Zmien skórke
Logo Polygamii

Kingdom Come: Deliverance nie będzie miało otwartego zakończenia. Ale od czego są modderzy?

Dzięki scenie gra może pożyć dłużej, niż kilkadziesiąt godzin potrzebnych na skończenie kampanii.

Wydaje mi się, że ludzie nie do końca wiedzą, czym będzie Kingdom Come: Deliverance. Bo faktycznie, oglądając materiały z rozgrywki można odnieść wrażenie, że trochę w tym Mount & Blade: Warband albo bardzo otwartego RPG. Spotkałem się nawet ze stwierdzeniem, że gra Warhorse Studios jest trochę jak Wiedźmin, tyle że w średniowiecznych Czechach i bez potworów.

Częściowo winą za błędne postrzeganie można obarczyć samych deweloperów, którzy dopiero od niedawna zaczęli serwować nam kolejne zwiastuny i szersze informacje o grze. Powiem szczerze, że sam nie do końca wiedziałem, o co w tym wszystkim chodzi, dopóki nie zagrałem najpierw w bardzo wczesną alphę dla wspierających z Kickstartera, a potem już w wersję bliższą finalnemu produktowi.

I tutaj trzeba raz jeszcze podkreślić to, co mówią twórcy: owszem, Kingdom Come: Deliverance jest grą z otwartym światem, ale jednocześnie posiadającą spójną historię, po skończeniu której ujrzymy napisy końcowe. I nic więcej. Mnie to cieszy, bo w większości przypadków otwarte zakończenia wyglądają tak, że po prostu możemy sobie pobiegać po mapie i dokończyć to, co pominęliśmy podczas przechodzenia głównego wątku. Ma to swój urok, ale ile można?

No chyba, że gra oferuje też jakieś wartościowe DLC, ale w sumie do tego otwarte zakończenie potrzebne nie jest, a poza tym Warhorse Studios nie przewiduje żadnych dodatków do swojej gry. Co innego mody, które będą wspierane i które mogą znacząco wydłużyć cykl życia Kingdom Come. Wiecie, Fallout: New Vegas żyje do dziś właśnie dzięki dodatkom tworzonym przez społeczność.

Co prawda nie do końca wiadomo, jak to wsparcie miałoby wyglądać, albo inaczej – jak zaawansowane będzie, ale w dziale poświęconym modom na forum gry już pojawiają się pierwsze projekty. Na razie bez konkretów, bo dopóki gra nie wyjdzie (co swoją drogą nastąpi już 13 lutego), nie można niczego stworzyć. Są zatem pomysły na przeniesienie gry do średniowiecznej Japonii, zmiany w interfejsie, nowe przedmioty, bitwę pod Grunwaldem… Ale są też projekty bardziej przemyślane, jak mod Seven Kingdoms.

Nazwę możecie kojarzyć, jeśli gracie w Total War: Attila, bo modyfikacja ta przenosi grę Creative Assembly do „Pieśni lodu i ognia” George’a R. R. Martina. Tam jednak nie udało się to do końca ze względu na kiepskie wsparcie modów. Stąd decyzja twórców o przejściu na inną produkcję.

Tylko znowu – nie wiemy, jak będzie to wszystko wyglądało i czy w ogóle dodatki tego typu będą możliwe. Wydaje mi się, że to kolejny raz, kiedy próbuje się zrobić z Kingdom Come coś, czym ta gra nigdy nie będzie. Ale czas pokaże, premiera za niecałe dwa tygodnie.

Bartosz Stodolny

Więcej na temat: