Zmien skórke
Logo Polygamii

Subiektywna recenzja to jedyna recenzja [Klub Dyskusyjny]

Problem polega na tym, że każdy czytelnik oczekuje od niej czego innego.

Bartosz Stodolny: Obiektywna recenzja jest wyliczanką. Gra ma to, to i to. Nie ma tego, tego i tamtego. Na koniec robimy bilans i wychodzi nam ocena. Jeżeli szukasz czegoś takiego, to są autorzy piszący w ten sposób i nie ma w tym nic złego. Ja natomiast zawsze wychodziłem z założenia, że przede wszystkim jestem graczem, jak każdy inny. Jeśli w grze coś mi się podoba, to choćby cała reszta tego nienawidziła, jestem w stanie dać wyższą ocenę. I w drugą stronę – obniżę notę, jeśli coś mi wybitnie nie podeszło.

Nie oznacza to jednak, że recenzent nie powinien zachować pewnego, wynikającego z profesjonalizmu, obiektywizmu. Powinniśmy znaleźć na to jakieś ładne słowo, ale chodzi mi o to, że recenzując takie Ghost Recon Wildlands grałem na konsoli i wiedziałem, że na pececie byłoby ładniej, w 60 klatkach, z myszką, która jest bardziej precyzyjna i wygodna. Ale obniżenie oceny tylko ze względu na fakt, że grałem na platformie, za którą nie przepadam, byłoby niesprawiedliwe (no chyba, że port jest wybitnie skopany).

Znowu anegdotycznie, ale niech będzie: każdy wie, jak wielkim fanem Warhammera jestem i jak bardzo Adam kocha Nintendo. Ale żaden z nas nie zawyży z tego powodu oceny. Wręcz przeciwnie, zawsze piszemy: “Jeśli jesteś fanem, dodaj sobie punkt do tej trójki i leć do sklepu.”. Albo wręcz przeciwnie: “Jeśli nie jesteś fanem, odpuść sobie bo to nie gra dla ciebie.”


Joanna Pamięta-Borkowska: Na dłuższą metę żadna moja wypowiedź nie jest w stu procentach obiektywna. Prawie każda rzecz, każdy strzęp wiedzy, są przepuszczane przez filtr zmysłów i indywidualnych doświadczeń, wobec czego zawsze będą nosić jakieś moje cechy, choćby tylko delikatnie zaznaczone i ledwo wyczuwalne. Ale zawsze będzie to trochę bardziej moje. A zwłaszcza taki tekst jak recenzja. Wyjdźmy od samego języka – jeśli założymy podejście kognitywistów, to każdy człowiek operuje specyficznym idiolektem, który nawet w obrębie użytkowników tego samego języka trochę się różni. Zgodnie z teorią językowego obrazu świata języki różnią się między sobą na tak wielu poziomach, że czasami aż trudno uwierzyć, że przekłady są w ogóle możliwe.


Dominik Gąska: Wiadomo, że recenzje nie mogą być obiektywne. Przynajmniej nie w 100 procentach. Ale ja trochę nie lubię nadużywania tego spostrzeżenia do obrony każdego tekstu i każdej opinii. Znaczy oczywiście każdą opinię można mieć, ale rolą recenzenta jest jeszcze trochę wyjść ponad to, co mu się osobiście (subiektywnie) podoba i próba ocenienia tego, co widzi w szerszym kontekście. Tu przydaje się wiedza, “ogranie” (przez analogię do “oczytania”) i zwyczajnie doświadczenie.

Weźmy taki przykład, który lubię przytaczać w tym kontekście – Assassin’s Creed. Pierwsza część. Uwielbiałem tę grę! Subiektywnie to dla mnie było 10/10, nie nudziłem się ani przez minutę, jakoś tak wszystko tam mi zagrało w ten sposób, że wszystkie aktywności poboczne wykonywałem i miałem z tego frajdę do końca. Czy jakbym pisał recenzję tę gry, to mógłbym, powinienem dać jej 10/10? Nie, profesjonalizm i pewien dystans powinny pozwolić mi zauważyć wszystkie te problemy, które pojawiają się w tej grze, nawet jeżeli dla mnie osobiście nie były one istotne.

Więc… Ostatecznie trochę tak, trochę nie. Recenzje nie są obiektywne, bo nic nie jest, oczywiście. Ale rolą recenzenta jest, żeby w rozsądnym stopniu ten swój subiektywizm tonować.

 


Adam Piechota: Obiektywne wnioski, tym częstsze, im więcej wiedzy w jakiejś dziedzinie posiadamy, powinny co najwyżej naginać opinię, którą wytworzyliśmy zupełnie “z siebie”. Przykład? Kocham Niera: Automatę, bo jestem w stanie przymknąć oko na nieco banalny system walki i backtracking, ale z ich powodu nie mogłem, nie było to w zgodzie z moim sumieniem, wystawić jej maksymalnej noty. Przykład odwrotny – osobiście mam pewien problem z tymi prawdziwymi piaskownicami, jak The Phantom Pain czy Breath of the Wild, które są ultrakreatywne tylko w rękach równie kreatywnie myślącego gracza. Ale podpowiedzi idące właśnie z “ogrania”, jak to napisał Dominik, upewniają mnie o ich potędze. Nigdy nie napisałbym, że ostatnia Zelda jest lepsza lub równa Majora’s Mask, ale to wyłącznie moje “ja”. W pełni za to akceptuję i rozumiem, że jest jedną z najważniejszych gier tej generacji.


Krzysztof Kempski: Uważam, że recenzja powinna być tak bardzo obiektywna, jak tylko jest to możliwe. Tylko co to właściwie znaczy… Zdaniem jednych, obiektywnie można wyłącznie wypisać oczywiste elementy gry jak gatunek, realia historyczne i cena. To jednak nie wszystko, o czym możemy przekonać się choćby czytając „Atlasa Zbuntowanego”. Wielu ludziom cegła autorstwa Ayn Rand kojarzy się z polityczno-ekonomicznym praniem mózgu, tymczasem wcale nie to jest w tej książce najbardziej pociągające. Między wierszami autorka prezentuje nam także dość ciekawy pogląd na ocenę sztuki.

Jej zdaniem, by opinię uznać za maksymalnie obiektywną, krytyk powinien wczuć się w rolę twórcy i oceniać ją na podstawie kryteriów, jakie postawił sobie artysta. Jasne, każdy będzie miał na ten temat różne zdanie. Jest jednak różnica w pisaniu „muzyka jest tak kiepska, że w życiu nie wrzuciłbym jej na swój odtwarzacz”, a stwierdzeniem, że nie pasuje do stylistyki gry. Nie słuchałbym poza grą muzyki z GTA, ale jakoś nie wyobrażam sobie zajmujących się podłymi interesami gangsterów słuchających jakiejkolwiek innej muzyki, niż ta z gry.

Twórca stawia sobie za cel stworzenie pixel artu? Nieobiektywne będzie porównywanie oprawy do np. Crysisa. Trzeba w takim przypadku ocenić po prostu jakość wykonania pixel artu. Albo moje ulubione, często widoczne w komentarzach (i nie mówię tu o Poly) przeliczanie czasu gry na pieniądze. Jasne, RPG jest „tańsze” od pełnego efektownych skryptów shootera. Czy jednak znaczy to, że nagle powinniśmy grać tylko w sandboksy, gdzie efekty specjalne nie będą za szybko stać na takim poziomie jak w produkcjach liniowych?

Sam przed napisaniem recenzji staram się sobie zawsze odpowiedzieć na pytanie, co twórca w zasadzie chciał osiągnąć. Wychodzi mi to lepiej czy gorzej, ale jeżeli mielibyśmy jakoś definiować obiektywizm w recenzjach to właśnie w ten sposób. Na tej drodze są też jednak pułapki – musimy skupiać się wyłącznie na kwestiach artystycznych. Inaczej mikropłatności byłyby fajne, bo zgodnie z oczekiwaniami przynoszą dochód. Kaszanki też nie zawsze są kaszankami przez przypadek.


Asia: …to ja dodam jeszcze jedno – gdybym szukała w recenzjach obiektywizmu, to przerzuciłabym się na czytanie opisów gier z Wikipedii. Układ: kto zrobił, kto wydał, streszczenie fabuły, jakość grafiki, dźwięk i oprawa muzyczna, pod koniec ogólna recepcja w mediach. Koniec. I wiecie, jaka jest moja reakcja? Wielkie ziew. Recenzja to dla mnie jednak jest też pewne obcowanie z autorem tekstu. Dlatego lubię te najbardziej kontrowersyjne – czyli z grami o najwyższych i najniższych ocenach, bo tam dopiero się dzieje! Tam są emocje, żywy język, celne uwagi, jest zabawnie, czasami smutno, ale przede wszystkim, jest w tym wszystkim człowiek, który opisuje swoje przeżycia i doświadczenia z grą. Mam swoich ulubionych autorów i są to osoby, których teksty albo się kocha, albo nienawidzi. Nie lubię zachowawczości i uniwersalności. Ale… z drugiej strony, lubię też teksty rzetelne. I jako redaktor i recenzent uważam, że w pracy nad swoim własnym warsztatem najpierw powinno się dążyć do rzetelności i poprawności, do pewnych standardów pisarstwa, a w międzyczasie czytać teksty napisane w dobrym stylu, zaś swój własny styl szlifować i powoli wyrabiać. Bo jednak czasami teksty “fajne” ocierają się o grafomanię. To też jest spore ryzyko i nie trzeba wyrobionego czytelnika, by ową grafomanię wykryć.

Nie odpoczęła przez weekend, więc zaciera rączki na majówkę

Redakcja

Więcej na temat:

19
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
9 Komentarze
10 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Freszu
Użytkownik

Kiedyś bardzo mnie interesowała ta zależność, więc po moją opinię odsyłam:

do jednej z moich pierwszych notek na Poly (znowu przeczytałem, prościutka, ale chyba jedna z niewielu, przy których teraz nie zasłaniam oczu co akapit) – https://polygamia.pl/blog/klatwa-urodzaju-czyli-po-co-komu-recenzje/

oraz do facebookowego posta dziennikarza o dość-nędznym-pseudonimie – https://www.facebook.com/papkintodoscnedznypseudonim/posts/881162555390709

(tl;dr – subiektywne recenzje najlepsze i najsilniejsze, bo inne nie powinny istnieć. Obiektywne mogą być tylko części opisowe i analityczne. Bez części krytycznej i oceniającej recenzja jest niepełna).

Cruzer969
Użytkownik

“Po roku recenzja nie będzie odzwierciedlać faktycznego stanu utworu.” – no i? Pewnie, że nie będzie, ale co ma zrobić redaktor, który musi napisać recenzję. Jeśli będzie się zasłaniał tym, że rozgrywka będzie inna, to grę dostanie inny redaktor, a temu pierwszemu się dostanie on naczelnego. Oceniamy, a potem piszemy o tym, co się dostało, a nie to co mogliśmy dostać, albo co dostaniemy za jakiś czas.

Freszu
Użytkownik

po to jest forma zapowiedzi/beta-testów/felietonu, no czegokolwiek oprócz recenzji, bo stworzenie twardej opinii o niepełnym produkcie jest zwyczajnie niemożliwe. Przykład: FIFA 18 od najwcześniejszych wersji do dziś dostała kilkanaście różnych wersji. W demie chwaliłem sobie nowy system podań, z którego już niewiele zostało. Jeszcze w FIFA 14 o takiej sytuacji nikt by nie pomyślał. IMO to trudna sprawa, wyróżniająca się na tle innych mediów – ocenianie serialów po odcinkach nawet nie jest temu bliskie. Klub dyskusyjny chyba jest po to, żeby zmienić zdanie takiego reżimowego naczelnego 😛

Cruzer969
Użytkownik

Reżimowy naczelny? Nie znam 😀 Recenzja to recenzja, głupio to brzmi, ale one są potrzebne, przynajmniej mi. Uwielbiam długie teksty, a tych jest ostatnio coraz mniej, tylko recenzję są długie, ewentualnie wpisy na blogu, albo felietony (których też jak na lekarstwo).

Eschelius
Użytkownik

No i problem sierobi jak recenzenci się zaczynają bawić w poprawianie recenzji po latach, bo “Gra się zmieniła”, ale wybiórczo. Takiego specjalnego traktowania doczekał sie tutaj Driveclub, nieco szerzej No Man’s Sky. Jak dla mnie albo wszyscy (co byloby niewykonalne) albo nikt.

Cruzer969
Użytkownik

Tak myślałem, że poruszycie ten temat. Sam lubię czytać po prostu rzetelną recenzję, która przedstawi, i czasem zachęci, albo zniechęci mnie do zagrania w dany tytuł. Jeśli mam jakąś upatrzoną grę, film, książkę, to choćby dzieło dostało 2/10, to i tak je kupię i będę się dobrze bawił, nie ważne, czy spodobało się mojemu ukochanemu autorowi. Jeśli ktoś szuka obiektywizmu, to polecam encyklopedię GOLA, tam jest tylko opis gry, bez żadnych emocji. Dlatego tak bardzo lubię videorecenzje Tomka Drabika, bo zawsze dodaje coś od siebie, mimo, że jego recenzję w większości wyglądają tak samo (mają ten sam schemat). Też ciekawą… Czytaj więcej »

gseed
Użytkownik

A ja lubię właśnie takie osobiste pełne pasji recenzje ale jednocześnie zdradzające ze autor recenzji zjadł na grach zęby i nie pisze co mu palce na klawiaturę przyniosą. Jestem w stanie zrozumieć 10/10 dla gry która mi się nie podoba o ile ktoś napisze o niej z pasja. A jeśli jest to paska zaraźliwa to jeszcze lepiej bo być może otworzy mi oczy na zalety gry, których wcześniej nie dostrzegłem. Podobnie jestem w stanie zrozumieć niska ocenę dobrej gry, która okazuje się rozczarowaniem dla fana serii. Kiedyś oczekiwałem jakiegoś mniej więcej obiektywizmu po recenzentach, ale to były czasy prasy drukowanej,… Czytaj więcej »

pamuk85
Użytkownik

Subiektywizm recenzji jest jak najbardziej w porządku. Większość autorów takich tekstów mówiąc o nieobiektywnych pojęciach (np nudy) wskazuje na swoje odczucia. Wystarczy więc czytać tekst ze zrozumieniem i uwagą. Gorzej z oceną gry, która ze swej natury ma charakter porównawczy. Jeżeli odczucia autora wezmą górę wielu odbiorców uzna, że recenzent wziął wartość oceny z sufitu, nie stosując żadnych kryteriów. Do tej pory pamiętam recenzję chyba z CD Action pierwszej odsłony gry Shogun: Total War (której byłem wielkim fanem). Recenzent opisał grę w absolutnych superlatywach, praktycznie nie wskazując żadnych potknięć autorów. Aż prosiło się o pełną 10! Gra jednak otrzymała 9…… Czytaj więcej »

Eschelius
Użytkownik

Subiektywizm w recenzjach zawsze był i będzie. To akurat niewielki problem. Problem to się robi jak autor uważa, ze ma jakąś wielką misję i zaczyna do recenzji, i potem odzwierciedlać to w ocenie, wciskać swoje poglądy polityczne i ideologiczne (oczywiscie jako jedyne słuszne). Jeśli ktoś koniecznie chce się z czytelnikami dzielić tym jak bardzo jest dobrze/źle że w grze są/nie ma mniejszosci to proszę – od tego są felietony. Recenzja ma powiedzieć, czy gra jest dobra a nie czy wypełnia jakieś urojone parytety.

Na szczeście na razie to głównie problem zachodu, chociaż powoli ta trucizna się sączy i do nas.

archigame
Użytkownik

Wydaje mi się, że nie sposób stworzyć jakiekolwiek tekstu obiektywnego. To tak ode mnie. Druga rzecz. Nie lubię recenzji gier. Ani ich czytać, ani ich pisać. Można ciekawie pisać o grach – ale czy naprawdę muszą to być recenzje? Wiem, że być może jestem w mniejszości. Ale każdy tytuł jak tak dobrze zlustrowany przed premierą, że najczęściej długo przed nią wiem, że dany tytuł nabędę czy nie. Uważam, że w polskich internetach jest za dużo recenzji – a za mało tekstów o grach. O historii zawartych w nich, o gamedevie, o motywach postaci, ciekawostkach i w ogóle. Już nawet teksty… Czytaj więcej »

Freszu
Użytkownik

Trochę offtop, ale też prawda. Szkoda, że takimi tekstami częściej zajmują się osoby niezwiązane zawodowo z dziennikarstwem – ot taka publicystyka w cdaction często przykuwa moją uwagę, ale na endlessrunerze prowadzonym przez byłych redaktorów widać większą swobodę i bardziej emocjonalne podejście.

Cruzer969
Użytkownik

“O historii zawartych w nich, o gamedevie, o motywach postaci, ciekawostkach i w ogóle.” Wiesz, że takie teksty czyta niewiele osób, bo ludzie wolą obejrzeć film o ciekawostkach np. na kanale Tvgry. Tu kolega @Freszu zauważył ciekawą rzecz, “Szkoda, że takimi tekstami częściej zajmują się osoby niezwiązane zawodowo z dziennikarstwem”. Sam piszę takie teksty, nie jestem dziennikarzem, robię to z pasji. Tylko, że ludzie nie chcą czytać takich tekstów. Niestety.

archigame
Użytkownik

Znaczy… ja wiem. Rozumiem to co napisałeś i często sam się łapię na tym, że pisuję czasami teksty i w sumie niewiele z tego jest. Ale skoro mi ich brakuje, to może komuś jeszcze też. Na zagranicznych serwisach jest tego po prostu chyba więcej.

Cruzer969
Użytkownik

Więcej, pewnie tak. Też brakuje mi takich tekstów, bo samyy newsami też ciężko wyżyć. Tylko nie na wszystkich portalach takie teksty się czytają 😉

kabotyn
Użytkownik

Chciałbym się odnieść do pojęcia “ogrania”. Upraszczając: jest to przede wszystkim suma doświadczeń oraz nabytych umiejętności (manualnych jak i bardziej subtelnych). Jest to pewien obszar wiedzy, ale nie wykracza on poza wiedzę potoczną, dostępną wszystkim. Pamiętam że gdy byłem chłystkiem zwracałem uwagę na opinie starszych kolegów, a oceny wydawane przez dziennikarzy posiadały dla mnie pewną wagę. Dostęp do informacji w dniu dzisiejszym nie ogranicza się do jednego, dwóch czasopism i trzech znajomych nerdów, ale całego bloku informacji, poczynając od zajawek devów na twitterze, newsów, reddicie, gamasutrze, pandeli GDC, PAXÓW, gejmplejów na twitchu i tubie przed i tuż po premierze. Do… Czytaj więcej »

gseed
Użytkownik

Co do ogrania i wiedzy potocznej.

Ja jednak inaczej odbieram tekst osoby, po której widać,  że widzę czerpała z internetów i ta wiedza jest oparta na doświadczeniach innych graczy, a osoby, która sama doświadczyła tego czy innego. To niejednokrotnie widać i czuć, że jeden o latach 90 czytał, a inny w latach 90 grał.

kabotyn
Użytkownik

Słuszna uwaga.
Chociaż nie można jej traktować jako zasady ze względu na młodych fascynatów historii gier, którzy dzisiaj odkrywają “artefakty” z lat dziewięćdziesiątych z różnych pobudek.

Lord Bart
Użytkownik

Nie chce mi się opisywać wszystkiego co myślę na temat wielkiej debaty ‘subiektywizm/obiektywizm w życiu codziennym i od święta’, ale recenzji nie powinny pisać osoby, które są… fanbojami danej serii czy tytułu. A tak się zdarza i to na największych portalach growych np. w Polsce. A jak jeszcze do tego dochodzą łakocie od wydawców…

Cóż… sprzedawanie się i naciski PR-u to też kolejne oblicze tego tematu.

kolson
Użytkownik

Też nie lubię zachowawczych recenzji, których autorzy starają się, by nikogo nie urazić i każdemu dogodzić. A takich tekstów niestety jest na pęczki. Przez to można odnieść wrażenie, że słabych gier właściwie nie ma, są tylko niezłe, dobre i bardzo dobre. I tak, jak ktoś już wspomniał, wolałbym czytać recenzje ludzi, którzy nie są związani emocjonalnie z serią, marką, postacią itp. Opinia fana (lub mocno uprzedzonego do danego tytułu “antyfana”) jest może istotną wskazówką dla innych fanów/antyfanów, ale dla szerszego grona czytelników niekoniecznie. Bardziej interesuje mnie zdanie np. na temat Mario Odyssey tego recenzenta, który ma obojętny stosunek do gier… Czytaj więcej »