Zmien skórke
Logo Polygamii

Tekst czytelnika: Puszka Pandory - o immersji w grach

Niewiele jest w branży growej słów, które zrobiły w ostatnich lata większą karierę od immersji. Myli się jednak ten, kto sądzi, że immersja to tylko ładna etykietka. Sprawa jest ciut bardziej skomplikowana.

Termin ten bardzo często pojawia się w tabelce z końcową notą, gdzie zazwyczaj okupuje kolumnę z plusami, stając się tym samym osobnym „składnikiem” podlegającym ocenie, w większości przypadków windującym finalną notę. Immersja ma też tę zaletę, że, było nie było, brzmi fachowo, tak fachowo, że ciekawy jego znaczenia czytelnik może jedynie bezradnie rozłożyć ręce, gdyż w słowniku języka polskiego znajdzie po hasłem immersja coś o soczewkach mikroskopu albo ciałach niebieskich. Mistyczna aura niezrozumienia otaczająca immersję bez wątpienia przyczyniła się do jej popularności. Pomijam już fakt, że społeczność graczy, nie wyłączając z tego grona niektórych redaktorów, przyjęła immersję z otwartymi rękami, nie bacząc na to, że używa się jej w naszym środowisku niejako na kredyt, gdyż przywłaszczyliśmy ją sobie z innego języka, poddając neosemantyzacji. Dokładnie taki sam los spotkał dewelopera, wszak w słowniku języka polskiego przeczytamy tak – deweloper: osoba lub firma przeznaczająca środki finansowe na budowę domów w celu sprzedaży lub wynajmu. Deweloper ma jednak tę przewagę nad immersją, że jego nowe znaczenie nie jest wyrażone metaforycznie.

Mówiąc o otwartych rękach mam na myśli coś jeszcze. Sądzę, że właśnie ze względu na „specjalistyczny charakter” immersji´ cieszy się ona taką popularnością, gdyż bardzo miło jest nam przywitać tak fachowy termin na poletku wirtualnej rozrywki, wszak winduje ją to do rozrywki przez duże R, skoro aby o niej mówić, używamy tak niepospolitych słów – co przyjemnie łechce nasze ego. To wszystko otworzyło furtkę przed jeszcze większą eksploatacją tego słowa, gdyż zostało ono zaprzęgnięte do pracy przez marketingowców, określających produkcje mianem „most immersive” i pochodnymi.

Tyle teorii, przejdźmy teraz do konkretnych przykładów użycia tego słowa i skomplikujmy nieco sprawę immersji.

1. „Immersja ze światem następuje już na samym początku i wierzę, że nie opuści gracza do przewrócenia ostatniej kartki wirtualnej książki” [zachowałem oryginalną pisownię wszystkich cytatów] [źródło]

Powyższy cytat świetnie obrazuje dominujące, choć nie do końca jasne, rozumienie immersji. Co oznacza powyższe zdanie? Chcąc nie chcąc, zmuszony jestem wspomóc się łaciną i stwierdzić, że immersja to zanurzenie się w świecie gry, zaś samym zanurzającym się jest gracz. Chodzi więc o pewne doświadczenie, stan – gracza. Jak więc można stwierdzić, że „immersja następuje”, tak jakby szło o jakieś zwolnienie blokady, jakby było to zupełnie niezależne od gracza? Wkładam płytkę do czytnika i łup – jestem zanurzony? Przeprowadźmy jednak prosty eksperyment – powiedźmy to samo, co powyższy fragment, lecz za pomocą innych słów. Moglibyśmy na przykład powiedzieć: Od początku rozgrywki magiczny wirtualny świat porywa gracza. Czy zdania te oznaczają to samo? Z grubsza – tak. Co jednak wnosi ze sobą immersja, prócz pretensjonalności i pozoru fachowości autora? Tutaj dochodzimy do drugiej grupy przykładów:

1. „Immersja i wczucie w ten tytuł przewyższał większość gier w które miałem okazję grać i właśnie dlatego tak bardzo uwielbiam Dragon’s Dogma”. [źródło]
2.„ ( ) immersja z uwielbianym przez mnie światem możesz osiągnąć jeszcze wyższy poziom niż w DA!!!”. [źródło]
3. Komentarz użytkownika Vince Brooks: „Czyli wręcz przeciwnie do tego co piszesz – to jeszcze większa immersja [źródło]
4. „świetna gra – graficznie piękna, fabularnie mocna, można czuć się w klimat, immersja na wysokim poziomie – nie jest to, co prawda fallout, ale przy obecnej cenie pozycja obowiązkowa”. [źródło]

Jak widać po pogrubionych fragmentach immersja immersji nierówna. Raz nurzamy się zapominając o bożym świecie, innym razem robimy to bardziej? Głębiej? Absurdalność powyższych komentarzy zasadza się na tym, że tego językowego bękarta traktuje się jako osobny element gry (wymienia się immersję jednym tchem z grafiką i fabułą – przykład 4), który można zmierzyć i ocenić. Ale chwila, o ile o grafice mogę wygłosić sąd na podstawie tego co widzę, to na podstawie czego orzekam o immersji? O grafice mógłbym powiedzieć, że piksele walą po oczach, kolory są mdłe, tekstury słabe itd., a co powiem o immersji? By wybrnąć z tej niewygodnej sytuacji zazwyczaj mówi się coś dziwnego. Wspomina się o innych elementach gry – nastrojowej muzyce, klimacie lokacji, sugestywnej grafice itd.. A więc czym jest immersja? Pewna kombinacja elementów?

Cała sytuacja robi się jeszcze zabawniejsza, kiedy dołożymy do pieca kolejnym cytatem:

5. Komentarz użytkownika Ronson:
„ ( )60fps=większa imersja ( )”. [źródło]

W sieci znajdziemy również inne pomysły czy sposoby, które mają niechybnie doprowadzić do zwiększenia stopnia naszego zanurzenia się wirtualnym świecie, stanowią swoisty przepis na immersję: granie ze słuchawkami na głowie, granie nocą, brak HUD-a, nowe kontrolery (Kinect itp.) i wynalazki pokroju Oculus Rift. Zastanawiające w tej wyliczance są jego ostatnie elementy. Doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że Illumiroom w bardziej widowiskowy sposób zaprasza gracza do świata gry, niż czyni to zwykły telewizor, lecz czy immersja to sprawa technologii? Czy gry np. z Commodore 64 nie były immersyjne? Albo bardziej zasadne pytanie – czemu dziesięć lat temu nie używano w recenzjach, czy zwykłych rozmowach o grach słowa immersja? Co się zmieniło?

Inny przykład. Gram w BioShocka, w warstwie fabularnej właśnie stało się coś niespodziewanego, próbuję poukładać sobie zaskakujące wydarzenia w głowie, w tle leci nastrojowa muzyka, ja powoli prę do przodu – jestem „zatopiony w grze”. Nagle zza zakrętu wyskakuje przeciwnik, zaskoczył mnie skubany, pewnie niedawne fabularne niuanse stępiły nieco moją czujność. Na szczęście z pomocą przychodzi mi instynkt, palec sam naciska klawisz strzału. O! Nie strzału, to w innych grach się na tym przycisku strzela, przecież w BioShocku jest inaczej Zginąłem Sfrustrowany „głupią grą” jąłem sprawdzać w opcjach, czy mogę zmienić sterowanie, a kiedy to robiłem, nie byłem już zatopiony w Rapture, lecz w konfiguracji kontrolera. To sterowanie, które ignoruje standardy (choćby standardy gatunkowe) i przyzwyczajenia gracza´ wybiło mnie z gry. Czy to znaczy, że immersja jest słaba? Wolę mówić o skopanym sterowaniu, nieszczęśliwej muzyce itd. A więc jednak o poszczególnych elementach? Czym w takim razie jest immersja?

Tutaj dochodzimy do magii i prawdziwej tajemnicy tego słowa – sama próba wyjaśnienia tego czym jest immersja, buduje jej mit. Innymi słowy, skoro immersja nagle wskoczyła nam do branży i pałęta się w tylu artykułach, to nie może być tak, że jest po prostu synonimem wczucia się, musi być w nim coś jeszcze, bo widział to kto, żeby synonim zrobił taką karierę? I im głębiej będziemy kopać, by odnaleźć jego sekret, tym w większym kłopocie się znajdziemy, bo za każdym razem okaże się, że odpowiedź jest zbyt banalna bądź głupia.

Czy można dziś rozmawiać o grach nie używając słowa immersja? Jeśli nie – co tracimy? I czemu do cholery w PSX Extreme cały dział felietonów nosi miano Immersji?

Marek Bugiel

 

Chcesz podzielić się z czytelnikami Polygamii swoimi przemyśleniami na temat gier? Załóż bloga lub podeślij nam tekst na kontakt@polygamia.pl!

Więcej na temat:

Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
  Subskrybuj  
Powiadom o

Popularne wpisy

Popularne Gry