Zmien skórke
Logo Polygamii

Crackdown 3 i najsmutniejszy moment targów

Czy da się zasnąć na stojąco?

Właśnie takie pytanie zadawałem sobie, stojąc przed stoiskiem Crackdowna 3 i zabijając tabuny wrogów. Używałem wyrzutni rakiet, kicałem podwójnymi skokami, waląc w glebę falą uderzeniową, niezdarnie i koślawie waliłem rzezimieszków po mordach… Potem nagle demo dobiegło końca, a ja byłem w takim szoku, że – mimo znaczących oporów – postanowiłem skorzystać z niewielkiego ruchu przy stanowisku z grą i odpalić je jeszcze raz. „Czegoś tu nie zrozumiem”, pomyślałem. „Coś mi musiało, kurczę, umknąć”, bo aż nie chciało mi się wierzyć, że jeden z najgorętszych tytułów Microsoftu może być tak… przeciętny?

Za drugim razem znowu na początku mogłem wybrać płeć mojego agenta (w grze jesteśmy policjantem o umiejętnościach i arsenale godnych superbohaterom) i jedną z kilku przygotowanych postaci. Tym razem wziąłem jakiegoś starego brodacza, ale grało się nim dokładnie tak samo jak wcześniejszym mięśniakiem z blizną. Czyli źle.

Nie, „źle” to nawet nieodpowiednie słowo. Po prostu przeraźliwie nudno. Byle jak. Gra wrzuciła mnie do futurystycznego miasteczka wyglądającego jak pozbawiony polotu zlepek burych, tekturowych pudełek. Pełnego monotonnych, tekturowych samochodów i sztywnych, wypełnionych styropianem NPC-ów. To miejsce autentycznie sprawiało, że smutniałem, mimo że wokół mnie, gdzieś poza stoiskiem, trwało wielkie, radosne święto graczy. W akcie rozpaczy i potrzeby znalezienia choćby krztyny frajdy postanowiłem porwać samochód, skoczyć na mobilnej skoczni, a potem rozbić się o innych samochód. Niestety, nie było to zbyt emocjonujące, bo fizyka nie pozwoliła odczuć pędu czy impetu uderzenia. Mówiłem już, że wszystko wydaje się tekturowe?

Zasmucony wybiegłem z samochodu i zacząłem strzelać do przechodniów i innych samochodów, tworząc pokaźny korek. Z desperacji zacząłem chwytać wielkie kosze na śmieci i ciskać nimi w maszyny, wzbudzając łańcuch eksplozji, który był chyba uczuciem najbliższym czemuś, co można by nazwać jakąkolwiek przyjemnością z gry. Znamienne jest jednak to, że mimo moich starań budynki wokół pozostawały całe. Seria słynie z destrukcji otoczenia, ale w trybie dla pojedynczego gracza większość elementów jest boleśnie niezniszczalna. Jedną z głównych i najważniejszych cech gry twórcy zostawili podobno na zabawy sieciowe, tłumacząc, że single player będzie służył ratowaniu miasta, a nie jego zniszczeniu. No dobra, no to lećmy je ratować…

Grałem przez około 25 minut na Xboksie One

Świat Crackdowna 3 wypełniony jest najróżniejszej maści rzezimieszkami należącymi do różnych gangów. Naszym zadaniem będzie oczywiście wywalić ich z miasta raz na zawsze. Po niesatysfakcjonującej rozwałce z korkiem postanowiłem powalczyć trochę ze złem. Ale wtedy znowu wróciło pytanie „czy da się zasnąć na stojąco?”, bo pokonując zastępy przeciwników, bawiłem się raczej… Nie, inaczej. Nie bawiłem się, po prostu. Gra i w swoim wyglądzie, i mechanice zdaje się tak przestarzała, że równie dobrze mogłaby wyjść na początku poprzedniej generacji. Równie dobrze mogłaby być pierwszym Crackdownem, ale chyba nie tego oczekujemy w 2017 od trzeciej części znanej serii. Która swoją drogą powstaje już dosyć długo.

Najgorsze było to, że demo nie pozwoliło mi nawet poczuć się superagentem. Jasne, mam nadludzką siłę i mogę podnieść kontener na śmieci i przywalić w ziemię tak, że wszyscy wokół się przewrócą, ale to przecież ruchy, które znamy już z tryliona gier. Nawet niewrażliwość na upadki i długi podwójny skok nie dawały za bardzo poczucia wolności, bo co chwila nie mogłem się gdzieś dostać, gdzieś nie sięgałem, czegoś nie mogłem zwyczajnie wysadzić w powietrze. Czułem się nieustannie ograniczany w grze, której głównym wabikiem powinna być swoboda i niczym nieograniczona rozwałka. Tutaj po prostu mogłem postrzelać trochę do standardowych oprychów, urozmaicając to trudniejszym oprychem z tarczą i mechem z osłonami. Nie było w tym nic super. Pokonywałem zastępy samodzielnie zaczepionych bandziorów, chcąc już uciec z tego brzydkiego, szarego miasta, w którym jedynym przejawem oryginalności jest pojedyncze graffiti ze śmiesznym rekinem na ścianie; jedynym obiektem do zniszczenia jakaś marna wieżyczka na placu budowy. W dobie takich gier jak Just Cause 3, Crackdown 3 jest po prostu śmieszny. I jest brzydki. Cholera, nawet Agents of Mayhem, które jeszcze na przedpremierowym pokazie wynudziło mnie chyba tak jak Maćka przy recenzji, przy tym wydaje się wulkanem kreatywności i świetnej zabawy.

Brrr, naprawdę źle wspominam to demo. Twórcy zostawiają nas tam na 10-15 minut, żebyśmy mogli robić, co nam się żywnie podoba. Sęk jednak w tym, że nie ma co robić. Próbowałem dwa razy dobrze się bawić, ale jedyne co z tego miałem, to ostateczna odpowiedź na pytanie czy da się zasnąć na stojąco. Otóż da się.

Przeczytaj także:

Pod tagiem Prosto z GC 2017 znajdziesz nasze wrażenia z innych ogrywanych i oglądanych w Kolonii gier.

Patryk Fijałkowski

Więcej na temat:

  1. 13:34 24.08.2017
    MrDraiger

    W sumie niezły paradoks, że trzeba grę sprawdzić 2 razy by się upewnić, że na pewno jest tak nudna.

  2. lucand
    14:15 24.08.2017
    lucand

    Który mamy rok, bo ta gra wygląda jakby miała wyjść na xbox’a 360 :D.

    Co do gameplayu, to faktycznie nudny, po obejrzeniu kilku filmów na yt, straciłem jakiejkolwiek zainteresowanie tą pozycją.

    Biorąc pod uwagę, że na PC pewnie będzie niegrywalne, jak większość produkcji od M$, to nie wróżę tej grze jakiegoś sukcesu…

  3. 14:26 24.08.2017
    s.p.

    Crapdown nudny i brzydki? To nowość ..