Harry Potter i Zakon Feniksa - recenzja
Kiedy na horyzoncie pojawia się marketingowy walec, łap dzieci i zatrzaśnij wszystkie drzwi i okna na trzy spusty. A najlepiej uciekaj gdzie pieprz rośnie. Chwila nieuwagi, moment zagapienia się i jesteś na straconej pozycji. Dzieciaki zmuszą Cię do nocnego spaceru do księgarni po nową książkę, podczas którego dowiesz się dlaczego Mugole nie latają na miotle. Będziesz musiał kupić trzydzieści dwa bilety do kina, bo Twoja córka postanowiła w swoje urodziny zaprosić klika tabunów przyjaciółek na film o gadających kapeluszach. Niejako przy okazji triumfy święcić będą piórniki posiadające specjalny schowek na plastikową różdżkę, zeszyty, z okładek których łypać będą podejrzanie wyglądający jegomoście w szlafrokach i tornistry z odblaskami w kształcie sowy. Oczywiście nie zapominajmy również o grach. Choć mam wrażenie, że cokolwiek, drogi czytelniku, przeczytasz poniżej, okaże się być bez większego znaczenia. Tak potężna magia emanuje od zjawiska Potteromanii.