Zmien skórke
Logo Polygamii

Michał Kiciński: "Gry przestały mnie kręcić koło trzydziestki"

Jaka jest prawdziwa cena sukcesu Wiedźmina? Założyciel CD Projektu szczerze o depresji, szukaniu szczęścia i planach na przyszłość.

Jutrzejsza premiera dodatku Krew i Wino do Wiedźmina 3 to koniec epoki, która rozpoczęła się w 2007 roku od premiery pierwszej gry. To ostatni dodatek do Dzikiego Gonu. On z kolei wieńczy wiedźmińską trylogię. A być może i całą serię, bo obecnie żadna jej kontynuacja nie jest planowana.

Wiedźmin od razu spodobał się na świecie, a najnowsza odsłona absolutnie zdominowała zeszłoroczną rywalizację o miano najlepszej gry roku. Światowe media, do spółki ze swoimi czytelnikami, przyznały to miano Dzikiemu Gonowi 254 razy. Drugi w tej klasyfikacji Fallout 4 zebrał tylko 58 takich wyróżnień. Przepaść to mało powiedziane.

Ale gigantyczny sukces ma też drugą stronę. Przez CD Projekt i CD Projekt RED przez lata przewinęło się mnóstwo ludzi. W zakulisowych rozmowach często przyznają, że zdobyte doświadczenie było bezcenne, ale w wielu wypadkach presja rywalizowania o najwyższe laury w branży była zbyt wielka. Nie omijała ona nawet szefostwa. W rozmowie z Newsweekiem Michał Kiciński – współzałożyciel CD Projekt RED – zwierza się, że dziś miarą sukcesu jest dla niego możliwość regularnego przesypiania nocy. Osiągnął ją dopiero dzięki wytężonej pracy… nad samym sobą:

Lecąc do ośrodka medytacyjnego w Indiach, miałem za sobą 20 dni bezsenności. Nie zasnąłem nawet w samolocie. W ośrodku medytacyjnym zabrali mi komputer, telefon, myślałem więc, że w końcu poczuję ulgę. I nie spałem przez kolejne dwie noce.

Idę o zakład, że nie brakuje wśród Was marzycieli, którzy chcieliby być „drugim Kicińskim”. Hobbystyczną fascynację grami przekuć w założenie z kumplami firmy, która potem stworzyłaby światowy hit, do którego teraz będą porównywani dużo zamożniejsi potentaci branży.

Żyć nie umierać. Od gali nagród, do gali nagród. Hajs się zgadza, wszyscy – nie wyłączając 4chana – chwalą. Zmartwienia są dla innych. Tylko jakoś nie pamięta się, że kogo z branży nie zapytać, ten odpowie, że tworzenie gier to praca. Ciężka. Czasem, jak w przypadku Kicińskiego, wyniszczająca:

Pamiętam, jak osiem lat temu dostaliśmy nagrodę Przedsiębiorcy Roku. Widziałem niedawno zdjęcie, na którym wręczano nam statuetkę. Uśmiechnięty facet sukcesu, a ilość cierpienia była we mnie wtedy niewiarygodna. Miałem rozwaloną nogę, bo w tym stresie tak pospinały mi się mięśnie, że pękło mi wiązadło w sytuacji, w której nie powinno. Prawda o tamtym czasie jest taka, że czułem się jak wrak człowieka.

Ponoć, gdy kochasz to co robisz, to nie przepracujesz w życiu ani dnia. Tyle tylko, że czasem działa to na opak.

Gry przestały mnie kręcić koło trzydziestki, bo z nich wyrosłem. Dlatego też przestała mnie fascynować praca. Stała się za to gigantycznym obciążeniem. Mieliśmy kilka potknięć, które wiele nas kosztowały – byliśmy w tarapatach finansowych, tonęliśmy w kredytach.

„Koło trzydziestki” dla człowieka urodzonego w 1974 roku oznacza czas, gdy do premiery pierwszego Wiedźmina mieliśmy jeszcze jakieś 3 lata. Karuzela dopiero nabierała rozpędu.

fot. www.parkiet.com
fot. www.parkiet.com

Na przełomie 2010 i 2011 roku Kiciński zrobił sobie urlop, który poświęcił na medytację. Ostatecznie wrócił do firmy, ale wydaje się, że w jego planach na przyszłość materialny sukces, gloria i pieniądze nie są już tak ważne. W Forcie Traugutta w Warszawie chce otworzyć ośrodek, w którym przewodnicy duchowi będą uczyć technik pomagających w zmaganiach ze stresem. Sam jeszcze nie poradził z nim sobie do końca.

Cieszyło mnie, że osiągam sukcesy, ale nie dlatego, że robię coś lepszego od innych, tylko że po prostu dobre. Najwięcej radości przyniósł mi jednak trzeci „Wiedźmin”, bo on mnie najmniej kosztował. Gdybym wcześniej miał tę wiedzę o sobie, nie zapłaciłbym takiej ceny. Zainwestowałbym w rozwój osobisty, żeby przejść przez ten sukces w równowadze.

W ten sposób chce pomagać innym odejść od pędu, jaki wymusza na nas cywilizacja Zachodu. Zwolnić, przestać się zamartwiać, skupić się na teraźniejszości i odnaleźć szczęście zamiast ułudy wolności. Sam wierzy w karmę i reinkarnację, co nadaje tym staraniom szerszą, bo wykraczającą poza jeden żywot, perspektywę.

Pamiętam, jak mój tata nie mógł się nadziwić, kiedy w wieku siedmiu lat wytłumaczyłem mu, jak ma zorganizować sklep, żeby dobrze szedł handel. Zrobił duże oczy i spytał: „Michał, a skąd ty to wszystko wiesz?”. Odpowiedziałem, że to oczywiste, upierał się, że nie. Uważam, że miałem to przetrenowane wcześniej.

Koniecznie przeczytajcie całość rozmowy. Jest fascynująca. Może nawet trochę szokująca, skoro w wywiadzie z jednym z ludzi kluczowych dla gigantycznego sukcesu najważniejszej polskiej gry, Wiedźmin jest w zasadzie tłem i odskocznią do rzeczy – zdaniem Kicińskiego – ważniejszych.

Fajnie też przeczytać w mediach głównego nurtu artykuł, w którym gry wideo traktuje się jak każdy inny biznes, z jego blaskami i cieniami. Wszak to w Newsweeku półtora roku temu znaleźliśmy krótką, aczkolwiek pełną ignorancji, rozprawkę o tym, jak płytkie i bezwartościowe są gry. Pech chciał, że jej autor oparł swoje rozważania o This War of Mine, więc śmiechu było potem co niemiara.

[źródło: Newsweek]

Maciej Kowalik

Więcej na temat:

  1. lucand
    13:02 30.05.2016
    lucand

    Sam jako programista zastanawiałem się nad pracą w branży growej, ale po wielu komentarzach od osób, które pracują w tym przemyśle szybko doszedłem do wniosku, że w gry dużo fajniej się gra niż je tworzy.
    Do CDP Red mam dosłownie 2 minuty drogi od miejsca, w którym pracuję i czasem spotykam tych ludzi i wszyscy potwierdzają, że praca w tej branży bardzo pochłania czas i życie do tego stopnia, że po powrocie do domu nawet nie masz już czasu, czy ochoty by w coś pograć.
    Do tego goniące terminy i ogrom pracy, którą trzeba wykonać.
    Dotarliśmy do punktu, gdzie tworzenie dużych gier jest tak złożone i skomplikowane, że nieraz przebija pod względem budżetu hollywoodzkie filmy(gdzie duży % idzie do samych aktorów, a nie na faktyczną produkcję i włożoną pracę).
    Poza tym, gdy film już trafi do kin, to nikt nie wymaga od producentów, by kręcili od nowa scenę w filmie fantasy, bo któremuś z aktorów wystaje zegarek z pod rękawa, a w przemyśle gier bugi się łata wiele miesięcy, czasem nawet lat po premierze…

    Ukryj odpowiedzi()
  2. Lord Bart
    13:08 30.05.2016
    Lord Bart

    Też mocno przeżyłem co REDzi zrobili z wiedźminem Sapkowskiego…

    Ukryj odpowiedzi()
  3. 13:46 30.05.2016
    DontBeSoRambo

    Ja pracuję w księgowości i też znam ludzi który nie śpią po nocach tylko martwią się rozliczeniami. W finansach i audycie jest jeszcze gorzej, znam kolesia który w styczniu zafakturował 300 godzin pracy to jest 10 godzin dziennie (w weekendy też).
    Widać że branża gier też tak ma i że są ludzie który tego stresu nie wytrzymują i muszą sobie jakoś pomagać (medytacja to całkiem dobry pomysł, w porównianiu z alkoholem czy nakotykami). Ogólnie w wiek około 30 to bardzo produktywny czas w życiu człowiek w szczególności kiedy ma rodzine. Rozumiem Michała że cieżko było mu wytrzymać presję bycia szefem, bo wtedy decyzje są jak w wiedźminie – niejednoznacze i szanuję go za to że tak ładnie sobie radzi z tym stresem.

    Moim jednak zdaniem to … trzeba się wyluzować, nie ważne co robisz i jakie masz odpowiedzialności – musisz się wyluzować. Chirurg, astronauta i nurek jakoś potrafią wykonywać swoją pracę a potem być na ludzie, więc i szef dużej firmy musi sie tego nauczyć. W przeciwnym razie albo trumna ale ostre ćpanie, ja uważam że lepiej zwyczajnie trochę wyluzować.

    Ukryj odpowiedzi()
    • 15:53 30.05.2016
      JaroWars

      Nie wiesz, jak to działa? Prasa, a zwłaszcza, tak jak Newsweek, skierowana do mocno zradykalizowanego odbiorcy nastawione na równie skrajne emocje, nie może po prostu zrobić wywiadu z gościem, który mówi, że zrobił hajs, ale trochę się przy tym napocił. Musi być walka, musi być zwątpienie, musi być cierpienie. Przy autoryzacji wygląda to pewnie tak:

      – Jezus, przecież ja po prostu trochę przeholowałem, a wy tu robicie ze mnie jakiegoś schiza z myślami samobójczymi!
      – No ale co, byłeś pan w Indiach medytować?
      – No byłem, ale…
      – I chcesz pan robić podobne ośrodki w Polsce?
      – No może przeszło mi kiedyś przez myśl, ale…
      – To łap pan za długopis, podpisuj, bierz kasę i do widzenia.

      Ukryj odpowiedzi()
      • 16:24 30.05.2016
        DontBeSoRambo

        W sumie to nie wiedziałem, ale rzeczywiście to co piszesz rozświetla mi teraz sytuacje.

        Dzięki za merytoryczną i satyryczną odpowiedź 🙂

        Ukryj odpowiedzi()
        • Pongo
          17:59 30.05.2016
          Pongo

          Tylko weź pod uwagę, że jest to wywiad z facetem, którego majątek wycenia się na około 300 mln zł. Jeżeli już ktoś komuś płaci za ten wywiad, to raczej pan Kiciński płaci Newsweekowi. Poza tym takie wywiady zawsze są autoryzowane.

          Ukryj odpowiedzi()
          • 18:40 30.05.2016
            JaroWars

            Pisałem o autoryzacji. W całej tej sprawie nie jest nawet istotne, od kogo wyszłaby inicjatywa wywiadu, ani jego „poprawek” (oczywiście nie twierdzę, że oryginalny tekst nie odpowiada zamieszczonemu w Newsweeku minus wszelkie „ekhem”, „no” albo „znaczy”, uważam po prostu, że jest to wysoce nieprawdopodobne), bo liczy się to, że opublikowana treść idealnie wpisuje się w interesy obydwu stron: „Newsweek” dostaje swoją łzawą historyjkę, a Kiciński umacnia swój wizerunek dobrego wujka branży, który sam doszedł do swojego sukcesu, a dzięki temu rozumie i szanuje prawdziwych graczy, nie co to ci pejsaci z EA czy Ubisoftu z symbolami dolara zamiast źrenicami – wizerunek, który może być prawdziwy albo nie, ale bez wątpienia przynosi duże profity (zresztą tak było z Gabenem).

            Ukryj odpowiedzi()
            • Pongo
              19:05 30.05.2016
              Pongo

              Z tym pełna zgoda. Wiadomo że korzyść musi być obopólna. Chodziło mi o to, że korzyścią dla Kicińskiego jest promocja własnej osoby, kreacja wizerunku, a nie kasa jak sugerowałeś pod koniec: „podpisuj, bierz kasę i do widzenia”.

            • 02:08 31.05.2016
              Sarr

              Tu nie chodzi o żadne kreowanie wizerunku ani ściemę. Kiciński był zwyczajnie szczery, bo on akurat widzisz może. Nie musi się bać niezbyt światłych, niezbyt mających pojęcie o świecie i ludzkiej psychice typkach. Ma sporo szersze horyzonty – i dlatego to on zarobił 300 milionów, a nie np. Ty. Mimo problemów z psychiką, która towarzyszy najinteligentniejszym i często najbardziej wartościowym ludziom. Pozdrowiska.

            • 16:19 31.05.2016
              festine

              Jaki szacunek może mieć wśród graczy gość, który mówi, że z gier wyrósł koło 30stki. Chyba że ma się 15 lat …

      • 02:05 31.05.2016
        Sarr

        Że co? 😐 Toś wymyślił panie farmazon nad farmazony. Szczególnie Michał Kiciński, milioner z majątkiem szacowanym na 300 milionów złotych powiedział to dla pieniędzy. Chyba żartujesz.
        Problemem jest wyłącznie Twój niedouczony sposób myślenia. To że ktoś ma myśli samobójcze czy tak drastyczny stres nie oznacza że jest „schizem”. Wykazujesz się totalną ignorancją, wstyd, zapoznaj się lepiej z chociażby podstawami psychologii…

        Ukryj odpowiedzi()
  4. 16:21 04.06.2016
    japko

    Nie zazdroszczę ani jemu ani ludziom, którzy pracują w CDP.RED. Niech założą Fightclub zanim zaczną wyglądać jak Christian Bale w Mechaniku.