Mercenaries

Mercenaries12.04.2004 14:29
Michał Wawrzyniak

Mercenaries

Dużo się mówi o tegorocznych hitach z LucasArts, ale głównie wymienia się dwa tytuły ze świata Star Wars, czyli Battlefront oraz Republic Commando. Kto wie jednak, czy nie większym debeściakiem będzie produkt Pandemic Studios, nad którym „lucasy” sprawują swoją pieczę? Mowa oczywiście o świetnie zapowiadających się Mercenaries, która to gierka akcji jest z pewnością jednym z najbardziej oczekiwanych w tym roku tytułów na Xbox. Rzecz jasna, nie aż tak jak Halo 2, ale i tak masa ludzi strasznie się na tych „najemników” napaliła. Trudno zresztą im się dziwić. Niesamowita grafika, pyszny gameplay, zupełna dowolność w podążaniu za fabułą i filmowy klimat to tylko kilka zalet tego tytułu.

Ale może po kolei. Akcja Mercenaries rozgrywa się w niedalekiej przyszłości na Dalekim Wschodzie. Dokładniej zaś w Korei. Gdy proces zjednoczeniowy obu części kraju wydaje się już dobiegać końca, twardogłowi generałowie z północy organizują pucz, przejmują władzę i rozstawiają swoje wojska na granicy. Opinia międzynarodowa domaga się szybkiego rozwiązania sprawy, ale niestety wojska ONZ nie mogą po prostu wkroczyć do Korei i posprzątać tego bajzlu, bo skośnoocy generałowie trzymają palce na guzikach z napisem „bomba atomowa”. Dlatego właśnie do akcji rusza elitarna grupa najemników, zwana Executive Operations, wykorzystywana od lat do odwalania najbrudniejszej roboty. Wyznaczone im cele to ważni ludzie w strukturach dowodzenia armii Północy, dokładnie zaś są to 52 osoby. Uszeregowano je według pozycji i roli jaką odgrywają w system oparty na talii kart – i za wszystkich, od marnej dwójeczki aż do głównego asa pikowego, wyznaczono odpowiednio wysokie nagrody.

I tutaj wkraczamy my. To, jak wkraczamy, zależy od nas, bo do wyboru mamy trzy dość mocno różniące się między sobą postacie – szybkiego i twardego żołnierza - Amerykanina, cichą i zabójczą agentkę wywiadu - Brytyjkę oraz spokojnego i zimnego jak stal snajpera ze Szwecji. Gdy zdecydujemy się już na jednego z zawodników, to zacznie się bal. Dewizą Mercenaries jest całkowita dowolność. Sami decydujemy, co teraz zrobimy, jakiej misji się podejmiemy, którą z „kart” będziemy próbowali wyjąć z talii. Nikt nas nie zmusza do podążania jakąś linią fabuły, choć ta, jak zapewniają nas autorzy, będzie się całkiem nielicho i ciekawie rozwijała, zależnie od naszych posunięć. Od nich będzie także zależał stosunek do nas naszych pracodawców, do których zalicza się nie tylko ONZ. Także Chińczycy, południowi Koreańczycy i ruska mafia maczają paluchy w tej brudnej wojnie, i będziemy mogli na tym skorzystać, wykonując dla nich różne misje i zgarniając za to okrągłe sumki, które przeznaczymy następnie na zakupy sprzętu. Problem będzie tylko jeden – interesy tych grup bardzo często wcale nie będą zbieżne, a nawet wręcz przeciwnie. I tylko od nas będzie zależało, czy tak się postaramy lawirować, by wszystkich zadowolić, czy też może olejemy którąś z frakcji. Oczywiście, możemy też olać je wszystkie i trzymać się tylko ONZ, ale poważnie nas to szarpnie po kieszeni...

Dobra, dobra, polityka polityką, ale jak się grać będzie? No i to właśnie jest w Mercenaries najlepsze. Z pozoru wygląda to na zwykły, mocno strzelany, TPP. Ale to właśnie tylko pozory. Po pierwsze, możemy się spodziewać filmowego klimatu, czegoś takiego jak w Metal Gear Solid, masy animowanych przerywników, typowo hollywoodzkiego rozmachu i tempa zapierającego dech w piersiach. „Filmowość” objawiać ma się na przykład w ogromnej ilości wybuchów i wszelakiego demolowania, a dzięki zastosowanemu silnikowi fizycznemu Havok będziemy mogli demolować, niszczyć i rozwalać dosłownie wszystko. Dane nam zostaną po temu narzędzia rozmaite, od pistoletów i karabinów maszynowych aż do wyrzutni rakiet i zgrabnych kosteczek plastiku C4. Czasem jednak i tego będzie za mało. Wtedy skorzystamy sobie z tego co pod rękę się nawinie. Na przykład z czołgu. Nie żartuję, będziemy mogli sobie porwać w dowolnym momencie czołg, jeżeli tylko taki nam się nawinie. I nie tylko czołg, ale też wszelakie pojazdy, samochody, motocykle, snopowiązałki, a do tego śmigłowce i samoloty. To tak jak w GTA - jak widzisz jakąś brykę, to możesz wyciągnąć przez okno jej kierowcę i samemu siąść za kółkiem. Tylko, że w GTA nie było tych czołgów i śmigłowców. Mercenaries i Grand Theft Auto mają też inną cechę wspólną, mianowicie wymienioną już wcześniej wolność działania...

No i jeszcze ta grafika! Chłopaki z Pandemic chyba cisną z Xboxa ostatnie soki, żeby tak to wyglądało, bo na screenach rzecz prezentuje się lepiej niż świetnie. A trzeba pamiętać, że nie widać na nich tego w pełni „niszczalnego” otoczenia ani nie dojrzy się efektownych animacji szkieletowych postaci. Muzyki też nie słychać, a z pewnością będzie bardzo dobra, bo pracują nad nią kompozytorzy ścieżki dźwiękowej, którzy dali popis w MoH: AA oraz Secret Weapons over Normandy...

Zatem, zapowiada się pyszota gierka, nie? Nie ma dwóch zdań, Mercenaries będzie wielkie. A empirycznie się o tym przekonamy już za pół roku – premiera planowana jest bowiem na jesień 2004...

Źródło artykułu:WP Gry
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)