Zmien skórke
Logo Polygamii

Rozstrzał między kickstarterową a sklepową edycją kolekcjonerską Torment: Tides of Numenera prowadzi do zamieszania

Figurka, która była dostępna za 2 tysiące dolarów
Burza w szklance wody czy zimna, marketingowa rzeczywistość godząca w najwierniejszych fanów?

Figurka, talizman, pudełko, wirtualna zbroja – cztery rzeczy, przez które na oficjalnym forum Torment: Tides of Numenera od dłuższego czasu trwają mniej lub bardziej uprzejme dyskusje na temat tego, co należy się osobom, bez których powstanie gry stałoby pod znakiem zapytania. Wspierający są bowiem niezadowoleni z różnic między edycją kolekcjonerską z Kickstartera a kolekcjonerką od Techlandu.

Bo różnice są – spore i raczej na niekorzyść najwierniejszych fanów, którzy przeznaczyli na grę dużo pieniędzy, zanim ta w ogóle miała jakąkolwiek postać. Edycja kolekcjonerska od Techlandu została ogłoszona w grudniu i składa się z trzech fizycznych elementów – wspomnianych wyżej figurki, talizmanu i ładnego pudełka – których nie zawierała droższa edycja kolekcjonerska z czasów Kickstartera. Dodatkowo figurka jest mniejszą kopią tej, która podczas zbiórki dostępna była tylko od 2 tysięcy dolarów. Fani nie mieli wtedy żadnej innej możliwości jej zdobycia.

Edycja kolekcjonerska od Techlandu
Edycja kolekcjonerska od Techlandu

Widzicie, do czego to zmierza? Część fanów czuje się potraktowana niesprawiedliwie przez inXile. Przyczynili się do powstania gry, zapłacili dużo, a teraz pierwszy lepszy gracz za mniejsze pieniądze może kupić edycję z gadżetami, których oni nie mają. Wspierający nie dostaną, oczywiście, nowych gadżetów gratis, ale nie mają też żadnej możliwości, by na przykład zaopatrzyć się w nie oddzielnie. Dla wielu to nawet nie tyle kwestia finansów; to kwestia szacunku. Jak pisze użytkownik cryocore:

Problem polega na wykluczeniu wspierających, mimo że byli przy projekcie od samego początku i są głównym powodem, dla którego ta gra w ogóle istnieje. Bez nas nie byłoby gry. Bez nas Brian [Fargo – przyp. red.] nie dogadałby się z Techlandem, by ten pomógł przy konsolowej wersji. Bez nas żadna z tych rzeczy by nie istniała. Dlaczego więc odmawia się nam dostępu do rzeczy, które narodziły się z naszej inwestycji? Wiem, że niektórych to nie obchodzi, i nie ma w tym nic złego. Jedyne, o co proszę, to żeby ci z nas, których to obchodzi, mieli dostęp do tych przedmiotów

Techland wspomniany w jego poście gra tutaj ważną rolę. Choć społeczności nie podoba się, że inXile nie chce w jakikolwiek sposób odnieść się do problemu, jeden deweloper pokusił się na forum o kilka słów wytłumaczenia:

Nigdy nie zapominamy o znaczeniu naszych wspierających i pomocy, jakiej nam udzieliliście. Nie ma dnia, w którym nie rozmawialibyśmy o obawach, jakie mogą mieć nasi wspierający. Kiedy daliśmy Techlandowi prawo do zarządzania konsolową i pudełkową, pecetową sprzedażą, uwzględniało ono możliwość oferowania specjalnych edycji dla swoich klientów. Podkreśliliśmy, że nie może być to nic lepszego niż to, za co płacili nasi wspierający i nie widzieliśmy szkody w tym, że zaoferują coś innego. Dostarczymy wszystko, co obiecaliśmy; nic się tutaj nie zmieniło

Jeden z wariantów edycji kolekcjonerskiej z Kickstartera
Jeden z wariantów edycji kolekcjonerskiej z Kickstartera

Niestety wypowiedź nie usatysfakcjonowała niezadowolonych fanów, którzy poczuli, że studio sprzedało się wydawcy, nie dbając o tych, którzy doprowadzili do powstania gry. Post mówi niby, że umowa nie pozwalała na oferowanie nic lepszego, ale jak widać dla wielu tańsza edycja z większą liczbą fizycznych gadżetów to „coś lepszego”. A nawet jeśli nie „coś lepszego”, to coś, czego nie dostali ci najbardziej zaangażowani i czego nawet nie mogą sobie teraz kupić we własnym zakresie bez wydawania pieniędzy na kolejną edycję kolekcjonerską. Poprosiliśmy Techland o komentarz w tej sprawie, ale od Pawła Kopińskiego (dyrektora marketingu) po kilku dniach dostaliśmy tylko to:

InXile jest odpowiedzialny za osoby wspierające na Kickstarterze, a my – niezależnie od nich – jesteśmy odpowiedzialni za sprzedaż pudełkowej wersji Tormenta i robimy wszystko, żeby dostarczyć grę w jak najatrakcyjniejszej formie. Torment: Tides of Numenera nawet w podstawowej wersji może pochwalić się ciekawymi dodatkami i wyróżnia się dzięki temu spośród standardowych edycji innych tytułów

Wygląda na to, że ustalenia inXile i Techlandu w kwestii edycji sklepowych mogły nie być wystarczająco precyzyjne, przez co teraz powstało całe zamieszanie. Bo przecież nie ma absolutnie nic złego w tym, że wydawca dba o to, by zaoferować graczom jak najatrakcyjniejsze wydanie. Wręcz przeciwnie.

Jednocześnie niezadowolenie wspierających z Kickstartera jest zrozumiałe, choć też nie dotyczy wszystkich, co jest źródłem ciągłych dyskusji na forum. Narzekającym zarzuca się, że robią z igły widły i nie rozumieją, jak działa rynek. Niektórzy nie przywiązują takiej wagi do gadżetów; dla innych z kolei liczą się i gadżety, i – przede wszystkim – szacunek, którego wyrazem miałoby być zaproponowanie przez studio Briana Fargo jakiegokolwiek rozwiązania. Na przykład możliwości kupna osobno figurki i talizmanu.

O komentarz poprosiliśmy również inXile Entertainment. Jeśli otrzymamy odpowiedź, wpis zostanie zaktualizowany. Za zwrócenie uwagi na sprawę dziękujemy Konradowi Kosteckiemu.

Patryk Fijałkowski


Przeczytaj także:

  1. „Nie popełnimy błędu Planescape’a.” Wywiad z głównym projektantem Torment: Tides of Numenera
  2. Piotr Fronczewski narratorem w Torment: Tides of Numenera
  3. Torment: Tides of Numenera – graliśmy na Xboksie One
  4. Gramy w betę Torment: Tides of Numenera i trochę cierpimy na nadmiar udręki [WIDEO]
  5. Brian Fargo dla Polygamii: „Złota era RPG-ów dopiero przed nami”
Więcej na temat:

  1. 02:39 13.01.2017
    JaroWars

    Nie śledziłem procesu kopzaczynania tej gry, więc może mnie ktoś naprostować, jeśli trzeba, ale jeżeli od samego początku było wiadomo, że Torment zostanie wydany również w edycji pudełkowej, która może różnić się od tej proponowanej wspierającym, to nie ma o czym mówić. Ale jeśli iXile dopiero w ostatniej chwili znalazł pudełkowego wydawcę, któremu dał wolną rękę w decydowaniu o dodatkowej zawartości własnego towaru, to ludzie mają wszelkie prawo domagać się wyjaśnień.