Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeDreamfall Chapters – recenzja. Dedykowane wszystkim Krukom

Po 17 latach podróż dobiegła końca.

Facebook Twitter Google Wykop
Początek, rozwinięcie i zakończenie końca

Kiedy w 1999 roku April Ryan miała dziwaczny, niezwykle realny sen, w którym ucięła sobie pogawędkę ze smokiem, nikt chyba nie spodziewał się, że na zwieńczenie tej przygody przyjdzie nam czekać 17 lat. 17 lat! Nastolatkowie idący do liceum są młodsi od tej historii. YouTuberzy są młodsi od tej historii. Sam pewnie słaniałem się z przerażenia w związku z pierwszym dniem szkoły, gdy April po raz pierwszy zaczynała dostrzegać, że w jej rzeczywistości coś nie do końca gra.

Z drugiej strony ktoś mógłby powiedzieć, że zwieńczenie przygody otrzymaliśmy już wtedy, u schyłku XX. wieku, bowiem zarówno Dreamfall z 2006, jak i Dreamfall: Chapters koncentrują się na innych postaciach, poruszają zupełnie inne wątki Stark i Arkadii…

Dreamfall Chapters

Cóż, o ile w przypadku pierwszego Dreamfalla jest to prawda, o tyle Chapters bardzo ochoczo czerpie z dobrodziejstw Najdłuższej Podróży. Ilość wątków i nawiązań wyciągniętych z „jedynki” jest naprawdę duża; niektórzy zobaczą w tym natrętny „fanserwis”, ale uwierzcie, twórcom daleko do podlizywania się. Już pierwsze sekundy gry to scena, która rozwścieczy każdego fana właśnie dlatego, że nie jest tak, jak byśmy chcieli.

Widzę tutaj raczej świadomość bogatego uniwersum i zabawę jego wyrzeźbionymi 17 lat temu komponentami. Głównymi bohaterami wciąż są Zoë oraz Kian, a ich podróż kontynuowana jest w punkcie, w którym urwał ją 10 lat temu Dreamfall. Zoë jest zatem w śpiączce – te wymuszone wakacje od rzeczywistości spędza, ratując zagubione dusze w Storytime, fundamencie wszystkich opowieści. Kian czeka z kolei w arkadyjskim więzieniu (ale się oksymoron przypałętał) na egzekucję. Wiecie, za zdradę stanu. A potem oczywiście ich sytuacja się zmienia i para protagonistów zaczyna walczyć o dobro sąsiadujących ze sobą światów nauki i magii. A może nauki… i nauki?

(…) Chapters bardzo ochoczo czerpie z dobrodziejstw Najdłuższej Podróży

Kijan
Prison Break: Kian Edition
Zoë to zapamięta

Fabuła Chapters przez pierwsze cztery księgi trzyma wysoki, zadowalający poziom. Twórcy zdają się mieć większą kontrolę nad prowadzonymi wątkami niż w przypadku Dreamfalla, wszystko jest spójniejsze i w ciekawy sposób ze sobą koresponduje. Mamy dynamikę, mamy frapujące tajemnice, na których czele stoją klimatyczne interludia z pewnością wywołujące rumieńce u każdego fana serii… Twórcy nie boją się też ciężkiej tematyki i mocnych scen – wątek zagłady istot magicznych przybiera tutaj najciemniejsze barwy, a nawiązania do nazistów stają się tak dosłowne jak podczas przemowy generała Najwyższego Porządku w „Przebudzeniu Mocy”. Na tym podstawowym poziomie wciąż mamy jednak do czynienia z baśniową opowieścią pełną przepowiedni i magicznych kamieni – nie tak uniwersalną jak Najdłuższa Podróż, ale jednak.

Fabuła Chapters przez pierwsze cztery księgi trzyma wysoki, zadowalający poziom. Twórcy zdają się mieć większą kontrolę nad prowadzonymi wątkami niż w przypadku Dreamfalla (…)

Chapters wprowadza do gry nie tylko odcinkową formułę, ale i wybory moralne tak rozpropagowane w ostatnich latach przez Telltale. Mały, obracający się symbol Równowagi w prawym górnym rogu to odpowiednik „X zapamięta to” informujący, że nasza decyzja będzie miała jakieś znaczenie w przyszłości. Są też duże, niekiedy kluczowe dla opowieści wybory – wtedy cały świat zwalnia i pojawiają się dwie opcje do wyboru. Niekiedy ściga nas czas, innym razem mamy wieczność slow motion na zadecydowanie czy, dajmy na to, zataić coś przed sojusznikiem. Możemy też podejrzeć, jaki procent graczy podążył daną ścieżką. Gdy natomiast podejmiejy decyzję, tryby Równowagi przestawiaja się z łoskotem, co klimatycznie i bardzo, bardzo dobitnie komunikuje nam: COŚ SPIEPRZYŁEŚ ALBO I NIE, KTO WIE, ZOBACZYSZ W PRZYSZŁOŚCI.

Czy wybory faktycznie coś zmieniają? Tak. Może nie jest to spektakularne, ale jednak w pierwszej księdze w zależności od naszej decyzji dostajemy zupełnie inny scenariusz w Stark, innym razem reperkusje prowadzą do śmierci pewnych postaci lub definiują relacje z nimi… Zdarza się nawet moment, w którym nieszczęście na przyjaciela sprowadza nasza nieuwaga. Warto się zatem pilnować. Oczywiście w parze z tymi ważnymi wyborami idzie garść klasycznych dla tego mechanizmu iluzji, ale nikogo nie powinno to chyba dziwić czy oburzać. Swoje zadanie spełniają – sprawiają, że się denerwujemy i naprawdę poświęcamy wiele uwagi na rozważenie naszych wyborów. Te, warto dodać, są niejednoznaczne i często trudno zdecydować, jak się zachować. Brawa dla twórców. W połączeniu z urokiem serii, historią i mnogością nawiązań dostajemy grę, od której trudno się oderwać.

Najbardziej cieszą te mrugnięcia, które nie są oczywiste. Kiedy podczas zwiedzania Marcurii coś subtelnie drga w środku, więc porównujemy zakurzone screeny z Najdłuższej Podróży i uświadamy sobie, w jak ważnym miejscu się znajdujemy… Niesamowite. Kian nie rozumie, gdzie stoi, nie wie, że wiele lat temu April miała tutaj ważny interes. Przechodzą nas ciarki wynikające z sentymentalnej atmosfery i naszej wyższości nad protagonistą. Pojawia się też pytanie, które podczas przygody w różnych sytuacjach wróci kilkukrotnie: to tylko drobny prezent dla kumatych czy zapowiedź wątku, który każdy fan chciałby z pewnością zobaczyć?

dream
Wit to jedna z postaci, które niby są, ale ich potencjał nie jest wykorzystany nawet w jednej piątej.
dream2
Przed Wami jeden z najciekawszych wątków gry
Przyzwoity numer dwa
Niestety, The Longest Journey Home – przygodówka point and click zapowiedziana w 2013, która byłaby bezpośrednią kontynuacją Najdłuższej Podróży i przygód ukochanej April – prawdopodobnie nigdy się nie wydarzy. Pozostaje nam więc to, co w kwestii April i całego uniwersum ma do zaoferowania Dreamfall Chapters.

W Chapters w ogóle ciągle ktoś powraca. Gra o wiele silniej niż pierwszy Dreamfall nawiązuje do początku przygody, a nawet kiedy tego nie robi, wciąż ma wystarczająco dużo wdzięku, by wprowadzać nowe, charyzmatyczne postacie, z Enu, Queenie i Shitbotem na czele. Bo nawet kiedy opowieść zwalnia czy częstuje nas czymś niezadowalającym, zawsze broni się mistrzowską grą aktorów głosowych i skrzącymi błyskotliwością dialogami. W tej kategorii Chapters to absolutna ekstraklasa.

Humor charakterystyczny dla serii również jest na swoim miejscu. Żarty są inteligentne, a powracający gag związany z dwuznaczną nazwą marcuriańskiej karczmy w pewnym momencie rozbawił mnie do łez. Komiczny prym wiodą Shitbot, Enu, Kruk (oczywiście, że jest!) i Zoë. Ta ostatnia co prawda zbyt mocno przypomina April, ale po jakimś czasie przestaje to gryźć. W pewnym momencie twórcy pukają nawet na chwilę w czwartą ścianę, gdy Zoë w przypływie autokrytycyzmu podczas rozmowy przyznaje, że kiepskie z niej zastępstwo za April, a Kruk rzuca w odpowiedzi, że jest „przyzwoitym numerem dwa”.

Kruk
Kruk jest płomykiem całej serii

Bo nawet kiedy opowieść zwalnia czy częstuje nas czymś niezadowalającym, zawsze broni się mistrzowską grą aktorów głosowych i skrzącymi błyskotliwością dialogami

Jeden z najlepszych utworów w grze

Scenariuszowym problemem Chapters – poza piątą i ostatnią księgą, o której na koniec – jest jednak nadmiar postaci drugo i trzecioplanowych. Wielu bohaterów ma w sobie dużo potencjału, ale giną oni w nawałnicy wątków i tłumie sobie podobnych. W rezultacie często mamy wrażenie, że napotkane osoby są zaledwie napoczęte. Niekiedy gra zakłada z kolei, że przywiązaliśmy się do kogoś, w czasie gdy zdążyliśmy z tą postacią przeprowadzić dwie rozmowy. W efekcie zdarza się, że moment dramaturgii, który zaplanowali sobie twórcy, nie jest zbytnio dramatyczny. Ten rosnący stos szkiców chybocze się niebezpiecznie i wreszcie przygniata trochę fabułę w finale opowieści. Twórcy niestety przedobrzyli, zapominając o odpowiednich proporcjach. Nie niszczy to ogólnych, pozytywnych wrażeń płynących z gry, ale pozostawia sporo rys w różnych miejscach, które gryzą się ze świetnym w wielu aspektach scenariuszem.

Śmierć dmuchanej kaczki

Nie liczcie też na przygodówkowe wyzwanie. Chapters to mieszanka pierwszego Dreamfalla i gier Telltale, która z rozgrywką Najdłuższej Podróży ma niewiele wspólnego. Angażujących, bardziej złożonych zagadek – wiecie, takich co po rozwiązaniu dają satysfakcję i pompują szare komórki – naliczyłem dosłownie dwie. Trzecią mogę wyróżnić za to, że bezproblemowo rozwiążą ją tylko fani pierwszej części serii. A poza tym… bieda, panie, bieda jak w magicznym getcie. Solucja niemal zawsze znajduje się w promieniu kilku metrów od problemu, zaś trudność często wynika z irytującej zabawy w myszkowanie za przedmiotem, z którym można wejść w interakcję…

Mole
Jedna z lepszych drugoplanowych postaci i jednocześnie zgrabne nawiązanie do Najdłuższej Podróży

Nie ma tu za bardzo wyzwań. No, chyba, że terenowych, bo znalezienie wymaganego miejsca w dwóch największych lokacjach gry – cyberpunkowym Europolis i magicznej Marcurii – to czasami zadanie bardzo nieintuicyjne. „Idź do Shuk”? Ale co to, do cholery, jest Shuk? Jakaś nazwa własna, o której ktoś wspomniał godzinę temu i której nie mogę zlokalizować na mapach rozmieszczonych w mieście? Ekstra.

No, trzeba przyznać, że rozgrywka i tak jest lepsza niż w Dreamfallu, który pod tym względem leżał, kwiczał i błagał o litość, ale wciąż daleko jej do polotu Najdłuższej Podróży i wielu innych przygodówek point and click. Szkoda, że twórcy postanowili trzymać się formuły rozpoczętej 10 lat temu. Brawa należą się natomiast za długość przygody – pięć ksiąg zajęło mi co najmniej 25 godzin, podczas których nudziłem się tylko, gdy musiałem szukać czegoś w Europolis lub Marcurii. To zdecydowanie najdłuższa podróż Najdłuższej Podróży.

Cyberpunkowe baśnie

Oprawa audiowizualna Chapters jest z kolei nierówna. Graficznie tytuł – jak przystało na szanującą się produkcję niezależną zbudowaną na Unity – może pochwalić się okropną optymalizacją. Wyświetlane widoczki nie są adekwatne do tego, jakiej mocy wymagają światy Stark i Arkadii. Pod względem artystycznym, owszem, zarówno lokacje, jak i napotykane postacie robią wspaniałe wrażenie i rażą prądem wyobraźnię, ale poziom detali i zastosowanych efektów jest już najwyżej „w porządku”. Komicznie wyglądają też dynamiczniejsze animacje bohaterów w rodzaju walki; na drugiej szali mamy jednak to, że główni bohaterowie nieustannie zmieniają czy to fryzury, czy swoje ubrania. Daje to głębsze poczucie żyjących, zmieniających światów.

chapters2
Panie i Panowie - Marcuria nocą

Z muzyką jest znacznie lepiej – o ile zdarzają się okazyjne dźwiękowe wydmuszki, o tyle w większości w grze znajdziemy wyśmienite utwory o gęstej atmosferze i ciekawej melodii. To, co usłyszałem w Storytime, zaskutkowało ciarkami, a niektóre wzruszające momenty nie miałyby takiej siły, gdyby nie odpowiednie muzyczne akcenty. Piosenki, które możemy poznać podczas spacerowania po Europolis, również wspaniale wzbogacały tę pieczołowicie zaprojektowaną lokację. Dźwiękowo Chapters niemal zawsze uderza w dobre tony.

Dreamfall: Momenty

Kończąc tę grę, miałem podobne uczucie jak kilka lat temu, gdy oglądałem ostatnie minuty pierwszego Dreamfalla – niedosyt. A do tego wybuchowa mieszanka: smutku, że oto dotarłem do kresu wielkiej przygody, satysfakcji wynikającej z tego jak zamknięto niektóre wątki oraz irytacji jak podsumowano inne. Wielu osobom ostatnia księga może nie przypaść do gustu, ba, pewnych dziur fabularnych i klisz nie da się zignorować, ale na Równowagę, są momenty.

Nie, nawet nie momenty, tylko Momenty. Takie, które każdego fana wzruszą, ucieszą i podekscytują. I te kilka scen, włącznie – na szczęście – z ostatnią, to wystarczająco by docenić, że ktoś właśnie starł na tarce swoje serce, by zamknąć 17-letnią podróż. Czy mogło być lepiej? Ależ oczywiście, i to nawet nie na zasadzie, że „zawsze może być lepiej”, tylko po prostu niektóre rozwiązania są zwyczajnie słabe. I jestem poirytowany, delikatnie rozżalony, leciutko zły, ale inne, o wiele cieplejsze i dojrzalsze emocje, mają jednak przewagę liczebną. Za kilka lat będę pamiętał Momenty, a nie zbyt pośpiesznie zamknięte, niezdarnie połatane wątki.

Brawa należą się natomiast za długość przygody – pięć ksiąg zajęło mi co najmniej 25 godzin (…) To zdecydowanie najdłuższa podróż Najdłuższej Podróży

Rebelianci
Rebelianckie ścierwo!
Dreamfall Chapters
Niemal jak za dawnych dobrych czasów
To co z tą Lady Alvane?

Nie bez powodu kończę tę recenzję, pisząc o zakończeniu. W końcu każdy, kto zagra w tę grę, będzie myślał przede wszystkim o jej krańcu będącym jednocześnie krańcem 17-letniej podróży. Osoby, które nie grały w poprzednie części, nie mają tutaj raczej czego szukać. To opowieść dla nas, dla wszystkich Kruków – wiernych towarzyszy siedzących w tej historii od jej początku do końca. I jako taka sprawdza się wystarczająco dobrze.

Platformy: PC, w przyszłości PS4
Producent: Red Thread Games
Wydawca: Red Thread Games
Dystrybutor: dystrybucja cyfrowa
Data premiery: 1. księga – 21.10.2014; 5. księga – 17.06.2016
PEGI: 16
Wymagania zalecane: Quad Core i5 2.5GHz; 8 GB RAM; karta graficzna z 2 GB VRAM
Grę do recenzji kupiła redakcja. Graliśmy na PC.

Dreamfall: Chapters ma swoje grzechy, ale niewątpliwie jest świetną grą. Pewne Momenty powinny wynagrodzić Wam niezdarną ostatnią księgę. Mi ostatecznie wynagrodziły. W rezultacie to jedna z najlepszych przygód opowiedzianych w historii gier wideo – interaktywna powieść fantasy pełna wzruszeń, magii, humoru i postaci równie żywych jak mijani na ulicy ludzie.

ZAGRAĆ?
WARTO
4.0

  1. gsg
    16:38 21.07.2016
    gsg

    Przyjemna podróż przez tekst, Patryk.

    Grafika promocyjna robiona na zamówienie Polygamii, że bohaterowie pasuję po bokach boxu z tekstem? :>

  2. 16:39 21.07.2016
    soulsonist

    Nigdy nie gralem w the longest journey, Niedawno zakupilem natomiast Dreamfall Chapters na GOGu i … dosc mocno sie odbilem od tej gry. Byc moze potrzebuje drugiego podejscia, ale sam wstep I kontynuacja historii w ogole mnie nie wciagnal. Zapewne trzeba zaczac od the longest journey zeby poczuc klimat, ale mialem nadzieje ze az tak daleko nie bede musial nadrabiac zaleglosci 🙂

    swoja droga fajna recenzja Patryk!

    Ukryj odpowiedzi()
    • Patryk Fijałkowski
      17:05 21.07.2016
      Patryk Fijałkowski

      A grałeś w pierwszego Dreamfalla? Wydaje mi się, że dobra znajomość tych dwóch gier to konieczność w przypadku Chapters, który nie udaje, że jest dla wszystkich, nowych i starych. To jak z Syberią 2 zaczynającą się dokładnie w punkcie ucięcia jedynki.

      No i dzięki, bardzo się cieszę, że dobrze się Wam czytało. 🙂

    • Simplex
      09:17 22.07.2016
      Simplex

      „Zapewne trzeba zaczac od the longest journey zeby poczuc klimat, ale mialem nadzieje ze az tak daleko nie bede musial nadrabiac zaleglosci”

      Twoja nadzieja nie jest złudna – nie musisz zaczynać od TLJ (choć warto, to jedna z najlepszych przygodówek wszech czasów), wystarczy zacząć od gry Dreamfall The Longest Journey – https://www.gog.com/game/dreamfall_the_longest_journey
      Dreamfall Chapters jest bezpośrednią kontynuacją Dreamfall: The Longest Journey. Nie ma za bardzo sensu grać w sequel bez znajomości pierwszej części.

      Ukryj odpowiedzi()
  3. 21:17 21.07.2016
    JaroWars

    To chyba dobry moment, aby odkurzyć kwestię polskiej pełnej lokalizacji, którą formuła wydania gry zmusiła do odłożenia się na półkę. Odsyłam tu do tematu pod http://redthreadgames.com/forum/topic/1758-box-edition-of-dreamfall-chapters-how-to-change-the-shipment-address/ Na pytania polskiego użytkownika o edycję fizyczną został on poinformowany przez RTG, że takową otrzymają jedynie sponsorzy z Kickstartera plus potencjalni nabywcy w Niemczech, gdzie zajął się tym wydawca. A zatem jest raczej oczywistym, że wszystko w rękach cdp.pl. Ponieważ bardzo wielu polskich graczy nie zdecydowało się na grę po angielsku z uwagi na sentyment do tej serii w jej rodzimej wersji, za pełną polską edycją powinny przemawiać bardzo solidne argumenty. Tym bardziej, że już w ten sposób wydawano u nas gry pomyślane jedyne w ramach elektronicznej dystrybucji.

    Łapcie się więc, szacowna redakcjo, za gmaile i dochodzić fundamentalnej prawdy: czy będzie, kiedy będzie, jak będzie i za ile będzie. (Bo jak nie, to zacznę rozpowiadać na necie, że jaracie się Infinite Warfare.)

    Ukryj odpowiedzi()
    • KilrathiPSN
      08:51 22.07.2016
      KilrathiPSN

      Serio? SERIO?!

      Ludzie, ratunku, jest 2016 rok, Polska jest w UE od ponad 12 lat, nasza sytuacja ekonomiczna po raz pierwszy od dziesięcioleci pozwala nam na podróżowanie po całym świecie, Internet pozwala nam komunikować się z ludźmi z odległych zakątków globu. Macie okazję uczyć się języka angielskiego doskonale się przy tym bawiąc – i mimo wszystko domagacie się polonizacji?! Co jest z Wami nie tak?

      Pracuję w IT od kilkunastu lat i naprawdę nie mogę zrozumieć młodych ludzi, którzy przychodzą na rozmowy kwalifikacyjne do globalnego korpo i nie potrafią sklecić kilku zdań po angielsku. Po co Wy sobie to robicie? Ograniczacie drastycznie swoje życiowe możliwości z jakiegoś niepojętego lenistwa? Po co? Naprawdę nie zdajecie sobie sprawy z tego, że robicie sobie krzywdę?!

      Ukryj odpowiedzi()
      • Simplex
        09:21 22.07.2016
        Simplex

        Nie o to chodzi. Ja sam gram wyłącznie po angielsku (z wyjątkiem Wiedźmina) ale Cenega zrobiła niezłą polonizacje TLJ oraz Dreamfalla (z Boberkiem, Olszówką, a twórcy gry obiecali że Dreamfall Chapters również zostanie spolonizowane przy współpracy z CDP.pl – chodzi o rozliczenie ich z obietnic.
        http://www.cdaction.pl/news-31305/dreamfall-chapters-bedzie-polska-wersja-z-olszowka-i-boberkiem.html

        Ukryj odpowiedzi()
        • KilrathiPSN
          09:49 22.07.2016
          KilrathiPSN

          Wiesz, uwierzyłbym Ci że chodzi tylko o tę jedną grę, gdyby nie moje doświadczenia z pracy z absolwentami. Poziom znajomości języka angielskiego jest tragiczny, co jest kompletnie niezrozumiałe biorąc pod uwagę dostępność narzędzi do nauki. Moim zdaniem wynika to z ograniczania nauki tego języka tylko do dwóch godzin w tygodniu (czy ile teraz ich jest w podstawie programowej) i unikania kontaktu z nim poza szkołą.

          Podkreślę jeszcze raz – ja to mówię z perspektywy IT, gdzie znajomość angielskiego jest w zasadzie konieczna aby zdobyć jakiekolwiek informacje. Naprawdę nie sądzę, żeby w innych branżach było lepiej.

          A jeśli już o znajomości języków obcych mówimy, to moje pokolenie, które często języka angielskiego w szkole nie miało w ogóle, albo miało bardzo kiepskich nauczycieli uczyło się właśnie na grach, książkach, filmach. I nie z głodu wiedzy, tylko z braku możliwości sięgnięcia po przetłumaczone wersje – i to naprawdę działało.

          To bardzo dobrze widać na przykładzie Belgii – młodzież z części mówiącej po niderlandzku zna angielski znacznie lepiej niż ich koledzy z części francuskojęzycznej. I nie wynika to z innej polityki edukacyjnej (bo ta jest taka sama), tylko z tego, że ich telewizji filmy puszcza się z napisami, a nie z dubbingiem. To naprawdę ma znaczenie!

      • 10:39 22.07.2016
        JaroWars

        Z całym szacunkiem, kolego, ale po angielsku mówię na 99% co najmniej o kilka długości lepiej niż Ty. Nie pracowałem bezpośrednio w IT, ale w trakcie swojej kariery rozmawiałem z co najmniej setką programistów, testerów itp., również po angielsku. Na palcach jednej ręki mogę policzyć osoby, które potrafiły prawidłowo używać Past Simple i Present Perfect, o bardziej skomplikowanych zagadnieniach nie wspomnę. Języka tego uczę się od tak wielu lat, że nie robi on już na mnie żadnego wrażenia, dawno już pozbyłem się też wszelkich kompleksów, że muszę grać po angielsku, bo jestem małym, biednym Polaczkiem. I tak rzadko kiedy jestem w stanie nauczyć się czegoś nowego.

        A więc gram po polsku, jak mogę, bo w wielu przypadkach jest to po prostu doświadczenie ciekawsze (np. w takich gatunkach jak horror czy sf., gdzie jako Polak po prostu nie jestem przyzwyczajony do polskich głosów). Aczkolwiek poza angielskim od paru ładnych lat uczę się też innych języków, m.in. francuskiego, w którym parę miesięcy temu na Steamie przeszedłem ze zrozumieniem na poziomie 98% całe Batman: Arkham Asylum, a także parę innych, starszych gier.

        A Ty? Nadal grasz TYLKO po angielsku?

        Ukryj odpowiedzi()
        • KilrathiPSN
          11:45 22.07.2016
          KilrathiPSN

          Może po prostu go wyjmiesz i zmierzysz, to Ci ulży?

          Ukryj odpowiedzi()
          • 14:14 22.07.2016
            JaroWars

            Było samemu sobie zmierzyć, zanim zacząłeś obrażać tych, którzy chcą po prostu zagrać po polsku z SENTYMENTU, jak zresztą wyraźnie napisali, tylko po to, żeby się popisać, jaki jesteś światowy i europejski, bo umiesz angielski. A więc proszę: pierwszy TLJ i Dreamfall wyszły oryginalnie po norwesku. Grałeś po norwesku, żeby, parafrazując pewnego mądrego internautę, „mieć okazję uczyć się języka norweskiego, doskonale się przy tym bawiąc”?

  4. Simplex
    11:26 22.07.2016
    Simplex

    Recenzja fajnie napisana, aczkolwiek słowo solucja jest przestarzałe:
    http://sjp.pwn.pl/doroszewski/solucja;5498883.html

    No chyba że to była kontaminacja 😉 z języka angielskiego.