Zmien skórke
Logo Polygamii

Baldur's Gate: Tales of the Sword Coast

W „Baldur’s Gate” znalazło się wszystko, czego można oczekiwać od komputerowej gry fabularnej. Ale już kilka miesięcy po premierze ukazał się dodatek, który pozwala nam przedłużyć swoje przygody na Wybrzeżu Mieczy.

Baldur’s Gate: Tales of the Sword Coast

Adam Leszczyński

W „Baldur’s Gate” znalazło się wszystko, czego można oczekiwać od komputerowej gry fabularnej. Ale już kilka miesięcy po premierze ukazał się dodatek, który pozwala nam przedłużyć swoje przygody na Wybrzeżu Mieczy.

„Baldur’s Gate” odniosła bezprecedensowy sukces na polskim rynku, zdominowanym przez piractwo komputerowe. Gra zajmowała pięć płyt CD-ROM, więc piraci nie byli w stanie sprzedawać jej taniej niż po 70-80 zł. Ponieważ oryginał kosztował ok. 140 zł, nielegalna kopia była tylko dwa razy tańsza (zwykle jest sześć razy tańsza) i w rezultacie ponad 10 tys. graczy zdecydowało się zapłacić za oryginał, kupując razem z nim elegancką mapę Wybrzeża Mieczy i spokój sumienia. W zwiększeniu sprzedaży pomogło także to, że gra została spolszczona – w trakcie walk mogliśmy usłyszeć bojowe okrzyki oraz przedśmiertne rzężenia w aranżacji znanych polskich aktorów.

W porównaniu z właściwym „Baldur’s Gate” dodatek do gry jest zaskakująco krótki. „Opowieści z Wybrzeża Mieczy” (ang. „Tales of the Sword Coast”) zajmują tylko jedną płytę CD-ROM i chociaż autorzy twierdzą, że powininny zapewnić nam przynajmniej 20 godzin zabawy, to doświadczony gracz upora się z tym szybciej. Mnie w każdym razie zajęło to tylko kilkanaście godzin. Akcja opowieści rozgrywa się równolegle z akcją właściwej gry, rozszerzając ją tylko o kilka dodatkowych misji.

Z wioski Ulgoth’s Beard możemy popłynąć na wyspę, gdzie rozbił się statek sławnego podróżnika i odkrywcy Baldurana, założyciela miasta Baldur’s Gate. Tam prowadzi nas pierwsza z nowych przygód: mamy odzyskać kilka cennych przedmiotów, które Balduran zabrał w swoją ostatnią podróż. Na miejscu spotkamy walczące ze sobą dwa klany wilkołaków, które trzysta lat wcześniej zgodnie zjadły Baldurana z większą częścią jego załogi. Trzeba dużej determinacji, aby wrócić cało z wyspy na Wybrzeże Mieczy.

Celem drugiej misji jest wyeliminowanie potworów, które zagnieździły się w opuszczonej fortecy krasnoludzkiego bohatera Durlaga. Wieża ma cztery obszerne piętra, kilka poziomów podziemi i jest pełna groźnych pułapek oraz (muszę to powiedzieć z przykrością) niedorzecznych zagadek wymyślonych przez Durlaga, które skutecznie utrudniają życie każdemu intruzowi.

Spośród kilku nowych przeciwników w dodatku dwóch stanowi wyzwanie nawet dla naprawdę dobrej drużyny. W lochach wieży Durlaga spotkamy czarnego rycerza z wielkim dwuręcznym mieczem, który miota dookoła eksplodujące kule ognia. W Ulgoth’s Beard – wielkiego skrzydlatego demona, najtrudniejszego przeciwnika w całej grze, który – potrafi zabijać przeciwników jednym spojrzeniem.

Świat gier fabularnych skonstruowany jest zwykle tak, że bohaterowie spotykają na swojej drodze albo dobrych ludzi, albo demoniczne potwory. Zło jest zawsze namacalne i można się z nim rozprawić albo dobrym uderzeniem miecza, albo magicznym pociskiem. „Baldur’s Gate” nie jest pod tym względem wyjątkiem i każdy, kto od czasu do czasu lubi przenieść się w tak nieskomplikowaną, wirtualną rzeczywistość, będzie się dobrze bawił. Ja w każdym razie z przyjemnością wróciłem na Wybrzeże Mieczy i przez dwie noce – zamiast pisać poważne artykuły do poważnych gazet – oczyszczałem komputerowy świat z nowych zastępów czarnych charakterów.

Baldur’s Gate: Tales of the Sword Coast

Producent: Black IsleInterplay

Dystrybucja: CD Projekt

Cena: 59 zł

Więcej na temat: