Zmien skórke
Logo Polygamii

PolecamyObcy: Przymierze – recenzja filmu. Ile Obcego w „Obcym”

Wiecie, że w kosmosie nikt nie usłyszy. Ale nie jest pewne, z jakiego powodu będziecie krzyczeć.

Facebook Twitter Google Wykop

To nie tylko powrót do uniwersum rzuconego na żer kilku obdarzonych odmienną wrażliwością reżyserów i poszatkowanego przez popkulturę nie do poznania w ciągu niemal czterdziestu lat. Tym był przecież w domyśle także „Prometeusz”, nawet jeśli pozbawiony obciążającego „obcego” w tytule, który zamiast „odpowiadać”, począł kreślić sobie tylko wiadomą mapę autonomicznej podserii. To również powrót Scotta do grona twórców zasługujących na szacunek, ponieważ nęcący z kin po jego odświeżającym, głośnym i docenionym „Marsjaninie”. Popatrzcie z tej perspektywy – nie mielibyście wysokich oczekiwań po „Przymierzu”, gdyby debiutowało chwilę po „Exodusie”, prawda? Tymczasem wiecie, że Ridley oraz science-fiction to nadal dobrany romans. Skoro zatem sequel „Prometeusza” reklamuje się już jako „Obcy”, mieliście prawo ustawić poprzeczkę wysoko.

Przymierzając się do wizyty w kinie, warto ostatecznie określić swoją opinię na temat poprzedniego okołoobcego filmu. Nie dajcie się zwieść rozwieszonym na przystankach plakatom – to jeszcze nie „Alien”, którego kochacie od młodości. Po takiego chyba lepiej zgłosić się do elektronicznej Izolacji. Ba, nie sądzę nawet, by w przyszłości filmowa seria mogła zatoczyć jakieś idealne koło. Jasne, że Scott powoli tłumaczy, czym tak naprawdę był ósmy pasażer Nostromo, lecz z nowonabytą świadomością trudno będzie wrócić do mentalnego tabula rasa, dzięki któremu kostium ksenomorfa tak mocno straszył. Reżyser ma wobec naszego ulubionego obcego zdecydowanie więcej szacunku niż Jean-Pierre Jeunet lub ktokolwiek tam odpowiedzialny był za obie inkarnacje sieczki z Predatorami (pamięć wypiera nieistotne informacje). Ale miesza. Miesza mocno.

Nie dajcie się zwieść rozwieszonym na przystankach plakatom – to jeszcze nie „Alien”, którego kochacie od młodości

Osobiście nie mam mu tego za złe. Bo wcale tak negatywnie „Prometeusza” nie wspominam. Naprawdę, odświeżyłem tę kontrowersję dzień przed „Przymierzem”. Największe problemy egzystecjonalnej draki z Inżynierami leżały na fundamentalnym poziomie – idiotyczne decyzje bohaterów („Jaki ładny syczący groźnie robal z ząbkami! Możesz go pogłaskać. Zaufaj mi, mam doktorat”) byłyby idiotyczne nawet gdyby film rzeczywiście jakoś się wiązał z „Obcym”. A że w genezę banalnego horroru reżyser wpycha poszukiwania odpowiedzi na Jedyne Istotne Pytania – mam wyrzucać 79-latkowi, iż chce nadać ludzkiemu życiu jakiś sens? Jest prawdopodobnie świadomy, że po dopięciu prequelowej serii pozostanie mu już niewiele wolnego czasu.

„Przymierze” jest zatem marketingowym dziwadłem. Przez kilka miesięcy ukrywania powiązań z „Prometeuszem” „spoilerem” nazwiemy nie drugą połowę filmu, w której hasa już stary, dobry ksenomorf, tylko bardziej intrygujące rozpoczęcie, gdzie tytułowy statek wyląduje na przepięknej planecie, a tradycyjny dla gatunku rozgardiasz zasponsorują odmienne stworzonka. „Spoilerem” byłoby również napisanie, że to „dwójka” „Prometeusza” pełną parą, że powrócą postaci z tamtego filmu, że Michaela Fassbendera na ekranie jest znacznie więcej niż Katherine Waterston, teoretycznej protagonistki. Że przychodzą rozczarowujące odpowiedzi na pozostawione wtedy znaki zapytania, a świeże tajemnice wcale nie zapowiadają „Ósmego pasażera”, tylko „Prometeusza trzeciego”, znowu z gościnnym występem samego Obcego. No i co – kto psuje Wam zabawę? Ja czy oni?

Warto jednak zacisnąć zęby, jeżeli pretensjonalny ton poprzednika mocno Was drażnił. Nie dlatego, że tym razem takowego zabrakło – oj nie, romantyczne roboty zagrają nawet na flecie – ale dlatego, iż otaczające go mięsko wypada fantastycznie. Ridley Scott nie popełniłby niechlujnego filmu. Nowe ciało niebieskie stworzył z tymi samymi ludźmi, dzięki którym tak wysoko cenimy wizualia „Marsjanina” czy „Prometeusza”. A gdy fajna, leniwa ekspozycja i perfekcyjnie zmontowane spacery po przerażających lasach wybuchną wraz z plecami pierwszego nieszczęśnika, robi się wyłącznie lepiej. Nowi drapieżnicy (neomorfy) znacząco podbijają stopień brutalności, a kompozytor (Jed Kurzel, którego chwaliłem już przy okazji „Assassin’s Creed”) nadaje polowaniu furiatyczny puls. Stawka tylko rośnie, bo na pokładzie statku kolonizatorskiego Przymierze drzemie przyszłość naszego gatunku, ponad dwa tysiące osób. Wyobraźcie sobie tam choćby jednego facehuggera. Ach, tak, tych stworzonek również nie zabrakło.

Świeże tajemnice wcale nie zapowiadają „Ósmego pasażera”, tylko „Prometeusza trzeciego”

Trudną do zaakceptowania wśród publiczności będzie pewnie próba złapania wszystkich srok za ogon. I dołożenia czegoś „od siebie” na dodatek. Tym ostatnim jest nowe, roślinne otoczenie oraz solidny ukłon w stronę body horroru. „Prometeuszowym” nazwiemy scenariusz, przez którego zawirowania posłuchacie dyskusji między „twórcami” a „dziełami” albo zobaczycie, jak mocne jest samouwielbienie Fassbendera. Ale jest też „alienowy” finał, z grasującym na pokładzie statku kosmicznego potworem, wysuwającą się drugą szczęką oraz twardą babką w podkoszulku. Teoretycznie „Przymierze” jest tym, czego oczekiwaliśmy od „Prometeusza” – dzięki tak sporej porcji fanserwisu. Z teorią bywa zaś tak, jak z kampanią marketingową. Wodzi czasem za nos.

Ja jestem zadowolony. Ba, chcę wiedzieć, gdzie ta historia wywędruje następnym razem. Nawet jeśli tłumacząc „Obcego” Scott cytuje już „Blade Runnera”, zbaczając całkowicie z kursu. Ksenomorfy wrócą na pewno. A mnie już średnio interesuje, jak trafią na LV-426.

Adam Piechota

  1. 17:46 15.05.2017
    radamanthyspl

    Z ogromnym żalem stwierdzam, że Ridley pokazał, jak zarzyna się serię. Jeśli Prometeusz oznaczał konieczność podpięcia Obcego pod respirator, to najnowsza część jest przyłożeniem poduszki do pyska (?). Film nie trzyma się kanonu (cykl rozrodczy obcego i detale z nim związane), reżyser się spieszy i batem pogania akcję do przodu czyniąc przeogromne skróty fabularne.

    Wizualnie na plus, ale poza kilkoma spekakularnymi obrazkami i sekwencjami nie ma tam nic, czego nie byłoby wcześniej (no, ok, nowością jest grawitacja ściągająca w nieważkości ciężarówkę w dół…).

    Ridley skończył się na kill’em all.

    Ukryj odpowiedzi()
  2. borek921
    18:52 15.05.2017
    borek921

    Ja się bardzo zawiodłem, chyba największy zawód w tym roku dla mnie. Prometeusz miał swoich przygłupich naukowców (w Covenant też ich nie zabraknie, spokojna wasza rozczochrana) ale naprawdę podobał mi się jego „pretensjonalny” ton. Próba wplecenia waznych egzystencjonalnych pytan w uniwersum Alien oraz tworzenie tej calej mitologii to byl ze strony Scotta ruch odwazny i ambitny, bardzo zaluje, ze ugiął się pod falą krytyki ludzi, ktorzy chcieli tego samego co dostali niemal 40 lat temu – sieczki z rąk ksenomorfa. Ta sieczka mnie juz nie bawi, nie straszy, nie ekscytuje. Prometeusz to bylo cos nowego i intrygujacego, nawet mimo rażącej głupoty pasażerów tego tamtego statku.

    Covenant olał wszystkie pytania, ktore Prometeusz stawial, olał caly setup, jakim bylo zakonczenie Prometeusza, tylko po to zeby zasypac ludzi fanserwisem. Wielkie rozczarowanie, zaluje, ze nie Scott nie pociagnal swojej pierwotnej wizji co do sequela Prometeusza. No coz, moze przy okazji Awakening dostaje swoje, choć szczerze mowiac – nie łudzę się już.

  3. 19:01 15.05.2017
    czaczi87

    To był słaby film. Zrobili z niego horror B-klasy, w którym z niedowierzaniem patrzymy jak nastolatki jeden po drugim dają się głupio powyrzynać. Tyle, że tu mamy nie nastoletnie panienki, a niby poważną ekipę kolonizacyjną z zawodowymi żołnierzami. Najbardziej rzuciło mi się w oczy kompletnie beztroskie podejście do eksploracji nowej nieznanej planety. Toż to durniejsza banda niż te przygłupy z Mass Effect Andromedy, a to już jest niemałe osiągnięcie. Fabularnie nowy Obcy leży i kwiczy, a jedyne co tam jest ciekawe to gra Fassbendera (swoją drogą to Hollywood eksploatuje go do porzygu). Nie polecam.

  4. Simplex
    21:07 15.05.2017
    Simplex

    „Ja jestem zadowolony. ”

    Ja też jestem zadowolony.
    Że nie poszedłem do kina.

    http://slwstr.net/pk3/2017/alien-covenant

  5. 00:02 16.05.2017
    PaczajWSerce

    Ciekaw jestem jaki nowy ‚Obcy’ zadowoliłby naszych kochanych hejterów. I tak sobie myślę, że… żaden. Taki film nie istnieje i nie zaistnieje w żadnym wszechświecie. To tak jakby zapytać „co musiałoby się stać zebyś był szczęśliwy”. Eeeeee, aaaa, no bo itp.

    Osobiście? Po kuble wody ze smianą stylistyki w Prometeuszu, Covenant odbieram nader przyjemnie. Przymykam oczy na oczywiste braki scenariusza, liczne klisze fabularne i zatapiam się w uniwersum Scotta, zostawiwszy uprzednio rozum w słoiku z formaliną. To jest SF, bez S. Przypominam, że pierwszy Obcy, a raczej Ósmy, również był z tej kategorii.
    Jestem za.

    Ukryj odpowiedzi()
  6. Aimagylop
    09:11 16.05.2017
    Aimagylop

    Kolejny film który uczula na współczesną popkulturową kinematografię, kolejny film który uczy żeby podchodzić do niej cynicznie, kolejny film Scotta który utwierdza w przekonaniu że facet stał się po prostu wyrobnikiem.

  7. 09:19 16.05.2017
    Sard

    Przyznam się, że obcego obejrzałem po raz pierwszy dopiero na maratonie, gdzie filmy leciały w kolejności: Prometeusz, Ósmy pasażer, Obcy 2 i na końcu przymierze. I czytając komentarze niedowierzam. Pierwszy jak i drugi obcy są tak słabymi filmami, nawet jak na tak starą kinematografię, ujęcia są chaotyczne, prowadzona akcja jest nudna biorąc pod uwagę czego dotyczy i tego jak się kończy, a kończy się napierdalaniem do wszystkiego co się rusza. Nie rozumiem, a chciałem i chcę dalej co jest takiego wyjątkowego w tych filmach, poza tym, że są po prostu słabe. I akurat prometeusz wybija się z tego wszystkiego na +, za to najnowsza część do połowy jest ok, a druga połowa to tak jakbym znowu oglądał ten sam film co 2 godziny temu.

    Ukryj odpowiedzi()
    • 09:20 16.05.2017
      Sard

      No i nie wiem, może jakbym obejrzał każdą z tych części w odstępach tygodniowych, to zrobiłyby na mnie lepsze wrażenie. Ale oglądając je jedna po drugiej mam wrażenie, jakbym oglądał jeden 8 godzinny film w którym schemat akcji powtarza się co 2 godziny.

      Ukryj odpowiedzi()
      • 10:58 16.05.2017
        Redemptor

        Tylko samo to po ilu latach sięgnąłeś po te filmy utwierdza nie tylko chyba mnie w przekonaniu, że Twojego zdania i opinii o ww arcydziełach raczej poważnie się nie bierze, bo nie gustujesz, nie lubisz, nie masz większej zajawki, pojęcia o tego typu obrazach.

        Ukryj odpowiedzi()
        • 21:46 16.05.2017
          Sard

          Oglądałem wiele filmów i starszych i nowszych, tamtych z tego okresu też. Fakt, że sięgnąłem po uniwersum obcego po tylu latach jest spowodowany brakiem zainteresowania tymi klimatami. Po zainteresowaniu się stwierdzam, że miałem rację, że go unikałem.

  8. 11:09 16.05.2017
    Redemptor

    Jak dowiedziałem się parę lat temu, że Ridley bierze się za wyjaśnianie pochodzenia tzw; mistycznego Space Jockeya byłem od razu przeciwny. Do tego jak zdradził, że nie akceptuje wszystkich innych filmów o Obcym prócz jedynki wiedziałem co się święci i byłem mocno sceptycznie nastawiony do pomysłu powrotu Ridleya do tematu. Cóż miałem nosa. Człek mia swoje lata, a jak wszyscy wiadomo na starość człowiek nie ma już tego czegoś co za młodu i osobiście uważam, ze Cameron był czymś wspaniałym co się temu universum przytrafiło, tak powrót Ridelya wręcz przeciwnie.

    Ukryj odpowiedzi()