Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeHusk – recenzja. Dobre inspiracje nie gwarantują dobrej gry

Nawet niedobra gra może być jednak dobrą nauczką, zarówno dla twórców Husk, jego wydawcy, jak i innych developerów gier indie.

Katastrofa kolejowa, ale bez ofiar. Przynajmniej nikogo nie widać w zasięgu wzroku. Jak okiem sięgnąć widać za to porozrzucane niczym zabawki wagony tarasujące drogę. Z drugiej strony majaczy stacja benzynowa i stojący na sygnale ambulans. Światła karetki, podobnie jak latarnie z przejazdu kolejowego, ładnie przecinają mrok, a okoliczności przyrody z miejsca przypominają Alana Wake’a. Idziemy w kierunku stacji benzynowej, jak się po chwili okazuje, opuszczonej. Z pewnymi wyrzutami, ale jednak bierzemy z półki baterie, latarkę i kierujemy się puściutką szosą w stronę pobliskiego miasteczka, gdzie podobno jest szpital.

Nie licząc krótkiego prologu w pociągu, tak zaczyna się Husk. Tak też zacząłem swoje wrażenia z grywalnego dema z targów Gamescom. Dema, które jak się okazało już po przejściu gry, pokazało wszystko, co w Husk najlepsze. Sprytnie ukrywając niedostatki gry IMGN.PRO. Nie widać ich przez pierwsze pół godziny. Im jednak dalej w las…

Platformy: PC
Producent: UndeadScout
Wydawca: IMGN.PRO/Cenega
Data premiery: 03.02.2017
Wymagania: Windows 7, AMD APU A6 3670K lub Intel Core i3 2120, 4GB RAM-u, ATI/AMD Radeon HD 7770 lub NVIDIA GeForce GTX 560
Grę do recenzji udostępnił wdawca. Obrazki pochodzą od wydawcy.
Pustka

Husk ma rewelacyjną atmosferę. Architektura typowego amerykańskiego miasteczka, niewielkiego Shivercliff, połączona z mrokiem i niezłą grą świateł z miejsca zwróciła na Husk moją uwagę. Nie mylcie tylko, proszę, „atmosfery” z grafiką – ta momentami zbliża się do poziomu Alana Wake’a, sami jednak oceńcie, czy jest to wada, czy zaleta. Sceptycy powiedzą, że wstyd, żeby w 2017 roku dostawać grę z oprawą z 2010 roku. Racja, ale mowa o poziomie graficznym AAA z 2010 roku w kontekście gry indie z tego miesiąca. Z drugiej strony Soma czy Firewatch to też indie, dziś poprzeczka wisi naprawdę wysoko, nawet wśród niezależnych symulatorów chodzenia.

Architektura typowego amerykańskiego miasteczka połączona z mrokiem i niezłą grą świateł z miejsca zwróciła na Husk moją uwagę.

Bo Husk to klasyczny przedstawiciel tego gatunku. Twórcy wyraźnie chcieli się odciąć od tej łatki, wplatając w grę jakieś zagadki czy elementy akcji, ale słowo „jakieś” właściwie stuprocentowo opisuje to, jak wyszło im to w praktyce. Dobrze zapowiadające się elementy „kombinatoryki” na zapowiedziach się kończą, klucz do większości drzwi leży więc w promieniu trzech metrów od nich, kod do wpisania na komputerze zapisany jest na przyklejonej do monitora karteczce, a uruchamiający strumień wody zawór znajduje się metr od blokujących korytarz płomieni. Ale inaczej być tu nie mogło, skoro w grze nie ma żadnego zasobnika na znalezione przedmioty. To, co zbieramy po drodze, znika w czeluściach naszych kieszeni i we właściwym momencie jest z nich wyjmowane. Nie ma tu  miejsca na śladowe nawet kombinowanie.

To samo tyczy się architektury poziomów. Nieźle wyglądające miasto czy generalnie otwarte lokacje są stosunkowo duże i… puste, a także do bólu proste. Szereg łączących się ze sobą ścieżek zachęca do sprintu z punktu A do B. Nie ma tutaj miejsca ani potrzeby szperania po zakamarkach. W tych kilku, które zaprojektowano, i tak nic nie znajdziemy. Gra sprowadza się więc do parcia w przód, co jest sporym marnotrawstwem zasobów dewelopera. Mijamy kilometry niepotrzebnie rozciągniętych ścieżek i korytarzy. A wystarczyło stworzyć cztery razy mniejszą, ale chociaż dwa razy ciekawszą, bardziej wypchaną zawartością, lepiej przemyślaną grę.

Sytuację stara się ratować historia. Dorosła, obyczajowa.

Przypomnijcie sobie chatę z Layers of Fear czy Resident Evill 7 i to, jak można spędzić tam długie godziny w raptem kilku pomieszczeniach. Tutaj tych są dziesiątki, ale co z tego, skoro wyglądają jak stworzone przez jakiś oskryptowany generator? Bez polotu i wyrazistości, co jest szczególnie dotkliwe w drugiej połowie gry – gdy przenosimy się z klimatycznego miasteczka do labiryntu jaskiń czy szpitalnych korytarzy, robi się naprawdę strasznie… nudno.

Potwornie śmieszne potwory

Wspomniałem, że twórcy chcieli się odciąć od łatki symulatora chodzenia. Oprócz pseudozagadek dodali więc pseudowalkę, która jest tak bardzo zła, jak tylko możecie sobie to wyobrazić. Kojarzące się z ożywionymi, ale sparaliżowanymi manekinami, stwory, reagują na ołów równie źle, jak wyglądają. Mechanika strzelania, przeładowywanie – wszystkie te elementy i animacje zasługują na wyrzucenie do kosza i stworzenie od nowa. Najsmutniejsze jest jednak to, że wraz z pojawieniem się pierwszego potworka znika ten „silentowo-alanowake’owy” klimat. Po prostu wyparowuje, jak za dotknięciem magicznej różdżki. Robi się żenująco/śmieszno.

Sytuację stara się ratować historia. Dorosła, obyczajowa, kończąca się finałem, którego nie sposób się domyśleć po pierwszych minutach gry. Za to idzie do twórców plus, ale mały, bo niestety polegli troszkę na sposobie jej opowiedzenia. Główny bohater lubi komentować widoczne na ekranie rzeczy. Początkowe wtrącenia na temat miasteczka, zdziwienie faktem, że nagle wszyscy zniknęli – to jest fajne. Zaskakuje za to jego ogromne poruszenie faktem, że nikogo nie zastał w szpitalu (halo, od trzech godzin poza potworami nie natknął się na nikogo poza stworkami, skąd więc nagle ta nadzieja?).

Natomiast w chwili, w której docieramy do jednego z kulminacyjnych z punktu widzenia opowieści momentów, nasz protagonista milczy. W żaden sposób nie reaguje na informacje, które właśnie zdobył. Druzgocące z jego punktu widzenia informacje, należałoby dodać. Trochę lepiej wygląda sytuacja z finałem tej opowieści, boję się jednak, że mimo raptem 5-godzinnego czasu gry, mało kto do niego dotrze. Do tego potrzebne jest naprawdę sporo uporu i szczęścia, bo gra najeżona jest zarówno zwykłymi błędami technicznymi, jak i designerskimi wpadkami.

Nieźle wyglądające miasto czy generalnie otwarte lokacje są stosunkowo duże i… puste, a także do bólu proste.

Dość powiedzieć, że pół gry przeszedłem bez pistoletu, dowiadując się, że to błąd dopiero w momencie, w którym trzeba było rozwalić nim blokującą drogę kłódkę. Pistolet pojawił się w okolicy wraz z pierwszym patchem. Nawet on nie naprawił jednak szeregu innych potknięć – steamowe forum pełne jest tego typu zgłoszeń. I wyrazów zdziwienia, że to premierowa gra, a nie Wczesny Dostęp. I ja też się trochę temu dziwię, bo OK, o ile deweloper UndeadScout to naturszczyk i poza malutkim The Clearing nie ma nic na koncie, tak ekipa z IMGN.PRO stworzyła Kholata, wydała Spintires. Sporo graczy, ze mną włącznie, wierzyło, że firmowany ich marką Husk będzie co najmniej tak samo dobry jak poprzednie projekty. Niestety nie jest, a jakby tego było mało, jedyną pozytywną recenzją na Steamie była w dniu premiery ta od… wydawcy. Który zapomniał się przelogować albo po prostu nie wiedział, że na publicznym profilu widać kim jest i ile grał w dany tytuł. Tak czy inaczej: wpadka, która jeszcze bardziej pogrąża grę i tak znajdującą się w nieciekawej sytuacji.

Husk z tym

Stworzony przez niezależną ekipę Husk kosztuje na Steamie 17 euro, nie można więc porównywać go z wycenionym na 50 euro Resident Evil 7 czy kosztującą 30 euro Somą. Czy jednak na pewno? Gra walczy nie tylko o wasze pieniądze, ale przede wszystkim uwagę i czas, czyli zasoby, które są bardzo ograniczone. I które można spożytkować o wiele lepiej niż na wizytę w Shivercliff. Husk jest tak słaby, że nie pasuje tu nawet ograna w przypadku średniaków recenzencka regułka „tylko dla fanów gatunku”. Fani gatunku mają przebogaty wybór horrorów FPP i symulatorów chodzenia, nie grając w niego nic zatem nie stracą.

Paweł Olszewski

ZAGRAĆ?
NIE
1.5

  1. Simplex
    15:31 07.02.2017
    Simplex

    Najprawdopodobniej nikt lub prawie nikt nie dał za Husk 17 euro, bo gra jest dostępna w aktualnym Humble Monthly, co swoją droga jest kuriozalne, bo nie przypominam sobie żeby jakakolwiek gra trafiła do Monthly de facto przed premierą.

    Ukryj odpowiedzi()
    • Paweł Olszewski
      16:13 07.02.2017
      Paweł Olszewski

      Przed? A nie w dniu premiery? Wydaję mi się, że dopiero w piątek odblokowała się ludziom z subskrypcją.

      Swoją drogą, Outlast na premierę trafił do PS+, a potem bardzo ładnie sobie poradził w normalnych rynkowych warunkach. Huskowi nie wróżę niestety takiej przyszłości…

      Ukryj odpowiedzi()
  2. 23:17 07.02.2017
    hadxmen

    Na temat samej gry nie mam ochoty już się wypowiadać, ale nawet sam Arkadiusz Reikowski – polski Akira Yamaoka – nie popisał się w tej grze. Do tej pory jedyny ciekawy utwór załączył się na komisariacie policji, by po opuszczeniu małego pomieszczenia po kilku sekundach nagle się zerwać.

    To jego najsłabsza ścieżka dźwiękowa, trailer zapowiadał dużo lepszy finalny produkt…

    Ukryj odpowiedzi()
    • Paweł Olszewski
      08:09 08.02.2017
      Paweł Olszewski

      Prawda, a nie wspomniałem o tym w recenzji. Ale to dlatego, że po prostu ścieżka dźwiękowa nie zwróciła mojej uwagi. Fajny jest motyw przygrywający w menu i kawałek pojawiający się w trakcie napisów końcowych. Tyle. Wydanie fizyczne gry, od Cenegi, ma płytę CD z soundtrackiem. Ot, ciekawostka.

      Tu przypomina mi się świetne udźwiękowienie Kholata. Nie tylko muzyka, ale też dźwięki otoczenia, buczenie wiatru w górach. Tam to był klimat.

    • Arkadiusz Reikowski
      11:38 08.02.2017
      Arkadiusz Reikowski

      Cześć Hadxmen,

      Niestety muszę zareagować na niektóre komentarze, ponieważ w ścieżkę muzyczną włożyłem sporo serducha. Otóż z tego co słyszę, sporej jej części w grze po prostu nie ma, a to co jest, jest źle zaimplementowane (stąd „rwania”, o których piszesz). Ciężko tutaj się rozpisywać na ten temat, natomiast serdecznie chciałbym zaprosić do przesłuchania OST’u, choćby tutaj:

      https://www.youtube.com/watch?v=k4smp1ZlSaU&t=204s

      Czułbym się zaszczycony.

      Pozdrawiam i trzymam kciuki by Scouci wyprostowali co tylko się da.

      Ukryj odpowiedzi()
      • 15:03 08.02.2017
        hadxmen

        Cześć. Jest mi niesamowicie miło, że tak ważna osoba – zarówno dla polskiego game-devu, jak i ogólnie muzyki nawiązała ze mną dialog ;).

        Soundtrack przesłucham chętnie, wczorajszy wieczór akurat spędziłem przy Hillside na Spotify, cholernie doceniam to udało się Panu stworzyć na potrzeby Layers of Fears i Kholat. Uwielbiam Farewell, dla mnie klasa światowa. Do tego Mary Elizabeth McGlynn – kobieta, której głos powoduje u mnie ciarki na ciele jeszcze od czasów Silent Hill 3.

        Husk zapamiętałem dzięki muzyce w pierwszym zwiastunie – brzmiało to świetnie. Szkoda, że w grze muzyki prawie nie słychać – jak widać jest to kolejny błąd tej produkcji.

        Podziwiam i pozdrawiam, liczę na to, że kolejni gracze – jeśli się tacy znajdą – będą mieli lepsze doświadczenia z Huskiem.

        Ukryj odpowiedzi()
        • Arkadiusz Reikowski
          17:50 08.02.2017
          Arkadiusz Reikowski

          Oj tam, nie przesadzajmy z tą ważnością 😉 Ale bardzo mi miło, dziękuję!

          Mary jest faktycznie nie do podrobienia, również uwielbiam jej głos i fantastycznie było z nią współpracować.

          Polecam przesłuchać sobie muzykę z Huska jako album autonomiczny, koncepcyjny. Mam nadzieję, że uda Ci się tam znaleźć
          kawałki, które Cię zainteresują.

          Jeszcze raz, dzięki!

  3. Simplex
    00:08 08.02.2017
    Simplex

    Ja nie pojmuję jakim cudem ktokolwiek z IMGN.Pro mógł po zagraniu powiedzieć developerom: „Chłopaki, macie hit, wrzucamy to na steama!”.

    Serio, ktoś im zrobił dużą krzywdę nie informując że gra po prostu najnormalniej w świecie nie jest gotowa. Zabrakło wyobraźni i dobrych testów przed wydaniem. Wrzucenie gry od razu do bundla też było głupim pomysłem – co mieli sobie pomyśleć ludzie którzy dali 17 euro na premierze?
    Nie mówiac już o tym, że dużo ludzi którzy dostali grę z bundla momentalnie powystawiało negatywne oceny. W tym momencie gra ma „mostly negative” na steamie co jest de facto wyrokiem śmierci dla niej. Nikt nie da 17 euro za grę z takimi ocenami, która w dodatku była w humble monthly, więc klucze do niej walają się w groszowych cenach po keyshopach typu G2A i kinguin.
    Wielka szkoda, bo zapowiadało się świetnie, a wyszło jak zawsze.

    Ukryj odpowiedzi()
    • 00:20 08.02.2017
      hadxmen

      Szkoda, ja zapomniałem o tej grze. Pierwszy trailer mnie zauroczył, później nic i nagle wyszło w bundlu. Jak zobaczyłem listę gier to nawet nie złapałem, że Husk to ten Husk – sam mnie nakierowałeś:).

      Jako chyba największy krzykacz w Polsce na temat tej produkcji (i osoba, która trochę przegięła z promowaniem na Steam i nie tylko przekrętu z recenzją napisaną przez dystrybutora) widzę w niej pewne plusy, pewien potencjał. Dziś to gra na 2, może 3 na 10. Załatana, z normalnym systemem rozgrywki miała szanse na mocną 6tkę. Jak dam radę to może ją skończę, bo jednak fabuła daje nadzieję na coś znośnego, a dalsze etapy – o dziwo – są wyraźnie lepsze niż absolutnie tragiczny początek.

      Z tego co wiem robiły ją 3 osoby. Szkoda, ze zmarnowano ich potencjał zbyt szybką premierą.

      Ukryj odpowiedzi()
      • Paweł Olszewski
        08:14 08.02.2017
        Paweł Olszewski

        Fabuła jest OK, ale potem wcale nie jest lepiej. Wręcz przeciwnie – początkowe etapy, miasto, posterunek, są ciekawe. Potem jest wedługnmnie gorzej. A naprawa gry to nie kwestia patchy, tylko zaimplementowania zupełnie nowych zagadek i mechanik w tych stworzonych już środowiskach. Ta gra potrzebuje czegoś na miarę Foundation Update do No Man’s Sky 🙂 A nie podejrzewam, żeby tak mały dev miał na to zasoby.

        Ukryj odpowiedzi()
        • 09:21 08.02.2017
          hadxmen

          No właśnie panowie walczą powoli z naprawą, na forum ciągle proszą o wskazówki i nie tylko będą łatać, ale i wprowadzać nowe rozwiązania. 100% Early Access sprzedawany jako pełny produkt w chorej w stosunku do jakości cenie;).

          Mnie początek dobił totalnie – idziesz ciągle przed siebie, wszędzie trzeba iść na około, bo postać nie potrafi skakać, albo są niewidzialne ściany. Etap na komisariacie był dla mnie do tej pory najciekawszy, choć i tak dość mierny.

  4. 00:05 15.03.2017
    Mizman77

    Kupiłem w sklepie. Zagrałem. Spędziłem 7 fajnych godzin, w fajnym klimacie. Ma pewne drobne niedociągnięcia, można było rozwinąć wiele elementów, ale: historia ciekawa, nietypowa, grafika i lokacje w większości oryginalne, klimat zachowany i muzyka – pierwsza klasa ! Jak na niskobudżetowy tytuł dla mnie solidne 6/10. Polecam