Zmien skórke
Logo Polygamii

Jak wyciągnąć z graczy jeszcze więcej kasy? Uzależnić matchmaking od mikrotransakcji

Źródło: Kotaku
Każdy doi jak może.

Lubimy mikrotransakcje, nic niewarte DLC, skrzynki i cały ten bałagan, prawda? Chyba lubimy, skoro wpływy z cyfrowych dodatków do gier rosną, rosną i rosną. I na nic mówienie, żeby nie kupować, że szkodzimy w ten sposób całej branży. Bo na każdego ogarniętego gracza przypada co najmniej kilku takich, którzy mają to gdzieś. Bo co mi szkodzi wydać 5 dolców na te karty w Battlefroncie? Albo na samochód w Forzie 7? Albo na skrzynkę w Shadow of War? Albo… albo różne pierdoły w praktycznie każdej już grze AAA. Tylko czekać, aż kolejne rozdziały kampanii dla jednego gracza będą losowo wypadały ze skrzynek.

A może to nie wina graczy? Może to psychologia? Skoro towar w marketach wykłada się tak, by wpłynąć na klienta wykorzystując zwyczaje zakupowe, to dlaczego nie miałoby tak być w grach wideo? Nie no, to już byłaby przesada. Przecież takie Activision nie wpadłoby na pomysł dobierania graczy w matchmakingu tak, żeby zachęcić do wydawania dodatkowych pieniędzy. Wiecie co? Wpadło. I to już w 2015 roku.

Silnik mikrotransakcji sparuje nowego gracza z zaawansowanym by zachęcić tego pierwszego do zakupu przedmiotów używanych przez drugiego. Nowy gracz może chcieć naśladować zaawansowanego poprzez zdobycie broni i innego wyposażenia używanego przez niego.

To wycinek z opisu patentu, który został wczoraj przyznany właśnie Activision w Stanach Zjednoczonych. Ale to nie wszystko, bo system potrafi dobrać graczy bazując na preferencjach dotyczących stylu rozgrywki.

Może być tak, że początkujący gracz chce zostać zaawansowanym snajperem (co wiadomo z jego profilu). Silnik mikrotransakcji może sparować go ze snajperem o wysokim poziomie umiejętności. W tym przypadku początkujący gracz może zostać zachęcony do kupna przedmiotów jak karabin albo innych, używanych przez gracza zaawansowanego.

A jak już wydamy nasze ciężko zarobione pieniądze na snajperkę czy tam inny kolorowy szalik, gra nas nagrodzi, żebyśmy poczuli się lepiej i wydali jeszcze więcej pieniędzy.

Jeśli gracz kupił określoną broń, silnik mikrotransakcji może dobrać dla niego sesję, w której ta konkretna broń jest wysoce efektywna, co da graczowi poczucie udanego zakupu i może skłonić go do kolejnych.

Do patentu dokopał się Glixel, a Activision udzieliło serwisowi wyjaśnienia, że to był to tylko eksperyment badawczy przeprowadzony przez zespół pracujący niezależnie od deweloperów wydawcy. Firma podkreśla też, że nie został on wykorzystany w żadnej grze, z Destiny 2 włącznie, co potwierdził też jej community manager na Twitterze.

Trochę śmieszy, a trochę przeraża, jak bardzo sprawdzają się ostrzeżenia dotyczące tego, co dzieje się w naszej branży od lat. Tylko co z tym zrobić, skoro wracamy do pierwszego akapitu tego tekstu – co z tego, że jakaś grupa jest na tyle ogarnięta, żeby to wiedzieć, skoro większości sprawa zupełnie nie obchodzi. A pod większość robione są duże gry.

Bartosz Stodolny

Więcej na temat:

  1. 11:32 18.10.2017
    daget24

    Nie ma to jak przepłacanie za produkcje gier xD

  2. MrDrood
    11:56 18.10.2017
    MrDrood

    Nie chcę sobie nawet przypominać ile się wydało z ekipą na skórki w League of Legend’s…

  3. 16:42 18.10.2017
    piasecznik

    I to może być pomysł na walkę z tą plagą!
    Zamiast biadolić może opatentować skrzynki i wtedy bam albo znikną z gry albo strumień kasy 😀