Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeNo Man’s Sky – recenzja. Zaskakująco szybki powrót odkrywcy kosmosu

To największa galaktyka, w której przyjdzie wam się nudzić.

Choć pomysł na świat w No Man’s Sky intrygował mnie od zawsze – bo na początku przypominał jedną z fantazji, jakie tworzyliśmy w szkolnych ławkach, wiecznie stęsknieni za swoimi konsolami i pecetami – tak ogólne ciśnienie towarzyszące tej premierze było szokujące. Ludzie oczekiwali od zajawkowej gry bardzo małego studia zbawiciela branży.

Platformy: PC, PS4
Producent: Hello Games
Wydawca: Sony, iam8bit
Data premiery: 9.08.2016
Wymagania: Intel Core i3; 8 GB RAM; nVidia GTX 480 lub AMD Radeon 7870
Grę do recenzji udostępnił wydawca, zdjęcia pochodzą od redakcji

A teraz są zdziwieni, że daleko jej do tego „kosmicznego GTA”, którego chcieli. Ja od niemal roku i debiutu The Phantom Pain obiecałem sobie już nigdy nie wsiadać na taki pociąg. Dlatego byłem dobrą osobą do spokojnego zmierzenia się z kontrowersją No Man’s Sky.

Odyseja kosmiczna

Oddajmy cesarzowi co cesarskie. Rozmach gry jest po prostu niezrównany. Gdy pierwszy raz włączycie mapę kosmosu i oddalicie się o setki lat świetlnych od Waszej aktualnej pozycji, będziecie szukać szczęki po całym pokoju. Wyzwaniem na kilka tygodni byłoby tutaj dokładne zwiedzenie wszystkich otaczających Was systemów planetarnych. Gra do tego nawet zachęca, bo główny wątek – podróż do centrum wszechświata – zaznaczony jest tutaj bardzo umownie. Przewija się gdzieś w tle co najwyżej i wcale jakoś usilnie nie wraca. Mało tego. Złym pomysłem byłoby rychłe pędzenie za fabularnym króliczkiem. Im szybciej to zrobicie, tym prędzej upadnie cała iluzja.

Choć świat No Man’s Sky oparty jest o kilka sprytnych sztuczek, długo potrafi zaskakiwać. Jest to z pewnością zależne od miejsca, w którym obudzi się nasza niema postać na początku przygody, ale u mnie dziecięca radość poznawania czegoś nowego tliła się naprawdę długo. Chciałem dowiedzieć się możliwie najwięcej o proceduralnych kreacjach, na jakie trafiałem. Porównywałem dzień i noc na wszystkich planetach, szukałem idealnych punktów widokowych, dryfowałem bez sensu w kosmosie i napawałem widokami skalnych kolosów, które chciałem odwiedzić w następnej kolejności. Wiele czasu upłynęło, zanim poznałem wszystkie schematy, „odmiany” tutejszych ciał niebieskich.

Wiele czasu upłynęło, zanim poznałem wszystkie schematy, „odmiany” tutejszych ciał niebieskich

W najmniejszej skali, a zatem na powierzchni jednej planety, No Man’s Sky przypomniał mi o takim indyczku sprzed kilku lat o tytule Proteus. Podobne wrażenie. Ty, obca planeta i eksploracja jako jedyny sens najbliższej godziny zabawy. Małe odkrycia – gatunki zwierząt (przyjazne lub nie), roślin, poziom skażenia powietrza czy jego temperatura – oraz odkrycia duże, jak gigantyczne kratery, góry, bagna albo całe kontynenty. Jeżeli w danym świecie jesteśmy jako pierwsi w Internecie – a tylko raz trafiłem do odkrytego już systemu (kto wie, czy z tamtym graczem się nawet nie spotkałem?) – nic nie stoi na przeszkodzie, by wszystko to nazwać. Planeta Polygamia 1 z dziki redaktorami żyjącymi w jaskiniach pod powierzchnią ziemi? Być może kiedyś ktoś na nią trafi.

No Man's Survival

Wiem, jak dziwnie to zabrzmi, ale w dziele Seana Murraya robi się gorzej, gdy gra zaczyna na powrót być grą, a nie indyczym doświadczeniem. Ot, na przykład jak zaczyna nam brakować energii w kombinezonie. Zbieranie pierwiastków już po kilku godzinach cuchnie zakichanym obowiązkiem, który psuje zabawę. Surowców nie ma zbyt wielu, więc łatwo się nauczyć, jaki symbol na radarze jest tym aktualnie niezbędnym. A jednak ograniczone miejsce w ekwipunku oznacza nieustanną konieczność mdłego nim zarządzania, przesyłania materiałów na nasz statek i sprzedawania tego, co chwilowo nie będzie do niczego potrzebne. Co kwadrans system zaczyna piszczeć, co chwilę coś trzeba uzupełnić, zawsze brakuje miejsca.

Robi się gorzej, gdy gra zaczyna na powrót być grą.

A potem dochodzi konieczność wytwarzania ogniwa warpowego. Bez niego nie uruchomimy hipernapędu, a bez hipernapędu nie przelecimy do następnego systemu. Kilkudniowe doświadczenie pozwala skrócić czas „klejenia” piramidki materiałów pod ogniwo warpowe do dziesięciu czy piętnastu minut, ale raju, jakie to jest irytujące. Naprawdę, nawet nie zdajecie sobie jeszcze sprawy. Jeżeli mogę zasugerować jedyne rozsądne rozwiązanie – oszczędźcie sobie nerwów nieustannej galaktycznej gonitwy za hipernapędem. Opuszczajcie system dopiero po dogłębnej eksploracji. Raz na dzień na przykład. Inaczej wygaśnie w Was cały entuzjazm.

Pozostawia nam to ostatnie dwa kluczowe (według reżysera) aspekty No Man’s Sky: walkę i handel.

Galaktyczni stróżowie porządku zaatakują nas, gdy zrobimy się zbyt zachłanni przy zbieraniu surowców – co w grze, gdzie jest to tak istotne, możemy nazwać małym paradoksem. Potyczki można zakończyć stojąc w miejscu, o ile opanuje się celowanie (piszę, rzecz jasna, o wersji konsolowej), więc nie są właściwie żadnym zagrożeniem. Inaczej z bitwami kosmicznymi, których z pozoru banalna mechanika doprowadza mnie do białej gorączki.

Przyjemniej wypada kontakt z kosmicznymi kupcami. W każdym systemie dany materiał może być wyceniony wyżej lub niżej od galaktycznej średniej. Zapamiętując najbardziej wartościowe nazwy łatwo zatem szybko się wzbogacić. A będziecie chcieli mieć kasy jak lodu, bo kupno statku, który posiada dwukrotnie więcej miejsca w inwentarzu, to olbrzymie ułatwienie wszelkich obowiązków. Warto także poświęcić nieco czasu na naukę języków (słówka zbiera się niczym znajdźki w dowolnej grze z piaskownicą), bo na migi nikt jeszcze nie dorobił się fortuny.

Galaktyka w rytmie post-rocka

Widziałem takie krainy, których nie powstydziłyby się produkcje AAA.

Ile osób w sieci, tyle opinii o oprawie No Man’s Sky. Jeżeli jednak pamiętamy, jakiego rozmiaru zespół stworzył właśnie największy wszechświat w historii naszej branży, trudno ich nie pochwalić. Owszem, asteroidy w kosmosie atakują nas znienacka niczym wprawiony ninja. Okej, proces generowania na naszych oczach planety podczas lądowania w ogóle nie przypomina pierwszych zwiastunów (czasem istna dyskoteka).

Ale niech mnie świśnie, jeśli nie uwielbiam cykać fotek w tej grze. Widziałem takie krainy, których nie powstydziłyby się produkcje AAA. A przecież stworzone zostały przez maszynę, przypadkowo, bez żadnego artystycznego szlifu. Jeżeli zobaczycie chociaż połowę tego, co zwiedziłem ja, szykujcie się na estetyczną ucztę.

Wszyscy piszą o proceduralnych światach, jednak mało kto pamięta, że podobnie generowana jest tutaj ścieżka dźwiękowa. Dla mnie szczególnie istotna, bo z post-rockiem mam kontakt od wielu lat, podobnie jak z zespołem odpowiedzialnym za muzyczną oprawę NMS (65daysofstatic). Będzie czasem tak, że dziwaczna mieszanina ambientu i przesterowanych gitar nie zgra się z wyświetlanym na ekranie światem. No trudno. To tak jak te biedne stworzonka, które stają się bohaterami popularnych gifów – odpadki pracy gigantycznej taśmy produkcyjnej. Będą też jednak momenty, w których kliknie dosłownie wszystko, a delikatne uderzenia w klawisze sprawią, że jeden z miliardów horyzontów, które czekają w grze, zapamiętacie na zawsze.

Jeden z miliardów horyzontów, które czekają w grze, zapamiętacie na zawsze.

Odyseja homerycka

Dużo żółci tam wyżej wylałem, jednak nie zrozumcie mnie źle. Przez pierwsze dni będziecie zachwyceni tym tytułem. Efekt rozdziawionej paszczy towarzyszy wielu lądowaniom na zupełnie nieznanej planecie, nawet jeśli niektóre obiekty dorysują się dokładnie metr od Waszego statku. Drobne różnice, jak inny odcień nieba pomiędzy systemami albo wysoka radioaktywność z toksycznymi burzami na teoretycznie znajomej budowie planety, mają tutaj ogromne znaczenie, gdyż zmieniają charakter następnej godziny lub dwóch całego doświadczenia. A na pewno nie widziałem jeszcze wszystkich konfiguracji, jakie proponuje proceduralna formuła dziecka Hello Games.

Nie bez powodu przez ostatni tydzień na Polygamii codziennie pojawiał się Dziennik Odkrywcy Kosmosu. Znajomość z No Man’s Sky zawsze przebiegać będzie według jego wzorca. Wspaniałe pierwsze wrażenie, które utrzyma się w zależności od osobistych upodobań i nieunikniona równa pochyła w kierunku znudzenia. Powiecie „okej, ale może nam się spodoba na dłużej”. I tak może być. Nie szczędziliśmy Wam materiałów, więc sami wiecie, w jakim stopniu intryguje Was ten kosmos. Ale usiądźmy jak gracze z graczem i nastawcie ucha, bo szepnę prawdę – za drogie to na razie. Poczekajcie.

ZAGRAĆ?
MOŻNA
3.5

  1. JanMarian
    12:56 17.08.2016
    JanMarian

    Wow, bardzo rzeczowa recenzja, opinie niezaślepione hurraoptymizmem pierwszych godzin rozgrywki albo gniewem na to, że gra nie jest tym, czym nigdy nie miała być…
    Wyszło tak jak się spodziewałem – niezła produkcja, jedną nogą będąca indykiem, drugą siląca się na miano produkcji AAA…
    Zagram na pewno – jak będzie do kupienia za 80 zł. Więcej za pół-indyka z fajnym generatorem światów nie dam.
    Dzięki za dobrą recenzję.

    Ukryj odpowiedzi()
  2. 12:58 17.08.2016
    JoeDoe1984

    Niby to nudne (czas dotarcia do kolejnego ważnego punktu). Niby to schematyczne (pod kątem wykonywanych czynności, starć ze Strażnikami, różnorodności fauny). Niby to upierdliwe (uzupełnianie poziomów różnych „paliw”, skandalicznie mało miejsca w plecaku/pojeździe na cokolwiek). Niby to czasem technicznie ułomne (doczytywanie się geometrii)

    A jednak wracam. Dla tych kilku widoków powodujących ciary na plecach. Dla tego, żeby poczuć się jak kosmiczny Magellan. Żeby po raz kolejny zanurkować do nowego świata z pełną prędkością, otoczony płomieniami.

    Nie miałem hypu na tę grę. Nawet teraz nie kupiłbym jej za tę cenę. Dostałem od znajomego. Spędziłem w niej ponad 20 godzin i chcę więcej 🙂

    Ukryj odpowiedzi()
    • gsg
      13:03 17.08.2016
      gsg

      A odnośnie Magellana: z sieciowych materiałów odnoszę wrażenie, że nie ma we wszechświecie NMS miejsca, którego jakaś cywilizacja jeszcze nie liznęła. Wszędzie starożytne budowle, nadajniki i upierdliwe drony. Prawda to? Bo to tak jakby znów nazywać nasz Księżyc, choć siedział na nim i Twardowski i jacyś Amerykanie flagę zostawili 🙂

      Konieczność zapewnienia mechanik gry video zupełnie wygrała z dzikim i nieodkrytym?

      Ukryj odpowiedzi()
      • 13:13 17.08.2016
        JoeDoe1984

        Jak na razie odwiedziłem może z 10 różnych systemów, może z 20 planet. Mało tego, więc nie chcę mówić za całą grę, ale zawsze jest przynajmniej 1 stacja kosmiczna per system i (losowo generowana ilość – może być wiele) bazy zwierające 1-2 obcych per planeta. Raczej nie ma „pustych” systemów.
        Jednak mechanika gry jest tu górą.
        Ja będę tę grę sobie dawkował – nie będę spieszył się do centrum galaktyki. Max kilka godzin tygodniowo będzie miło zaspokajało moje ciągoty odkrywcy a jednocześnie nie będę znużony powtarzalną, przeszkadzającą mechaniką.

      • 13:37 17.08.2016
        Adam Piechota

        I niemal na każdej planecie choć jeden kosmita, z którym można dobić targu. Jest dokładnie tak, jak piszesz – wygrała growa mechanika

  3. gsg
    12:59 17.08.2016
    gsg

    Proteus, też przeszła mi przez głowę taka myśl, że na kilkadziesiąt minut spaceru w jakimś uroczym miejscu w zupełności wystarcza właśnie Proteus. I na pewno nie będzie miał kwaśnego, morderczego deszczu.

    Zastanawiam się, jak NMS sprawdziłoby się w mniej hardcore’owym trybie: gdyby np. grać po kilka godzin co weekend. No i niestety – mechanicznie to dość płytka zabawka oparta o przekładnie, zębatki i sprężyny za którymi w grach nie przepadam. A nasłuchać się i naoglądać mogę tytułu wszędzie w sieci. Aż chyba sobie znów odkurzę stare Mogwai.

  4. szpaqlec
    13:51 17.08.2016
    szpaqlec

    Na reddicie pojawila sie koszmarnie dluga lista z tym co autorzy zapowiadali, ze bedzie w grze, a co ostatecznie do niej nie trafilo. Wszystkie elementgy owej listy byly uzrodlowione cytatami tworcow i wypuszczonymi materialami marketingowymi. Lista wczoraj byla jeszcze dostepna dzis zostala juz skasowana, podobnie z dzieje sie z innymi watkami poruszajacymi w/w rozbieznosci. Hype byl bez dwoch zdan, ale tona sciemy ze strony Hello Games rowniez.

    Ukryj odpowiedzi()
  5. Sasilton
    15:20 17.08.2016
    Sasilton

    No Man’s Sky? More like, NO GUY BUY!

    Strasznie mi utkwił głowie ten suchar 😀

  6. Vries
    18:47 17.08.2016
    Vries

    Z rozmowy ze znajomym który w to gra dowiedziałem się o jeszcze jednej rzeczy która go ciężko wkurza – braku kosmicznej mapy. Chciał wrócić na swoją startową planetę i stracił pond godzinę próbując ją odnaleźć.

    Ukryj odpowiedzi()
    • 18:57 17.08.2016
      JoeDoe1984

      Mapa jest (klawisz M w statku w kosmosie) tylko koszmarnie niewygodna w korzystaniu (jak wiele elementów interfejsu). Jeśli nie nazywasz planet samodzielnie – raczej mała szansa na powrócenie do dawno odwiedzonych systemów. Dlatego ja teraz nazywam malownicze planety tak, żebym mógł je znaleźć.

      Bardzo przeszkadza mi też brak mapy systemu w którym jestem. Ogólnie bardzo dużo przeszkadza mi w tej grze. Ale gram – dla mnie ta gra ma to coś. 🙂

  7. Hrathen
    12:35 18.08.2016
    Hrathen

    Tak jak już ktoś tu wspominał – hype nie był taki bezpodstawny jak ludzie w różnych recenzjach starają się go przedstawić. Wszyscy piszą, że ludzie wyobrazili sobie co gra może mieć i teraz są rozczarowani, że tego nie ma. Nic bardziej mylnego – Jeszcze całkiem niedawno (4 miesiące temu, video na kanele YT IGN )Hello Games roztaczało wizję generowanego proceduralnie, w pełni działającego wszechświata. Czyli – w systemie jest gwiazda, wokół, której krążą po orbitach planety, wokół nich po orbitach księżyce, stacje itp. Planety kręcą się wokół własnej osi zapewniając cykl dobowy. Prezentowano to na gameplayu 4 miesiące temu – czy coś z tego zostało w grze? Nic. Nie ma gwiazdy ( jest elementem skyboxu), planety są zawieszone nieruchomo w przestrzeni. Mówiono o możliwościach lądowania na asteroidach -też brak. Gamepleye z filmików reklamowych pokazywały znaczenie większą różnorodność budowli niż faktycznie jest w grze. Pokazywały nawet portale przenoszące graczy między planetami – te pozostały, lecz są nieaktywne. I to raczej nie dlatego, że trzeba je uruchomić, ale dlatego, że HG nie zdążyło ich wyciąć, za to np. skaner ich nie wykrywa. Pokazywały Strażników w o wiele większych grupach niż w grze – itp itd. Jak ktoś sobie obejrzy co prezentowano jeszcze kilka miesięcy temu to będzie miał wrażenie, że to trochę inna gra od tego co dostaliśmy. I aby nie było – przedstawiane to było jako produkt finalny, który w takiej formie zostanie wydany, żadnego tam ostrzeżenia, że to wersja alfa, beta i , że zawartość gry może się zmienić.
    I ludzie na podstawie tego zbudowali sobie wyobrażenie o grze. To nie były fantazje, widzieliśmy to na gamepleyach, słyszeliśmy to z ust szefa HG. Jasne, jak słyszałem o grze 2 lata temu, bez faktycznych dowodów, to też podchodziłem sceptycznie, ale skoro szef studia prezentuje grę w kwietniu, a ówczesny termin wydania przypadał na czerwiec, to dlaczego mam uważać, że 2 miesiące przed wydaniem gry ściemnia odnośnie jej zawartości i mechaniki? Ale ok – życie to życie, nawet jeśli w ciągu tych 4 miesięcy zdarzyło się coś takiego, że trzeba to było wszystko pozmieniać – to studio mogło dać to jakoś do wiadomości. Tymczasem kompletnie świadomie HG jechało na opinii gry, która w momencie wydania już nie istniała. I to już jest trochę nie fair.
    Aby nie było – sam grę ,mam, gram i bawię się świetnie. To co zrobiło HG, nawet w tej formie jest imponujące, nie zaprzeczam i im tego nie odbieram. Jednak nie da się ukryć, że wizje, które przedstawiali trochę się rozminęły z rzeczywistością i nie można tu winić rozczarowanych ludzi. Od razu nasuwa się pytanie – czy te 4 miesiące temu ( w kategoriach gamedevu to właściwie końcówka prac) HG zdawało sobie sprawę, że nie dostarczą obiecanego produktu i pokazywało jedynie jakieś ograniczone dema, czy faktycznie coś się wydarzyło między kwietniem a teraz co uniemożliwiło zrobienie takiej gry jaką chcieli zrobić. Co jednak nie tłumaczy braku jasnej informacji dla ludzi śledzących ten tytuł.

    Ukryj odpowiedzi()
    • gsg
      13:45 18.08.2016
      gsg

      W gamedevie (ale ogólnie w dużych projektach informatycznych też) często pracuje się tak, że do projektu dodaje się dużo funkcjonalności, z których wiele później z różnych względów wypada – bo np. docelowy sprzęt nie jest w stanie ich udźwignąć wydajnościowo. Stąd głośne sprawy o downgradzie graficznym wielu tytułów w ostatnich latach, ale pewnie spokojnie i NMS można pod tę kategorię podpiąć. Przeczytaj wywiad Poly z założycielem GameDev School, jeśli przegapiłeś, rzuca trochę światła na to jak się różni pierwszy projekt gry od jej ostatecznego kształtu:
      http://polygamia.pl/twoje-weekendy-nie-wygladaja-inaczej-niz-napieprzanie-gier-wywiad-z-zalozycielem-gamedev-school/

      A osobiste doświadczenie w QA podpowiada mi, że obcinanie funkcjonalności produktu to jeden z popularniejszych sposobów na „naprawę” błędów 🙂

      I właśnie dlatego warto przed zakupami polegać na recenzjach. Ja w ciemno kupuję tylko Soulsy i TESy – bo wiem, że niezależnie od obietnic, to będzie moja filiżanka herbaty. Problem z NMS jest taki, że nikt, albo jeśli już to niedostatecznie głośno, nie powiedział przed premierą, że kilkuosobowy zespół Hello Games nie ma szans na satysfakcjonujące zaimplementowanie takiej ilości mechanik w tak ogromnej grze. Bo że próbowali, to, jak sam zauważasz, widać po trailerach. Może coś niecoś zobaczymy w aktualizacjach. Oby to nie były płatne rozszerzenia.

      Ukryj odpowiedzi()
      • Hrathen
        11:39 19.08.2016
        Hrathen

        Rozumiem, dlatego właśnie napisałem, że w sumie rozumiem, że od prezentacji w kwietniu wiele mogło się zmienić. Problem mam z brakiem informacji o „lekkich” zmianach jakie zaszły w grze w przeciągu 3 miesięcy – gra osiągnęła złoto 7.07, wiec zakładam, że to moment w którym gotowy był finalny kod, który poleciał do tłoczni. W przeciągu następnego miesiąca nikt nawet się nie zająknął, że coś uległo zmianie w stosunku do wcześniejszych prezentacji. Nie wiem czy to było działanie ze strony HG, czy może Sony dało odgórnie taki przykaz, ale nie ulega wątpliwości, że nie było to czyste zagranie i nie ma się co dziwić, że dla wielu ludzi, różnica w tym co miało być ( a nie rzeczami wymyślonymi jak to wielu stara się podkreślić), a tym co jest okazała się zbyt duża, i stąd ta fala negatywnych opinii. Nie przeczę, zapewne są osoby, które spodziewały się po tej grze więcej niż po połączeniu GTA z Mass Effectem, ale nie było ich znów tak dużo.

  8. 15:17 24.08.2016
    LorDex

    Bardzo rzetelna i profesjonalna recenzja. Przyjemnie sie czyta. Dziekuje, Adam 🙂