Jakiś czas temu zostałem uszczęśliwiony dyskiem UMD z etykietką Echochrome. Pograj i oceń, mówili. Podobno fajne, mówili. Syntetyczna ocena metacritic (80/100) wyglądała zachęcająco, więc oczekując niezłej zabawy (o święta naiwności!) odpaliłem konsolkę. Im dłużej grałem tym bardziej się męczyłem, tym rozpaczliwiej chciałem znaleźć pozytywne strony, tym mocniej chciało mi się wyć. Dopiero po kilku cyklach grania godzinę i mentalnego odpoczywania przez dobę zaczęło mi coś świtać. To nie jest gra z gatunku puzzle. Jedyną prawdziwą zagadką jest pytanie "Jaki sens ma Echochrome?”.