Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeDOOM – recenzja. Demon przeszłości

Zamiast szczeznąć w „produkcyjnym piekle”, powrócił, by zafundować nam diabelnie dobry wygrzew w starym stylu.

Facebook Twitter Google Wykop

Ależ on jest wnerwiony. Ma dość FPS-ów, w których robią z niego ciamciaka, co to co kilka kroków musi przycupnąć za murkiem, by pozytywnym myśleniem zaleczyć rany. Pierwszy demon wgnieciony w sarkofag gołymi rękami, zdążył ledwo kwiknąć, zanim jucha zalała wszystko wkoło. Następne durne bestie nie wyciągnęły wniosków. Odpokutują w roli tymczasowej dekoracji ścian i podłogi. Przedziera się przez ich stada, rozrywając przeklęte cielska gołymi rękami. Czy to piekło? Nieważne. Zaraz i tak sam je tu rozpęta.

Nie strasz, nie strasz, bo...

Powrót? Raczej ponowne narodziny. Produkcja id Software zapomina o poprzedniczkach, czerpiąc inspiracje jedynie z oryginału. A i tu bez niepotrzebnej czołobitności. Zapomnijcie o robieniu z DOOM-a horroru. To pełnej krwi orgia zniszczenia, w której tytułową zgubą jest sam gracz. Roznosząc w pył kolejne hordy piekielnych pyrtków, bałem się, że autorzy przesadzili. Dobrze wymierzony dublet ze strzelby kładł ich pokotem. Gdy wkradała się niedokładność, zaczynali świecić niczym choinka, prosząc się o egzekucję. To zresztą ciekawa nowość.

Można ją wyłączyć, ale będzie trudniej, bo te „zabójstwa chwały” to sposób na wyciśnięcie z pokonanego gwarantowanej fontanny zdrówka. W późniejszych etapach rzecz o wadze strategicznej, gdy w ganianinie z hordą potworów ekran zachodzi czerwienią. Mówimy o DOOM-ie, więc o żadnym odnawianiu hp czy pancerza nie ma tu mowy. Za skuchę się płaci, a wyłapywanie rozmieszczenia elementów pancerza i zdrówka na arenie, to dobry nawyk zanim zacznie się piekło. Tak jak egzekucja wroga gołymi rękoma (im większego tym lepiej, brutalniej, efektowniej) gwarantuje punkty życia, rozkrojenie bydlaka gwarantuje amunicję. Nie trzeba czekać aż się zaświeci, trzeba tylko mieć odpowiednią ilość paliwa w zbiorniku piły. I znów – nieważne jak wielki jest stwór, każdy klęknie przed tą bronią.

Nie podoba się Wam oryginalna okładka? Nic straconego. Możecie obrócić ją na drugą stronę. Wygląda jak tło tej recenzji.

Od czego chcesz zginąć?

Zatrzymajmy się na chwilę przy arsenale, bo dawno nie dostałem do łap zestawu, który tak przypadłby mi do gustu. Gdy już pożegnamy pierwszy pistolecik, gra stopniowo pozwala znajdować znacznie ciekawsze gnaty. Niby klasyczne (strzelba nawet w dwóch wersjach), ale idealnie pasujące do zabawy, w której gracz musi czuć, że trzyma w garści ustrojstwo, które na Ziemi wygrałoby niejedną wojnę. Żeby było ciekawiej, prawie każdą pukawkę można rozbudować o dwa alternatywne tryby strzału, ulepszając pierwotne zastosowanie lub je zmieniając. Shotgun jest zdolny wypluć z siebie granat, karabin maszynowy wiązkę poniekąd naprowadzanych rakiet, a działko uniemożliwić poruszanie się, by w zamian zaoferować promień, który nie dość, że jest potężny, to przechodzi przez wrogów na wylot.

Mówimy o DOOM-ie, więc o żadnym odnawianiu hp czy pancerza nie ma tu mowy.

Na pohybel!

Nie jest to tylko sztuka dla sztuki. Różne rodzaje broni sprawdzają się różnie przeciwko konkretnym wrogom czy sytuacjom. W DOOM-ie nie znajdziecie przycisku przeładowania, ale bynajmniej nie oznacza to, że grę zaliczycie, korzystając z jednego, ulubionego gnata. Amunicji zawsze brakuje. Nawet jeśli ulepszycie kombinezon tak, by mieścił jej więcej.

Trzeba umieć sobie radzić ze wszystkim, co ma jeszcze w komorze pociski. Pisząc „umieć”, mówię poważnie. Po lekkiej rozbiegówce DOOM niesamowicie daje do pieca, serwując bliskie spotkania z coraz trudniejszymi maszkarami w coraz większych ilościach.

I tu znów wielki plus dla autorów. Nie potraktowali po macoszemu arsenału, więc przyłożyli się też do piekielnych pomiotów, które będzie eksterminował. Im dalej w grę, tym ciekawiej. Na ekranie zobaczycie chyba wszystkich ulubieńców z serii, nie zabraknie kilku mocnych potyczek z bossami, które o dziwo nie polegają na rozwaleniu hordy maluczkich stworków, by potem wsadzić wiązkę rakiet w dużego i czynność powtórzyć. Czyli jednak się da…

Za moment z głośników wypłynie słodki dźwięk
Źli kontra wściekły

Po lekkiej rozbiegówce Doom niesamowicie daje do pieca

Gdy wrogowie gryzą już piach, warto się porozglądać za sekretami i żartami. Ale w DOOM-ie nawet umrzeć można „z jajem”.

Najważniejsze dla rozgrywki jest jednak to, że każdy stwór widzi w graczu potencjalną ofiarę. Mały czy duży – żaden się nie czai, tylko korzysta z rakiet, pazurów, ognistych kul, teleportacji i co tam jeszcze w piekle rozdawali, by przerobić gracza na miazgę. Żeby było zabawniej, przeciwnicy też mogą ze swojego uzbrojenia korzystać na kilka sposobów, więc zawsze warto być świadomym tego, że Baron Piekieł akurat tym razem nie celuje trującym pociskiem w nas, a w podłogę, która przez jakiś czas będzie pułapką.

Może nie w pierwszej ani w drugiej misji, ale przychodzi taki moment w DOOM-ie, gdy zaczynamy rozumieć, że współczesne korytarzowe FPS-y to już zupełnie inny gatunek niż gry id Software sprzed lat. Za jakiś czas mi to pewnie przejdzie, ale dzisiaj napiszę, że w stosunku do oryginału trochę ułomny, bo stawiający widowisko ponad rozgrywkę. Ta, jakby jedno nie mogło wynikać z drugiego. DOOM nobilituje określenie „killroom” kapitalnymi projektami aren, przez które musi pędzić gracz, by mieć szansę na zobaczenie, co jest za kolejnymi drzwiami. Gdy wrogowie się już zespawnują zasada jest prosta: stoisz – giniesz. Brak mi słów, by opisać o ile przyjemniejsza to zabawa niż konkurencyjne „wychylisz się zza osłony w złym momencie – giniesz”.

Tatuś wrócił!
Morte, zjedz Snickersa

DOOM przywraca kampaniom w strzelankach autentyczną rywalizację z wrogiem. Pierwotną potrzebę wytarcia podłogi wszystkimi demonami w okolicy, by pokazać deweloperom, kto tu rządzi. Przy tej grze klapki spadną Wam z oczu. To jest FPS, nie te inne teatrzyki. To gra składająca się z wyzwań, które trzeba pokonać. Jeśli jesteś za słaby, to będziesz gnić w miejscu i klnąć na absurdalnie długie loadingi, aż w końcu rozegrasz to starcie lepiej. Może inaczej dobierając cele, zostawiając słabeuszy do farmienia zdrówka, może po prostu celniej strzelając albo znajdując skocznię czy teleport, które rzucą cię prosto na amunicję do BFG masakrującego wszystkich wrogów. Choć znając DOOM-a, potem i tak pojawią się kolejni – jeszcze więksi. Ta gra będzie Was cisnąć dla Waszego dobra, byście wreszcie mieli okazję spocić się w FPS-ie i przez ułamek sekundy rozważyć wyrzucenie płyty przez okno.

[…]gra będzie Was cisnąć dla Waszego dobra, byście wreszcie mieli okazję spocić się w FPS-ie

Bo gdy już się uda przejść dalej, to satysfakcja zjada wszystko, co gatunek ostatnio z siebie wydał. W innych grach po zaliczeniu trudnego momentu zwykle biorę głęboki oddech. W DOOM-ie chciałem ryknąć na cały głos. Ale mieszkam w bloku, więc kończyło się na kilku pisanych kapitalikami K…ropkach i OJAP…rzecinkach puszczonych kumplom internetowym komunikatorem w przypływie adrenaliny. Po raz pierwszy w FPS-ie od sam nie wiem kiedy.

Piekło w piekle

id Software nie szło na kompromisy w rozgrywce, nie ma ich też w oprawie. Doom ma dwa oblicza i trzeba dać mu trochę czasu, by pokazał, co potrafi. Marsjańskie bazy są w porządku. Nie rażą sterylnością, bo wszędzie walają się flaki, ale dopiero w piekle poczujecie, że to cholerny DOOM, a nie żadna podróba. Zresztą mniej więcej wtedy również sama rozgrywka nabiera ognia i potem z każdym etapem rozkręca się mocniej. Tylko czekać aż temat podłapie Frondzia czy wyłoży na kazaniu ks. Natanek.

Rogaty w sosie własnym

Mam wrażenie, że projektanci mieli dobry ubaw, projektując te miejscówki. Piekło w DOOM-ie, to piekło z wyobraźni dziewięciolatka – oceany lawy, rogate diabły, wszędzie krew, trupy i okultystyczne znaki. Tylko trzech szóstek na każdych drzwiach (otwieranych czaszką, no bo jak inaczej) brakuje. Kontrast z poziomami marsjańskimi jest… nieziemski (wybaczcie ten żarcik), dzięki czemu obie krainy zachowują świeżość i nie nudzą się oczom gracza. Same w sobie mogłyby jednak być trochę bardziej zróżnicowane. W ramach jednego rozdziału miejscówki wyglądają dość podobnie i można się pogubić, szukając drogi dalej.

Mapa jest jakąś pomocą, choć nie należy do najlepiej zaprojektowanych. No, ale można to zrozumieć, bo kiedy ostatnio w FPS-ie nie wiedzieliście gdzie iść? DOOM killroomami stoi, ale nie prowadzi gracza między nimi korytarzami. Lokacje są bardzo otwarte i napchane sekretami. W dodatku takimi, które warto zbierać. Możliwość rozegrania poziomów z oryginalnego DOOM-a to rozwinięcie pomysłu z Wolfenstein: The New Order, ale wciąż niosące spory ładunek melancholii dla starych pryków (chyba już się łapię…).

Kiedy ostatnio zgubiłeś się w FPS-ie?

Są też jednak bardziej praktyczne rzeczy – żetony do ulepszania pancerza, drony pozwalające dokupić alternatywny tryb broni, runy będące teleportem do wyzwania (niestety teleportem taaaaaak wolnym, że odechciewa się korzystać), w którym nagrodą jest jakiś mniej lub bardziej przydatny pasywny bonus czy wreszcie masa easter eggów. Od biedy po prostu mnóstwo amunicji.

Dopiero w piekle poczujecie, że to cholerny DOOM, a nie żadna podróba.

Radzę szybko sprawić sobie ulepszenie pancerza, które sprawia, że pad wibruje w okolicy ciekawego miejsca. Wrogowie nie respawnują się w nieskończoność, więc wyczyszczone z nich miejsca możecie zwiedzać do woli, a mapka podpowie czy macie już wszystko. Przejście DOOM-a zabrało mi około 15 godzin, ale patrząc na liczbę znaków zapytania, które zostały nieodkryte, nazwałbym to raczej szybkim spacerem niż uważnym zwiedzaniem. Tak, rozmiary kampanii budzą szacunek. Tym większy, że z każdą godziną zabawa staje się bogatsza. Dopiero na samym finiszu można odczuć lekką zadyszkę i wypstrykanie się z pomysłów.

MultiDOOM
Nawet w piekle są cmentarze

Moje pierwsze zetknięcie z multiplayerem w becie nie było ciekawe. Po kilku rozdziałach singla postanowiłem sprawdzić, jak sprawa wygląda w pełnej wersji i… sam byłem zdziwiony, że nie mogę się oderwać. Pazura jednak wciąż brakuje. Inaczej być nie mogło, skoro ktoś stwierdził, że w sumie fajnie by było, jakby każdy nubek mógł startować uzbrojony w rakietnicę czy spawarę (albo i to, i to). Kiedyś polowanie na co lepsze armaty nadawało rozgrywce rytmu; skoro teraz mają je wszyscy, to i je same uśredniono i odarto z mocy.

Serce mi krwawi, gdy to widzę, ale nie mogę odmówić rozgrywce solidnej porcji miodu. W pełnej wersji nie miałem już poczucia, że nie da się w to grać dobrze na padzie. Czyżby id podsmarowało odpowiednio czułość? Nie wnikam – wiem, że bawię się świetnie, kicając tu i tam ze strzelbą i polując na „quada” czy runę demona. Na początku fajnie sieje się nimi spustoszenie, ale oprócz miejsca na mapie, wokół którego warto się czaić, nic ciekawego do rozgrywki nie wnoszą. Kluczem do zabawy jest szalona dynamika starć wynikająca w dużej mierze z kapitalnych miejscówek usłanych skoczniami i teleportami. Choć skłamałbym pisząc, że jakaś część frajdy nie wynika po prostu z tego, że to nie kolejne Call of Duty czy Battlefield.

 

Serce mi krwawi, gdy to widzę, ale nie mogę odmówić rozgrywce solidnej porcji miodu.

 

Szkoda tylko, że też nie kolejny Quake. Wtedy raczej między meczami nie obserwowalibyśmy pokazu mody w stylu Power Rangers czy demonów odstawiających żenujące tańce. Strasznie wpienia mnie zbyt długie oczekiwanie na kolejny mecz, bo całe lobby zamiast zgłosić gotowość, przebiera się w nowo odblokowane fatałaszki. Piekło, Szatan i malowanie wizjera na różowym hełmie…

W grę wbudowano SnapMap – rozbudowany edytor, pozwalający tworzyć z dostępnych elementów mapy singlowe, kooperacyjne i multiplayerowe. Społeczność dostarcza je już razem z developerem i widać, że narzędzie jest strzałem w dziesiątkę. Szkoda, że ładowanie większych projektów trwa wieczność.

Kulawe tłumaczenie spikera na polski zostało, choć popracowano chyba nad jego barwą głosu. Wyjścia są trzy – przyzwyczaić się, wyłączyć go lub zmienić język gry. Na PS4 da się to zrobić zmieniając język w systemie. Ale ogólnie polska wersja językowa jest przyzwoita. W kampanii bolą powtórzenia, a w tekście pisanym literówki, ale wielkich powodów do zgrzytania zębami nie ma.

Doom? Nie - DOOM!

Jestem pod wrażeniem. Pod wrażeniem tego, że chyba udało mi się napisać tę recenzję bez rzucania mięsem. Gdy do niej usiadłem, nie było to takie oczywiste, bo krótkie, żołnierskie hasła najlepiej oddałyby istotę tego tytułu. Tu naprawdę nie ma o czym za dużo rozprawiać. Tu trzeba siadać przed konsolą czy kompem, wyprosić dzieciarnię, podkręcić głośniki i młócić, jakbyśmy znowu mieli 12 lat.

Platformy: PC, PS4, Xbox One
Producent: id Software
Wydawca: Bethesda
Dystrybutor w Polsce: Cenega
Data premiery: 13.05.2016 r.
PEGI: 18
Wymagania: Intel Core i5-2400/AMD FX-8320 lub lepszy; 8GB RAM; NVIDIA GTX 670 2GB/AMD Radeon HD 7870 2GB lub lepsza
Grę do recenzji udostępnił dystrybutor.
Testowaliśmy wersję PS4. Screeny pochodzą od redakcji.

Duże zaskoczenie, zwłaszcza gdy pamiętamy o wyboistej drodze tego projektu. Ultraszybki, hałaśliwy, absurdalnie brutalny i po prostu natchniony duchem minionej epoki cierń w boku tak zwanych „współczesnych” FPS-ów. 11,5 tysiąca znaków recenzji. 0 znaków o fabule. To nie przypadek.

  1. gsg
    12:39 20.05.2016
    gsg

    Wyprosić dzieciarnię i młócić, jakbyśmy znowu mieli 12 lat? Stare pryki, pokolenie hipokrytów! :>

    Czy nauczki się aby nie dostaje, a wyciąga wnioski lub naukę?

    Ukryj odpowiedzi()
  2. Ukryj odpowiedzi()
  3. Kotlet
    13:11 20.05.2016
    Kotlet

    Warto jeszcze wspomnieć o trybie SnapMap – dzięki niemu gra może troszkę dłużej utrzymać się w świadomości graczy. Już teraz powstają nowe odrębne levele, kampanie, klasyczne mapy itd.

    Ukryj odpowiedzi()
  4. archigame
    13:27 20.05.2016
    archigame

    Cisnę w DOOMa od dwóch wieczorów. I zgadzam się z Maciejem – autorem tekstu. Gra się jak za młodego. Byłem mocno nieprzekonany do DOOMa. Ale po prostu biegam i strzelam tak jak ongiś przed wielkim 15 calowym ekranem CRT. Po prostu piana na pysku i jadę dalej. Fajnie jest zrobiony balans z wykorzystaniem piły mechanicznej (używasz jej w zasadzie tylko wtedy gdy kończy się amunicja, a gdy już uzbierasz jej trochę sama się przełącza na broń palną). I faktycznie. Trzeba dziatwę wypraszać;) To co się dzieje na ekranie to gore najczystszej postaci;)

  5. vibraBober
    13:41 20.05.2016
    vibraBober

    „Tu trzeba siadać przed konsolą czy kompem, wyprosić dzieciarnię, podkręcić głośniki i młócić, jakbyśmy znowu mieli 12 lat.”

    Trochę dziwnie teraz wyprosić z pokoju 12-latka, żeby oddawać się wspomnieniom, jak to się miało 12 lat i samemu się ciupało w brutalne gry…BTW w 1993 faktycznie miałem 12 lat….

    Ukryj odpowiedzi()
  6. TurboGad
    14:02 20.05.2016
    TurboGad

    „Data premiery: 18.05.2016 r., PEGI: 16”, że co proszę?

    Ukryj odpowiedzi()
  7. 14:25 20.05.2016
    dejmer

    jak dla mnie singleplayer rewelacja, dawno tak dobrze sie nie bawilem 🙂 Ale za 160 zl wymagalbym wiecej. Kampanie przeszedlem w jakies 6-7 godzin, a multiplayer jest, no coz… do bani.

  8. 06:03 21.05.2016
    Ukryj odpowiedzi()