Zmien skórke
Logo Polygamii

Tekst czytelnika: Nosił Wilk razy kilka, czyli inaczej o grach Telltale Games

Właśnie skończyłem pierwszy epizod The Wolf Among Us. Na ekranie statystyki – ile osób zachowało się tak, ile inaczej, jaki procent graczy zrobił to, jaki tamto. Z przykrością stwierdzam, że niemal wszystkie wybory jakie podjąłem, pokrywają się z zachowaniem większości graczy, jakbym w ogóle o niczym nie decydował, lecz odtwarzał jakiś wzór.

Ale to nie jest najgorsze, najgorsze dopiero przede mną – cały miesiąc wyczekiwania… W sumie dlaczego Telltale Games wypuszcza swoje gry w odcinkach? Czy czai się za tym jakiś chwyt?

Zanim przejdziemy do konkretów, musimy poczynić pewne uproszczenie i uznać, że zarówno w The Walking Dead, jak i w The Wolf Among Us kluczową rolę odgrywa fabuła. Obie te pozycje możemy z powodzeniem nazwać interakcyjnymi opowiadaniami. To ostatnie stwierdzenie pozwala nam płynnie przenieść się do przeszłości.

The Wolf Among UsThe Wolf Among Us

W XIX wieku wielcy pisarze realistyczni zabiegali o czytelnika, drukując swe powieści w odcinkach na łamach gazet. Wśród nich był Charles Dickens, który pisał swe utwory z tygodnia na tydzień, starając się między kolejnymi publikacjami dowiedzieć, jak czytelnicy wyobrażają sobie dalszy ciąg akcji. Dla nas najważniejszą lekcją z tamtego okresu jest fakt, że XIX-wieczna publika bardzo często uznawała, że powieść drukowana w odcinkach jest lepsza od TEJ SAMEJ, lecz wydanej w formie książki. Jakkolwiek opinia ta może wydawać się absurdalna, tak jej lekceważenie jest błędem. Na czym niby miałaby polegać lepszość powieści drukowanej w odcinkach?

Powieść odcinkowa posługuje się techniką cięć. Epizody zawsze kończą się w miejscach domagających się rozwiązania napięcia, dopowiedzenia dalszego ciągu. Efekt suspensu pobudza czytelnika lub – teraz już możemy powiedzieć – gracza, do większego zaangażowania. Nagłe przerwanie narracji zmusza go do stawiania pytań, snucia hipotez, wyobrażania sobie dalszego rozwoju wydarzeń. Wszak nie może po prostu przewrócić strony książki i dowiedzieć się co stanie się dalej. Inny sposób pobudzania czytelnika do większej aktywności polega na odpowiednim wykorzystaniu zawieszenia akcji. Tuż po cięciu narracji wprowadza się na scenę nowe postacie, bez uprzedniego przygotowania, albo rozpoczyna się akcję następnego odcinka w zupełnie innym miejscu. Efekt jest ten sam – czytelnik zadaje sobie pytania; Skąd wziął się ten nowy bohater? Co on/ta scena ma wspólnego z „tamtym”? Raz jeszcze czytelnikowi pozostaje snuć domysły.

The Walking DeadWalking Dead

Ale czy domysły te nie pojawiłyby się bez względu na strukturę tekstu? Oczywiście, lecz powstałe w powieści odcinkowej napięcie nie ulega szybkiemu rozładowaniu, bowiem dzięki wykalkulowanym przerwom potęguje się zaangażowanie czytelnika, zmuszając go do wyobrażania sobie więcej, niż w przypadku lektury ciągłej. Czytelnik powieści odcinkowej może przebrnąć przez tekst jeszcze raz, szukając wskazówek i szczegółów mogących doprowadzić go do odkrycia najbardziej prawdopodobnego kształtu dalszych losów bohaterów. Zadanie autora polega na umożliwieniu czytelnikowi snucia hipotez poprzez rozsianie w tekście miejsc wymagających dopełnienia, dopowiedzenia, skonkretyzowania. To tutaj tkwi magia epizodyczności. Również tutaj szukałbym przyczyny, dla której kolejna po Walking Dead gra ma formę kryminału – po prostu ukierunkowuje to snucie domysłów, zamiast gdybania – o co tutaj w ogóle chodzi – dostajemy proste pytanie SPOILER! – kto jest mordercą? Nie oznacza to jednak, że śledztwo nie może zaprowadzić Bigby’ego do czegoś większego niż zabójstwo, i tak najprawdopodobniej będzie.

Przypomnijmy sobie teraz w jakim nastroju zostawia nas pierwszy odcinek The Walking Dead:

„You know guys, I think it’s gonna be ok”. Po czym gasną światła, a przecież jak nauczyło nas choćby kino, licho najgroźniejsze jest nocą, także spodziewać się możemy ataku zombie, sabotażu itd. Jak natomiast zaczyna się epizod drugi? Ano od zupełnie innej sceny i nowej postaci.

Walking Dead bazuje głównie na podobnym suspensie, zaś wprowadzane do akcji postacie w większości przypadków mają dość marginalne znaczenie (SPOILER: zazwyczaj pojawiają się po to, aby nakarmić zombiaki – stać się ofiarami, ukazać realność wiszącego nad bohaterami zagrożenia), rzecz jasna poza tą, która ukazuje się graczowi – jakżeby inaczej – w samej końcówce czwartego epizodu. Mam nadzieję, że The Wolf Among Us zaoferuje graczom więcej, niż przecież dość tani suspens (patrz materiał wideo) i pozwoli dokonywać realnych wyborów.

Marek Bugiel

Powyższy artykuł nigdy by nie powstał, gdyby nie lektura tekstu Wolfganga Isera „Apelatywna struktura tekstów”.

Więcej na temat:

Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
  Subskrybuj  
Powiadom o

Popularne wpisy

Popularne Gry