Xenoblade Chronicles X - recenzja. Przedostatni gigant Wii U
Gorzka refleksja: gracze nie docenili Xenoblade Chronicles. Nie pozostaję tutaj bez winy, gdyż tę sporą zaległość nadrobiłem dopiero w tym roku. I szkoda, że ja oraz wielu mi podobnych nie zwróciliśmy na nią uwagi, gdy przyszła na świat. Całe szczęście, Nintendo nie lubi grzebać swoich marek, nawet tych mniej spektakularnych pod względem finansowym. Dzięki temu możemy dzisiaj zagrać w Xenoblade Chronicles X - grę, która miała podpalić z zazdrości graczy antymarianowych na całym świecie. Przyznajmy, że od dawna czekamy na wspaniałego erpega z Japonii mogącego stanąć w szranki z Wiedźminem lub Falloutem. Czy produkcja Monolith Soft poradziła sobie z równie wysoko ustawioną poprzeczką?Niewiele wspólnego oba Xenoblade'y mają pod kątem fabularnym. Chociaż zapowiada się całkiem smakowicie. Kilka dekad do przodu Ziemia wybucha w samym środku majestatycznej bitwy między dwoma obcymi rasami. O tym, że „nie jesteśmy sami we wszechświecie” dowiaduje się niewiele osób - ci, którzy mieli na tyle szczęścia, umiejętności lub pieniędzy, by zaklepać sobie miejscówkę w jednej z przygotowywanych na równie imprezową okazję „szalup ratunkowych”. To w ich obowiązku leży teraz odnalezienie nowego domu dla naszego gatunku, kolonizacja takiego ewentualnego domu oraz jego (pikantnie!) intensywne zaludnienie.