Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeSmoke and Sacrifice – recenzja. Nijak i bez celu

Survival bez pomysłu i wizji.

Facebook Twitter Google Wykop

Trudno się nawet w przypadku Smoke and Sacrifice do czegoś konkretnego przyczepić. Ta survivalowa gra, mocno nawiązująca do Don’t Starve, działa na podstawowym poziomie mechanicznym i jak na ograniczenia zastosowanego przez twórców podejścia nieźle wygląda. Daje się w to grać. Ale czy mam ochotę robić to dalej? Nie, w żadnym wypadku. To odpowiednik takiego pozbawionego smaku, zapełniającego tylko żołądek jedzenia. Jest, ale nic poza tym.

Platformy: PC, Nintendo Switch
Producent: Solar Sail Games
Wydawca: Curve Digital
Wersja PL: Tak (napisy)
Data premiery: 31.05.2018
Wymagania: Windows 7 – 10, Intel Core  i3-4130, GeForce GTX 650/Radeon HD 5770, 4 GM RAM
Grę do recenzji udostępnił dystrybutor. Obrazki pochodzą od redakcji.

A początkowo nawet można odnieść wrażenie, że będzie inaczej. Chociaż zarys akcji jest tu tak typowy, jak tylko być może – w wiosce głównej bohaterki odbywa się tradycyjnie jakiś odwieczny rytuał, w którym składa się pierworodne dziecko w ofierze w zamian za pomyślność dla reszty społeczności. No i oczywiście, że kryje się za tym jakaś tajemnica, złowrogi sekret, że rzeczy nie są takie, jakimi się wydają.

Tylko że dialogi napisane są tu tak szczątkowo, tak banalnie, że bardzo szybko przestajemy się tymi wydarzeniami w jakikolwiek sposób przejmować. Całość sprawia wrażenie, jakby była napisana dla niezbyt rozgarniętych dzieci – poszczególne postacie zamiast być jakimikolwiek postaciami robią wszystko, by dokładnie wytłumaczyć nam, co mamy robić.

Dochodzi tu przez to do absurdów w rodzaju chroniącego sekret kapłana, który mówi coś w rodzaju, że nie może ci pozwolić na udanie się w to miejsce, ale jeżeli pójdziesz na północ i przejdziesz przez drzwi, to przecież nikt cię nie powstrzyma.

Survival w kontekście

Dość szybko odkrywamy więc sekret, którym jest kryjący się pod ziemią świat pełen niebezpieczeństw i wyzwań. I wtedy też ujawnia się prawdziwa natura Smoke and Sacrifice. To kolejna z tych gier, w których zbieramy 5 śrubek i 10 kawałków tkaniny, żeby stworzyć kolejne ulepszenie pozwalające na odkrycie innego kawałka planszy.

To początkowe skojarzenie z Don’t Starve jest bardzo trafne – gra się w to w zasadzie tak samo, interfejs jest praktycznie identyczny. Mniej tu tylko eksperymentowania, zabawy i zagrożenia, a więcej podążania ścieżkami, które z góry wyznaczyli nam twórcy. Wygląda na to, że pomysłem było tu stworzenie gry survivalowej, przez fabularny kontekst dającej graczowi większą motywację do działań. Tylko że koniec końców jest to wszytko raczej nudne. Ani ten świat, ani jego bohaterowie, ani ich troski nie przyciągają specjalnie przed ekran.

Niebanalna oprawa

Szkoda tego o tyle, że gdyby tylko twórcom chciało się pójść trochę dalej, zamiast odtwarzać gatunkowe schematy i klisze, to mogłoby tu powstać coś ciekawego. Widać to szczególnie na poziomie oprawy graficznej. Chociaż jest ona raczej prosta i bazuje na płaskich, bitmapowych postaciach rzuconych na trójwymiarowe tło, to ma jednocześnie sporo uroku i charakteru.

Mogłoby tu powstać coś ciekawego.

Nie jest to więc kolejna z tych kopiujących schematy gier, która jest do tego odrzucająca w sferze wizualnej. Robi to tym bardziej pozytywne wrażenie, że widać ograniczenia budżetowe czy technologiczne, z którymi musieli zmagać się twórcy. Gra nie wygląda nowocześnie, nie jest mocna technicznie, ale potrafi wybrnąć z tego z twarzą.

Całość ma taki niezaprzeczalny urok gry z przełomu wieków, stworzonej w dzisiejszych czasach. Nawet nie tyle świadome retro co odwołanie się do pewnej stylistyki, kiedyś powszechnej, a teraz trochę zapomnianej.

Banalna cała reszta

Ale co z tego, kiedy ostatecznie okazuje się, że całą istotą rozgrywki jest tu wypełnianie kolejnych, identycznych, powtarzalnych zadań, polegających na zebraniu jakiejś liczby przedmiotów, zabiciu jakiegoś wroga czy znalezieniu jakiegoś przejścia.

Poszczególne systemy gry są funkcjonalne, ale jednocześnie do bólu proste. Walka to przez cały czas po prostu machanie bronią i unikanie ciosów przeciwnika, tworzenie kolejnych przedmiotów sprowadza się do wybierania ich z listy i obserwowania efektów, cały „survival”, jeżeli tylko mamy głowę na karku i pamiętamy o dbaniu o potrzebne zasoby – raczej trywialny.

Nudy, panie

Smoke and Sacrifice daje graczowi do zbadania sporych rozmiarów mapę i obiecuje dziesiątki godzin rozgrywki. Tyle tylko, że zaczyna się nudzić już po kilku. Nie oferuje niczego szczególnie ciekawego czy zajmującego, chociaż przy tym ciężko mu też coś konkretnego mieć za złe.

To gra całkowicie poprawna, na którą przez to chyba jeszcze bardziej szkoda czasu. Gdyby była zwyczajnie zła, może dałoby się o niej coś ciekawego napisać.

ZAGRAĆ?
MOŻNA
3.0

Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
  Subskrybuj  
Powiadom o