Zmien skórke
Logo Polygamii

„Vietcong: Purple Haze”: Gdzie jest Charlie?

Pierwszy raz zgubiłem się w dżungli. Pierwszy raz omal nie dostałem zawału serca, gdy w nocy wpadłem na pień o konturach człowieka. Pierwszy raz od debiutu „Operation Flashpoint” gra wojenna zrobiła na mnie tak duże wrażenie

Pierwszy raz zgubiłem się w dżungli. Pierwszy raz omal nie dostałem zawału serca, gdy w nocy wpadłem na pień o konturach człowieka. Pierwszy raz od debiutu „Operation Flashpoint” gra wojenna zrobiła na mnie tak duże wrażenie

G:KOREKTAwkladkikomputer Aniag

Gdzie jest Charlie?

Pierwszy raz zgubiłem się w dżungli. Pierwszy raz omal nie dostałem zawału serca, gdy w nocy wpadłem na pień o konturach człowieka. Pierwszy raz od debiutu „Operation Flashpoint” gra wojenna zrobiła na mnie tak duże wrażenie

O co chodziło w wojnie w Wietnamie? „Biali posyłają czarnych na wojnę z żółtymi w imieniu kraju, który ukradli czerwonym” – ta gorzko-ironiczna definicja z „Hair” nie najgorzej oddaje istotę rzeczy. W każdym razie dla amerykańskich żołnierzy, którzy – zwłaszcza pod koniec konfliktu – masowo ginęli w dzikim, górzystym terenie na pograniczu Wietnamu i Kambodży, była zapewne bardziej przekonująca niż oficjalne wyjaśnienia władz cywilnych i wojskowych. W roku 1967 jednak sytuacja nie jawiła się jeszcze jako dramatyczna. USA wciąż liczyły na triumfalny finał, morale żołnierzy nie pikowało w dół jak lotnicze bomby z napalmem.

Właśnie w roku 1967 do bazy wojskowej Nui Pek w pobliżu granicy z Kambodżą przybywa sierżant Stephen Hawkins, specjalista od tajnych misji specjalnych. Pod jego komendę trafiają: lekarz (podleczy bitewne rany), saper (podrzuci parę magazynków do karabinu i broni krótkiej), celowniczy karabinu maszynowego, radiooperator (połączy z dowództwem) i zwiadowca, Wietnamczyk z koalicyjnej armii Południa (wie, jak dojść do celu, pierwszy zauważy wroga i zastawione przez niego pułapki). Za sprawą czeskiego studia Pterodon zatrudnionego do pracy nad grą przez Illusion Softworks („Mafia”, „Hidden & Dangerous”) oddział prawie nie wychodzi z dżungli. Dżungli, która wygląda jak prawdziwy, gęsty, tropikalny las, a nie jak makieta parku. To robi wrażenie, ale czy mogło być inaczej? Projektanci podeszli do sprawy profesjonalnie. Wizja lokalna na Dalekim Wschodzie zaowocowała bogatą dokumentacją fotograficzną, projektanci odwiedzili miejsca słynnych potyczek, zebrali bezcenne doświadczenia. To pomogło im stworzyć grę, która momentami sprawia wrażenie paradokumentu.

Podczas grania w „Vietcong” zdarzają się takie chwile, gdy człowiekowi ciarki chodzą po plecach. Nocna, samotna ucieczka przez dżunglę, gdzie za każdym krzakiem można wpaść na patrol wroga lub przyczajonego wartownika, to przygoda, która zapada w pamięć na długo. Koniecznie trzeba tę misję przechodzić po zmroku, przy zgaszonych światłach – inaczej zresztą się nie da, bo tylko pełne zaciemnienie pozwala dostrzec co nieco na ekranie.

Szczególnie efektownie wypadają misje, podczas których inicjatywa jest po stronie przeciwnika. Utrzymywanie posterunku na szturmowanym ze wszystkich stron wzgórzu, wieloetapowa obrona bazy Nui Pek atakowanej przez przeważające siły Wietkongu to jedne z najlepszych wojennych epizodów w historii gier komputerowych. Czasami można dopatrzyć się aluzji do wydarzeń historycznych, jak bitwa o Hamburger Hill (oficjalnie wzgórze 937), lub wcześniejszych komentarzy do wojny w Wietnamie (liczne nawiązania do „Czasu Apokalipsy” Coppoli, patrz epizod z łodzią patrolową ostrzeliwaną z brzegów).

Walczymy głównie przy wsparciu kolegów z oddziału, czasami także innych żołnierzy sił sojuszniczych. Przed misją wybieramy broń krótką i długą, standardowo dostajemy granaty i jeden pakiet opatrunkowy przywracający większość utraconego zdrowia – każda kolejna rana sprawia, że maksymalny możliwy do osiągnięcia poziom kondycji zmniejsza się i aż do końca misji nic się z tym nie da zrobić. I dobrze, to dodaje grze pikanterii.

Broń, amunicję i wyposażenie zdobywa się także na wrogu. Zdani jesteśmy głównie na broń lekką, od czasu do czasu trafi się jednak stanowisko ciężkiego karabinu maszynowego, a w niektórych sytuacjach istnieje możliwość wezwania wsparcia lotniczego lub artyleryjskiego. Wystarczy zaznaczyć cel na mapie.

Misje są zróżnicowane i niemal każda robi duże wrażenie. Najmniej ekscytujące było dla mnie chodzenie po słynnych klaustrofobicznych tunelach, którymi „Charlie” zrył niczym kret pół kraju, ale czy gra o zmaganiach z Wietkongiem mogła się bez tego obyć?

Prawdziwą wisienką na torcie jest tu muzyka. Perfekcyjnie dobrana. I nie chodzi mi tylko o pyszną klasykę jak „I Wanna Be Your Dog” The Stooges z Iggy Popem lub „Hey Joe” w wykonaniu Deep Purple (utwór kojarzony głównie z Hendriksem). Większość utworów, w tym temat przewodni, zagrana została przez czeski zespół Rude Kosty. Słyszał ktoś o nich wcześniej? No właśnie, ja też nie, a jednak wywiązali się ze swego zadania koncertowo.

W Polsce „Vietcong” został wydany w pakiecie „Vietcong: Purple Haze”, który oprócz gry podstawowej zawiera dodatek „Fist Alpha” z siedmioma kolejnymi misjami.

„Vietcong: Purple Haze”

Producent: Pterodon

Dystrybutor: Cenega

Wymagania: Pentium III 500 MHz, 128 MB RAM, CD-ROM x 12

Cena: 139,90 zł

Więcej na temat:

Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
  Subskrybuj  
Powiadom o

Popularne wpisy

Popularne Gry