Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaThe Walking Dead to znakomita gra. Poproszę jeszcze raz to samo, tylko bez zombie

Jeśli graliście kiedyś w papierowe RPG, to może kojarzycie taki typ człowieka – gdy cała drużyna próbuje się wczuwać w …

Facebook Twitter Google Wykop

Jeśli graliście kiedyś w papierowe RPG, to może kojarzycie taki typ człowieka – gdy cała drużyna próbuje się wczuwać w swoje postaci i odgrywać role, on wcina głośno czipsy i siorbie colę, a w samej grze zachowuje się jak kretyn, wrzeszcząc do wszystkich “dupa!”. Przypomniałem sobie o nim, gdy ostatnio grałem (wreszcie!) w The Walking Dead.

By była jasność już od początku: bardzo, ale to bardzo mi się ta gra podoba. Jak żadna inna potrafi pokazywać wiarygodne relacje między ludźmi, jest pełna niezwykłych, pełnokrwistych postaci i angażuje emocjonalnie, w dodatku mocno jak cholera. Ja się w takie rzeczy zawsze strasznie wkręcam, podczas rozgrywki niesamowicie przejmuje się losem poszczególnych postaci, przywiązuje się do nich i nawet łzę w kluczowych momentach potrafię uronić.

Problem w tym, że od czasu do czasu w tej grze trafiają się zombie i wtedy czuję się, jakby mnie ktoś uderzył mokrą ścierą w twarz. No bo jak to tak? Ja się wczuwam, śmieję się i płaczę, gdy śmieją się i płaczą bohaterowie gry, a tu nagle wychodzi na mnie groteskowe monstrum bez dolnej szczęki i robi “buaaaa”.

No naprawdę, śmiertelnie się przeraziłem. To już bym wolał, żeby powiedziało “dupa”, przynajmniej byłoby zabawnie.

The Walking DeadBueeeee.

Zombie zombie zombie

Mówiąc szczerze, uważam zombie za jedną z najbardziej wyświechtanych i nieciekawych popkulturowych motywów. Apokalipsy żywych trupów nie da się sensownie wyjaśnić (pokażcie mi choć jedną sytuację, która nie wywołuje zawodu), a przez nadużywanie makabry i zgnilizny, trudno jest traktować te historie poważnie.

Oczywiście – The Walking Dead to gra na licencji. Wszystkie zarzuty dotyczące braku kreatywności idą więc raczej w stronę Roberta Kirkmana, twórcy komiksu, niż ludzi z Telltale Games. Paweł Kamiński z naszej redakcji przez długie godziny próbował mnie przekonać, że zombie mają być The Walking Dead opozycją do ludzi, że z drugiej strony to oni w sumie są tymi “żywymi trupami”, a nie same umarlaki i że przecież to jedyny sposób, żeby postawić ludzi w tak ekstremalnej sytuacji. Prywatnie nadal tego nie kupuję – zagładę ludzkości tego typu mogłaby wywołać choćby jakaś katastrofa naturalna albo epidemia supergrypy.

Wersja skrócona: nie lubię i już.

A człowiek człowiekowi wilkiem

Mimo wszystko spróbowałem zagrać w The Walking Dead. Początkowo tylko z dziennikarskiego obowiązku – skoro tak wiele osób zachwycało się tą grą, to postanowiłem sprawdzić, o co tyle szumu – ale ostatecznie muszę przyznać, że to zdecydowanie najważniejsza produkcja tego roku, którą będziemy wspominać jeszcze przez wiele lat. Twórcom z Telltale Games udało się stworzyć grę angażującą emocjonalnie w stopniu do tej pory niespotykanym.

The Walking DeadRodzinny obiad zawsze na propsie

Ma się rozumieć, momenty z zombie i tak są dla mnie nie do przetrawienia. Totalnie wybijają mnie z rytmu, zamiast przerażać czy podnosić adrenalinę – śmieszą. Nie potrafię, stety albo niestety, na poważnie odnieść się do uczuć bohaterów, jeśli dotykające ich problemy są tak totalnie abstrakcyjne. Zawsze z tyłu głowy siedzi mi myśl “ale oni uciekają przed zombie… A zombie nie istnieją”. Gra mnie wciąga, ale nie umiem traktować jej do końca poważnie.

Ale nie to jest tutaj w sumie najważniejsze. Sukces The Walking Dead skłania mnie bowiem do zastanowienia się czy możliwe jest stworzenie podobnie angażującej gry, z podobną albo nawet taką samą mechaniką, ale bez jakichkolwiek fantastycznych tudzież nadprzyrodzonych elementów. Moim zdaniem? To jak najbardziej możliwe.

Chciałbym zobaczyć grę o zwykłych ludziach w obliczu codziennych problemów. Dlaczego w ten sposób nie można opowiedzieć historii nastolatka dręczonego w szkole? Dlaczego nie można opowiedzieć o kryzysie wieku średniego? Albo o grupie przyjaciół, z których jeden nagle dowiaduje się, że jest śmiertelnie chory? To oczywiście tylko kilka wymyślonych naprędce przykładów. Chciałbym, potwornie chciałbym zobaczyć grę obyczajową – opowiadającą o realnych problemach zwykłych ludzi. Bez jakiejkolwiek postapokalipsy, jakiegokolwiek ratowania świata i bez – przede wszystkim – nadęcia i patosu.

Heavy Rain – gra obyczajowa?

Heavy Rain starało się – trochę! – być taką produkcją, ale i tam musiał znaleźć się agent służb specjalnych z gadżetami o magicznych mocach. No i jednak rozgrywka to jeszcze “nie było to” – ciężko mi się zaangażować emocjonalnie w grę, w której problem sprawia mi otworzenie szafki.

The Walking Dead pokazuje jednak, że “się da”. Można poświęcić rozgrywkę na ołtarzu fabuły i wyjść z tego obronną ręką. Można stworzyć grę, w której nie zabija się setek wrogów. Nawet jeśli mechanika jest ograniczona do minimum – albo wręcz nie istnieje – to granie ciągle może być pasjonujące. Może i jest w tym coś zbliżonego do oglądania interaktywnego filmu, ale, mówiąc szczerze, w ogóle mi to nie przeszkadza. Liczą się przecież emocje – im silniejsze, tym lepsze.

W okolicach premiery Heavy Rain zastanawialiśmy się, jakie następne gry po nim przyjdą. The Walking Dead jest jedną z nich, inspiracje i rozwiązania widać gołym okiem. Teraz poproszę o następny krok do przodu, tylko już bez zombiaków. Naprawdę nie są potrzebne.

Tomasz Kutera

Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
  Subskrybuj  
Powiadom o