Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeDawn of War III – recenzja. Nadzieja to pierwszy krok ku rozczarowaniu

Miało być tak pięknie, mówili. Połączyliśmy najlepsze elementy jedynki i dwójki, mówili. Dostaniecie ciekawą historię, mówili. No właśnie – mówili.

Facebook Twitter Google Wykop

Nie będzie żadnym zaskoczeniem jeśli powiem, że Dawn of War III był jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie gier tego roku. Od premiery Retribution, ostatniego dodatku do dwójki, minęło 6 lat i choć w zeszłym roku dostaliśmy świetnego Battlefleet Gothic: Armada, każdemu fanowi „Czterdziechy” brakowało solidnego RTS-a z tego uniwersum.

Platformy: PC
Producent: Relic Entertainment
Wydawca: SEGA
Dystrybutor w Polsce: CENEGA
Data premiery: 27.04.2017
Wymagania: 64-bitowy Windows 7/10, 4-rdzeniowy Intel Core i3 3GHz lub odpowiednik, 4 GB RAM-u, Nvidia Geforce 460, Radeon HD6950
Grę do recenzji udostępnił dystrybutor. Obrazki pochodzą od redakcji.

No i się doczekaliśmy. Tylko tak jak Roboute Guilliman – prymarcha Ultramarinesów – nie jest zadowolony ze stanu, w jakim zastał Imperium po swoim przebudzeniu, tak my raczej nie zachwycimy się trzecią częścią historii Krwawych Kruków.

Orkowa myśl inżynieryjna
Dawn of War 3
Do wyłomu!

Wiecie jak działa orkowa inżynieria? Otóż nawet wśród głupich z natury przedstawicieli tej rasy trafiają się jednostki „wybitne”, które w swoim DNA mają zakodowane zamiłowanie do majsterkowania i eksperymentowania ze sprzętem. Ci Mekaniacy brutalnie łączą ze sobą fragmenty porozrzucanego wszędzie złomu, a następnie wypuszczają swoje twory na pole bitwy z nadzieją, że coś z tego będzie. Orkowy sprzęt nie jest ładny czy elegancki, ma tendencję do wybuchania i zabijania swojego użytkownika, ale w zasadzie działa.

I właśnie taki jest Dawn of War III – „w zasadzie działa”. Tylko w przypadku tej serii to za mało, bo choć fundamenty pod dobrą grę są, niemal każdy element w ten czy inny sposób kuleje. Weźmy na przykład fabułę. Jeśli liczyliście na ciekawą, trzymającą w napięciu historię Gabriela Angelosa i Krwawych Kruków, srogo się rozczarujecie.

Gra nie skupia się tylko na Kosmicznych Marines, co jeszcze samo w sobie nie jest złe. O tym, że będziemy kontrolować wszystkie trzy frakcje – orków, eldarów i ludzi – wiedzieliśmy od jakiegoś czasu, ale naprawdę nie rozumiem, dlaczego musimy skakać między rasami. Jedna misja Marinesami, druga orkami, trzecia eldarami i tak w kółko. To powoduje, że ciężko skupić się na fabule, szczególnie że misje poszczególnych frakcji nie przeplatają się ze sobą. A przecież Relic potrafi zrobić to dobrze. Pamiętacie jeszcze Winter Assault i kampanie „dobrych” i „złych”? W trójce dopiero przy końcówce zaczyna wyglądać to tak, jak powinno, ale wtedy jest już za późno.

Najgorsze jednak jest to, że Krwawe Kruki, wokół których zawsze kręciła się historia Dawn of Wara, zostały tu potraktowane po macoszemu, żeby nie powiedzieć – olane. Zaczyna się nawet dobrze, Angelos sprzeciwia się rozkazowi Inkwizytora i rusza z odsieczą garnizonowi obleganemu przez orki. Konflikt między tymi dwoma postaciami ciągnie się potem przez większość gry, ale nie jest w żaden sposób rozwijany. Wszystko bardziej przypomina niesnaski między przedszkolakami – jeden robi drugiemu na złość i tyle.

Już kampania eldarów jest ciekawsza, z interesującymi postaciami, którymi przynajmniej kieruje jakaś motywacja i która zostaje przynajmniej doprowadzona do końca. I piszę to ja – człowiek, który nie znosi wszelkiej maści elfów. To właśnie oni, na spółkę z orkami, ratują choć trochę sytuację. Ci drudzy świetnie uzupełniają nudnych z natury eldarów nie tyle złożonością swojej historii, bo ta jest prosta do bólu – tłuc się, co doskonałym odwzorowaniem orczego charakteru. Nie raz wybuchałem śmiechem słuchając komentarzy podczas misji czy odpraw, a niektóre teksty na długo zapadną mi w pamięć.

I orkowa myśl strategiczna

A wiecie, jak działa orkowa strategia? Zalać przeciwnika zieloną falą. Jak nie wyjdzie za pierwszym razem, zalać go jeszcze większą falą. A potem następną i następną, i kolejną, aż do skutku. Bo widzicie, orka nie da się pokonać. Jak wygra, to wygra; jeśli zginie w walce, to wszystko mu jedno, a jeśli ucieknie, to w sumie dobrze, bo później będzie mógł wrócić i dalej się tłuc.

Dawn of War 3
Na koniec każdej misji bohaterowie dostają punkty doświadczenia...
Dawn of War 3
... a my czaszki, które przeznaczamy na kupowanie doktryn wojennych i innych bohaterów

Niestety o zielonej czy jakiejkolwiek innej fali w Dawn of War III możemy przez większość gry zapomnieć. Teoretycznie mieliśmy dostać połączenie najlepszych elementów jedynki i dwójki, czyli właśnie bitew na większą skalę i bohaterów z systemem umiejętności i rozwoju, a dostaliśmy… w zasadzie sam nie wiem co.

Owszem, możemy naprodukować więcej jednostek, ale wszystkie, nawet te podstawowe, są drogie, a surowców przybywa zdecydowanie za wolno i to nawet jeśli kontrolujemy większość punktów rekwizycji na mapie. Co prawda SI jest dla nas łaskawa i nawet na wyższych poziomach trudności daje nam względny spokój, więc jeśli ktoś ma cierpliwość, może ciułać surowce na rozbudowę, ale wtedy okazuje się, że większość map jest zupełnie nieprzystosowana do potyczek z udziałem licznych jednostek. Pełno w nich wąskich przejść, przeszkód czy przesmyków, na których nie da się rozwinąć armii. Jest co prawda kilka map pozwalających na duże bitwy, ale znowu – to za mało jak na to, co mieliśmy obiecane.

Brakuje też większego balansu między bohaterami a zwykłymi jednostkami. Wyobrażałem to sobie tak, że ci pierwsi prowadzą drugich do boju i wszyscy wzajemnie się uzupełniają. Tymczasem Dawn of War III skupia się na bohaterach w stopniu takim samym jak dwójka, dodatkowe jednostki sprowadzając do roli mięsa armatniego, które ma ściągnąć na siebie ogień, podczas gdy heros coś zrobi.

To „coś” jest kolejnym problemem trójki. W zasadzie każda misja, niezależnie od frakcji, przebiega tak samo – zaczynamy małym oddziałem z bohaterem na czele, przebijamy się przez wrogów, docieramy do bazy, rozbudowujemy się i ruszamy dalej. Nuda, wtórność i brak pomysłu biją z monitora na każdym kroku. Widać, że Relic miał kilka pomysłów, bo w końcówce gry robi się naprawdę interesująco i trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby wygrać, ale to zaledwie dwie czy trzy z siedemnastu misji.

Problematyczny jest też interfejs, który świetnie sprawdza się przy dowodzeniu bohaterami i armią jako zwyczajnym motłochem, ale nie daje sobie rady przy wykorzystywaniu umiejętności specjalnych poszczególnych jednostek. A niemal każdy oddział ma jakieś umiejętności dodatkowe i przełączenie się między nimi w chaosie walki jest na tyle niewygodne, że zwykle korzystałem tylko z bohaterów, a reszcie wojsk wydawałem proste polecenie ataku. A przecież wystarczyło dodać coś, co miał Battlefleet Gothic – automatyczną aktywację skilli.

Nadzieja to pierwszy krok na drodze do rozczarowania

Od RTS-a, a już tym bardziej takiego „czterdziechowego”, oczekuję ciekawszych trybów i klasycznej rozpierduchy.

Jest jeszcze kwestia multiplayera, gdzie znowu widać dziwne decyzje. Przede wszystkim zapomnijcie o genialnym trybie Last Stand z dwójki. Po prostu go nie ma, podobnie jak klasycznego, RTS-owego odpowiednika deathmatcha. Zamiast tego mamy jakieś połączenie moby ze strategią czasu rzeczywistego, w której z jednej strony rozbudowujemy bazę i kontrolujemy wszystkie jednostki, a z drugiej – musimy rozwalić generator przeciwnej drużyny, najpierw rozprawiając się z chroniącą go wieżyczką i osłoną. Okej, gra się w to przyjemnie, ale brakuje różnorodności. Od RTS-a, a już tym bardziej takiego „czterdziechowego”, oczekuję ciekawszych trybów i klasycznej rozpierduchy, w której mniej liczebna armia Kosmicznych Marines odpiera kolejne fale zielonoskórych.

Dobrze, że chociaż klimat jest zachowany. W misjach odbywających się w imperialnych instalacjach z megafonu płyną „motywacyjne” przemowy Komisarzy albo ostrzeżenia odnośnie tego, do czego prowadzi sprzeciwianie się Inkwizycji. Nasze jednostki też chętnie się odzywają, również niepytane. Marines składają honorowe przysięgi, eldarzy rzucają swoje górnolotne frazesy, a orki… a orki są orkowe do bólu, drąc się: „WAAAAAAGH!” przy każdej okazji. Smaczku dodają też duże machiny wojenne, jak Imperialny Rycerz Solaria czy orkowy Stompa, pieszczotliwie nazwany przez swojego konstruktora „Ślicznotką”. Kiedy jednostki te pojawiają się na polu bitwy, od razu robi się gorąco i „czterdziechowo”, a starcie między „Ślicznotką”, eldarskim Wraithknightem i Imperialnym Rycerzem – Paladynem spowodowało, że niemal sam wydałem z siebie orczy okrzyk, kiedy je wygrałem.

To wszystko jednak za mało, bo niestety Dawn of War III rozczarowuje niemal pod każdym innym względem. Jako fan Imperium i Kosmicznych Marines liczyłem na solidną historię skupioną na Angelosie, z kilkoma zakończeniami, jak choćby w Chaos Rising. Dostałem rozdrobnioną papkę. Jako fan RTS-ów oczekiwałem porządnej, taktycznej rozgrywki, w której muszę dbać zarówno o rozmieszczenie swoich jednostek podstawowych, jak i zarządzanie bohaterami, a do tego zróżnicowaną w zależności od frakcji, którą gram. Dostałem pomieszanie z poplątaniem, w którym strategia się nie liczy tak długo, jak jesteśmy w stanie dopchać bohatera do linii frontu.

Niestety Dawn of War III rozczarowuje

Mało tego, w kampanii fabularnej każdą frakcją gra się niemal identycznie. Są pewne różnice, na przykład orki zbierają złom, dzięki czemu ulepszają swoje jednostki albo tworzą nowe, co dodatkowo buduje klimat tej rasy, ale poza tym odniosłem wrażenie, że ze zmianą frakcji zmienia się jedynie skórka postaci, a nie cała rozgrywka.

I tak sobie na koniec myślę, że Relic mógł obrać bezpieczną drogę i zrobić z tego bis dwójki, z lekkimi modyfikacjami. Może nie byłoby innowacyjnie, ale przynajmniej dostalibyśmy dobrą grę, w którą zagrać trzeba. A tak w Dawn of War III grać się po prostu nie chce.

ZAGRAĆ?
OSTATECZNIE
2.5

  1. marloon87
    16:27 20.04.2017
    marloon87

    No nie.. Jeśli tak to wygląda, to mnie kosmicznie rozczarowali.
    A jak sama dynamika starć? Czy chociaż w trakcie bitwy mamy coś z jedynki, bo z tego co zrozumiałem rozbudowa jest nudna i przydługawa.
    Ale może nie będzie tak źle. Dwójka bez dodatków też była średniawa, dopiero po jakimś czasie poprawili grywalność.

    Ukryj odpowiedzi()
    • Bartosz Stodolny
      16:32 20.04.2017
      Bartosz Stodolny

      Sama walka jest w miarę spoko, o ile nie próbujesz jakoś tego wszystkiego ogarnąć. Generalnie jedną z najlepszych strategii przy większych starciach jest nacieranie masą na poszczególne cele i przepychanie bohaterów tam, gdzie przeciwnik ma najmocniejsze jednostki. Natomiast każda próba taktycznego podejścia do tematu kończy się takim chaosem, że i tak nic nie zrobisz i w pewnym momencie mówisz sobie: „a w diabły z tym, niech sobie radzą”. Zmienia się to dopiero, kiedy masz bohatera + dwie, trzy jednostki dodatkowe. Wtedy masz czas i możliwości poustawiania wszystkich jak chcesz i wykorzystania ich umiejętności.

      Ukryj odpowiedzi()
  2. 20:46 20.04.2017
    h00jraq

    Bartosz,
    Mam wrażenie, że recenzja jest napisana przez fanatyka Wh40k i za sam fakt, że Angelos macha młotem jak zapałką odebrano grze 2 punkty ;). A tak na serio to recenzja, podobnie jak ta z gram.pl wali hejtem na kilometr. Przynajmniej ta część o multi. Grałem w CB, oglądałem streamy i sporo gamplayu i kurcze chyba o innym multi mówimy. Piszesz, że gra się spoko jak się nie próbuje ogarnąć chaosu na polu bitwy i w sumie po przeczytaniu tego zdania trochę mną zachwiało, bo….gra jest micro heavy (macro w sumie też ale może nie aż tak) i naprawdę jest tu pole do popisu dla dobrego stratega. Jedne jednostki kontrują inne, wszystko ma innego speeda, można się kryć po krzaczorach, pozycja na mapie ma znaczenie, trzeba pomyśleć czy ciułać punkty na droższe elity czy może próbować zdobyć przewagę w early game etc. Dodatkowo praktycznie każda jednostka ma active abilities a niektóre są naprawdę mocne. Oczywiście można podejść do tego jak do blooba i dostać wpierdziel bedąc pokonamym przez gracza z lepszym micro/macro managmentem ale cóż…
    Mnie też boli brak last standa i tylko 3 rasy ale CoH 2 też miał te same bolączki (kampania spoko ale grałem dla multi) i jednak dodatki naprawiły multi i chyba lepszego rtsa obecnie do multi nie ma niż CoH 2.

    Ta recenzja przypomina mi hejt fanatyka który kochał DoW 1 (które bez dodatków było średnie) i jak zobaczył DoW III to krzyczał tylko „burn heretics!”. Dobrze, że jutro startuje open beta to każdy będzie mógł chociaż multi spróbować. Moim zdaniem Relic robi bardzo dobrze. Embargo na recki przed premierą, do tego open beta. Po prostu nie rozumiem tego hejtu.

    Ogólnie formuła recki mi się nie podoba i nie wiem czy robicie z tego znak rozpoznawczy swojej serwisu ale… ostatnie kilka recek gier gdzie wystawiliście niższe oceny zaczynają się podobnie czyli od stwierdzenia, że gra jest słaba a dalej tylko tłumaczycie dlaczego. Negatywny ton nadany na początku ciągnie się do końca i nawet jak gra jest OK to wszędzie wybrzmiewa tylko „burn heretic!” i DoW 2 lepsze i basta. A winter asault to w ogóle! Chyba niektórzy zapomnieli jaki to DoW II był zbugowany a DoW I bez dodatków był hmm średniakiem(aczkolwiek pierwszym rtsem w wh40k od dawna?).

    Ukryj odpowiedzi()
    • Bartosz Stodolny
      10:04 21.04.2017
      Bartosz Stodolny

      Nie kryję się z tym, że jestem fanem WH40K i pewnie w jakiś sposób wpłynęło to na moje postrzeganie gry. Daleko mi jednak do fanatyka, zresztą zauważ, że w recenzji pomijam kolorową, nieco starcraftową grafikę czy fakt, że odziany w zbroję Terminatora Angelos skacze radośnie po mapie i macha młotem jak patykiem. To mi zupełnie nie przeszkadza, w odróżnieniu od właśnie fanatyków, którzy z tego powodu najeżdżają na grę.

      Nie zgadzam się, że Dawn of War 1 i 2 to były gry średnie. Ja zapamiętałem je jako bardzo dobre, ale to indywidualna kwestia. Podobnie jak sama recenzja, która z natury jest subiektywna. To, co podoba się tobie, niekoniecznie musi podobać się mi.

      Ukryj odpowiedzi()
      • 14:33 21.04.2017
        h00jraq

        Ale czy przez chwilę pomyślałeś o tym, że recenzję która od początku ma wydźwięk „gra jest bee” po prostu czyta się źle? Można by napisać to samo ale w inny sposób i recenzję już czytało by się lepiej. Można „objechać” dany tytuł z klasą albo w stylu „kaszanka zone” z CDA i wtedy gimbaza się pośmieje(bo nikt inny tego nie czytał). Recenzja może i jest subiektywna ale powinna być też w miarę obiektywna czyli opisanie co i jak z podaniem przykładów itp. Ty tymczasem karcisz Relic za to, że nie dostałeś super historii o Angelosie, że nie potrafisz ogarnąć chaosu na polu bitwy i najlepiej to jakby ctrl+a i hurraa do przodu działało w 95%. No ale nawet jak coś działa w singlu (według ciebie) to w multi już niekoniecznie.
        Narzekasz, że nie ma „zielonej fali” i w sumie to dostałeś „nie wiesz co” i że gra „w zasadzie działa”. W recenzji jest po prostu za mało konkretów a za dużo narzekania i to takiego złego narzekania.

        Ogólnie czytają chyba większość dostępnych recenzji to tylko wasza i ta z gram.pl zieje hejtem i po prostu czyta się je źle. Niektóre redakcje również nie były jakoś pochlebne ale ich recenzje nie kłuły tak mocno w oczy.

  3. 21:12 20.04.2017
    Ragnar

    Z tego co widzę, to daliście najniższa ocenę jak do tej pory. Na innych portalach jest całkowicie inna reakcja na DoW3, zdecydowanie bardziej pozytywna.