Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeStardew Valley – recenzja. Ujmujące piękno rutyny

Bo nuda wcale nie musi być… nudna.

Facebook Twitter Google Wykop

Mam jakieś szczęście do gier farmerskich w tym roku. Najpierw recenzja Farming Simulator 2017, a teraz Stardew Valley. Nie myślcie jednak, że to gry identyczne. Pierwsza jest złożona pod względem mechaniki i skupia się na symulacji. W drugiej prowadzenie gospodarstwa to tylko dodatek do niesamowitej, pełnej tajemnic historii.

Platformy: PC, PS4, Xbox One
Producent: ConcernedApe
Wydawca: Chucklefish Games
Data premiery: 26.02.2016 (PC), 13.12.2016 (konsole)
Wymagania: Intel/AMD 2 GHz, 2 GB RAM, karta graficzna 256 MB VRAM SM3.0
Grę do recenzji kupiliśmy sami, zdjęcia pochodzą od redakcji. Graliśmy na PC i PS4

Historii, co istotne, od samego początku tworzonej przez jednego człowieka, który po olbrzymim sukcesie (milion sprzedanych egzemplarzy w zaledwie dwa miesiące od premiery) nie porzucił swojej gry i ciągle ją rozwija.

Rzucił korpo, by paść krowy

Początek gry wygląda jak żywcem wzięty z popularnych ostatnimi czasy artykułów typu: „Rzucił robotę w korporacji i wyjechał prowadzić farmę”. I faktycznie, pewnego dnia główny bohater stwierdza, że ma dość „ołpenspejsa”, wyciąga z szuflady otrzymaną od dziadka kopertę i na gromkim „asapie” wyjeżdża z miasta by objąć swoje nowe gospodarstwo.

Problem w tym, że farma jest w – delikatnie mówiąc – opłakanym stanie i czeka nas naprawdę dużo pracy, zanim choć trochę zbliży się do tego raju, o którym marzyliśmy. Pora zatem zakasać rękawy, chwycić motykę i przygotować sobie pole. Ale najpierw kilof i kosa, bo, cholera jasna, zarosło to wszystko i kamieni pełno.

I tak leniwie płynie czas na naszej farmie. Zaczynamy skromnie, od małego poletka, by z czasem gospodarstwo naprawdę się rozrosło, pojawiły się na nim sady, zwierzęta czy wszelkiej maści urządzenia do robienia przetworów. W którą stronę zdecydujemy się pójść? Czy skupimy się na uprawie roli, czy hodowli zwierząt – to zależy tylko od nas.

Nie nastawiajcie się jednak na to, że cokolwiek postanowicie, stanie się to szybko. Czas w Stardew Valley to bardzo istotny element, jednak w tym przypadku nie jest on naszym wrogiem. Po prostu musimy oswoić się z myślą, że wszystko tutaj trwa. Głupi pasternak potrzebuje czterech dni, by wyrosnąć, a drzewo owocowe to już kilka tygodni w grze.

Zaczynamy klasycznie, od stworzenia postaci
Stardew Valley
A potem siekiera w dłoń i trzeba ogarnąć ten burdel

To strasznie dziwne uczucie. Wiedzieć, że czas nas goni, a jednocześnie mieć świadomość, że jeśli się nie wyrobimy – nic się nie stanie. Przyszła jesień i padły letnie plony? Nie szkodzi, przecież w przyszłym roku też będzie lato. Wtedy je posadzę i zbiorę. A przede wszystkim – lepiej wszystko rozplanuję.

Do wykonania planu 5-letniego przystąp!
A jak już ogarniemy, czeka nas jeszcze więcej roboty

Bo planowanie w tej grze jest równie ważne, co upływ czasu. Nie tylko na poziomie upraw i sadzenia roślin tak, żeby wyrobić się ze zbiorami przed końcem danej pory roku. To również konieczność takiego ustawienia sobie obowiązków na farmie, żeby ze wszystkim zdążyć. Nie sztuką jest zaorać gigantyczną połać ziemi i obsadzić ją najtańszymi roślinami. Wyczynem natomiast jest podlanie tego wszystkiego każdego dnia, więc może lepiej na początku skupić się na czymś mniejszym? Przynajmniej do czasu wynalezienia spryskiwaczy.

Musimy oswoić się z myślą, że wszystko tutaj trwa

Przez to wszystko w pewnym momencie do Stardew Valley zaczyna wkradać się rutyna. Pobudka o 6:00, wypuszczenie kur na podwórko, zebranie jajek, potem to samo z krowami i mlekiem, następnie ogarnięcie tego, co wyrosło, zasianie nowych roślin, przygotowanie przetworów i tak dalej każdego dnia.

A najlepsze, że zupełnie to nie przeszkadza. Nie wiem, czy to za sprawą bardzo uspokajającej, przyjemnie sączącej się z głośników muzyki, rozpikselowanej i kolorowej grafiki czy po prostu faktu, że w Stardew Valley nie czuć żadnej presji.

Stardew Valley
Na szczęście od czasu do czasu pomoże nam żona... O ile zdecydujemy się na małżeństwo

Czas w Stardew Valley to bardzo istotny element, jednak nie jest on naszym wrogiem

Wracając natomiast do planowania, farmer nie ma wolnych weekendów, zatem nie może pozwolić sobie na spanie do późna i tym bardziej jest zmuszony pilnować rozkładu dnia. Również dlatego, że…

Czasem trzeba zejść pod ziemię
Więcej niż tylko marchew

Całe to zajmowanie się gospodarstwem, sadzenie buraków czy tam innych melonów, strzyżenie owiec i dojenie krów to tylko tło do historii, którą skrywa Stardew Valley. Historii, którą podobnie jak wszystko w tej grze, odkrywamy stopniowo. Nie liczcie zatem na kilkadziesiąt minut czytania i łażenia po różnych lokacjach.

W najlepszym wypadku, jeśli robimy wszystko szybko, przejście gry zajmie nam ponad 40 godzin, choć są tacy, co w 30 się wyrobili. Ale kto by chciał szybko, skoro cała zabawa w Stardew Valley polega na tym, że robimy co chcemy, kiedy chcemy i jak długo chcemy. Bywa zresztą tak, że nie mamy wyjścia i chcąc, nie chcąc, na pewne rzeczy musimy poczekać.

Tak jest na przykład z poznawaniem tajemnic skrywanych przez mieszkańców doliny. Każdy z nich, zanim się otworzy, musi nas poznać i przekonać się do nowego sąsiada. Niektórzy nawet są chętni na coś więcej niż tylko koleżeństwo i nie ma żadnego problemu, żeby w grze założyć rodzinę.

Zajmowanie się gospodarstwem to tylko tło do historii

To kolejna wspaniała rzecz w Stardew Valley. Nie wcielamy się w bohatera, który przybywa na białym koniu i ratuje świat. Jesteśmy zwykłym gościem i przyjechaliśmy zacząć nowe życie. I choć na początku nasze przybycie do doliny jest głównym wydarzeniem leniwie mijających dni, szybko wraca to do normy i stajemy się po prostu kolejnym mieszkańcem.

Warto dodać, że mieszkańcem bardzo żywej okolicy. Ludzie robią zakupy, chodzą na spacery, spotykają się w lokalnym pubie, rozmawiają, pracują i po prostu doglądają własnych spraw. Możemy włączyć się w to życie i na przykład pomagać sąsiadom w codziennych obowiązkach. Ktoś zgubił narzędzia, ktoś inny spodnie, a jeszcze kolejny potrzebuje karpia na kolację, za dostarczenie którego nas wynagrodzi. Pewnie się powtarzam, ale tylko od nas zależy, co z tym wszystkim zrobimy.

A czasem zmoknąć
Padem to nawet ziemniaków dobrze nie wykopiesz

13 grudnia Stardew Valley ukazało się na konsolach Sony i Microsoftu. Ja, poza pecetową, testowałem też wersję na PS4 i choć jest to ta sama gra, z tą samą fabułą, zasadami i wszystkim tym, co czyni z niej tytuł wyjątkowy, autorowi nie udało się ustrzec przed paroma psującymi odbiór błędami.

Stardew Valley
Można też odprężyć się przy minigierkach

Część to po prostu potknięcia wynikające z niedopatrzeń. Jak na przykład to powodujące, że grę wyrzuca do „pulpitu” PS4 podczas przechodzenia z trzeciego do czwartego dnia. Rozwiązanie? Banalnie proste – wystarczy zmienić język konsoli na angielski. Niby drobnostka, ale irytująca. A przy okazji pokazująca jak do swojej pracy przykładają się testerzy i osoby odpowiedzialne za certyfikacje gier ze strony Sony.

Tego typu kwiatki to coś, co z czasem zostanie poprawione. Gorzej ze sterowaniem, bo niestety na padzie gra się fatalnie i obawiam się, że nie jest to coś, co łatwo poprawić.

Co tu dożo mówić? Pad niespecjalnie nadaje się do emulacji myszki, a właśnie to zrobiono w przypadku Stardew Valley. Kursor jest nieprecyzyjny i trafienie w odpowiedni przycisk, siedząc w odległości około dwóch metrów od telewizora jest ciężkie. Nie wspominając już o dojrzeniu małych i nieczytelnych ikonek. Mało tego, na niektórych ekranach kursorem poruszamy lewym, a na innych prawym analogiem.

Stardew Valley
Przygotowanie tak małego poletka padem jest strasznie irytujące

Niewiele lepiej jest z samym sterowaniem. Analogi średnio sobie z tym radzą i czasem ciężko trafić w wybrane pole na mapie. Przydałaby się też jakaś zmiana w interfejsie ułatwiająca i przyspieszająca obsługę kontrolerem (choćby możliwość przypisania narzędzi do d-pada). Nie jest to bardzo straszne i da się przyzwyczaić, ale wszystko trwa, a w grze tak bardzo opierającej się na efektownym wykorzystaniu dostępnego czasu to bardzo istotny element.

Patrz, jak pięknie ziemia nam obrodziła
Stardew Valley
Po całym dniu harówy można wpaść do pubu na zimne piwo i pogawędki

Mimo słabego portu konsolowego, Stardew Valley to gra świetna. Dająca dziesiątki godzin zabawy, pozwalająca odkrywać wszystko we własnym tempie i zostawiająca nam decyzję odnośnie tego, jaki styl obierzemy. To gra pokazująca, że jeden człowiek może odnieść sukces, ciągle rozwijać swoje „dziecko” i przy okazji nie odpłynąć jak Phil Fish czy Dean Hall. To również naprawdę ciekawa historia, a odkrywanie kolejnych jej fragmentów daje niesamowitą satysfakcję.

ZAGRAĆ?
WARTO
4.5

  1. Freszu
    13:42 28.12.2016
    Freszu

    Niesamowicie odprężający tytuł, a przy tym terminy gonią – jeśli chcesz sobie zaskarbić czyjąś przyjaźń (a naprawdę warto, każda postać ma coś do powiedzenia) to musisz uważać na daty urodzin i poznać ulubione święta tej osoby. Przykładowo, Shane, z pozoru irytujący chłopak, ale gdy postawisz mu lagerka kiedy nie jest w pracy (czyli prawie zawsze wieczorem w pubie) to od razu mięknie.

    Ukryj odpowiedzi()
  2. 14:06 28.12.2016
    gseed

    Zeby nie wspomniec w recenzji o Harvest Moon, ktorego SV jest ewidentnym klonem?

    Ukryj odpowiedzi()
  3. 17:31 28.12.2016
    madoc

    Autor zapomniał wspomnieć o dosyć rozbudowanym i istotnym dla gry łażeniu po podziemiach, w których walczymy z potworami i zbieramy cenne minerały.

    Poza tym gra jest cudna – na początku ciężko mi było się wciągnąć, ale gdy wyrosły mi pierwsze pietruszki to jakoś nagle wsiąkłem.

  4. mrkjad
    18:10 28.12.2016
    mrkjad

    190 godzin w Stardew i nie żałuję ani jednej. Dla mnie to idealny eskapizm – relaksujący i pocieszający. Trochę mi tylko smutno, że kończą mi się rzeczy do roboty. A i grałam na PC na kombinacji pad + klawiatura/mysz w razie potrzeby. Nie najwygodniejsza opcja ale mi akurat było tak najwygodniej.