Zmien skórke
Logo Polygamii

Bez prąduTaka zdrada to nie przesada – czyli krótki spis gier planszowych, które zniszczą każdy związek

Z drugiej strony – nic tak nie cementuje związku jak wspólne planowanie zbrodni.

“Czy znalazłeś już swoją drugą połówkę? Urządź mu wieczór, o jakim długo nie zapomni! Walentynki – daj się porwać magii miłości.”

I tak dalej. Znacie te hasła, prawda? Bombardują nas od tygodni, serduszka przyozdabiają witryny każdego butiku, próżno szukać miejsca, w którym moglibyśmy się skryć przed amorkami o wielkich dupach celujących do nas z łuków.

(Żeby nie było – nawet lubię to święto, ale jego komercjalizacja wzbudza we mnie obrzydzenie, dlatego wolę spędzać je z dala od modnych miejsc pełnych rozkochanych, idealnie wystylizowanych par)

Początkowo wpis ten miał zawierać zestaw gier planszowych i karcianych idealnych dla par, ale w trakcie pisania go poczułam wewnętrzny opór. Skoro nie lubię całego tego zamieszania, to dlaczego mam brać w nim udział, ba, zachęcać do niego? Tak też powstał pomysł na zestaw gier, które psują relacje międzyludzkie. Takich, podczas których wybuchają kłótnie, ludzie się na siebie obrażają i nie odbierają telefonów, mimo że wszyscy powtarzają sobie: “ej, to tylko gra, co z tego że Tomek napadł na mój bryg i wybił załogę?”.

Tym razem opiszę Wam tylko gry, w które sama wielokrotnie grałam – inaczej nie byłabym w stanie ocenić ich współczynnika “podstępu”. Oraz tego, jak motywują do zdrady przyjaciół. I członków rodziny. I mężów, kochanek, rodziców. Tak, to są gry, przez które mogą się rozsypać związki. Serio, serio.

Cios w plecy (A Game of Thrones)

A Game of Thrones – Fantasy Flight Games, 2003 (I ed.), 2011 (2 ed.)
Wydanie polskie: Gra o Tron (Galakta)

Dawno, dawno temu, zanim pojawiły się pierwsze pogłoski o tym, że powstanie jakiś serial, w czasach, gdy George R.R. Martin zaklinał się, że kończy już OSTATNIĄ książkę cyklu, której tytuł będzie zapewne brzmiał “Uczta dla Wron”, ale może rozbije ją jednak na dwie, bo się troszkę rozpisał… Zatem w tych odległych czasach otrzymałam od znajomych prezent – grę planszową osadzoną w realiach świata Pieśni Lodu i Ognia. Dla naszej grupy była to pierwsza planszówka od czasów Magii i Miecza, ale bardziej rozbudowana instrukcja nas nie zraziła, w końcu byli wśród nas weterani bitewniaków, a co! Przez pierwszych kilka rozgrywek przez złą interpretację jednej zasady mieliśmy średniowieczne wojny pozycyjne…

Żadna inna gra nie dała nam tylu emocji związanych ze zdradami sojuszników. Jako przedstawiciele rodów przesuwaliśmy drewniane armie po planszy, zdobywaliśmy miasta, a pod stołem sprawdzaliśmy smsy od tymczasowych przyjaciół – albo od wrogów. Skrycie dzieliliśmy terytoria, a potem nie przestrzegaliśmy ustalonych warunków. Piszącej ten tekst do tej pory wypomina się zmianę drużyny i atak na stolicę osoby prowadzącej w punktacji…

Poślij ich na dno, arrr! (Merchants & Marauders)

Merchants & Marauders – Z-Man Games (2010)
Wydanie polskie: Kupcy i Korsarze – Rebel (nakład wyczerpany)

Idealna dla fanów Piratów Sida Meiera albo serii Port Royale, mnie przyciąga możliwością zatopienia statków innych graczy. Niech sobie fani ekonomii pływają od jednego portu karaibskiego do drugiego z tytoniem czy innym kakao. Ja wolę zbadać, czy lokalne plotki o zakopanym skarbie są prawdziwe, zrobić jedną czy drugą misję, a jak się nawinie tłusty galeonik wyładowany złotem i towarami, zacząć polowanie.

W grze można w każdej chwili zmienić nastawienie do kwestii dręczenia innych graczy. Nawet jeśli początkowo zainwestowaliśmy w statek o pojemnej ładowni i po czasie znudziło nam się pływanie od portu do portu, możemy w każdej chwili wyposażyć się w lepsze armaty i niby przypadkiem odpalić w kolegę. Albo w siostrę. Czy kto tam z nami gra akurat.

Krecia robota (Battlestar Galactica: The Board Game)

Battlestar Galactica: The Board Game – Fantasy Flight Games (2008, nakład wyczerpany i nie będzie dodruku)
Wydanie polskie: Galakta (nakład wyczerpany)

Ech, te wspaniałe gry kooperacyjne, w których niby wszyscy gramy do jednej bramki, ale dobrze wiemy, że wśród nas chowa się ON… Cylon, zdradziecki rycerz, albo wariat, który podczas całej zawieruchy z chodzącymi trupami chce zatrzymać wszystkie leki dla siebie. Gry z elementem zdrajcy, który w najmniej oczekiwanym momencie odkrywa karty i wysadza jakąś kluczową instalację.

Planszowy Battlestar Galactica, w którym wcielaliśmy się w postacie znane z serialu (mowa o wersji z 2004), jest już,  niestety, niedostępny w sprzedaży. Zdaje się, że FFG nie opłacało się przedłużanie licencji. Ze wszystkich typów “zdrajców” najlepiej grało mi się zawsze właśnie cylonami. Najpierw, dla zachowania pozorów, trochę pomagać. Przejść się po ogarniętym kryzysami pokładzie Galactiki. Postrzelać z działek do nadlatujących “wrogów”, naprawić jakieś uszkodzenie, a potem ups, niechcący przedwcześnie uruchomić skok do innego systemu. Albo kazać chronionym przez nas statkom cywilnym (tym najcenniejszym, oczywiście) przemieścić się tuż pod dzioby raiderów… Dawno nie rozkładaliśmy tej gry i aż mi się zdradziecka łezka w oku zakręciła.

Et tu, Mordred (Shadows over Camelot )

Shadows over Camelot Days of Wonder (2005)
Wydanie polskie: brak

W Shadows over Camelot dzielni rycerze okrągłego stołu wyruszają, by wykonać heroiczne misje – zdobyć jakiś element zastawy stołowej, miecz od podejrzanej wodnej nimfy, albo usiec smoka. Tymczasem wokół kraju gromadzą się wrogie siły Piktów i Saksonów, a do bram Camelotu podtaczane są katapulty. Zdrajca musi być w tych zadaniach umiarkowanie niekompetentny, bo jeżeli pozostanie nie wykryty do końca rozgrywki, może przekuć pozorne zwycięstwo w przegraną.

A niech ich pożrą (Dead of Winter: A Crossroads Game)

Dead of Winter: A Crossroads Game – Plaid Hat Games (2014)
Wydanie polskie: Martwa Zima – Cube Factory of Ideas

Niezależnie od gry, najlepsze jest takie podpuszczenie grupy, by ukarała niewinną osobę. Jest to szczególnie łatwe w Martwej Zimie, gdzie każdy musi zrealizować cel osobisty, wymagający nietypowych działań. W tej grze każdy kontroluje nie tyle jednego bohatera, co stronnictwo składające się z przywódcy i jego sojuszników. Postacie muszą przebijać się z względnie bezpiecznej kolonii do różnych lokacji w opanowanym przez zombie mieście, szukać zapasów żywności, narzędzi i broni. Jeżeli w rozgrywce trafi się zdrajca, będzie utrudniał radzenie sobie z kryzysami, ściągał zombie w niewłaściwe miejsca albo w kluczowym momencie zużyje całe zapasy żywności. Rozpoznany i wygnany z kolonii, może polować na postacie pozostałych, albo zostać przywódcą bandytów (to ostatnie z dodatkiem Długa Noc).

Więcej na temat gry znajdziecie we wpisie poświęconym motywowi zombie w planszówkach.

A bomby zrzucamy tak (Twilight Imperium)

Twilight Imperium – Fantasy Flight Games 1997 (I ed.) – 2017 (IV ed).
Czwarta edycja zajmuje 11 miejsce w rankingu boardgamegeek.com.
Wydanie polskie czwartej edycji: Twilight Imperium – Świt Nowej Ery (Galakta)

W Twilight Imperium po zbudowanej losowo z sześciokątnych kartoników mapie galaktyki przesuwamy floty plastykowych stateczków, eksplorujemy nieznane obszary, zajmujemy planety, toczymy bitwy. Jest naprawdę fajnie, ale…

…w trzecią edycję tej rewelacyjnej gry 4x zagraliśmy tylko kilka razy, bo trudno nam było zorganizować te 8+ godzin czasu wolnego na rozgrywkę (przy sześciu graczach). Niemniej, tajne misje uwzględniające wycieczkę do systemu sąsiada celem przyjaznej okupacji planety macierzystej, albo wymagające opanowania pożądanego przez wszystkich centralnego systemu Mecatol Rex, budują atmosferę miłości i pojednania, tylko… inaczej. Jest jeszcze fajniej, gdy niektórzy gracze lubują się w rozpatrywaniu wszystkich możliwych scenariuszy w danej turze, bo to prowokuje do prewencyjnych ataków na takich delikwentów. Przecież trzeba ułatwić im pracę, ograniczając liczbę dostępnych systemów i statków. Podziękują.

7
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
3 Komentarze
4 Odpowiedzi
4 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
cantorre
Użytkownik

Dodałbym jeszcze Robo Rally, choć to bardziej imprezowa gierka.
Ale tak, GoT (II edycja) jest rewelacyjna i cholernie łatwo tam o kłótnie. Gra testuje związki jak żadna inna 🙂

C.C. Stellar
Użytkownik

Jako planszówkowy casual, mogę polecić “Gierki małżeńskie”. 😀

claven
Użytkownik

W Grę o Tron 1 edycję ciupiemy z kolegami już z 10 lat. Nie wiem, czy bylibyśmy w stanie zagrać w innym składzie – największe świństwa przyjmujemy wzruszeniem ramion, a największą satysfakcję czerpiemy z sytuacji, gdy dotrzymamy dealu, a i tak wbijemy nóż w plecy tymczasowego sojusznika.
Jeśli kogoś przerażają długie instrukcje, mnogość elementów (kartoników, pionków) albo nie ma wystarczająco dużego stołu, ale szykuje mu się domówka na 8-10 osób, które lubią sobie podokuczać – polecam Sabotażystę. Czas i piwo lecą szybko przy grze z odpowiednio nastawioną kompanią.