Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeUFC 3 – recenzja. Cios we właściwym kierunku

Bez rewolucji i większych rewelacji, ale za to z ewolucją.

Facebook Twitter Google Wykop

Od wydania poprzedniej odsłony UFC od EA minęły dwa lata, bez miesiąca. Przez ten czas w największej organizacji MMA świata niewiele się zmieniło, przynajmniej dla widza. Sprzedaż udziałów Chińczykom za 4 miliardy dolarów czy faktycznie ostrzejsze kontrole antydopingowe nie zmieniają w zbyt dużym stopniu obrazu po pierwszym gongu. Trochę inaczej jest w przypadku kolejnej odsłony gry. Nie zaszła tu żadna rewolucja, ale ewolucja jest wyraźnie widoczna. Nadal daje się odczuć, że MMA jest sportem, który w formie, powiedzmy – symulacji, jest diabelnie trudno przenieść do wirtualnego świata. Ale zważywszy na fakt, że w stajni sportowych gier od EA UFC jest nadal nową pozycją, można docenić starania twórców.

Platformy: PS4, Xbox One
Producent: EA Sports
Wydawca: EA
Dystrybutor: EA
Data premiery: 02.07.2018
Wersja PL: napisy
Grę do recenzji dostaliśmy od wydawcy. Testowaliśmy wersję na Xboksie One

Można docenić starania twórców

Od razu zaznaczę, że niestety nie udało mi się przetestować trybu kariery, który to podobno przeszedł ogromny lifting i daje naprawdę wiele satysfakcji. Nie udało mi się, bo z jakiegoś nieznanego mi powodu gra zawieszała się po pierwszej walce i nijak nie dała się ruszyć dalej. Próbowałem sposobów podawanych przez EA, usuwałem konto, robiłem cuda na kiju – nie udało mi się. Za to niestety należy się UFC 3 spory minus, bo czasy kiedy gracz musiał kombinować, żeby odpalić grę powinny być już dawno za nami. Bądźcie więc świadomi, że grając w wersję na Xboxa możecie natrafić na spory i do tej pory nierozwiązany problem.

Mam nadzieję, że wraz z pierwszymi poważniejszymi aktualizacjami EA poradzi sobie z tym „drobnym problemem” i mój wspaniały Janusz Zenten, chodzący w wadze średniej, zostanie GOAT (Greatest of All Time – najlepszy z najlepszych zawsze i na zawsze, taki Muhhamad Ali w MMA) , zaczynając od zera absolutnego i mozolnie wspinając się na szczyt.

Sporo do roboty

Do tej pory na szczęście jest co w UFC 3 robić. Zacząć można od spokojnej rozgrzewki i w ramach treningów poznać podstawy przetrwania w oktagonie – nauczyć się uderzać, trzymać gardę, obalać, kończyć walki w parterze i bronić się przez ich kończeniem. Kto zna poprzednie części, może sobie większość z nich darować. Większość, bo samouczki dotyczące walki w stójce warto jednak odświeżyć, gdyż na tej płaszczyźnie zaszła ogromna zmiana – moim zdaniem zdecydowanie na lepsze.

Mamy tu wszystko, co jest potrzebne do dobrej zabawy zarówno w gronie znajomych i online

Samouczki to oczywiście zabawa dla dzieci, prawdziwe mięso kryje się w pozostałych trybach. Mamy tu wszystko, co jest potrzebne do dobrej zabawy zarówno w gronie znajomych jak i online, z losowymi przeciwnikami. Szybkie walki przez sieć, tryb turniejowy, tryb całkowicie pomijający walkę w parterze, tryb zupełnie odwrotny, skupiający się tylko na grapplingu. Pojedynki możemy toczyć zarówno zawodnikami (i zawodniczkami) widniejącymi w rozpisce dziesięciu kategorii wagowych UFC, jak i stworzonymi przez siebie wojownikami (i wojowniczkami). Jak to jednak bywa w grach sportowych od EA, prawdziwa zabawa kryje się we wspomnianym wcześniej trybie kariery oraz w trybie Ultimate Team, który dla mnie okazał się naprawdę fajnie skonstruowaną zabawą opartą na kartach.

Ostateczna drużyna

W Ultimate Team prowadzimy zespół złożony z maksymalnie czterech zawodników (i zawodniczek) jednocześnie. Wybór jest oczywiście ograniczony, bo korzystać można z zawodników-kart, które udało nam się wylosować (wypadł mi ostatnio srebrny Donald „Cowboy” Cerrone!), lub z tych stworzonych w wewnętrznym edytorze gry. Sam wybór zawodników to jednak tylko początek drogi znanej każdemu miłośnikowi karcianek. Aby osiągnąć sukces, trzeba naszych gołych i wesołych zawodników (i zawodniczki) wzmocnić umiejętnościami oraz specjalnymi kartami dającymi dodatkowe bonusy. Od tego, jaki styl prezentuje zawodnik zależy, ile kart będzie można wykorzystać do zaopatrzenia go w nowe ciosy, kopnięcia, obalenia i techniki kończące w parterze. Zaczynając zabawę członkowie naszego zespołu będą znali podstawowe kopnięcia i ciosy, ich parter i technika w klinczu praktycznie nie będzie istnieć. Otwierając kolejne pakiety i znajdując kolejne karty, będziemy poszerzać wachlarz ich umiejętności zarówno pod kątem własnych preferencji jak i tego, jak sobie radzimy w oktagonie. Dodatkowo wzmocnimy niektóre ich parametry oraz wzmocnimy ich czasowo – niektóre karty działają bowiem tylko przez pewną ilość walk.

Ze względu na pakiety, już po testach beta pojawiło się wielkie „aj waj” mówiące, że UFC 3 będzie kolejnym Battlefrontem, że bez wydawania pieniędzy nie da się w tę grę grać a już na pewno nie da się rywalizować na wysokim poziomie z graczami online, bo przecież ci, których stać na więcej pakietów, będą mieli lepszych zawodników, lepsze ciosy i w ogóle wszystko lepsze. Prawdy w tym zbyt wiele nie ma, bo po serii walk klasyfikacyjnych, nasza nieopierzona drużyna trafi gdzieś na dno rankingu, gdzie przeciwnikami będą członkowie innych, równie zielonych drużyn. Wystarczy jednak grać, skupiając się na wyzwaniach codziennych i sezonowych, żeby w miarę często dostawać kolejne pakiety, które wzmocnią nasz skład. Wyzwania dostępne są zarówno w trybie online, jak i w zabawie solo kontra konsola.

Oczywiście, wydając prawdziwe pieniądze można to wszystko zdobyć znacznie szybciej

Oczywiście, wydając prawdziwe pieniądze można to wszystko zdobyć znacznie szybciej, ale jak pokazuje pewien bardzo mądry serial, pieniędzmi nie da się w MMA załatwić wszystkiego. Moim zdaniem równowaga między grindem kasy a nagrodami jest całkiem dobrze zachowana. Do tego w UFC 3 pojawia się coś w rodzaju Księgi Kolekcji z Fortnite – kolekcjonując grupy powiązanych ze sobą kart tracimy je bezpowrotnie, ale w zamian zyskujemy konkretne profity. Niby niewiele, ale zawsze jedna opcja więcej do wykorzystania, zanim pozbędziemy się duplikatu czy zupełnie niepotrzebnej nam karty.

Ogólnie tryb Ultimate Team poddano całkiem sprawnemu tuningowi i teraz gra się w niego zdecydowanie lepiej niż w odsłonie sprzed dwóch lat. Nadal istnieje problem losowości – nie wiemy, z kim będziemy walczyć i nie mamy szansy przygotować się pod styl przeciwnika, ale to jest przypadłość, którą trzeba grze wybaczyć, taka jej konwencja, natomiast zbieranie kart, wydarzenia, kolekcje, możliwość oglądania reklam za wewnętrzną walutę gry, rekompensują to z nawiązką.

W stójce siła

Tryby trybami, ale przecież tak naprawdę chodzi w tej grze o jedno – bicie się. I tu jest dobrze, lepiej niż było poprzednio. Zmieniono system prowadzenia walki w stójce, dzięki czemu stał się on nieco bardziej realistyczny. Musimy zwracać uwagę na dystans, na kierunek poruszania się, na klatkę. Nie działa już parowanie ciosów, teraz trzeba po prostu trzymać gardę, ale nie można tego robić w nieskończoność, co ma sens, bo każda garda pod gradem ciosów traci szczelność. Nie można też zasypywać przeciwnika kombosami bez przerwy, bo nie pozwala na to wytrzymałość, jeden z kluczowych parametrów, na które należy zwracać uwagę podczas walki. Oprócz wytrzymałości dającej nam parę do dalszej walki, trzeba też zwracać uwagę na wytrzymałość poszczególnych części ciała naszego zawodnika. Bezkrytyczne przyjmowanie niskich kopnięć na nogę bez ich blokowania powoduje w końcu przerwanie walki, bo bez nogi walczyć umie tylko Czarny Rycerz. Nie można też paradować bez gardy w zasięgu ciosów przeciwnika, bo nawet całkiem świeży zawodnik potrafi stracić przytomność po jednym celnym ciosie.

Walka w stójce jest bardzo dynamiczna, trzeba się dużo ruszać, trzeba kontrolować pozycję w oktagonie, trzeba decydować, czy bezpiecznie przyjmować ciosy na gardę, czy może balansować ciałem – ryzykując przy tym trafienie – walnąć przeciwnika mocniejszym ciosem. Płynne kombosy, realistyczne odłosy zadawanych ciosów, pot, krew, to wszystko tu jest, lepsze niż było wcześniej. Mało tego, mam dość solidne wrażenie, że popracowano nad mimiką zawodników i teraz widać po nich zmęczenie i ból po otrzymanych ciosach – o ile oczywiście pozwala to zobaczyć opuchlizna na twarzy. Wizualnie również widać w UFC 3 ewolucję.

W parterze porażka

Niestety, całe wrażenie pryska, gdy tylko walka zmienia płaszczyznę i trafia do parteru. W tej odsłonie zastosowano identyczny system jak w poprzedniej. Wychylamy analog w stronę, w którą wychylił go przeciwnik, żeby go skontrować, lub wychylamy go w stronę, w którą przeciwnik nie wychylił, aby popchnąć akcję do przodu. Nie dość, że nie ma to absolutnie żadnego przełożenia na faktyczną walkę w parterze to jeszcze potrafi naprawdę mocno frustrować, bo nie zawsze wiemy dlaczego nam się nie udało obronić przed poddaniem lub zakończyć nim walki. Pół biedy, kiedy widzimy interfejs pokazujący, w którą stronę należy kierować gałkę. Bez niego trzeba to robić na wyczucie i mimo wielu prób, nie udało mi się w tym systemie znaleźć sensu. Z gry, która polega na wyczuwaniu subtelnych sygnałów wysyłanych przez przeciwnika i na subtelnym lub mniej ich kontrowaniu zrobiono jakiś gałkokręt, który nie daje żadnej satysfakcji. Jakby tego było mało, cały ten grappling czasem w ogóle nie działa. Zapewne zależy to od umiejętności zawodnika, ale bywało, że nie tylko nie bronił się w ogóle przed próbami obaleń, ale po obaleniu nie robił kompletnie nic, leżał jak kłoda czekając aż przeciwnik zada wystarczającą do zakończenia walki liczbę ciosów. O ile mógłbym na to przymknąć oko w przypadku zawodników biorących udział w pierwszych galach mma – bo byli oni zazwyczaj jednowymiarowi – tak dziś, kiedy każdy zawodnik jako tako ogarnia każdą płaszczyznę walki, nie znajduję na to żadnego usprawiedliwienia.

Mimo to, UFC 3 jest całkiem solidną pozycją dla fanów MMA a zważywszy na fakt, że nie ma konkurencji, jest pozycją jedyną. Dodatkową zachętą dla polskich fanów mma może być możliwość wcielenia się w polskich zawodników (i zawodniczki). Oprawie dźwiękowej i graficznej nie mogę nic zarzucić, wersja ulepszona dla Xboxa X działa płynnie i wygląda naprawdę solidnie. Jedyne do czego można się przyczepić to okazjonalne problemy z kolizjami i animacjami wyginającymi stawy w dziwne strony, ale nie ma tego na tyle dużo, żeby należało się przejmować. Duża liczba trybów rozgrywki, szybki matchmaking, dynamiczne walki w stójce zachęcają. Miłośnicy parterowych rozgrywek, jeśli chcą się dobrze bawić, muszą opanować dziwny system opracowany dla tej płaszczyzny, bądź po prostu zadowolić się tradycyjną walką na uderzenia i kopnięcia.

Marcin Serkies

ZAGRAĆ?
WARTO
4.0

  1. 16:57 07.02.2018
    cthulhu

    „(…) możliwość oglądania reklam za wewnętrzną walutę gry, rekompensują to z nawiązką.”

    Jest tylko ta wzmianka w całym tekście, więc nie jestem pewien czy dobrze rozumiem: czy gra za 240 pln została właśnie pochwalona za zaimplementowanie in-game ads?

    ^(;,;)^

    Ukryj odpowiedzi()
    • yasiu071
      17:22 07.02.2018
      yasiu071

      To jest tylko jedna z opcji, pozostałe masz w pierwszej części zdania. Nie rozwiązano tego na zasadzie mobilek, które wyświetlają reklamy czy tego chcesz czy nie, jest po prostu jedna dodatkowa opcja. W tej chwili są tam filmiki z wypowiedziami producentów, co z czasem przyjdzie, nie wiem. A odpowiadając na Twoje pytanie – dlaczego nie? Walczenie z tym, że producenci – szczególnie ci najwięksi – próbują agresywnie zarabiać na swoich produktach jest walką z wiatrakami. W UFC nie poczułem ani razu bycia naciąganym – gdyby tak było, napisałbym o tym. Jeśli poczuję się tak grając w przyszłości – napiszę o tym i pokajam się jak należy 🙂

      Ukryj odpowiedzi()
      • 18:02 07.02.2018
        cthulhu

        Ok. Dzięki za odpowiedź. :] Pozdr!

        ^(;,;)^

      • 13:29 08.02.2018
        mdfux

        Nie chodzi o to czy czułeś sie naciągany czy nie. Takie praktyki nie powinny mieć miejsca w tytule za „pełną kwotę”.Ba, byłbym w stanie przełknąć coś takiego jedynie w jakimś f2p. Co więcej, uważam, że każda osoba, która uważa siebie za gracza powinna ostro potępiać takie zachowania, tym bardziej taka, która publicznie o grach pisze dla szerszego grona. DLC, season passy, microtransakcje, lootboxy a teraz reklamy? Serio nie czujesz się naciągany? Godzisz się z tym? Ja nie i nie jest to żadna walka z wiatrakami. Jesteśmy osobnikami świadomymi i myślącymi wiec można głosować portfelem. Jak się tytuł słabo sprzeda to przemyślą swoje zachowania. Moich pieniędzy nie zobaczą, pewnie ich to nie zaboli, ale jak to się mówi „w kupie siła” 😛

        Ukryj odpowiedzi()
        • yasiu071
          13:46 08.02.2018
          yasiu071

          Przykro mi w takim razie, nie mogę się uważać za gracza z 30 letnim stażem 🙂 Ja głosuję portfelem, jeśli nie chcę wydawać pieniędzy w grze, nie wydaję. Jeśli gra każe mi płacić za coś, poza kosmetyką, czego nie mogę zdobyć inaczej, a jest to wymagane, żeby grać – zapewne nie zapłacę… no chyba, że gra jest naprawdę dobra. Obserwuję tę branżę od bardzo dawna i będąc świadomym faktu, że nadal jest w wieku poniżej pełnoletności, godzę się z tym, obserwuję, część rzeczy doceniam, część akceptuję, część mi się nie podoba, ale głównie jestem po prostu ciekawy, co będzie dalej. Firmy próbują zarobić pieniądze w różny sposób – tego się od nich wymaga, po to są one – w końcu znajdą się rozwiązania i dla takich jak Ty i dla takich jak ja i do tego satysfakcjonujące wierchuszkę, którą interesuje tylko zysk.

          Ukryj odpowiedzi()
          • 14:46 08.02.2018
            mdfux

            Jeśli masz 30 letni staż, to powinieneś pamiętać jak to się wszystko zaczęło i jak ewoluowało. DLC z początku było tylko kosmetyką, skrzynki również, nikt nikogo nie zmuszał do kupowania. W jakim punkcie jesteśmy dzisiaj? DLC w dzień premiery, Season passy w cenie gry za 2 mapy i parę giwer, wirtualne waluty, które można kupić za pieniądzę i wymieńić na skrzynkę z losowym przedmiotem mającym wpływ na rozgrywkę. Tu reklamy są opcją, w następnym tytule już mogą nie być, bo prezes dużej korporacji stwierdzi że stado przełknęło daną praktykę bez zająknięcia to pójdziemy o krok dalej jak w przypadkach wymienionych powyżej. Załóżmy, że każdym razem jak bedziesz uruchamiał grę, będzie 30s reklama nie do pominięcia albo w trakcie wczytywania meczu online będziesz miał blok reklamowy rodem z Polsatu czy innej TV. Wtedy też machniesz ręką? Wiem, że fantazjuję trochę w tym momencie ale taki scenariusz jest jak najbardziej realny. Boli mnie jak widzę w jakim kierunku to wszystko idzie. Coraz to bardziej niedopracowane tytuły, patche po 20gb na dzień premiery, coraz więcej wymyślnych metod by wydoić konsumenta. Pamiętasz by takie rzeczy działy się w czasach PSX lub PS2? Ja nie. Rozumiem, że branża się zmienia, koszta game devu są zdecydowanie wyższe niż te 20 lat temu, są serwery do utrzymania itp. ale jakoś nawet dzisiaj można zrobić dobrą grę, która dobrze się sprzeda bez zagrań tego typu. Dziwię się więc, że podchodzisz do takich metod tak lekkodusznie.W recenzji powinno to być wypisane tłustą czcionką z wielkim czerwonym NIE na końcu, ku przestrodze. (koloryzuje ale wiesz co mam na myśli). Jednego jestem pewny, nie możemy pozostać obojętni jeśli nam na tej branży zależy. Mam nadzieję, że zasieję w Twoim sercu gracza jakieś ziarno nienawiści do takiego podejścia producentów.

            Ukryj odpowiedzi()
            • yasiu071
              14:52 08.02.2018
              yasiu071

              Nie ma szans na ziarno nienawiści, za stary jestem 🙂 Głosuję portfelem – płacę im jak mam ochotę i czuję, że ma to sens. Jak nie ma, nie płacę, nie kupuję, nie gram. Totalnie nie przeraża mnie kierunek w którym to idzie, bo jestem cholernie ciekawy jak będzie branża wyglądać za 5-10 lat – jak sobie poradzi po tych pierwszych kulawych krokach, którym ja przyglądam się z ciekawością, którym Ty jesteś absolutnie przeciwny. To też nie tak, że jestem piewcą systemu korporacyjnego i radośnie przyklaskuję wszystkiemu „bo chcą zarobić pieniądze, przecież to ich prawo” – mam jednak na gry tyle czasu i taki budżet, że jeśli w coś nie zagram, bo mnie wkurzy wymuszanymi zakupami, to nie będę cierpiał, mam co robić 😀

            • yasiu071
              14:54 08.02.2018
              yasiu071

              I żeby nie było – szanuję Twoje zdanie i Twoje podejście, bo nie jesteś jedyny i prawie na pewno w jakiś sposób to podejście wpłynie na wydawców. Obawiam się jednak, że klient masowy ma to gdzieś i bez większego zastanawiania się będzie płacił. W przypadku UFC nie widzę w tym nic złego. Ja sam nie będę płacił, bo kompletnie nie przeszkadza mi grind w celu zdobycia kart.

              Ukryj odpowiedzi()
              • 16:04 08.02.2018
                mdfux

                Również jestem ciekawy jak w przyszłości się to wszystko rozwinie, jednak daleko jestem od stwierdzienia, że problemu nie ma tu i teraz. Bardzo bym nie chciał by np. jedna z moich ulubionych serii zamieniła się w grę rodem z mobilek, reklama co na start, na ekranach ładowania itd. albo kup season passa by je zlikwidować. Oczywiście najpierw zapłać za tytuł 250zł. Niestety cały ten syf wpierw pojawił się w mobilkach i powoli pchają to do dużych gier. Gry to moje hobby które uprawiam przez większość swojego życia i nie chciałbym by doszło do zmian w tym kierunku.
                Ty, osoba pisząca receznję, tekst jakby nie patrzeć opiniotwórczy, który przeczyta kilkaset osób. Tekst, który być może będzie tym odważnikiem na szali kupić czy nie, masz możliwość uświadomienia potencjalnego klienta, iż wsadzanie jakichkolwiek reklam za których oglądanie daje Ci korzyści w grze, nie jest dobre ponieważ w przyszłości może prowadzić do sytuacji, którą obecnie widzimy właśnie na rynku mobilnym. Tym bardziej, że wydawcą jest EA, firma która popełniła ostatnio Battlefronta 2, Need 4 Speed, Fife, i słynie z wydzierania pieniędzy tam gdzie nie powinna. Ty, powinieneś tym osobom w sposób jasny mówić, by głosowali portfelami i nie popierali takich praktyk. Zamiast tego piszesz, że nie masz z tym problemu. Mam wręcz wrażenie, że uważasz iż to dobra opcja. Rozumiem w pełni że każdy ma swoje zdanie i podejście ale za żadne skarby nie przekonasz mnie, że z pozycji konsumenta rysuje to radosną przyszłość.
                Tyle ode mnie, rozpisałem się dużo więcej niż chciałem ale od dawna mi temat na sercu leży, a że trafiło akurat na Ciebie to cóż, Twój pech 😀
                Dzięki za dyskusje i pozdrawiam.

                Ukryj odpowiedzi()
                • yasiu071
                  13:43 09.02.2018
                  yasiu071

                  Absolutnie nie mam zamiaru próbować Cię przekonać i wiem, że znacznie więcej ludzi ma podejście takie jak Ty a nie takie jak ja 🙂 Nie mam też żadnego pecha, bo spokojnie przestawiłeś swoje racje staremu, upartemu dziadowi, który jednak nie czuje misji ewangelizowania korporacji i nie uważa, żeby ich chęć zarabiania pieniędzy była czymś, z czym da się walczyć 🙂

  2. 18:33 07.02.2018
    reggieminator

    Jak dla mnie fatalne rozwiązanie parterowych potyczek dyskwalifikuje tę grę. Kupiłem pierwszą część, przeszedłem raz karierę i rzuciłem w kąt. Z kolei nad produkcjami poprzedniego studia, czyli THQ, spędziłem mnóstwo czasu na PS3 – jak się okazuje można stworzyć sensowny system walki i w stójce, i w parterze. Szkoda, że marka trafiła pod skrzydła EA, które spartoliło ten temat, podobnie jak kilka ostatnich produkcji.

    Ukryj odpowiedzi()
  3. 20:18 07.02.2018
    Venasque

    Nie będę ukrywał, że nie jest jakoś szczególnie interesująca mnie gra, ale fragment o Czarnym Rycerzu sprawił, że zdecydowanie warto było ten tekst przeczytać 😀

  4. 08:46 09.02.2018
    reggieminator

    Smutna prawda jest taka, że wszelkie skrzynkopodobne praktyki mają wyciągać kasę lub zmuszają do grindu, powodując swego rodzaju uzależnienie. Jeśli jesteś dorosłym, dojrzałym graczem, powiesz, że to nie dla Ciebie i olejesz. Co jednak jeżeli mamy do czynienia z grą skierowaną również do nastoletniej widowni, bazującą na znanym i uwielbianym uniwersum (o jaki tytuł może mi chodzić :P)? Chcecie, żeby Wasze dzieci były wkręcane w takie mechaniki?

    Ukryj odpowiedzi()
    • yasiu071
      13:45 09.02.2018
      yasiu071

      Trzeba dzieci edukować od małego – pułapek wkoło jest cholernie dużo, więcej niż było, kiedy ja byłem w wieku swoich pomiotków. Obserwuję jak grają, obserwuję jak podchodzą do takich elementów, rozmawiam z nimi, staram się uczyć – ale nie sądzę, żebym był w stanie ograniczyć im kontakt z takimi mechanikami do zera. Wolę jednak edukować niż zabraniać 🙂