Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeCall of Duty: WW2 – recenzja. Operacja remaster

Call of Duty wraca do 2 Wojny Światowej. Dosłownie – wraca, cofając nas o ponad dekadę.

Facebook Twitter Google Wykop
Czerwiec, 1944

Miał być przełom. Pomachanie kosmicznym przygodom na do widzenia i lądowanie w błocie Normandii, by wrócić do korzeni serii. Po części tak jest. Nie da się zaprzeczyć, że pięciogodzinna kampania pozwoli nam przemaszerować z amerykańskimi wojskami od startu operacji Overlord po zdobywanie ostatniego mostu na Renie. Daniels i jego pluton zaliczą wiele z najchętniej podłapywanych przez popkulturę scenariuszy 2 Wojny Światowej. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby Sledgehammer odtworzyło je z całym know-how, jakie deweloperzy Call of Duty i innych strzelanek zebrali przez lata.

Platformy: PC, PS4, Xbox One
Producent: Sledgehammer games
Wydawca: Activision
Dystrybutor: CDP
Data premiery: 03.11.2017
PL: Dubbing
Graliśmy na Xboksie One X. Grę do recenzji udostępnił dystrybutor.

Tak się jednak nie dzieje. Ku wielkiemu rozczarowaniu graczy, którzy są z serią na dobre i na złe. Hasło powrotu do 2 Wojny Światowej poszło tu za daleko. Deweloper zamiast napisać zgrane scenariusze od nowa, ożywiając je świeżymi pomysłami, przenosi po prostu gracza w okolice 2002 roku. Po raz kolejny udowadniając, że wszystkie obietnice związane z Call of Duty trzeba dzielić na cztery. Bo nie ma takiego samograja, którego ta seria nie mogłaby popsuć. Nie chcę się powtarzać, sporo napisałem już o kampanii w poniedziałek. A po tych kilku dniach wcale nie byłbym dla niej łaskawszy. Jeśli już, to są one tylko potwierdzeniem podsumowania tamtego tekstu. Pisałem w nim, że kampania Call of Duty: WW2 jest nijaka i zwyczajnie pomijalna. Jak bum cyk, cyk – w tym momencie nie mam już w głowie żadnego, związanego z nią wspomnienia.

Boo!

Ale – i jest to sporym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę że beta mi nie podeszła – bardzo dobrze bawię się w trybach sieciowych. Nie byłem i pewnie nigdy nie zostanę wielkim fanem niszczenia fal zombiaków w trybie Zombie Naziści. Ale doceniam go jako tę najbardziej społecznościową część pakietu. W tym roku chyba trochę odchudzoną z przeszkadzających bzdurek. Z gęstszym klimatem, który mimo wszystko lepiej pasuje do armii umarlaków niż uganianie się za nimi w wesołym miasteczku. Skojarzenia z Wolfensteinami działają tu tylko na plus.

 Skojarzenia z Wolfensteinami działają tu tylko na plus

Znów jest to niesamowicie fajny „orzech” do rozłupania. Pełen sekretów i easter eggów. I znów trzeba zaznaczyć, że po prostu trzeba grać w niego w grupie, w której działa komunikacja. Nie jest to może raid z Destiny 2, ale po prostu dużo, dużo więcej niż po prostu kolejna horda dla czterech osób. Bo zabijanie zombiaków owszem – jest tu ważne. Ale bez współpracy o przeżyciu można zapomnieć.

Zombiaki mają jednak własny świat, a to, co się dzieje z serią, niespecjalnie na niego wpływało. Pozwólcie więc, że wrócę do zaskoczenia związanego z klasycznym multiplayerem. Nie ma już odrzutowych plecaków, biegania po ścianach, technomagii i niesamowitych gadżetów. Jeśli ktoś to lubił, powie, że teraz jest biednie. Bo trochę jest, co niezbyt udanie maskuje opcja wyboru dywizji, zastepującej podział na klasy. Poszczególne oddziały mają bardzo dużo wspólnych elementów. Jest biedniej, bo na plażach Normandii nikt nie ciskał granatami teleportującymi, a realia konfliktu zawężają dostępną paletę pomysłów. Ale nie oznacza to, że jest gorzej.

Nie oznacza to, że jest gorzej

O ile w przypadku kampanii przyprawiona szczyptą Medal of Honor repeta z początków serii nuży i rozczarowuje, o tyle na serwerach takie podejście do sprawy na tyle zmienia reguły, że jestem gotowy nazwać je świeżymi. 9 podstawowych trybów zdałoby się na nic, gdyby zabrakło graczy. A o dziwo są. Wszędzie. Nawet w wariacji Capture the Flag, polegającej na wbiegnięciu z piłką (mając ją nie możemy strzelać, ale… możemy oddać ją wrogowi i wtedy go zastrzelić) do bramki. Wisienką na torcie jest – i był nią od bety – tryb Wojna. Czyli złożone z kilku następujących po sobie celów operacje. Namiastka podobnego trybu z Battlefield 1, ale w porównaniu do niego ekspresowe. Nie wszędzie dobrze zbalansowany pomiędzy atakującymi i broniącymi (chyba że tylko ja trafiam na mecze kończące się po pierwszym etapie…), ale znakomicie pomyślany i dający graczom sporo roboty. I domagający się większej liczby dedykowanych map.

Ale nawet zwykły Drużynowy Deathmatch jest tu póki co pokładem frajdy, choć powoli zaczyna mnie drażnić fakt, że BAR i snajperka tak często powtarzają się w moich kill-camach. WW2 ma kapitalne mapki. Wiadomo – nie wszystkie. Ale lubię odejścia od sztampy, a mapa z wielkim działem Gustaw na środku kapitalnie zmienia dynamikę starć. Nawet jeśli działo wygląda na zaproszenie dla kamperów, to w Call of Duty nie żyją oni zbyt długo. USS Texas jest innym przykładem, choć tu mówimy już o symetrycznej lokacji, bo walka toczy się na pokładach okrętu wojennego. Przy superwyposażeniu superżołnierzy z superarmii przyszłości pewnie byłby on świadkiem rzezi. Ale przy uzbrojeniu z 2 Wojny Światowej tak nie jest.

Tak, ginie się przez to, że wróg nie otrzymuje ran lub teleportuje się na naszych oczach

Problemy? Pewnie, że multiplayer WW2 je ma. Największym jest matchmaking, który znów za nic ma poziomy graczy przy tworzeniu drużyn. Często kompletnie rozchwianych – mecze rozpoczynane w drużynach sześciu na czterech to tutaj norma. Są też lagi, a wy nie musicie podchodzić do starć w sieci na takim luzie jak ja. Tak, ginie się przez to, że wróg nie otrzymuje ran lub teleportuje się na naszych oczach.

Przestrzeń społecznościowa póki co nie działa. Trzeba było ją ograniczyć, gdy po – nie pamiętam takiej sytuacji wcześniej – dwóch dniach serwery wciąż leżały. Dalej dostajemy rozkazy dzienne, by np. pochwalić innego gracza czy samemu zebrać pochwały, ale nikogo innego na plaży w Normandii nie ma. Chyba, że zaprosicie znajomych. Nie wiem po co, bo WW2 wybrało sobie kiepski moment na zrzynanie takich elementów z innych gier. W skrzynkach z lootem trafiają się głównie premie doświadczenia żołnierza czy dywizji. Albo bzdurne dekoracje, których nikt w grze i tak nie zobaczy, bo jak zobaczyć rączkę czyjegoś pistoletu.

Osobiście mam z WW2 jeszcze jeden problem. Gra mi się fajnie, ale gdy w końcu się znudzę, grać po prostu przestanę. Nie mam absolutnie żadnej motywacji, by cokolwiek w grze odblokowywać. No, może poza nagrodami za score streaki. Broń? Odblokowałem swojego Garanda, mam do niego dodatki, które mnie interesują i tyle. Nic innego i tak nie zamierzam używać więcej niż wymaga przyzwoitość.

To drugi zdubbingowany COD. I znów nie jest idealnie. Główni bohaterowie są tak pozbawieni wyrazu, że trudno ich rozróżnić. A głos sierżanta Piersona absolutnie nie pasuje do jego modelu. Denerwują też wahania głośności jego kwestii. Facet na ekranie wydziera się na gracza, a my nie słyszymy z tego prawie nic. Tak, dzieje się to m.in. w jednej z ważniejszych scen.

Call of Duty - tylko tyle

Kampania rodem z 2002 roku potężnie rozczarowuje. Nawet w ślicznym 4K z HDR-em i obowiązkowymi dla serii 60 fpsami. Powtórzę – Call of Duty nigdy nie wyglądało i nie brzmiało lepiej. Ale było po prostu ciekawsze, zaskakujące. Nie wymagam od tej serii trzech fabularnych twistów na odsłonę, ale jeśli autorzy zapowiadają, że chcą opowiedzieć żołnierską historię, to pole do popisu mają spore. W wersji minimum powinni chociaż sprawić, że moje serduszko poczuje cokolwiek. WW2 tego nie robi.

Ale jednocześnie dostarcza multiplayer, który chcę nazwać czystym. Esencją sieciowych strzelanek z tej serii, która była tym bardziej mącona, im bardziej o dlatywała w futuryzm. Nie twierdzę, że poprzednie odsłony były przez to słabe w sieci. Twierdzę tylko, że akurat tu powrót do korzeni mi się podoba.

Call of Duty nigdy nie wyglądało i nie brzmiało lepiej. Ale było po prostu ciekawsze

Ale Call of Duty WW2 w żadnym razie nie spełnia obietnic autorów. Singlowcom doradzam ominięcie tej odsłony. Reszta może spróbować zombiaków i multi. Niekoniecznie już teraz.

ZAGRAĆ?
MOŻNA
3.0

  1. 13:14 10.11.2017
    lubiemajonez

    Call of Duty: Not so Modern WWII Warfare :p

  2. 15:56 10.11.2017
    Redemptor

    Ja już w te „tramwaje” przestałem grać po Black Ops. No przepraszam jeszcze liznąłem Ghosts, ale ileż można grać te same melodie.

  3. 08:47 11.11.2017
    Woroq

    Szkoda, że takich trzeźwych tekstów nie było na premierę nowego CODa. Niestety kupiłem grę na premierę, na szczęście na konsole. Nie dałem rady skończyć tej miernej kampanii, gra została sprzedana.
    Macieju, dobre, odwazne i trafne teksty 🙂