Warrior Kings: Wielkie Bitwy (Battles)

Warrior Kings: Wielkie Bitwy (Battles)10.12.2003 19:31
Sławomir Serafin

Warrior Kings: Wielkie Bitwy (Battles)

Wiek już minął od kiedy wielki Artos zjednoczył pod swoim panowaniem cały Orbis i zaprowadził pokój i porządek. Jego dynastia panowała szczęśliwe, aż do dziś. Ręka fanatyka religijnego, dzierżąca sztylet, zakończyła erę spokoju i rozpoczęła czasy chaosu, krwi i nieszczęścia. Potężne imperium rozpadło się, zapanowała anarchia i bezhołowie. Orbis podzielił się na małe państewka rządzone przez książąt i baronów. Każdy z nich pragnie zasiąść na tronie w stolicy dawnego Imperium.

Oczywiście, naszym zadaniem (jako jednego z tych władyków) będzie podbić cały Orbis i stworzyć nowe Imperium. Zaczniemy skromnie, od jednej z prowincji na zachodnim krańcu kontynentu (który z grubsza przypomina Europę). Przed nami długa kampania. 22 terytoria do podbicia, a na każdym z nich jeden lub więcej komputerowych przeciwników (w sumie pół setki zdefiniowanych generałów SI). W drodze do jednej z dwóch stolic nie musimy co prawda zajmować wszystkich prowincji, jedynie te w linii prostej, ale będzie to arcytrudne, gdyż im bliżej celu, tym trudniejsze mapy i potężniejsi przeciwnicy. Dlatego właśnie preferowana będzie raczej ścieżka okrężna...

Niestety, nie mamy żadnej informacji o tym, czy na mapie rozbitego na dzielnice Imperium będziemy mieli jakąś większą konkurencję. Black Cactus - twórcy Warrior Kings: Battles chyba nie stworzyli nam globalnego rywala w dziele jednoczenia. Całe Battles zatem mogą się okazać grą do jednej bramki, kolejnym podbijaniem prowincji bez rozgrywki na poziomie strategicznym. Trudno. Nie każda produkcja musi być od razu doskonała. Może producenci w jakiś inny sposób wynagrodzą nam to niedopatrzenie?

Z pewnością tak. Nauczeni doświadczeniem panowie z Black Cactus stwierdzili, że dobrym pomysłem będzie nastawienie samodzielnego dodatku do ich 3D RTS Warrior Kings głównie na walkę, czy to w trybie dla gracza pojedynczego, czy też w multiplayerze. Większość nowości wprowadzono właśnie pod tym kątem.

Jako gracz w trybie singlowym możemy wybrać jeden z trzech „profili” rozwoju. Imperialny nastawiony jest na silne, drogie jednostki oraz wiarę w Boga Jedynego, który zsyła cuda dla swych wiernych wyznawców. Droga Pogańska jest dla bardziej ofensywnych graczy, którzy będą mogli w miarę szybko tworzyć masy tanich i relatywnie słabych jednostek, wspieranych później przez ożywione mocą druidów siły natury, czy też starożytne diabły i demony wzywane przez szamanów. Ostatnia ścieżka rozwoju to Renesans, preferujący świeckość i wynalazczość – jego domeną są nowoczesne bronie prochowe i potężne machiny bojowe. Grając w kampanię będziemy musieli zdecydować się na jedną z tych trzech „ras”. Dzielą one między sobą ponad sto jednostek (starych i nowych) i kilkadziesiąt budynków.

Jak już wspomniałem, Battles ma być nastawiony głównie na walkę. Ma nam ją uprzyjemnić między innymi bardzo prosty w obsłudze system grupowania jednostek w oddziały i ustalania formacji oraz możliwość stosowania na polu bitwy różnorodnych taktyk (okrążenie, atak z flanki itp.), dających nam przewagę nawet nad przeważającym liczebnie wrogiem. Największą innowacją w nowym Warrior Kings będzie jednak niespotykanie przebiegła i wredna Sztuczna Inteligencja (ile już razy słyszałem takie zapowiedzi...). Potykać będziemy się z 50 genarałami. Każdy z nich posiada własną osobowość, krótki życiorys oraz zespół cech określający jego sposób gry. Będziemy mogli zresztą za pomocą idioto-odpornego edytora tworzyć własnych komputerowych przeciwników. Wystarczy ustawić kilka suwaków typu Piechota-Kawaleria, Arogancki-Lizus, Wielkie armie-Małe bandy i już mamy gotowego, unikalnego wroga do wykorzystania w trybie skirmish, lub też w zupełnie nowej rozgrywce Valhalla. Ta ostatnia jest czymś pośrednim między Battlefield 1942, a „ustawianymi” bitwami w Shogunie i Medievalu. Z puli punktowej wykupujemy armię, za pomocą której toczymy „czystą” bitwę bez zabawy w zbieranie surowców i budowanie bazy (jak w Praetorians). Na mapie znajduje się kilka flag, za których zdobycie otrzymujemy punkty zwycięstwa (i odbieramy je wrogowi). Zabite jednostki „respawnują” się w określonym miejscu na mapie, dokładnie tak jak w BF 1942. Valhalla to rozgrywka dynamiczna, skupiona na taktyce, która nie wymaga od gracza poświęcenia kilku godzin czasu. Siadamy na pół godzinki, szybka rzeźnia i wracamy do rzeczywistości odświeżeni i szczęśliwi.

Większe skupienie Black Cactus na aspektach bitewno-taktycznych zaobserwujemy też na samych mapach, które nie tylko ładnie wyglądają, ale ich elementy mają mieć znaczenie strategiczne (znów jak w Praetorians). Najważniejsze będą wzgórza – więcej z nich widać, łucznicy dalej strzelają, pod górę atakuje się po prostu fatalnie, a z góry wprost fantastycznie. Cóż, takie rozwiązanie powoli już staje się standardem w grach RTS.Sam engine nie zmieni się wiele w stosunku do podstawowego Warrior Kings, co akurat wcale nie martwi, bo jeszcze nie zdążył się zestarzeć i nadal wygląda całkiem nieźle.

Na koniec wypadałoby wysnuć jakiś wniosek czy coś w tym stylu. Hmm, wygląda na to, że chłopaki poszli do przodu w odpowiednim kierunku. Zachowali to, co najlepsze w pierwszej grze, dodając garść niezbyt oryginalnych, ale za to modnych pomysłów oraz wypieszczoną SI, która do złudzenia będzie symulowała zachowanie zwykłych (czytaj – ludzkich) przeciwników. Wątpię, czy Warrior Kings Battles zapiszą się złotymi zgłoskami w Wielkiej Księdze Gier Wszechczasów, ale nie znaczy to, że nie będzie można spędzić przy nich kilku przyjemnych dni (albo i tygodni, jeżeli ktoś będzie się bawił multiplayerem). Oczywiście, jeżeli ktoś lubi 3D RTS...

Źródło artykułu:WP Gry
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)