyć? Zakładasz konto, przechodzisz prostą weryfikację i możesz sprzedawać.

W teorii brzmi to bardzo dobrze, jednak jak zawsze zdarzają się nadużycia. Wiele kluczy pochodzi na przykład z bundli z kartami graficznymi, rozdawnictwa podczas imprez czy konkursów, a także z zakupów dokonanych za pomocą skradzionych kart kredytowych. Listę numerów takich kart zdobyć nietrudno, a w czasach, kiedy zakupy przez Internet są tak proste do nadużyć dochodzi dość często.

Taka sytuacja przytrafiła się tinyBuild, twórcom między innymi Punch Club i Party Hard. Na stronie firmy czytamy, że w pewnym momencie na studio posypała się lawina tak zwanych chargebacków, czyli zwrotów wykonywanych na wniosek klienta przez bank wydający kartę. Cała procedura ma miejsce między innymi wtedy, kiedy za pomocą karty klienta dokonano nieautoryzowanej przez niego płatności.

Dodatkowo ze względu na tysiące zwrotów operator płatności dla tinyBuild zawiesił świadczenie usługi skutecznie wyłączając tym samym sklep, który studio uruchomiło na swojej stronie. Po krótkim śledztwie okazało się, że kupione w ten sposób kody trafiły na G2A w cenach dużo poniżej rynkowych.

G2A sprzedaż gier tinyBuild

Jak widzicie w powyższej tabeli tinyBuild straciło na wszystkim ponad 450 tysięcy dolarów, co jak na niewielką firmę jest dużym obciążeniem, a do tego ich sklep został zablokowany uniemożliwiając tym samym generowanie dodatkowego przychodu. A co na to wszystko G2A? Firma umywa ręce wysyłając do dewelopera standardową odpowiedź, z której wynika, że to tak naprawdę olbrzymia szansa na dotarcie do szerszego grona odbiorców.

Wasi partnerzy sprzedawali na G2A klucze zakupione bezpośrednio od was. Już to powinno dać wam obraz tego, jak duży zasięg mamy (…). Na pewno w żaden sposób nie zrekompensujemy wam poniesionych strat, a jeśli uważacie, że to oszustwo z przyjemnością się wszystkiemu przyjrzę, ale musicie z nami współpracować (…).

Szczerze powiedziawszy będziecie zaskoczeni, ale to raczej nie oszustwo, a wasi partnerzy robiący to, co potrafią najlepiej – sprzedawanie gier. Tak się składa, że robią to po prostu na G2A.

Super. Nie pomożemy wam, o ile nie zaczniecie z nami oficjalnej współpracy. Swoją drogą takie rozmowy były prowadzone, ale chyba teraz z partnerstwa nici. TinyBuild też niespecjalnie ma co z tą sytuacją zrobić. W przypadku uznania reklamacji klienta decyzja o obciążeniu zwrotnym jest praktycznie nieodwracalna, a blokada kupionych w ten sposób kluczy niemożliwa. Bo niby jak namierzyć te, które zostały kupione w ten sposób? No chyba, że ktoś chce robić jak swego czasu Ubisoft, tylko po to, by zaraz wszystko odkręcać.

Niestety jest to pewna szara strefa, ale czy można winić za to platformy typu właśnie G2A i Kinguin? O ile faktycznie ton odpowiedzi, jaką otrzymało tinyBuild pozostawia wiele do życzenia, takie portale to tylko pośrednicy zapewniający otoczkę i umożliwiający handel. Oszuści zdarzają się wszędzie, czy to w Internecie, czy w „realu” i wyeliminowanie takich sytuacji jest praktycznie niemożliwe, szczególnie przy takiej skali biznesu. Zresztą to nie pierwszy problem tinyBuild, bo jeszcze w marcu studio zwracało uwagę na olbrzymią skalę piractwa dotyczącego ich gier.

mat. prom.
Punch Club mat. prom.

Bo nie ma się co oszukiwać – ten rynek jest ogromny i ciągle rośnie. Zarówno G2A, jak i Kinguin aktywnie uczestniczą w życiu branży. Sponsorują streamerów, jak choćby PewDiePie’a, drużyny e-sportowe, organizują własne turnieje. Czy się to komuś podoba, czy nie, trzeba się liczyć z tym, że kiedyś spora część handlu grami może przenieść się właśnie tam.

Nam natomiast pozostaje to, co zwykle w takich sytuacjach – myślenie. Transakcje można ubezpieczać za dodatkową opłatą, każdy sprzedawca ma swoje opinie, no i przede wszystkim, jeśli coś jest podejrzanie tanie, to warto się zastanowić, z jakiego źródła pochodzi.

Bartosz Stodolny

Więcej na temat:

  1. 12:05 21.06.2016
    Funkorama

    O nie wiedziałem, że takie strony są :> Dzięki za info, idę na zakupy 😛

  2. angh
    12:41 21.06.2016
    angh

    Wole greenmangaming. g2a wyglada ok, ale to pralnia brudnej kasy, a w tym nie chce sie babrac.

  3. 13:07 21.06.2016
    Nikodemsky

    Cóż, G2A to faktycznie przypomina nieco szarą strefę. Niby mają jakieś tam programy współpracy, niby jest support itd. ale komunikacja jest mocno podręcznikowa i kiedyś, kiedy ceny były sporo niższe, to może jeszcze dla niektórych było to warte ryzyka – obecnie, są serwisy, które „legalnie” operują tańszymi kluczami(cdkeys, instantgaming, GMG, Funstock Digital) i nie widzę potrzeby ryzykowania – bo nawet z „buyers protection”, po 30 dniach jeśli coś się stanie z danym tytułem(np. po prostu zniknie z biblioteki), to nic z tym już nie zrobimy i pieniędzy również nie odzyskamy.

    Kinguin wydaje się nieco bardziej „profesjonalny” pod tym względem ale dorzucając VAT ceny często już nawet nie są tak atrakcyjne. Poza tym tam też nikt nie sprawdza pochodzenia kluczy.

    Póki co jeszcze zapewne nie ma mocnych podstaw ale z czasem zapewne ktoś się weźmie za to od strony prawnej i serwisy pośredniczące w sprzedaży kluczy z marketu będą musiały wziąć jakąś odpowiedzialność.

    Ukryj odpowiedzi()
  4. 15:58 21.06.2016
    theblood

    Co by nie mówić o pudełkowej dystrybucji, to jednak co fizyczny towar to fizyczny – producent i dystrybutor dostaje swoją „działkę”, a klient ma pewność że to nie jest jakiś lipny, kradziony towar i ma nośnik który działa bez względu na dostęp do internetu. A przynajmniej miał bo teraz wszystko zmierza ku wirtualnej fikcji, gdy w każdej chwili tysiące złotych wydane na cyfrowe gry mogą bezpowrotnie wyparować wraz z upadkiem danej platformy jak Steam/GOG etc, a pudełkowe wydania coraz częściej zaczynają przypominać wersje pirackie zawierające jedną karteluszkę imitującą instrukcję. Tęsknię za dawnymi czasami, gdy wersje pudełkowe miały wspaniałą, bogatą zawartość a mając płytę nie trzeba było bujać się z internetami 😉

    Ukryj odpowiedzi()
  5. 22:13 22.06.2016
    Avalanc

    Źle jak nie ma miejsc pracy, jak pracownik jest wyzyskiwany, jak mała płaca, nadgodziny itp. Jak firma januszuje – nie płaci podatków (optymalizacja podatkowa ^^), ułatwia Tobie nie płacenie VAT’u, oszukuje swoich partnerów handlowych, łamie licencje sprzedawanych produktów, ukrywa dodatkowe opłaty, nie chce odpowiadać za sprzedawany towar, to jest dobrze bo jest tanio. Mało kto rozumie, że taka „taniość” z czegoś wynika i ma potem straszne konsekwencje.

    Z tego co wygooglałem odnośnie G2A to główna firma jest zarejestrowana w Hong Kongu, w Polsce znaczna część pracowników to callcenter/pakowacze na umowach śmieciowych lub okresowych za minimalną stawkę, z pracą w systemie zmianowym 24/7, wymaganym dobrym angielskim i wykształceniem wyższym.
    Na 5 tysięczny kapitał spółki zarejestrowanej w Polsce składają się po 2,5 tysiąca amerykańska firma zarządzająca nieruchomościami oraz inna amerykańska firma.
    Dobrze wiedzieć u kogo się robi zakupy.

    Rynek e-commerce jest ogromny. Nie nadążają za nim przepisy prawa, co pozostawia szerokie pole do nadużyć i oszustw.

Najczęściej czytane

01

Star Wars Battlefront 2 zabolał EA

02

Sześć dni, trzy miliardy złapanych Pokémonów – cicha woda brzegi rwie?

03

Nie trzeba Vadera w różu, by dodatki do Star Wars Battlefront 2 mogły dotyczyć tylko wyglądu

04

Grałem w Warhammer 40000: Inquisitor – Martyr. Minimalna zawartość Inkwizytora w Inkwizytorze

Popularne Gry