Zmien skórke
Logo Polygamii

POW: Maciej Kuc (kiedyś CD-Action, teraz G2A), odpowiada na wasze pytania

POW, czyli Pytaj o Wszystko. Maciej Kuc, znany również jako MQc czy Qn`ik, mierzy się z waszymi pytaniami. Także tymi trudnymi.

Na początek krótkie słowo podziękowania dla Polygamii za propozycję. Miło mi, że ekipa uznała mnie za osobę wystarczająco ciekawą do przygotowania POW. Przez 18 lat (!) byłem związany zawodowo z CD-Action, ale nie dziwię się, że to właśnie G2A (w której to firmie pracuję od paru miesięcy) jest tu tematem numer jeden. Wiem, jak kojarzony jest PR – zwykle z okrągłymi zdaniami, nawijaniem klientom makaronu na uszy i w ogóle wszystkim, ale nie szczerością. Tych, którzy zadali pytania, postaram się nie zawieść. Odpowiadam na nie jako Maciek Kuc vel MQc alias Qn`ik (jeśli ktoś tę ksywkę jeszcze pamięta). Nie jestem zawodowym PR-owcem. Cenię sobie szczerość, otwartość dyskusji i prowadzenie jej na równych warunkach. Nie znoszę za to presupozycji (czyli odpowiedzi zawartej w pytaniu, klasycznego „kiedy przestaniesz bić swoją żonę?”), ale wszystkie pytania postaram się potraktować z równym szacunkiem.

G2A

el.kocyk: Jak się czuje Head of PR po tak wielkiej PR-owej klapie jak AMA na reddicie?

Maciej Kuc: Coraz lepiej, ale na początku naprawdę czułem się fatalnie. Nie do końca jednak z tych powodów, które mógłbyś podejrzewać. Ale o tym za chwilę.

enteriusz: Jak z ich strony wglądała ta cała sprawa ze zbanowaniem konta użytkownika, który wytknął Wam luki w bezpieczeństwie?

Tu od razu jedną rzecz ustalę: nie „ich”, ale „naszej”. Byłoby łatwo i bardzo nie fair mówić o tym, że za AMA na reddicie odpowiadają jacyś „oni”, a ja jestem ten święty, co to od początku wiedział, jak się wszystko skończy, ale mnie głupki jedne nie posłuchały. Podkreślę więc: jestem za to odpowiedzialny. Nie jakieś tam „głupie, naiwne G2A”, ale właśnie ja.

AMA było moim pomysłem, bo uznałem, że przy takiej ilości dezinformacji na temat G2A, jaka krąży po sieci, otwarte wejście do największego „siedliska niechęci” (to bardzo eufemistyczne określenie reddita, musisz przyznać) pozwoli wyczyścić atmosferę. Oczywiście się domyślałem, że ludzie będą na złość downvote’ować nasze odpowiedzi (co jest według mnie niemądre i dziecinne – to taki odpowiednik zatykania sobie uszu podczas rozmowy), przez co wyświetlały się one tylko tym, którzy się chcieli do nich dokopać. Na szczęście było ich wielu – i im udało się wiele niejasności wyjaśnić. Dlatego właśnie tę część AMA uznaję i tak za udaną.

To, co się nie udało, to właśnie sprawa ze wspomnianym użytkownikiem, „który wytknął nam luki”. Skąd cudzysłów? Otóż: żadnych luk nie znalazł, to było jedno wielkie kłamstwo, które viralowo rozniosło się w internecie. Chyba wszyscy sobie zdają sprawę z tego, że social media nie są wiarygodnym źródłem informacji. Jaka była prawda? Użytkownik udowodnił, że zmyślony przez niego klucz pojawił się na marketplace. Brawo, gratulacje. Tylko co z tego? Bo już ów użytkownik nie raczył powiedzieć wszystkim, że:
– G2A ma wszystkie jego dane, bo był weryfikowany jak każda osoba, która sprzedała na marketplace wiele kluczy.
– Miał za sobą setki transakcji i bardzo wysoki rating – ponad 99,9% zadowolonych klientów.
– Gdyby sprzedał ten klucz, jedyną osobą, która by na tym straciła, byłby on. Dlaczego? Bo kupujący zgłosiłby się z informacją o niedziałającym kluczu – support by to sprawdził, zwrócił pieniądze i zablokował wypłatę nieuczciwemu sellerowi, który straciłby status zaufanego.

Gdzie tu jest jakakolwiek luka w zabezpieczeniach? Zabezpieczenia zostałyby złamane, gdyby uczciwy użytkownik na tym cokolwiek tracił, a oszust zyskał.

Gdy my o tym pisaliśmy – nikt (poza kilkoma chwalebnymi przykładami bardziej wnikliwych mediów) nie chciał tego słuchać, bo nie pasowało to do hejtu, który się wylewał. Efektowne kłamstwo okazało się łatwiejsze niż nudna prawda.

A że użytkownik został zbanowany – pewnie, że został. Nie dlatego, że „wskazał luki”, tylko dlatego, że specjalnie i więcej niż raz złamał regulamin.

blantman: Czemu wybrałeś akurat pracę w G2A po CD-Action ? Wiem, kasa, ale może coś jeszcze?

To chyba najtrudniejsze pytanie z całego POW. Nie chcę napisać żadnej sztampy i rzeczy, po których tylko skiniesz głową i powiesz „no tak, PR-bullshit, a obiecywał, że będzie pisał szczerze”. Jaka jest prawda? Pieniądze były tak samo ważne jak dwa inne elementy: ludzie i możliwości. Ludzie – bo nie chciałem pracować z kimś, z kim bym się męczył. Tymczasem w G2A jest tyle tak pozytywnych osób (na każdym szczeblu: od pań dbających o czystość po zarząd), że czuję się wśród nich znakomicie. Możliwości – przepraszam, jeśli zabrzmi to zarozumiale, ale… w CD-Action naprawdę już udało mi się osiągnąć wiele. Bardzo się cieszę, że zostawiłem pismo w dobrym stanie, na dobrym kursie, ze znakomitą ekipą, która je prowadzi z powodzeniem beze mnie. G2A to było ogromne wyzwanie: świetna, tętniąca dynamizmem firma, w której można zdziałać masę dobrych rzeczy. (Nie wiem, czy mogę zareklamować tu jeden sympatyczny film – jeśli chcecie zobaczyć, jak pracuje się w G2A, zerknijcie:

Jednocześnie wiedziałem też, że nie będzie łatwo, ale właśnie o to chodziło, bo lubię wyzwania.

Bartosz Stodolny: Macie VR-owy G2A Land, robicie też grę o II Wojnie Światowej na gogle i wspieracie Anshar Studios przy Detached. Widać, że nie chcecie być jedynie „rynkiem z kluczami”. Czy w takim razie planujecie bardziej rozszerzyć działalność i zająć się pełnoprawnym wydawaniem gier?

G2A tętni od pomysłów, codziennie pojawiają się nowe. Niektóre umierają szybko, inne są wdrażane, testowane, część z nich wychodzi na światło dzienne. Jeszcze nieraz zaskoczymy branżę, tyle mogę powiedzieć z całą pewnością. Przepraszam, że bez szczegółów, ale sam rozumiesz, że POW to nie jest właściwe miejsce na Wielkie Zapowiedzi.

Simplex: Ciekawostka, G2A Land miał być darmowy.

To prawda, takie było pierwotne założenie w czasach, gdy Land był bardzo mało rozwiniętym produktem. W trakcie prac rozrósł się o masę atrakcji. Zresztą 10 euro za grę na VR to nie jest według mnie wysoki koszt.

Paweł Kamiński: Czy możesz wymienić źródła sprzedawanych kluczy?

Na G2A jest ponad 270 tysięcy sprzedających. Skąd biorą klucze? Źródeł jest masa, ale nie będzie żadną tajemnicą, jeśli powiem, że największe obroty robią ludzie, którzy skupują tanio duże ich liczby, by sprzedać je ciut drożej. Bardzo wiele kodów pochodzi też od zwykłych graczy, którzy pozbywają się niepotrzebnych im gier pozyskanych np. w bundle’ach.

Xenomorph: Przy zakupie gry ważna jest dla mnie kwestia legalności nabywanej kopii. Jaką mam gwarancję, że kupując coś na g2a jest to 100% legalne i część z kasy idzie do wydawcy/twórców, etc.?

Podstawowa kwestia jest taka: tylko twórcy lub wydawcy danej gry są w stanie wygenerować do niej klucze. Nikt inny tego nie zrobi. Czy więc gry są legalne, w sensie – czy pochodzą od twórców? Tak, w 100%. Czy część pieniędzy, którą płacisz, idzie do twórców? Tak, ale tylko w przypadku tych twórców, którzy są w programie Direct.

Porównajmy to do telewizorów. LG produkuje telewizor i sprzedaje go do sklepów (za ile – to już słodka tajemnica producenta), które wystawiają go za 2000 zł. Kupujesz ten telewizor na przecenie za 1200 zł. Sprzedajesz na Allegro za 1300 zł. Czy LG zarobiło na telewizorze? Tak, gdy go sprzedało pierwszy raz. Czy LG zarobiło na sprzedaży tego telewizora na Allegro? Oczywiście nie – bo z jakiej racji? Dokładnie tak samo jest na G2A, tyle że jako jedyny marketplace na świecie G2A oferuje właśnie twórcom dołączenie do programu, dzięki któremu mogą zarabiać na odsprzedaży swoich gier przez inne osoby. To tak, jakby Allegro zaoferowało LG, że może wziąć 10% z tego, że Ty sprzedasz kupiony na przecenie telewizor na Allegro za te 1300 zł.

Czy za wszystkie klucze, które są w sprzedaży na G2A, wydawca dostał pieniądze? To już zależy tylko od niego, bo to on decyduje, czy chce je sprzedać hurtownikom, czy rozdać za darmo tysiącom ludzi (którzy później je sprzedadzą, nie czarujmy się), czy w ogóle nie sprzedawać nigdzie poza Steamem. Nie ma jednak możliwości, by na G2A.COM pojawił się jakiś kod pochodzący z innego źródła niż od developera.

blantman: Czy planujecie wprowadzić jakąś kontrole kluczy sprzedawanych na G2A? Dla mnie duża część G2A to nowoczesne piractwo jak konta z grami xbox/psn na allegro.

Nie rozumiem pytania/zarzutu. Klucze są kontrolowane non stop – jeśli jakiś nie działa, kupujący dostaje inny lub zwrot pieniędzy. A porównywanie sprzedaży kluczy (o których więcej powyżej) z handlowaniem dostępami do kont jest według mnie całkowicie chybione.

OrangeUniverse: W branży pojawiło się bardzo wiele głosów krytykujących ponowną sprzedaż kluczy zakupionych w biedniejszych częściach świata. Więksi wydawcy (Bethesda, Activision, EA itp.) świadomie przymykają oko na to zjawisko czy też może robią jakieś kroki w kierunku wyrównania do poziomu EU/USA cen gier PCtowych na świecie?

Wielcy wydawcy regionalizują klucze (ostatnie działanie Komisji Europejskiej dotyczy tylko gier sprzedawanych w UE, nie ma mowy np. o Azji czy Ameryce Południowej). I to jest według mnie OK, na G2A.COM masz wyraźnie oznaczone, czy dana gra działa w Twoim rejonie świata. Jeśli wydawca nie zdecydował się na regionalizację kluczy – dla mnie sprawa jest oczywista, to oznacza, że zgadza się i chce, żeby korzystali z nich gracze na całym świecie. Bo jeśli nie – to czemu w takim razie nie daje region locka?

Paweł Olszewski: tinyBuild uważa, że przez G2A straciło na chargebackach ponad 450 tysięcy dolarów. Jak to wygląda z waszej strony? Udało się dojść do jakiegoś porozumienia?

Twoje pytanie jest idealnym przykładem na to, jak działają i dezinformują social media. Nawet tinyBuild nie twierdził nigdy, że stracił 450 tys. dolarów na chargebackach, chodziło o zupełnie inną rzecz. Prośba: poświęć 60 sekund na obejrzenie tego filmu:

To, czego w tym filmie nie pokazaliśmy, to rzeczywisty powód, dla którego tinyBuild robi to, co robi. Bo to im daje darmową reklamę. tB nigdy nie zależało na tym, by dojść do porozumienia. Gdyby faktycznie tak było, dostarczyliby dowody na swoje zarzuty, G2A w ramach dobrej współpracy skompensowałoby im poniesione straty i wszystko byłoby pięknie i kolorowo. Prawda jest jednak ciekawsza: gdyby tB podzielił się prawdziwymi informacjami, okazałoby się, że żadnych chargebacków nie było, wszystkie gry sprzedane na G2A pochodziły z bundli lub giveaway’ów (tB rozdawał dziesiątki tysięcy kodów! Sprawdź na ich twitterze czy fanpage’u, jeśli mi nie wierzysz). Tyle że obrzucanie błotem G2A się świetnie sprawdziło jako skuteczna medialna machina napędzająca tB jakże potrzebną atencję mediów. Niestety bardzo naiwnych i często mało wnikliwych, o czym piszę z żalem (i lekkim biciem się w piersi, bo cdaction.pl też przy okazji całej afery nie zareagowało do końca tak, jak powinno).

Paweł Olszewski: Na G2A przy kupowaniu gier można wybrać, w jakim państwie mieszkamy i zależnie od lokalizacji płacić VAT. Albo nie płacić, jeżeli wybierzemy tereny spoza UE. Skąd pomysł na taką opcję? Z tego o wiem, nie znajdziemy jej w innych sklepach z grami.

Taki sposób wyboru VAT-u jest jedną z zalecanych przez Komisję Europejską form deklaracji. Nie ma idealnego systemu, a ten, z którego korzysta G2A, jest jak najbardziej poprawny.

Paweł Olszewski: Dlaczego gry z G2A Deal mają „czas przydatności” do zużycia?

Bierze się to z naszych umów z producentami gier, którzy dostarczają gry do Deala.

g2a-dwalPaweł Olszewski: dlaczego kluczy z G2A Deal nie da się sprzedać na G2A, a z innymi bundle’ami konkurencyjnych firm nie ma takiego ograniczenia?

Patrz wyżej.

Paweł Olszewski: Czy macie możliwość sprawdzenia, czy wystawiony na sprzedaż klucz Steam nie jest zużyty? Przy weryfikacji kont a pojawia się tylko pytanie o źródło klucza.

Mamy. Bardzo rzadko (patrz wyżej a propos sprzedającego z ratingiem 99,9%) i najczęściej przez pomyłkę może się przemknąć jakiś użyty klucz – od tego jednak mamy ochronę kupujących (wszystkich kupujących, nie tylko tych z aktywnym abonamentem na Shielda), żeby użytkownik szybko dostał to, za co zapłacił.

Simplex: Czy proces rezygnacji z G2A Shield nadal wygląda jak na tym obrazku?

Nie, został bardzo skrócony. Co nie zmienia faktu, że dalej jest daleki od ideału. Niebawem cały Shield zostanie zmieniony, ale o tym na razie nic więcej powiedzieć nie mogę.

Paweł Olszewski: Jeżeli macie niezawodne sposoby na weryfikację sprzedawcy/klucza, to dlaczego G2A Shield jest dodatkowo płatny? A nie jest włączony domyślnie dla każdego kupującego?

Shield to nie jest program ochrony kupujących. Chronieni są wszyscy, Shield po prostu daje większy komfort i przyspiesza ewentualną reklamację (czyli ta zamiast trwać kilka godzin, zwykle zamyka się w kilku minutach). Porównajmy to do Allegro. Jeśli zostałeś oszukany, możesz skorzystać z pomocy, ale:
a) musisz spróbować załatwić sprawę ze sprzedającym;
b) jeśli trafiłeś na oszusta – musisz rzecz zgłosić na policję;
c) musisz dostarczyć pocztą komplet dokumentów;
d) musisz czekać co najmniej dwa miesiące (przytaczam tu swoje przeboje z POK-iem, gdy miałem problem z oszustem).
Na G2A procedura wygląda zupełnie inaczej. Jeśli nie masz Shielda:
a) kontaktujesz się ze sprzedającym;
b) jeśli nie dochodzicie do porozumienia, włącza się centrum rozwiązywania sporów;
c) jeśli masz rację – dostajesz zwrot pieniędzy lub nowy kod.
Jeśli masz Shielda:
a) logujesz się na live chat dostępny 24/7/365, tłumaczysz sprawę i podczas pierwszego kontaktu dostajesz zwrot pieniędzy.
Nie ma punktu b), bo całą resztą (czyli kontaktem ze sprzedającym) zajmuje się już samo G2A bez Twojego udziału.

g2a-shieldShield to też przede wszystkim usługa, która daje Ci np. 10% cashback, więc jeśli tylko sporo kupujesz i grasz, abonament zwraca Ci się z nawiązką. Tak naprawdę największym problemem Shielda jest ta nieszczęsna dezaktywacja – co nie znaczy, że nie pracujemy nad poprawą również innych elementów.

Paweł Olszewski: Załóżmy, że jestem producentem gry. Jaką prowizję płacę wam za sprzedaż gry w swoim oficjalnym sklepiku? Jak ma się ta prowizja do Steama, GoG albo Humble Store?

10,8%. Jak się to ma do innych? Cóż – pytaj innych. Oficjalnie nie podają stawek. Wszyscy je znają, ale nikt oficjalnie ich nie zdradzi, bo to tajemnica handlowa.

Paweł Olszewski: Z jakich krajów macie najwięcej klientów?

Tu nie ma żadnych niespodzianek – tam, gdzie jest wielu graczy, tam jest też wielu klientów. Numerem jeden jest oczywiście USA.

Paweł Olszewski: G2A ma bardzo dużo alternatywnych sposobów płatności. Które z nich są najpopularniejsze, oprócz tradycyjnych płatności kartą?

Nie wiem. Przepraszam, nie chcę zmyślać, a autentycznie nigdy nie pomyślałem, żeby kogoś o to zapytać. 🙂

Paweł Olszewski: Wśród waszych partnerów biznesowych na www można znaleźć między innymi logo „solidarności”. Z ciekawości, co razem robiliście?

G2A ma ogólnie bardzo dobre kontakty w Rzeszowie, gdzie jest nasze centrum R&D (Research and Development). Z Solidarnością m.in. G2A współdzieliło budynek czy wspomagało ją zapleczem informatycznym (żeby nie było: za darmo:).

hadxmen: Dlaczego G2A próbuje robić z nas kretynów jeśli chodzi o kwestie legalności, kiedy często NA STRONIE GŁOWNEJ promowane są oferty na np. antywirusy za grosze, gdzie licencja jest powielana i kilku użytkowników korzysta z jednego loginu i hasła, a programy przestają działać dużo wcześniej niż zakłada ‚licencja’, Windowsy, które nie są przeznaczone do sprzedaży i banowane są przy pierwszej lepszej okazji? Widzę, że na tę chwilę cudowne promocje zniknęły, ale sam zdecydowałem się kiedyś na zakup z czystej ciekawości. Było to 100% piractwo niczym nie różniące się od ściągnięcia z torrentów.

Wow, wiele zarzutów dotyczących dawnych spraw, ale postaram się odpowiedzieć najlepiej, jak potrafię i na ile pozwala mi wiedza. Po kolei. Antywirusy – owszem, były sprzedawane, ale zawsze klucze były indywidualne i oczywiście legalne. Jeśli jakaś licencja wygasłaby wcześniej, niż w czasie podanym w aukcji (nie słyszałem o takich przypadkach), to oczywiście użytkownikowi należałby się zwrot pieniędzy. Windowsy: nie są już w ogóle w sprzedaży, a jeśli kiedyś były jakiekolwiek problemy – również kupujący dostawali zwroty, nikt nie stracił żadnych pieniędzy.

CD-Action

blantman: Czy nadal będziesz pisać do CDA czy jak Hut zamkniesz ten rozdział?

Hut niczego nie zamknął, o ile mi wiadomo. Pisze oczywiście rzadziej, ale nigdy nie zerwał kontaktu. Ze mną pewnie będzie niestety podobnie – choć bardzo bym chciał pisać jak najwięcej, doba nie jest z gumy. Na pewno jednak nie stracę kontaktu z CD-Action, o ile wciąż będą mnie tam chcieli. 🙂

CDA_3_2017Calhir: Jakie wymagania trzeba spełnić by pracować w CD-Action i podobnych?

Po pierwsze: trzeba chcieć. Jeśli chcesz, to najpewniej sam czujesz, że znasz się na grach, masz o nich coś ciekawego do powiedzenia i potrafisz to przekazać. Te trzy elementy są kluczowe, nie da się pracować w takim piśmie/serwisie, gdy nie spełniasz wszystkich tych warunków.

Kocimientka: Czy często zdarzało się, że CD-Action recenzowało grę niezbyt ją ogrywając albo recenzując diametralnie różniącą się wersję na konsole – oczywiście przy jednoczesnym opisywaniu gry jako produkcji pecetowej? Nigdy nie zapomnę wtopy z tym jak bodaj Czarny Iwan piał nad nowym Harrym Potterem. Kupiłam tę grę, była żałośnie słaba. Dopiero później okazało się, że Iwan ogrywał wersje na PS2, która faktycznie była o niebo lepsza.

Ta wtopa jest redakcyjnym memem. Jasne – podczas 21 lat musiało się coś takiego przytrafić, historia tamtej recenzji jest zresztą bardziej zawiła. Czy takie zjawisko przydarzyło się więcej niż raz? Nie, a przynajmniej ja o tym nic nie wiem.

Maciej Kowalik: Jak wylądowałeś w CDA?

Rodzice kupili mi w 1996 roku komputer. Taki nowoczesny, z napędem CD. CD-Action było wówczas najtańszym sposobem pozyskania dem i jakichkolwiek treści „multimedialnych”. Zacząłem czytać, wysłałem list do redakcji, ten został opublikowany – i tak bardzo pokochałem świadomość tego, że moje słowa są drukowane w wysokim nakładzie, że na kolejne 18 lat związałem się z pismem. 🙂

Maciej Kowalik: Co było najtrudniejsze po wejściu w buty naczelnego? Musiałeś podejmować trudne decyzje?

Przed awansem na naczelnego byłem przez wiele lat wicenaczelnym, więc tak naprawdę nic mnie w nowym stanowisku nie zaskoczyło. To nie była oczywiście najłatwiejsza praca na świecie, ale wściekle satysfakcjonująca. Polecam każdemu. 😉

Maciej Kowalik: Czemu CDA nie doczekało się wersji cyfrowej.

To pytanie do wydawcy, nie redakcji. Czy dałoby się zrobić CD-Action w wersji cyfrowej? Jasne. Czy się to opłaca? Jeśli wydawca uzna, że tak, zacznie w ten sposób dystrybuować pismo. Warto pamiętać, że wydawcy to nie są ludzie zamknięci w bańkach, którzy nie mają pojęcia o rynku. Robią to, co robią, gdyż wiedzą o wiele więcej na temat sprzedaży magazynów (w wersjach papierowych i cyfrowych) niż Ty czy ja. Więc jeśli nam się wydaje, że pismo powinno być w wersji cyfrowej, bo przecież „wszyscy” dziś mają tablety i laptopy, na których chętnie czytaliby wersje elektroniczne czasopism (i za to płacili), to bardzo możliwe, że faktycznie – tylko nam się tak wydaje.

Varia

Maciej Kowalik: Co sądzisz o poziomie mediów growych w Polsce, gdy zaczynałeś pracę i teraz. Co najbardziej się zmieniło? Myślisz, że poziom jest wystarczający?

Gdy zaczynałem, nie było internetu. No dobra, był, ale głównym nośnikiem danych były dyskietki wymieniane przez znajomych. Wówczas liczyły się wyłącznie media drukowane. Jaki miały poziom? Nie czarujmy się: o wiele, wiele, wiele gorszy niż ma to miejsce dziś. Jak porównacie CD-Action z 1998 roku do tego z 2017, zobaczycie różnicę tak kolosalną, że trudną do ogarnięcia.

Osobiście trochę żałuję, że media o grach są dziś mniej popularne niż silni youtuberzy czy streamerzy, ale cieszę się, że i tak jest ich jeszcze całkiem sporo i mocno się trzymają.

Maciej Kowalik: Jak czuje się „człowiek mediów” „po drugiej stronie”? Jak patrzy na codzienny strumień informacji z branży?

Jeszcze tak daleko nie poszedłem na drugą stronę, żeby patrzeć na rzecz zupełnie z boku – ciągle jeszcze pamiętam, jak to działa. Jedyne, co do mnie dotarło nowego, o czym nie miałem pojęcia, to fakt, że niektóre wydawałoby się dobre media (nie mówię tu o Polsce, ale o całym świecie) są bardzo aroganckie i niemal wprost odpowiadają, że niespecjalnie obchodzi ich prawda, bo liczy się show.

enteriusz: Rozumiem, że to „wywiad sponsorowany”?

Wiem, że to nie było pytanie do mnie, ale korzystając z okazji – odpowiem. Przykro mi takie rzeczy czytać jako wieloletniemu redaktorowi naczelnemu cdaction.pl. Nie, nie jest. Ekipa Polygamii po prostu chce dostarczyć Ci jak najciekawszych treści. Uznała (tak zgaduję), że POW ze mną może Cię zaciekawić. Tak się składa, że zaciekawił Cię na tyle, że wszedłeś w linka, przeczytałeś tekst i poświęciłeś nawet czas na napisanie komentarza. Czyli temat wzbudził Twoje zainteresowanie, znaczy: cel Polygamii został osiągnięty. Dobra rada na przyszłość: jeśli uważasz, że coś jest materiałem sponsorowanym, to po prostu tego nie klikaj, olewaj, nie komentuj. Sponsor wtedy zobaczy: „oj, bez sensu, zapłaciłem tyle kasy, a nikogo ten materiał nie interesuje, po co mi to było?”.

Poważnie mówiąc: nie, nie jest. Jak upadnę tak nisko, że będę płacił za wywiady ze sobą, zastrzelcie mnie.

yasiu071: Jak wrażenia jakiś czas po przeprowadzce z Wrocławia?

Tęsknię za Wrocławiem, bo to na zawsze będzie moje najukochańsze miasto na świecie. Rzeszowowi naprawdę niczego nie brakuje, jest bardzo ładny i widać, że się bardzo szybko rozwija. Dla mnie jednak i tak ze stolicą Dolnego Śląska nie może się równać żadne inne miasto świata. 🙂

Więcej na temat:

  1. 12:42 21.02.2017
    hadxmen

    Pfff specjalnie nie dodałem, że kupiłem dwa razy klucz (dokładniej to był chyba plik z licencją?) do antywirusa, CELOWO, dwa razy dostałem ten sam. Nie interesuje mnie, że to było kiedyś (rok, dwa temu?), bo G2A pozwala na cyrki nawet dzisiaj. Wystarczy śledzić choćby stronę lowcygier, gdzie ludzie piszą co trochę o problemach z kluczykami.

    Gdyby całość była tak piękna i cudowna, a pieniądze odzyskiwałoby się bez problemu, to nie byłoby potrzeby promowania pseudo ubezpieczenia w postaci G2A Shield.

    Ukryj odpowiedzi()
    • Lord Bart
      15:04 21.02.2017
      Lord Bart

      Tak sobie to czytam i czego nie zrozumiałeś z jego wypowiedzi? Jeśli coś jest „nie tak”, to należy sprawę rozwiązywać i ew. gównoburzę w necie robić na samym końcu. A ostatecznie i tak zostaje słowo przeciwko słowu.

      Ludzie piszą o problemach, owszem. A czy pisze ktoś o pozytywnych rzeczach? 2-3 miechy temu kupiłem dwie gry od sprzedawcy, bez Shielda, bez niczego, 98% pozytywów itd. Aktywowałem na Steamie, a po dwóch tygodniach klucze usunięto z powodu „problemów z płatnością za produkt”, zgłosiłem screeny, dostałem zwrot kasy w 24h (wyszło, że dostałem więcej niż zapłaciłem), kupiłem u innego sprzedawcy te same dwie gry, działają do dzisiaj.

      Poza tym kupiłem do tej pory jakieś 10 tytułów na G2, żadnych innych problemów.
      Więc z twojej strony cyrki, z mojej nie. A ludzie dalej tam kupują, więc?

      Ukryj odpowiedzi()
      • 15:28 21.02.2017
        hadxmen

        W d*upi*e to mam, tak po prostu. Niech nie robią teatrzyku z legalności tego przedsięwzięcia. Niezadowolony klient szczeka 10 razy głośniej od zadowolonego, ale zabawa z supportem czy jakieś G2AShe**et mam gdzieś.

        Ostatni akapit mnie rozwala. Ludzie też jedzą, sr*aj*ą, umierają, pobierają z torrentów i co?

        Ukryj odpowiedzi()
      • 16:22 21.02.2017
        Blue__

        A Ty Lordzie Barcie przeczytałeś ze zrozumieniem?
        „Antywirusy – owszem, były sprzedawane, ale zawsze klucze były indywidualne i oczywiście legalne.”
        Gdzie hadxman sam sprawdził i dostał ewidentnie dwa razy te same klucze, więc nie były indywidualne. Tak samo nie podoba mi się wywinięcie się z pytania o pisanie o grze po ograniu jej po łebkach. Też to wygląda na PR bull, wiadomo co.

        Ukryj odpowiedzi()
      • Simplex
        16:37 21.02.2017
        Simplex

        „Aktywowałem na Steamie, a po dwóch tygodniach klucze usunięto z powodu „problemów z płatnością za produkt”, ”

        I naprawdę nie dało ci to do myslenia? No pomyśl trochę, rusz głową – skoro usunięto je z powodu „problemów płatnością” to co to mogo znaczyć? Otóż znaczyło to, że ktoś ukradł te klucze płacąc np skradzioną kartą kredytową, czyli ktoś tam gdzieś był na tym stratny. Nadal nie widzisz nic złego w kupowaniu potencjalnie kradzionych kluczy na G2A?

        Ukryj odpowiedzi()
        • Lord Bart
          17:02 21.02.2017
          Lord Bart

          Dało mi do myślenia, że pewnie tak było, seller jest na mojej czarnej liście, ALE reszta jest w porządku, więc nie widzę powodu żeby na nich pluć. Czym różnią się od Allegro, na którym też mam sprawdzonych sprzedawców? Niczym, decyduje cena.

          Nie znaczy to, że godzę się na kupowanie „kradzionych” rzeczy, ale to wszystko nie jest takie ładne i proste.

          Ukryj odpowiedzi()
          • Simplex
            17:20 21.02.2017
            Simplex

            „decyduje cena” – a kradzione zawsze będzie tańsze od niekradzionego.

            Dlatego ja tam nie kupuję, bo ja chce żeby developer dostał pieniądze za grę gdy ja płacę, a nie tylko złodziej. Co nie znaczy że zawsze kupuje na premierze w pełnej cenie, wolę poczekac na jakąś promocję czy wyprzedaz i kupić u wiarygodnego sprzedawcy gdzie jest 100% pewności że gra pochodzi z legalnego źródła i że developer dostanie swoją działkę. Polecam.

            Ukryj odpowiedzi()
            • 08:39 22.02.2017
              dabro90

              No ale logicznie rzecz biorąc, na którymś etapie developer dostał pieniądze za ten klucz. Jeżeli osoba która ten klucz sprzedała miała niecne intencje i zrobiła chargeback, to developer będzie dochodził swoich praw (a raczej wydawca, chyba że mówimy o twórcach niezależnych). Zdarza mi się sprzedawać i kupować na G2A i nie widzę różnicy między G2A, a allegro, a nawet bym się skłaniał ku przewadze G2A. Gdy na allegro trafił się nieuczciwy sprzedawca, pomocy nie uzyskałem. Na G2A z shieldem już tak (bez shielda niestety nie wyglądało to tak jak opisał MQC, wtedy dostałem jedynie informacje że nie są w stanie mi pomóc skoro nie mam shielda, może teraz to wygląda inaczej).

            • Lord Bart
              17:05 22.02.2017
              Lord Bart

              Uściślijmy tylko może co to jest to „kradzione”? Dla mnie „kradziony klucz” to taki, który został… wykradziony właśnie z bazy kluczy wydawcy czy firmy tym się zajmującej.
              „Kradzionym” może być lewizna jakiegoś pracownika firmy trzeciej, który puści trochę kluczy na boku.
              „Kradzione” mogą być kody z pudełek, chociaż tu już nie bardzo, bo skoro towar jest na półce sklepowej to zakładam, że wydawca otrzymał pieniądze.

              Natomiast klucz, który ktoś kupił za skradzione dane karty i mi sprzedał… nie jest „kluczem” kradzionym. Zawsze mam wrażenie, że jeśli taka transakcja jest cofnięta to wydawca powinien upominać się o swoje i raczej jako duży gracz – wygrywać.

              Pytanie tylko czy skradzionymi danymi płacono bezpośrednio wydawcy, czy… kolejnemu pośrednikowi. A jeśli jest ich więcej i każdy sobie chce zarobić, a na końcu gra jest na G2A w złotówkach 2x tańsza niż tak „od Steama” w euro – to o czym to świadczy? O tym, że bazowa, detaliczna cena tytułu jest dramatycznie za wysoka i to nie tylko dla Polaków, którzy mają zarobki w PLN, a ceny w Euro, ale i inne nacje szukają tańszego.

              A na samym końcu, teoria że prawie całe G2A to paserka czy ją umożliwia – serio? Tyle setek, tysięcy kluczy na nielegalu? I naprawdę nikomu to nie przeszkadza? Jakoś nie wierzę, więc może jest tego mało, ale warto rozkręcić stadny czarny PR?

              Ukryj odpowiedzi()
              • Johnny
                23:22 23.02.2017
                Johnny

                „Natomiast klucz, który ktoś kupił za skradzione dane karty i mi sprzedał… nie jest „kluczem” kradzionym.”

                ŻE CO PROSZĘ???? A jak ktoś kupił auto w salonie a potem mu je ukradziono i następnie ty je kupiłeś od tego złodzieja to to auto też uważasz za niekradzione „bo salon dostał pieniądze”? Czy Ty chłopie wiesz co mówisz??? Posłuchaj się sam siebie. Nie ma znaczenia, że ktoś kupił coś kiedyś legalnie, jeśli później trafiło to w ręce złodzieja i Ty to od niego odkupiłeś, ta rzecz nadal jest kradzioną rzeczą!

                Ukryj odpowiedzi()
        • 15:59 22.02.2017
          lansbansomg

          Abstrahując od konkretnego przypadku: czy jest coś złego w kupowaniu potencjalnie kradzionego klucza? Zakładając, że przeważająca większość jest legalna, ale jakiś procent rzeczywiście pochodzi z nielegalnego źródła. Czy wtedy rzeczywiście czymś dobrym (nie-złym) byłoby omijanie takiej strony szerokim łukiem? Wydaje mi się, że za dużo tu uogólnień i sama możliwość to za mało. Analogicznie: niektórzy ludzie mordują, ale czy to powód żeby nikomu nie ufać? I nie sprowadzajmy tego do liczb – wystarczy, że przyjmiemy, że większość jest ok.

  2. 13:01 21.02.2017
    enteriusz

    O cholera, znowu kliknąłem w materiał sponsorowany i nawet go skomentowałem:):P.

    Ukryj odpowiedzi()
  3. 20:09 21.02.2017
    PaczajWSerce

    „Skąd biorą klucze? Źródeł jest masa, ale nie będzie żadną tajemnicą, jeśli powiem, że największe obroty robią ludzie, którzy skupują tanio duże ich liczby, by sprzedać je ciut drożej. ” – odpowiedź co najmniej wymijająca, ale co mał powiedzieć.

    Tak platforma jak G2A to genialna pralnia pieniędzy – kup kody za skradzone dane o kartach kredytowych (do nabycia w Dark/DeepWebie) i wystaw je przez słupów i wirtualne konta na G2A. Robi to gruba i całkiem profesjonalna mafia.

    W 270 tys. (różnych) sprzedających nie wierzę i uwierzę. Tych co sprzedają kody z bundli jest pewnie nie więcej niż 1% i z pewnością nie będą to kody do tytułów AAA.

    A wszystko zgodnie z prawem (no prawie wszystko). Lol.

  4. silvver
    21:04 21.02.2017
    silvver

    „Kocimientka: Czy często zdarzało się, że CD-Action recenzowało grę niezbyt ją ogrywając albo recenzując diametralnie różniącą się wersję na konsole – oczywiście przy jednoczesnym opisywaniu gry jako produkcji pecetowej?

    Czy takie zjawisko przydarzyło się więcej niż raz? Nie, a przynajmniej ja o tym nic nie wiem. ”

    A głośna sprawa z kier? ;d

    Albo i z ToX2 (Tales of Xillia 2) – ale to przeszło cichaczem, bo mało jest fanów Talesów wśród czytelników CDA. Dali ToX2 do receznji kolesiowi, który nie grał w ToX1, a ToX2 to bezpośrednia kontynuacja… I przez to nie opisał np. kluczowych zmian w mechanice, nie wytknął kluczowych błędów (recyklowane lokacje z ToX1, nie dość że raz jako normalna lokacja, a potem jeszcze raz/kilka razy jako alternative world).

    To tak jakbyście dali pewnej osobie zrecenzować drugi tom Gry o Tron, przy czym ta osoba nie czytała pierwszego (dostanie jedną kartę ze streszczeniem pierwszego). Można, ale czy warto i tak powinien robić największe „profesjonalne” czasopismo o grach w Polsce?

    Ukryj odpowiedzi()
    • silvver
      21:08 21.02.2017
      silvver

      Nie wspominając np. o wtopie z recką Civ6. Nie wspomnieli o jej największych problemach jak clickfestival czy exploity w MP przez które przez miesiąc gra w multi była niegrywalna (abyś miał jakiekolwiek szanse musiałeś je też wykorzystywać…). I to tylko wierzchołek góry lodowej, gra w momencie recenzji zdecydowanie nie zasługiwała na tak wysoką ocenę (teraz specjalnie lepiej też nie jest, trochę połatali ale nadal są problemy)

      Ukryj odpowiedzi()
      • 22:42 21.02.2017
        lecho

        Nie śledziłem sprawy z Civ6, ale akurat z MP czasem jest tak, że recenzujący grę przed premierą nie mają dostępu do pełnej funkcjonalności trybów sieciowych, co najbardziej boli prasę drukowaną (bo nie może sobie zaktualizować recenzji).

Najczęściej czytane

01

Skoro znamy już polską cenę Xboksa One X, to spróbujmy złożyć podobnego peceta

02

Uncharted: Zaginione Dziedzictwo – recenzja. Faktycznie zaginęło

03

Najciekawsze promocje na weekend: Końcówka PlayStation Summer Sale, wyprzedaż powystawowych gier na PS4 i Xbox One S za 899 zł

04

Naukowcy dowiedli, że granie w FPS-y może prowadzić do zmian w mózgu

05

Skąpo ubrana kobieta zamiast pająka? Twórcy Cienia wojny bronią swojej wizji Szeloby

06

Iron Harvest na pierwszym gameplayu wygląda jak Company of Heroes: Dieselpunk

07

Outcast, czyli najlepsza gra na świecie

08

Nie łowię ryb, ale po zwiastunie Fishing Planet czuję, że muszę zacząć

09

Mroczna Wieża – recenzja filmu. Ani chwili dumy w Świecie Pośrednim

10

Sudden Strike 4 – recenzja. Wreszcie konsolowy RTS, od którego nie bolą zęby

Popularne Gry